1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Anna Maria Jopek - Kiedy wariuję...

Anna Maria Jopek - Kiedy wariuję...

fot. Piotr Porębski
fot. Piotr Porębski
Eteryczna, a stąpająca mocno po ziemi. Kraina łagodności tylko niektórym znana z wybuchów gniewu. Anna Maria Jopek kończy ten rok z wynikiem: jeden mąż, dwóch synów i nowe trzy płyty nagrane ostatnio sprintem. Pobiegła też w półmaratonie, by wydostać się z dołka. Opowiada o swoich zwątpieniach, muzycznych losach, cekinach... I czułości, która idzie na marne.

– Na kilka lat musiałaś ograniczyć apetyt na muzykę. Przez domowe obowiązki?

– Embargo obowiązywało jedynie na pracę w studiu. Mój zespół wystąpił w dziesiątkach miejsc na świecie, a dzieci ruszyły do szkół. Musiałam skoncentrować się na tym, co istotne. A istotą pracy muzyka jest życie koncertowe. W ciągu ostatnich trzech lat darowano mi najcudowniejsze sceny świata. No i jak tu zaszyć się w studiu, gdy tyle do przeżycia i zobaczenia? Kiedy wracałam do Warszawy, chciałam całą sobą być w domu, z dziećmi. Bo z dziećmi muszę być i patrzeć im stale w oczy, żeby – w razie czego – jak Mama Muminka w potwornym Królu Kalifornijskim rozpoznać swojego syna. Dzieci dziś zmieniają się szybko, a świat jest światem łatwych wyborów. Chcę być dobrym przewodnikiem.

– I teraz nagrałaś trzy albumy naraz.

– Bo jeden album nie mógłby mnie dziś wyrazić. Tyle zobaczyłam, doświadczyłam, poznałam tylu cudownych ludzi, że to musiały być trzy płyty opowiadające trzy różne historie. Nie mogłam z nimi czekać i dawkować, wydając co kwartał... Bo za pół roku będę kimś innym, gdzie indziej: „Holly Golightly w podróży”. Płyta lizbońska słoneczna: tytuł „Sobremesa” znaczy „deser”, bo muzyka jest słodka. Piosenki podszyte są atmosferą Lizbony, tygla kulturowego, w którym mieszają się rytmy Afryki, ale i morna, i samba, i bossa nova. Odważyłam się też na duet z największym artystą fado – Camané.

– Oprócz tego wydajesz...

– …„Polannę”, która tak naprawdę powinna nazywać się „Wiano”. Są na niej moje tematy wyniesione z domu i ze szkoły – od Wacława z Szamotuł do Karola Szymanowskiego. Marysia Pomianowska z arcypolskimi instrumentami, a obok niej Gonzalo Rubalcaba – genialny pianista jazzowy. To opowieść o historii naszej polskiej liryki. I nawet goście zagraniczni grają „po polsku”. Przejmująco pięknie. Trzecia płyta z fenomenalnym japońskim pianistą Makoto Ozonem pt. „Haiku” została nagrana w cztery godziny. To, co się zdarzyło podczas tej sesji w sferze porozumienia między ludźmi, to wejście w inny wymiar. Nigdy nie przeżyłam takiej sesji nagraniowej. Nawet chyba oddychaliśmy w tym samym czasie.

– Doszłaś do perfekcji?

– Wręcz przeciwnie, bezgranicznie zatracam się w muzyce, ufam jej jak dziecko. Szkoda, że tylko podczas sesji nagraniowych. Na co dzień bywam kontrolerem. Szczególnie w fazie postprodukcji w nagraniach. Dążenie do perfekcji powoduje, że spinam się okrutnie i siedzę dniami i nocami w studiu, i płaczę z niemocy. Chciałabym nie popełnić błędu na żadnym etapie tworzenia płyty, a to jest niemożliwe.

– I co wtedy robisz?

– Wariuję – powiem zupełnie szczerze. Powinnam na zawsze utłuc w sobie maniakalny perfekcjonizm.

– Od dawna toczysz tę walkę?

