1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Beata Pawlikowska - Uparta dusza

Beata Pawlikowska - Uparta dusza

fot. Rafał Masłow
fot. Rafał Masłow
„Jak nie oburzać się na drastyczne i okrutne obyczaje obcych kultur?” – pyta Maja Jaszewska. „Ufam plemiennej mądrości” – odpowiada Beata Pawlikowska, wieczna studentka w szkole życia.

- Zwiedziła pani wiele zakątków Ziemi, poznała mnóstwo odmiennych obyczajów. Czy zdarzyło się kiedyś, że jakieś rytuały wzbudziły w pani niechęć lub oburzenie?

- Nigdy nie czułam gniewu, niechęci ani nie miałam potrzeby wartościowania odmiennych kultur, które widziałam. Wychodzę z założenia, że my, biali ludzie z zachodniej cywilizacji, nie jesteśmy w stanie wniknąć w myśli, serca i dusze ludzi, których spotykamy gdzieś na końcu świata. I dlatego nawet jeżeli widziałam rzeczy, które wydawały mi się straszne, to miałam świadomość, że nie mam prawa oceniać tego, czy to jest dobre, czy złe, dlatego, że to istnieje w zupełnie innym wymiarze. Wybieranie się w daleką podróż uzbrojeni w nasz zachodni system wartości jest pozbawione sensu. Zostaliśmy inaczej wychowani, więc nie tylko nasze myślenie i zachowania są inne, ale nawet podświadomość mamy odmienną.

- Jak nie poczuć oburzenia, patrząc na mikroskopijne buciki dawnych Chinek, którym w dzieciństwie ciasno bandażowano stopy, żeby nie rosły?

- Spotykałam stare Chinki, które były z tego dumne, bo to był dla nich symbol urody. Może następne pokolenia chińskich kobiet zmienią sposób myślenia i inaczej ocenią ten zwyczaj, ale jestem pewna, że my, ludzie z zewnątrz, nie mamy prawa powiedzieć: „to było złe, bo przynosiło ból, cierpienie i was kaleczyło”. Równie dobrze Chinki mogłyby przyjechać do nas, popatrzeć na kobiety, które od rana do wieczora chodzą w szpilkach i – ze względu na wady stóp i kręgosłupa, jakie to powoduje – kazać nam wszystkie buty na obcasie wyrzucić do kosza.

- A jeśli mowa o zwyczajach najbardziej drastycznych,  jak choćby obrzezanie kobiet? Czy też nie powinniśmy  się oburzać?

- Jestem przekonana, że jak każdy zwyczaj, tak i ten ma swoje głęboko ukryte przyczyny. Moim zdaniem, każda kultura instynktownie zmierza do tego, żeby służyć swojej społeczności, a nie ją niszczyć. Z naszego punktu widzenia, różne rytuały i zwyczaje mogą szokować, ale to dlatego, że nie jesteśmy w stanie prześledzić ich historii i ujrzeć w całym kontekście uwarunkowań danego miejsca i czasu. I będę się upierała przy tym, że ta niemoc odbiera nam prawo do oceny.

Aborygeńscy chłopcy w wieku 10–12 lat przechodzą długi proces trudnej i bolesnej fizycznie i emocjonalnie inicjacji, po to, żeby stać się dzielnymi wojownikami i być wartościowymi ludźmi dla swojej społeczności. Chłopcom robi się blizny na skórze i to na dodatek powoli, żeby ich bardziej bolało. Ale w ten sposób uczy się ich wytrzymałości, dlatego że Aborygen mieszkający w buszu cierpi podczas upału i podczas deszczu, musi umieć upolować sobie kolację, a jeśli to się nie uda – wytrzymać głód.

Z naszego punktu widzenia te zwyczaje są okrutne. Ale jednocześnie to jest szkoła życia, której nikt nie daje dzieciom w naszej części świata. U nas jest odwrotnie – uważamy, że dzieciom należy tak ułatwić życie, by nie miały żadnych zmartwień. Nasz ideał wychowawczy to beztroskie dzieciństwo – bez obowiązków, bez przykrości, bez pracy – bo rodzice mają nadzieję, że ono zagwarantuje w przyszłości szczęście. A tymczasem dzieje się wprost przeciwnie – takie dziecko wyrasta na kompletnie bezradnego dorosłego, który nie wie, co ma ze sobą robić, kim jest, nie zna swoich uczuć, nie potrafi podołać trudnym sytuacjom, bo brakuje mu samodzielności i odpowiedzialności. Więc mimo że z naszego punktu widzenia w naszym świecie jest fantastycznie, a u Aborygenów strasznie, to zdecydowanie wolę tamten sposób wychowywania dzieci i przekazywania im zestawu narzędzi służących radzeniu sobie w dorosłym życiu.

