1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Vanessa Redgrave: Żyłam naprawdę!

Vanessa Redgrave: Żyłam naprawdę!

fot. BewPhoto
fot. BewPhoto
Nieważne, czy chodziło o czeczeńskich separatystów, wojnę w Wietnamie, czy dzieci w Somalii – zawsze stawała po stronie słabszych. Arystokratka i aktorka, ambasadorka UNICEF-u, laureatka Oscara. Vanessa Redgrave.

(Wywiad pochodzi z archiwalnego numeru: Zwierciadło 8/2017)

Trzeba niezwykle silnego impulsu i imperatywu, by (proszę wybaczyć!) w pani wieku debiutować filmem dokumentalnym.

Wybaczam, bo to nie jest żadna tajemnica, że skończyłam 80 lat! [śmiech] Całe życie grałam w filmach. Każdy z nich niósł jakiś przekaz dla ludzi, oddziaływał na nich. Nie wyobrażam więc sobie, że aktor może być obojętny wobec rzeczywistości. Musiałam w końcu zabrać głos w sprawie kryzysu uchodźczego. „Sea Sorrow” zrobiłam dlatego, że rządy europejskie, które podpisały Deklarację praw człowieka, zapomniały o pryncypiach. Owszem, chętnie powołują się na wartości europejskie, ale one są traktowane dość swobodnie, są modyfikowane w zależności od sytuacji. Poza tym nie podoba mi się sposób, w jaki niektóre media relacjonują to, co dzieje się w obozach dla uchodźców. Często pokazuje się tych ludzi w negatywnym świetle i stawia znak równości między nimi a terrorystami islamskimi. Takie nagonki powtarzają się szczególnie wtedy, gdy dochodzi do kolejnego ataku terrorystycznego. Strach, który podpowiada, że trzeba budować mury na granicach i zawracać łodzie, niestety, nie jest najlepszym doradcą.

Konia z rzędem temu, kto wie, jak ten kryzys rozwiązać, a przy tym nie gwałcić praw humanitarnych.

Ja też nie wiem, jak sobie z tym poradzić… Nie jestem politykiem, nie mam władzy ani środków. Wiem jednak, że każdy, kto ucieka przed śmiercią, głodem, bólem, zasługuje na pomoc. To jest miarą naszego humanizmu. Zapewne nie ma tutaj rozwiązań idealnych, ale głęboko wierzę, że można lepiej, inaczej tych ludzi przyjmować i traktować, niż to się dzieje obecnie. Dla mnie takim pozytywnym przykładem, mimo wszystkich zastrzeżeń, jest Angela Merkel. A negatywnym Theresa May, która obiecuje ograniczenie napływu uchodźców i emigracji w ogóle.

Media nieustannie bombardują nas widokami tonących łodzi, przepełnionych uchodźcami dobijającymi do Europy. Wiem, że bardzo konkretny obraz panią zainspirował. Czy może pani o tym opowiedzieć?

Straszny widok chłopca syryjskiego, zaledwie trzyletniego Alana Kurdiego, jego martwego ciała, leżącego twarzą w wodzie na tureckiej plaży, stał się dla mnie impulsem i punktem wyjścia. Utonęły też jego siostra i matka. Pochodzili z miasta Kobani. Uciekli, by nie zostać zabici przez ISIS. Kiedy się pomaga uchodźcom, a szczególnie ich dzieciom, to taka pomoc wychodzi poza doraźność. Ma się wtedy poczucie budowania dla nich jakiejś przyszłości, czegoś trwałego.

Pani też była uchodźcą w swoim własnym kraju… Wie pani, jakie to uczucie.

Nie powiem więcej niż w filmie, bo to ciągle mój koszmar. Kiedy robiliśmy research do filmu „Sea Sorrow”, znaleźliśmy w Imperialnym Muzeum Wojny w Londynie plakaty nawołujące ludzi na prowincji, by przyjmowali pod swój dach uciekające w transportach dzieci z Londynu w 1940 roku. Było tam też napisane, że to jest patriotyczny obowiązek farmerów i zdanie o tym, że dziecko każdego z nich także mogło być w takiej samej sytuacji. Ludzie rozumieli wtedy, że nie można odmówić, że w ogóle nie ma takiej alternatywy. Mój wtedy sześcioletni przyjaciel, który tak jak my i inne dzieci został ewakuowany z Londynu, napisał po latach scenariusz do sztuki o tych wydarzeniach i mi go przeczytał. Byłam pierwszą osobą, która to usłyszała. No i na jego podstawie powstała później po wielu latach sztuka teatralna, w której zagrałam. Postanowiliśmy to sfilmować. Jednak mój syn Carlo zdecydował, by wpleść w film wątek moich osobistych przeżyć, sugerując, że to mocniej przemówi do emocji widzów.