– Od dziecka. Wszyscy moi bliscy są entuzjastycznie nastawieni do tego, co robię, ale ja i tak nigdy w siebie nie wierzyłam. Może dlatego, że gdy byłam mała, tata był szalenie wymagający. Zawsze uważał, że stać mnie na więcej i że zbyt mało ćwiczę na fortepianie. To się potem obróciło przeciw nam wszystkim. Mama była zdruzgotana, gdy wieczorami siedziałam na łóżku i ryczałam. Pytała: „co z tobą?”. Ja mówiłam: „Czy ja to wszystko zdążę? Czy będę miała coś od siebie do dania w muzyce?”. Mogłam mieć wtedy 13 lat. A potem, gdy miałam 16, były kolejne płacze, że nie dogrywam lewej ręki w preludiach Bacha. I tata mówił: „Jezu, w co ja cię wpakowałem! Ty zamiast ryczeć, że chcesz nową sukienkę, szalejesz, bo ci lewa ręka niedomaga!”.

– Przerażająca ambicja. Twoje dzieci też tak mają?

– Jeszcze nie. Ale Marcin – mój mąż – jest tak samo ambitny. Boję się, że te geny odezwą się prędzej czy później i ujedzą moim dzieciom sporo radości życia. Często myślę o tym, jak dałam się zapędzić w kozi róg, nawet przy tak niepokornej naturze. Gdybym jej choć trochę słuchała, pewnie wcześniej odnalazłabym własne miejsce w muzyce. Może nawet nie studiowałabym fortepianu, kto wie?

– Co byś zyskała?

– Może wcześniej zaczęłabym pisać, aranżować? Może miałabym więcej odwagi? Gdy wchodziłam w „środowisko rozrywkowe”, nie byłam w stanie zrozumieć tej poetyki. Wyjęta z kanonów studiowania kontrapunktu w fugach Bacha wylądowałam na jednej z pierwszych gal Fryderyków. Zobaczyłam koleżanki, które kręciły biodrami i miały cekiny w pępku. Śpiewały, tańczyły i świat był ich. A ja myślałam: „Panie Boże, nigdy nie odnajdę się w tej scenerii! Jak ja wyjdę na scenę, skoro scena wymaga cekinów, a ja mam wyciągnięty sweter”. Ci ludzie mieli też o tyle łatwiej, że wcześniej znali swoją prawdę. A kiedy w muzyce znasz tylko swoją prawdę, to artykułujesz ją z takim przekonaniem, jakby była jedyną obowiązującą. Masz wielką siłę rażenia! Nie musisz pokonać tej mozolnej drogi, którą ja musiałam przejść, żeby zbadać, kim jestem, i ośmielić się zabrać głos. Choć prędko spieszę donieść, że ta prawda własna jest dobra tylko na starcie. Potem, jeśli nie uczysz się od lepszych i nie inspirują cię inni, cytujesz samego siebie. Stajesz w miejscu. Umierasz artystycznie. Wiedział o tym genialny Miles Davis, który co kilka lat całkowicie zmieniał swoje muzyczne otoczenie i jak nikt inny wypracował niepowtarzalny ton.

– A gdybyś miała teraz debiutować?

– Nie dałabym rady. Bo jakie są teraz możliwości startu? Tylko w programach telewizyjnych, do których bym się nie nadawała.

– Dzisiejsi jurorzy nie odkryliby w tobie talentu?

– Nie mam telewizyjnego tupetu, a jako debiutantka nie miałam też cekinów. Nikt by mnie nie dostrzegł…

– Ale wystąpiłaś na Eurowizji.

– No tak! Ale nie zgłosiłam się sama! Zrobiła to ówczesna szefowa nagrań w Polskim Radiu – Gina Komasa. To dla niej oryginalnie nagrałam „Ale jestem” i ona zaniosła tę piosenkę komisji Eurowizji. Wykonała tym samym nadzwyczajny skrót w mojej walce o zaistnienie. Choć nigdy nie widziałam się docelowo w muzyce popowej, której Eurowizja była kwintesencją.