- Natacha Atlas przejmująco śpiewa piosenkę  „This is a man’s world”. Czy pani też odnosi wrażenie,  że świat należy do mężczyzn?

- Świat należy do ludzi, którzy są mądrzy, konsekwentni, mają siłę i odwagę, żeby coś zrobić z własnym życiem i ze światem. I nie ma absolutnie znaczenia, czy ktoś jest kobietą czy mężczyzną. Ważne jest, na ile ma dobry kontakt ze swoimi emocjami, pragnieniami i świadomie przeżywa każdy dzień. Brak zadowolenia, wieczna nieufność, strach, brak poczucia własnej wartości i ciągłe rozczarowanie – to wszystko nie ma płci.

Kiedyś dorośli ciągle mi powtarzali, że będę szczęśliwa dopiero, kiedy będę miała męża. Wyszłam z domu z przekonaniem, że kobieta jest kimś gorszym niż mężczyzna, że jest narzędziem w jego rękach. Ale z czasem zrozumiałam, że to nieprawda. Każdy człowiek ma taki sam zestaw narzędzi do radzenia sobie w życiu i tylko od nas samych zależy, co z nimi zrobimy.  Czy będziemy pielęgnować w sobie strach, czy ruszymy w drogę po swoje szczęście.

Wiem to, bo sama kiedyś byłam ofiarą własnej bezradności i nieporadności. Ciągle myślałam: „Inni mają lepiej. Jestem gorsza, więc nic dobrego mi się nie przydarzy”. Długo czekałam na kogoś, kto przyjdzie i mnie zbawi, i strasznie dużo czasu zmarnowałam na to czekanie. Na szczęście pewnego dnia stwierdziłam, że to kompletnie nie ma sensu, bo nawet jeśli taki ktoś przyjdzie, to będzie musiał wejść do mojej głowy, by poznać wszystkie moje myśli i pragnienia. No i musi mieć czarodziejską różdżkę, żeby je spełnić, a to jest niemożliwe. Poszłam więc krok dalej w mojej analizie i zapytałam: „kto w takim razie jest w stanie mnie uszczęśliwić?”. Odpowiedź była na wyciągnięcie ręki – tylko ja sama. Kiedy zaprzyjaźniłam się ze sobą i zaopiekowałam, wszystko stało się proste.

- Wystarczyło któregoś dnia racjonalnie uświadomić sobie tę zależność, by wszystko zaczęło się pomyślnie układać?

- Z konieczności mówię o tym w wielkim skrócie, ale to był proces, który trwał 10, a może nawet 15 lat. Miałam anoreksję, potem bulimię, później spotykały mnie inne trudne i bolesne zdarzenia, ale wreszcie przestałam za to winić świat. Zaczęłam się zastanawiać: „Skoro chcę być szczęśliwa i próbuję w tym celu różnych zasłyszanych recept, to dlaczego mi to nie wychodzi? Co się dzieje?”.

Na szczęście mam upartą duszę i nie przestałam szukać odpowiedzi. Powoli, z drobnych elementów, co do których byłam głęboko przekonana, że są niepodważalną prawdą, układałam swoją życiową mozaikę. Powstał pierwszy obrazek, o którym napisałam książkę „W dżungli życia”. To był moment, gdy pierwszy raz ogarnęłam całość i byłam w stanie powiedzieć, co jest w życiu ważne, co i w jaki sposób należy zrobić. Z czasem pojawiały się kolejne elementy mozaiki, więc pisałam następne książki, chociaż w zamierzeniu miała być tylko jedna. Mało tego, muszę napisać kolejną książkę…

- Czyli nie doszła pani jeszcze do wniosków ostatecznych?

- Nie, bo to jest niekończąca się droga. Niedawno ktoś mnie zapytał, czy skończyłam już szkołę życia – pomyślałam wtedy, że do tej szkoły uczęszcza się do samego końca i tylko od nas samych zależy, jak pilnymi jesteśmy studentami.

- Clarissa Pinkola Estés w swojej wspaniałej książce o kobiecości „Biegnąca z wilkami” napisała, że zdrowa kobieta przypomina wilka. Jest po brzegi pełna, świadoma swego terytorium, pomysłowa, życiodajna, lubi wędrówki. Pomyślałam, że właśnie pani przypomina taką kobietę.