Jak się pani współpracowało z synem?

Doskonale. Był moim producentem i scenarzystą. Dzieliliśmy się zadaniami. Jednak z mojej strony było w tej pracy dużo improwizacji. No, ale nie jestem zawodowym reżyserem, więc czuję się usprawiedliwiona [śmiech!]. Carlo zrealizował wywiady z uchodźcami w obozach we Włoszech, ja w tym czasie robiłam research w Grecji. Spędziłam także dwie doby w obozie zwanym dżunglą w Calais we Francji. Poznałam wtedy pewną rodzinę z Kosowa. Prababcia miała 103 lata i przeżyła pięć wojen. Była niesiona przez swojego wnuka na plecach całą tę koszmarną drogę. Z Kosowa do Francji.

A skąd ten Szekspir? Nie tylko tytuł filmu nawiązuje do „Burzy” wielkiego stratfordczyka, ale w samym dokumencie pojawia się scena rozmowy Prospera (w wykonaniu Ralpha Fiennesa) z córką Mirandą.

Zagraliśmy już razem wcześniej w „Koriolanie”. Czytając teksty Szekspira, a było tego trochę w moim życiu, zawsze myślę o współczesności i o tym, jak wielkim był wizjonerem. W „Burzy” Prospero i jego trzyletnia córka Miranda, wygnani przez mściwego brata bohatera, uciekają przez morze w przegniłej łodzi. W „Sea Sorrow” Prospero opowiada i przypomina o tym dorosłej już córce. Czyż ta sytuacja nie nasuwa się sama, kiedy oglądamy zdjęcia przeładowanych barek z tysiącami uchodźców na Morzu Śródziemnym?

Powiedziała pani kilka lat temu, kiedy rozmawiałyśmy w Berlinie, że ci, którzy mają władzę, nie wyciągają wniosków z historii, a ta lubi się, niestety, powtarzać.

I to mnie przeraża. Pamiętam konferencję UNICEF-u, którą zorganizowaliśmy w Bośni. Niestety, rządy krajów europejskich nic nie robiły w czasie tej krwawej wojny domowej albo zbyt mało, by pomóc przetrwać dzieciom i ich rodzinom. Jedna z uczestniczek konferencji powiedziała, że nie można z niczym porównywać zagłady Żydów i Holokaustu w czasie drugiej wojny światowej. Tymczasem niemal na naszych oczach cywilna ludność Sarajewa była mordowana. I to też był Holokaust, ludobójstwo. Wydawało się, że to, co zdarzyło się podczas drugiej wojny światowej, nigdy już się nie powtórzy, ale to nieprawda. Przywołuję te zdarzenia, by opinia publiczna i rządzący zrozumieli, że dzielenie ludzi na nas, Europejczyków, i obcych, piętnowanie tych, którzy szukają tutaj schronienia, oraz obojętność na ich los mogą doprowadzić do nie mniej tragicznych konsekwencji w przyszłości.

Kino, sztuka mogą zbawić ten świat? Jest pani idealistką z misją?

Wtedy, w 1994 roku, przyjechałam do Bośni także po to, by wziąć udział w spektaklu z bośniackimi aktorami. Budynek teatru stał zrujnowany i widniały na nim ślady pocisków. Warunki pracy były potwornie trudne. Jednak właśnie wtedy zrozumiałam, że sztuka i prawda są równie potrzebne ludziom jak woda, prąd czy jedzenie. Nigdzie już potem nie widziałam takiego entuzjazmu aktorów i zespołu do pracy ani tak chłonnej, spragnionej teatru i wolnego słowa publiczności. Czy to jest naiwność? Idealizm? Nie, to fakty.

Tę nieobojętność i empatię na los pokrzywdzonych wyniosła pani z domu. Pochodzi pani z aktorskiego i arystokratycznego klanu…

Tak, ale nie lubię, gdy to się tak podkreśla, bo nigdy nie uważałam się za kogoś wyjątkowego z racji urodzenia. Żadna w tym przecież moja zasługa. Niewątpliwie jednak i ja, i moje rodzeństwo – brat Corin i siostra Lynn – od najmłodszych lat nasiąkaliśmy sztuką. Oboje rodzice byli aktorami, a wcześ­niej dziadkowie, więc w domu przy kolacji czy obiedzie rozmawiało się o Szekspirze, Czechowie, Dostojewskim. Ale także o tym, że aktor musi być człowiekiem otwartym na ludzi i świat. Miałam osiem lat, kiedy po raz pierwszy rozwinęła się moja świadomość polityczna. Dowiedziałam się wtedy o istnieniu nazistowskich obozów śmierci. Potem, kiedy miałam 11 lat, usłyszałam w BBC Powszechną deklarację praw człowieka. Rodzice wyjaśniali nam, jak ważne są prawa człowieka i że nikogo nie wolno dyskryminować z powodu rasy, religii czy poglądów politycznych.