– Nie chciałaś być w mainstreamie?

– Zupełnie nie. Ale po tej nominacji z dnia na dzień stałam się znana. Odezwali się do mnie najwięksi muzyczni potentaci. Wcześniej, kiedy zaniosłam swoje demo do wytwórni Pomaton, usłyszałam: „no, ale jaki ty przewidujesz dla siebie target?”. A ja: „target?” „No. Do kogo?” Ja: „do takich, jak ja”. Nie zabrzmiało to przekonująco. Wyglądało na to, że jestem odosobnionym gatunkiem. Uścisnęliśmy sobie dłonie i musiałam odejść w niemocy określenia swojego targetu. Ten target okazał się bez znaczenia, kiedy ogłoszono, że jadę na Eurowizję. Ostatecznie związałam się z Universalem. Przy wejściu do wytwórni świeciło wielkie oblicze Stinga. Patrzył i zapraszał. Był dla mnie od zawsze tak ważny, że nosiłam w portfelu jego zdjęcie.

– Wtedy musiałaś go kochać za płytę na motywach Prokofiewa.

– Nadal kocham go za wszystko. W tamtym czasie obsesyjnie słuchałam koncertów fortepianowych Ravela (w wykonaniu Marthy Argerich) na zmianę z „Bring on the Night”. Nie czułam różnicy jakości. Mocna nasycona treść w muzyce i własny rewolucyjny styl. Nadal lubię słuchać tych płyt jedna po drugiej.

– Sting nie ulega modom. Ty też wtedy poczułaś, że możesz się im oprzeć?

– Tak. Lubię jakość, trwałość w muzyce. Brzmienia, które nie śmieszą dwa sezony później. Żeby dobrze grać i nagrywać akustycznie, po prostu musisz być zawodowcem. Ludzie od stuleci doceniali i będą doceniać dobre rzemiosło. Nie każdy, kto staje na scenie, jest artystą, ale każdy powinien być profesjonalistą. Z szacunku dla widowni, która odpłaca wsparciem, zaufaniem i wiernością. Ludzie dają mi wielką siłę. Ale mam też pewność co do jednego: kiedy jesteśmy w stanie głębokiego kryzysu, niezgody z sobą i światem, tkwimy w czeluści – niestety, nie spotkamy tam nikogo i nikt nie wyciągnie do nas ręki. Trzeba samemu wydostać się z dna choćby na „poziom ryby” [najniższy poziom parkingu w centrum handlowym – red.].

– Nigdy byśmy cię nie posądzały o „czeluść”.

– A jednak ląduję na dnie czeluści, kiedy przedawkuję z przeżyciami. W ubiegłym roku miałam trasę w Kanadzie i Stanach, trzy trasy w Japonii, występ z Bobbym McFerrinem i Nigelem Kennedym w Londynie i Makoto Ozonem w operze w Tokio, gdzie było właśnie trzęsienie ziemi. Na dwa dni przed 40. urodzinami siedziałam na kanapie w nowojorskim mieszkaniu Stinga i pomyślałam, że to wszystko nie może być prawdą. Że takie rzeczy się nie zdarzają! Nie komuś z Żoliborza!

– Pozazdrościć!

– Tylko że ja nie zdołałam przerobić tego wszystkiego w tempie rzeczywistym, bo były to zbyt silne przeżycia. Mój biedny system emocjonalny i małe serce nie radziły sobie. Musiałam przerwać granie koncertów, bo straciłam dziecięcą radość z tego, co robię i gdzie jestem. Czułam, że powinnam szybko zmienić formułę, że muzycznie jestem w złym miejscu, że powinnam mieć czas, żeby pomyśleć, ogarnąć to wszystko. A tymczasem maszyna toczyła się dalej – „gramy! jedziemy! fruniemy!”. Ciągła zamiana dnia z nocą i nieustająca tęsknota za domem, dziećmi, próba nadrabiania wszystkiego… Potrafiłam przylecieć rano z Japonii i biec prosto do synów do szkoły. Wszędzie musiałam się sprawdzić, wszędzie zdążyć. W styczniu poprosiłam mój zespół, żebyśmy przestali grać, bo potrzebuję czasu na przemyślenie tego, co chcę robić dalej. Wtedy zeszła ze mnie adrenalina i poczułam bezgraniczne zmęczenie. Leżałam w łóżku, myśląc, że wszystko na nic… Że już nie mam nic do dania i do powiedzenia. Że się skończyłam.