- Ale ten opis pasuje równie dobrze do mężczyzny, więc powiedziałabym, że zdrowy człowiek przypomina wilka. Płeć nie określa, czy ktoś będzie silny czy słaby ani czy będzie szczęśliwy i twórczy. Jeśli będziesz przypominać wilka, odnajdziesz swoje przeznaczenie.

To społeczeństwo na siłę tworzy różnicę, wmawiając nam, że dziewczynki są słabe, a chłopcy zawsze muszą być silni. Chłopcom nie wolno płakać ani się bać, muszą się kryć ze swoimi „miękkimi” uczuciami. W wyniku tych zakazów wyrastają na mężczyzn nieświadomych swoich uczuć. Później trudniej im dojść do prawdy o samych sobie.

- Chłopcom odbiera się prawo do strachu i słabości, dziewczynkom do gniewu i buntu.

- Dlatego w dorosłym życiu wszyscy jesteśmy odcięci od swoich uczuć. Bo wmawia się nam, że spełnianie oczekiwań społecznych jest ważniejsze od wierności swoim przekonaniom i marzeniom.

- Ale może świat należy do mężczyzn w tym sensie, że mając więcej praw, decydują o jego kształcie? Natężenie różnego rodzaju ruchów feministycznych zdaje się potwierdzać to przekonanie.

- Łatwo i wygodnie tak widzieć rzeczywistość. Ale oddawanie odpowiedzialności za swoje życie w cudze ręce, skarżenie się, że ktoś ma nade mną władzę, więc jestem bezradna, to stawianie siebie w pozycji ofiary. Bardzo autodestrukcyjny pomysł na życie. I rodzaj lenistwa. Więc jeśli feminizm posługuje się taką definicją świata, to działa na szkodę kobiet.

- Wiele organizacji feministycznych walczy o parytety i równe prawa…

- Ale przecież nie chodzi o teoretyczne posiadanie pewnych praw. Chodzi o to, żeby realizować w życiu to, czego się pragnie, spełniać swoje marzenia. A to zależy tylko ode mnie. Gdybym dwadzieścia lat temu zapytała, czy wolno mi podróżować i mieszkać z Indianami w puszczy amazońskiej, na pewno mądrzy ludzie powiedzieliby, że nie, że to nie dla mnie, że jestem za słaba, niedoświadczona.  Ale ja nikogo nie pytałam o zgodę. Robiłam to, czego najbardziej pragnęłam i teraz sama organizuję wyprawy do dżungli, na które zabieram Polaków.

Mam wrażenie, że wzywanie do walki, wykrzykiwanie jakiś haseł, żeby zwrócić na siebie uwagę, jest przerzucaniem na innych odpowiedzialności za swoje życie. Po co krzyczeć? Tę sama energię lepiej poświęcić na zbudowanie czegoś dla siebie i innych.

- W żadnym miejscu świata nie czuła się pani dyskryminowana z powodu bycia kobietą?

- Nie, chociaż nieraz doświadczałam tego, że w niektórych miejscach na świecie jest podział na osobną przestrzeń dla kobiet i mężczyzn, że są przedmioty typowo kobiece i męskie, a także odmienne dla obojga płci rytuały. Więc jako kobieta nie mogłam w nich uczestniczyć. Tylko że ja ufam plemiennej mądrości. I nie czuję się w takich chwilach wykluczona, rozumiem, że są miejsca, w których jako kobieta czy biała nie mogę przebywać.

- Mówi pani, że kultura ma w sobie mądrość i działa na pożytek swojej społeczności. Ale jak patrzę na wkładane za wycieraczki samochodów ulotki reklamujące burdele, śmiem w to wątpić. Do tego ludzie depczą po zdjęciach nagich kobiet. Przerażające zobojętnienie.

- Zgadzam się. Ja zabieram te ulotki i wywożę do pojemnika z makulaturą. Dzięki temu uzyskuję z tego trochę dobra, bo ratuję życie drzewom. Nie wiem, dlaczego takie rzeczy istnieją w naszym świecie. Nie mieści mi się to w głowie. Gdybym rozmawiała z Indianami w dżungli i oni by mnie o to zapytali, nie byłabym w stanie im tego wytłumaczyć.

Mam wrażenie, że zachodni świat jest zbudowany na tym, żeby nas przekonać, że szczęście jest zależne od chwilowej przyjemności. Płatny seks, kostka bulionu, nowy dezodorant – nigdy nie dadzą człowiekowi szczęścia, wbrew temu, co sugerują reklamy. Poznać siebie, zaprzyjaźnić się ze sobą – to jest droga do spełnienia. Dlaczego nikt nie komunikuje ludziom takich podstawowych rzeczy?! To powinno być zadanie Ministerstwa Zdrowia!