 

Ojciec był komunistą, stąd pani polityczne i społeczne zaangażowanie?

On był moim najlepszym nauczycielem zawodu i życia. Jeśli chodzi o teatr i kino, nauczył mnie dyscypliny, techniki, bo to jest ten prawdziwy fundament wolności. Jednak przede wszystkim dzięki niemu zrozumiałam, że aktorstwo to także nieobojętność na rzeczywistość, a każde nasze nawet banalne działanie jest polityką, jak choćby to, czy kupujesz jedzenie w supermarkecie, czy w małym sklepiku u Greka albo Hindusa. W czasie wojny oboje – i mama, i tata – narażali życie, pomagając Żydom. Po wojnie natomiast za sympatyzowanie z komunistami, choć ojciec nigdy nie był w partii, miał na jakiś czas zakaz pracy w stacji BBC.

Panią także spotkało wiele nieprzyjemności w związku z publicznym deklarowaniem swoich politycznych przekonań. W Hollywood ominęło panią wiele, być może ważnych dla kariery, ról. Warto było?

Wie pani, ja wiem, że żyłam naprawdę. To chyba ważne móc to sobie powiedzieć w wieku 80 lat [śmiech]. Nigdy nie pracowałam dla kasy ani dla kariery. Chodzi o to, że przez całe życie przeciwstawiałam się złu i niesprawiedliwości, stawałam po stronie pokrzywdzonych, słabszych. Nieważne, czy chodziło o czeczeńskich separatystów, wojnę w Wietnamie, robotników z kopalni złota w Rumunii, walkę z supermarketami, gejów i lesbijki, dzieci w Somalii, czy wreszcie o żydowski establishment w Hollywood.

Ludzie po mojej mowie oscarowej myślą, że nienawidzę Żydów. Odbierając statuetkę za rolę w „Julii”, powiedziałam, że ci, którzy zaatakowali mnie za sympatyzowanie z OWP, to syjonistyczni chuligani. A to przecież nie dotyczyło wszystkich ludzi żydowskiego pochodzenia, tylko bardzo specyficznego, wąskiego środowiska hollywoodzkiej branży. Oczywiście, przestałam po tym dostawać propozycje ciekawszych ról w Hollywood. Stałam się tam niewygodna.

Przez pani niepoprawność polityczną i zaangażowanie ucierpiała także pani rodzina. Nie tylko kariera.

Cóż… byłam okropną matką! Tymczasem to jest największa rola życiowa… W młodości macierzyństwo nie było dla mnie najważniejsze. Byłam już w siódmym miesiącu ciąży z pierwszą córką, kiedy chodziłam z ulotkami po londyńskich domach i agitowałam za tym, by ludzie głosowali na Partię Pracy. Moje dzieci na szczęście wyrosły na porządnych ludzi. Dość szybko zrozumiały, że choć nie byłam obecna w ich życiu tak często, jak powinnam, to dlatego, że pracowałam na to, by inne dzieci miały normalne dzieciństwo. Chciałam też, żeby od najmłodszych lat wiedziały, że trzeba pomagać innym ludziom. Nie wiedziałam jednak wtedy tego, co wiem teraz – że przez lepszy kontakt z własnymi dziećmi być może byłabym skuteczniejsza w pracy dla UNICEF-u w Somalii czy w byłej Jugosławii.

Czyli jednak jest coś, czego pani dziś żałuje?

Tak. Tego, że nie byłam ani dla Natashy, ani dla Joely i Carla matką bardziej obecną w ich życiu. Coś ważnego mnie ominęło. Jednak coś też równie cennego zyskałam. Przyszedł taki czas, kiedy w ciągu kilkunastu miesięcy straciłam trzy najbliższe mi osoby, potem drżałam o życie mojego syna Carla, który miał zawał. Na szczęście odnalazłam się po tych traumach w pomaganiu innym. Robiłam to wcześniej przez całe życie. Jednak inaczej na to wtedy spojrzałam. Nie mamy wpływu na śmierć i chorobę, ale to nie znaczy, że nic nie możemy. Pomagając ludziom, dystansujemy się od swojego własnego cierpienia, nie zamykamy się w nim, a jednocześnie kreujemy nowe sytuacje. Czasami to są zalążki nowego życia, nowego startu dla kogoś, kto wcześniej też stracił najbliższych, dom, poczucie bezpieczeństwa. To pomaga szybciej powrócić do równowagi, przyjąć nieuniknione, a przy okazji dać komuś radość i nadzieję. Dobro naprawdę powraca.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).