– Jak sobie pomogłaś?

– Zaczęłam trenować do półmaratonu warszawskiego i przebiegłam go. Strasznie fajnie jest dać radę! Dokoła tylu prawdziwych wojowników. Nie tylko piękni Kenijczycy, którzy byli już na moście Gdańskim, gdy ja wiązałam sznurówki na Krakowskim Przedmieściu, ale też tyle osób kalekich, otyłych, z problemami – i wszyscy walczą, biegną. Ależ to daje siłę! Dla mnie bieganie jest ucieczką i medytacją. Możliwością scentrowania się. Poczucia, że mam ręce, nogi tak samo ważne jak ta uporczywie myśląca głowa. Kiedy staje się jednością moje wszystko – mięśnie, myśli i trampki – mogę przenosić góry, a wtedy okazuje się, że jest wielu takich, którzy chętnie mi pomogą. Co ciekawe, właśnie wtedy niczyja pomoc mi nie jest potrzebna, bo świetnie radzę sobie ze wszystkim sama. Ta energia jednak przyciąga innych gotowych do współpracy.

– Jak się wchodzi na ten kolejny poziom?

– Pracujesz uczciwie i wierzysz w sens swojej pracy, nie oglądając się na nic i niczego nie oczekując. I wtedy zdarza się cud. Tak jak w Lizbonie, gdy ze skompletowanym tam zespołem graliśmy w studio i nagle ktoś wpadł na pomysł, żeby zadzwonić po Paulo de Carvalho, legendy muzyki portugalskiej. Powiedziałam im, że zwariowali. Zadzwonili jednak, a Paulo powiedział: „Anna Maria Jopek? Właśnie słucham w samochodzie jej płyty »Upojenie« z Patem Methenym. Już przyjeżdżam!”. I po kwadransie śpiewał ze mną utwór „Mae Negra”. Zapytany, jak można mu się odwdzięczyć, zaprosił mnie na kolację.

– Przepustką do światowych muzyków był Metheny?

– On i Chopin. Nawet moja Japonia zaczęła się od klubu Blue Note, gdzie znali płytę „Upojenie”. Gdybym tam nie wystąpiła, nie usłyszałby mnie Makoto Ozone i nie zaproponowałby udziału w płycie „Road to Chopin”.

– Doceniasz więc swoje wykształcenie. Przydało ci się także, kiedy do Polski przyjechał Bobby McFerrin…

– Zaprosił mnie z widowni na scenę do improwizacji na tematy chopinowskie. W miarę rozwoju muzycznej akcji spoglądał na mnie badawczo, czy zdaję sobie sprawę z gęstwiny harmonicznej, w którą brniemy, i że zaraz będzie taka modulacja, od której padnę na deski sceny Sali Kongresowej. A ja się tylko uśmiechałam, bo świetnie wiedziałam, co mnie czeka. Przecież znałam plastykę preludiów Chopina ze szkoły.

– Po takim doświadczeniu powinnaś powiedzieć: „nigdy więcej nie będę płakać, że nie zdążę”.

– Zawsze chętnie usiądę i zapłaczę, że nie jestem wystarczająco douczona, a jedynie miałam szczęście, że to były preludia Chopina, a nie Skriabina, bo wtedy już bym się tak nie uśmiechała.

– Terapeuta by cię spytał, czy ty kochasz siebie.

– Dobre pytanie. Na ogół jestem dla siebie okrutna, bardzo wymagająca, widzę same niedostatki, zastanawiam się, jak ludzie mogą się nabierać i chodzić na moje koncerty.

– Stając na scenie, wyzwalasz się?