- …i edukacji. Dzieci uczą się o platformach prekambryjskich, ale prawie nikt w szkole nie uczy ich, jak dbać o swoje zdrowie fizyczne, psychiczne i duchowe.

- A kiedy kończą 18 lat, wszyscy im mówią: „Jesteś już dorosłym człowiekiem!”.  Tymczasem niejednokrotnie taka młoda osoba jest już nieźle wewnętrznie pogubiona. Niektórzy z nas dopiero jako dorośli zaczynają swoją życiową edukację. To ma dobre strony. Każdy dorosły powinien dać sobie to, czego nie dostał jako dziecko – przyjaźń, bezwarunkową miłość, poczucie bezpieczeństwa. Na tym właśnie polega dojrzałość. Na świadomości, że jestem odpowiedzialna za moje życie i tylko ode mnie zależy, jak ono będzie wyglądać.

- Czy poznając tyle odmiennych kultur zauważyła pani, co łączy wszystkich ludzi, bez względu na różnice?

- Wydaje mi się, że jedyną rzeczą, która łączy ludzi na całym świecie, bez względu na to, gdzie i jak żyją dziś, sto czy tysiąc lat temu, jest uśmiech. Zresztą zwierzęta też się uśmiechają. Może ten uśmiech ma inny sens niż ludzki, ale jest.

- Podobno uśmiech pochodzi od ostrzegawczej prezentacji zębów…

- Nie wierzę w to. Nie mogło tak być. Jeśli nam wszystkim w momentach radości, bez względu na rasę, płeć i wychowanie, tak samo układają się mięśnie twarzy, to znaczy, że Bóg tak wymyślił. On nas zesłał tu z uśmiechem.

- Clarissa Pinkola Estés napisała też pięknie o intuicji:  „Kiedy zdajemy się na intuicję, jesteśmy jak  rozgwieżdżona noc: spoglądamy na świat tysiącem oczu”.

- Tak, ale ta wewnętrzna jaźń jest prowadzona przez siłę wyższą. Trzeba się jej oddać, zaufać, a ona cię wtedy poprowadzi. Natchnie twoją duszę.

Pamiętam moment, kiedy w jakiejś księgarni przypadkowo natknęłam się na zdanie, które przewróciło do góry moje myślenie, że wszystko można osiągnąć samemu. Przeczytałam: „On zrobi to za ciebie” – tak mnie to zdumiało, że poczułam łzy w oczach. On, czyli Bóg. Jakaś siła wyższa. To On cię prowadzi, bo nie jesteś w stanie prowadzić siebie sam przez życie. Nie jesteś Bogiem, jesteś tylko człowiekiem. Nie możesz kontrolować przyszłości, ale wcale nie musisz tego robić. On to zrobi za ciebie.

Zrozumiałam jeszcze coś ważnego. W naszej kulturze słowo „Bóg” kojarzy się z konkretną religią. Ale Bóg jest czymś znacznie więcej. Pojęłam to dopiero wtedy, kiedy oddzieliłam go od kościoła, mszy i księdza. Bóg to jest Siła Dobra, która stworzyła wszechświat i tchnęła w niego życie. To rodzaj Doskonałej Harmonii, Spokoju, Dobrej Energii. Ludzie w swojej niedoskonałości postanowili nadać Mu twarz i jakieś imię, zbudować Mu świątynie, spisać zestaw zasad i reguł. Myślę, że prawdziwa wiara to miłość. Miłość do siebie i do innych ludzi, dzielenie się dobrem – bo to jest właśnie sens boskiej doskonałości, której możemy doświadczać, możemy ją mieć i żyć w niej na co dzień.

- A nasza tak zwana intuicja to łączność z energią boską, która stworzyła wszechświat i utrzymuje go w całości i równowadze.

- Możesz zrobić ze swoim życiem wszystko, co mieści się w twoim przeznaczeniu. Wspieraj je, ale się z nim nie mocuj. Mój instruktor windsurfingu powtarzał mi: „Najważniejsza rzecz – nie walcz z wiatrem, bo zawsze z nim przegrasz”. Możesz jedynie uwierzyć, że świat, w którym się urodziłeś, jest dobry i możesz się podłączyć do tej dobrej boskiej energii a ona cię poprowadzi i sprawi, że będziesz szczęśliwy. Ale ty nie ustawaj w wysiłkach, żeby pomóc swojemu szczęściu.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).