– W ogóle mnie tam nie ma. I paradoksalnie, ponieważ mnie tam nie ma, to dopiero tam jestem. Pod każdym względem. Również fizycznym. Nie kontroluję tego, że mam brzuch i biodra. To nie ma znaczenia. Jestem instrumentem dla muzyki. Czasami, jak oglądam to, co wyczyniam na scenie na You Tube, nadziwić się nie mogę. Jednak nie robię tego często, nie oceniam się. Przecież nawet cekin w pępku może rezonować. Ale dojście do akceptacji cekina to była długa droga. Na scenie liczy się tylko muzyka i to, czy można się dzięki niej komunikować z drugim człowiekiem.

– Nie martwisz się, co sobie ludzie pomyślą?

– Na scenie nie dbam o to wcale. Niestety, poza nią cały czas mi to przeszkadza. Jest mi miło, że robimy ten wywiad i że mogę opowiedzieć o tym, czym się zajmuję, ale mało kto tak się do tego nie nadaje jak ja. Kiedy zaczyna się promocja moich płyt i koncertów, na wszelki wypadek nie kupuję gazet.

– Boisz się tego, co znajdziesz w nich o sobie?

– Uwielbiam jeździć metrem, choć mój mąż ma pretensje, że żadna gwiazda tak nie robi. A ja tam zerkam w gazety sąsiadów i  drżę, czy nie znajdę czegoś o sobie. Szczególnie bolesne bywa to, o czym wiem, że jest od początku do końca zmyślone.

– A nie bywasz wściekła?

– Jestem oazą spokoju, choć o muzykę drę strasznie koty.

– Z mężem też kłócisz się tak muzycznie?

– Nie i w domu też nie rzucam garnkami. Nigdy.

– Ale macie dwa „donośne” głosy.

– Owszem, ale Marcin to dżentelmen, ustąpi i powie tylko: „za dwa lata będziesz żałować”. Ja i tak stawiam na swoim. Za to po dwóch latach mówię: „no dobra, miałeś rację”.

– Pracujesz i żyjesz głównie z mężczyznami.

– To dosyć hardy świat. Dużo mojej czułości idzie w próżnię. Żeby oni chociaż dawali się czasem przytulić... Ta czułość czeka potem na jakąś piękną balladę. Tam daję jej upust.

– Czy byłaś w stanie przekazać czułość i ból muzyką, kiedy musieliście zająć się pogrzebem waszych ojców?

– Niewiele pamiętam. Za bardzo bolało. Wiem, że śpiewało Mazowsze i śpiewało pięknie. Ale pamiętam głównie ciszę.

– Muzyka to szczęście w takim razie?

– Muzyka to życie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Świąteczne inspiracje prezentowe

Zobacz galerię 8 Zdjęć
Nie masz pomysłu na wyjątkowy prezent dla najbliższych? Mamy dla Ciebie kilka inspiracji. Anielskie włosy, piękna fryzura i promienna cera to prezent, który możesz podarować tym, których kochasz.

ANIELSKIE WŁOSY W STYLU EKO

Najmodniejsza na świecie marka kosmetyków do włosów, KEVIN.MURPHY, to strzał w dziesiątkę. W szczególności dla wielbicielek najnowszych trendów, ekologii oraz… posiadaczek cienkich włosów! Zestaw SPEAKING VOLUMES, w skład którego wchodzi szampon ANGEL.WASH oraz odżywka ANGEL.RINSE w połączeniu z kultowym lakierem SESSION.SPRAY, sprawi, że te święta będą wyjątkowo piękne oraz pełne objętości.

KEVIN.MURPHY SPEAKING VOLUMES, 234 zł (hair2go.pl) KEVIN.MURPHY SPEAKING VOLUMES, 234 zł (hair2go.pl)

HANDMADE STORY

Dla miłośniczek rękodzieła trafionym prezentem będą zestawy spinek TURTLE STORY. Ręcznie wykonane szylkretowe spinki o nietuzinkowych kształtach będą idealnym uzupełnieniem świątecznych fryzur. Zapakowane są w ekologiczne oraz ozdobne pudełko.

TURTLE STORY – zestaw 2 spinek od 69 zł  (hair2go.pl) TURTLE STORY – zestaw 2 spinek od 69 zł  (hair2go.pl)

ŚWIĄTECZNA REGENERACJA

Dla miłośniczek profesjonalnej pielęgnacji włosów wybierz niezawodny zestaw regenerujący OLAPLEX. To doskonałe rozwiązanie dla posiadaczek każdego rodzaju włosów. Wszystkie produkty z tej serii zawierają specjalnie opatentowany składnik, który wnika w głąb włosa, naprawiając je od wnętrza. To prezent, który gwarantuje piękne i zdrowe włosy nie tylko od święta!

OLAPLEX zestaw; 249 zł (hair2go.pl) OLAPLEX zestaw; 249 zł (hair2go.pl)

PROMIENNA CERA

Dla wielbicielek prostej i skutecznej pielęgnacji twarzy wybierz zestaw od GLOV. Jest to niezbędny duet pielęgnacyjny każdej kobiety. W zestawie antycellulitowa rękawiczka do peelingu ciała oraz rękawiczka, która w mgnieniu oka zmywa makijaż tylko przy użyciu wody. Natomiast dla miłośniczek koreańskiej pielęgnacji postaw na zestaw 5 masek od PIBU, przeznaczonych do różnego rodzaju cery lub elastyczną maseczkę kształtującą owal twarzy od SKEDERM. Maski w płachcie to nie tylko idealny pomysł na prezent, ale również doskonały sposób na zimową pielęgnację skóry twarzy.

PIBU zestaw masek, 289 zł; SKEDERM PEPTIDE LIFTING BAND 5 szt., 259 zł; GLOV IT'S A MATCH 49 zł/ hair2go.pl PIBU zestaw masek, 289 zł; SKEDERM PEPTIDE LIFTING BAND 5 szt., 259 zł; GLOV IT'S A MATCH 49 zł/ hair2go.pl

LUKSUS DLA WŁOSÓW

Wymagającej i ceniącej najwyższej jakości pielęgnację podaruj wyjątkowy zestaw nawilżający do włosów od Alterny. Ta wyjątkowa linia z ekstraktem z kawioru intensywnie nawilża, wzmacnia i odżywia suche oraz problematyczne włosy. W zestawie znajduje się nawilżający szampon oraz odżywka wraz z elegancką, skórzaną kosmetyczką. Podaruj jej w prezencie piękne włosy oraz odrobinę luksusu.

ALTERNA CAVIAR MOISTURE DUO, 199 zł/hair2go.pl ALTERNA CAVIAR MOISTURE DUO, 199 zł/hair2go.pl

DLA VEGE MANIACZKI

Profesjonalne, wegańskie oraz nietestowane na zwierzętach kosmetyki do włosów to zdecydowanie prezent, który zadowoli każdą miłośniczkę ekologii. SHARK BAY od Eleven Australia to zestaw dedykowany dla posiadaczek cienkich oraz pozbawionych objętości włosów. Szampon oraz odżywka odbiją je od nasady, a sól morska doda im tekstury, tworząc naturalne fale. Podaruj jej włosy pełne objętości oraz… australijskiego słońca.

ELEVEN AUSTRALIA SHARK BAY 175 zł/hair2go.pl ELEVEN AUSTRALIA SHARK BAY 175 zł/hair2go.pl

W MĘSKIM STYLU

Jeśli szukasz prezentu dla swojego ukochanego mężczyzny postaw na praktyczne rozwiązanie. Wybierz zestaw FRESH MIX od marki KEVIN.MURPHY, który zawiera wszystko to, czego potrzebuje zadbany oraz nowoczesny mężczyzna. W zestawie znajduje się stymulujący szampon i odżywka, oraz dwie mini pasty do stylizacji. Poszukiwania idealnego prezentu dla Niego możesz uznać za zakończone sukcesem.

KEVIN MURPHY FRESH.MIX 234 zł/hair2go.pl KEVIN MURPHY FRESH.MIX 234 zł/hair2go.pl

Propozycje prezentów dostępne na

  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.