1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Jeanne du Barry z filmu „Kochanica króla” to postać tragiczna – twierdzi Agnieszka Jankowiak-Maik, w sieci znana jako Babka od histy

Babka od histy: „Warto pokazywać postaci historyczne jako ludzi takich jak my, tylko żyjących w innych czasach i innych kontekstach. Należy im się to, byśmy ich wysłuchali i nie oceniali”. (Fot. Anna Poturalska)
Babka od histy: „Warto pokazywać postaci historyczne jako ludzi takich jak my, tylko żyjących w innych czasach i innych kontekstach. Należy im się to, byśmy ich wysłuchali i nie oceniali”. (Fot. Anna Poturalska)
„Kochanica króla Jeanne du Barry” to na pierwszy rzut oka klasyczne love story w stylu „Pretty Woman”. Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej, zobaczymy opowieść o kobiecie, która chciała sięgnąć po więcej. A jak przypomina Agnieszka Jankowiak-Maik, nauczycielka i propagatorka historii – w tamtych czasach kobiety o niewielu rzeczach mogły same decydować. Na pewno nie o sobie.

Mimo że była drugą w kolejności najsłynniejszą metresą króla Ludwika XV – zaraz po Madame de Pompadour, której nazwiskiem opisuje się czasami jeden z najbardziej efektownych stylów epoki, rokoko – o Jeanne du Barry wiemy niewiele (jej imieniem nazwano „tylko” cielistą czerwień róży z manufaktury porcelany w Sèvres). Swoim najnowszym filmem planuje to zmienić Maïwenn, francuska aktorka i reżyserka. Jak wyznała, od lat ta postać wracała do niej i nie dawała o sobie zapomnieć. Zaczęło się od filmu Sofii Coppoli „Maria Antonina” z 2006 roku, gdzie madame du Barry była wprawdzie drugoplanową postacią, graną przez włoską aktorkę Asię Argento, ale odkąd pojawiła się na ekranie, Maïwenn momentalnie poczuła z nią bliską więź.

„Zakochałam się zarówno w niej, jak i epoce, przeczytałam wszystko, co było dostępne na ten temat, i poczułam ogromną potrzebę zrobienia o Jeanne filmu. Ujęła mnie tym, że potrafiła wspaniale przegrywać, znalazłam też parę podobieństw w naszych życiorysach” – mówiła w jednym z wywiadów. To marzenie udało się zrealizować dopiero niedawno, ale za to z jakim rozmachem – film otwierał festiwal w Cannes, a Maïwenn nie tylko go wyreżyserowała, ale i sama zagrała Jeanne. Jest też współautorką scenariusza. W roli Ludwika XV wystąpił zniesławiony – ale nadal wielki – Johnny Depp. Część sukien zaprojektował dom mody Chanel (ciekawostka: Jeanne i Coco dzieliły ten sam dzień urodzin – 19 sierpnia), a niektóre sceny kręcono w Wersalu (w poniedziałki, kiedy jest zamknięty dla zwiedzających).

„Kochanica króla” opowiada o miłości, ale też o spektakularnym awansie społecznym – od nieślubnej córki kucharki i zakonnika, przez ekskluzywną damę do towarzystwa, po tytuł oficjalnej metresy Ludwika XV. Też o upadku – Jeanne kończy jako jedna z ofiar rewolucji, wróg ludu, symbol zamiłowania do luksusu i ekstrawagancji, czyli cech, które miały doprowadzić Francję do ruiny. Ile w tym prawdy? Czy madame du Barry była oddaną, szczerą kochanką czy karierowiczką? Prostą dziewczyną z zamiłowaniem do wygodnego życia? Pariaską, która nigdzie nie pasowała, krytykowaną zarówno przez dwór, jak i prosty lud? A może jedną z ciekawszych postaci swoich czasów? – pyta nowe dzieło Maïwenn. My o odpowiedź poprosiliśmy Agnieszkę Jankowiak-Maik, nauczycielkę, znaną w sieci jako Babka od histy.

Kadr z filmu „Kochanica króla” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu „Kochanica króla” (Fot. materiały prasowe)

Srebrną łyżeczką

– Czy Jeanne doprowadziła Francję do ruiny? Cóż, koszty samego dworu, wystawne bale maskowe, przedstawienia, stroje czy po prostu utrzymanie Wersalu były wprawdzie ważną psychologiczną przyczyną wybuchu rewolucji, ale jedynie kroplą w morzu wydatków państwa – rozwiewa od razu jedną z wątpliwości. – Są konkretne wyliczenia, dotyczące choćby zaangażowania Francji w wojnę stuletnią czy też kurczenia się terytoriów zamorskich. Niemałe znaczenie miały także klęski żywiołowe nękające non stop ludność francuską, jak: pomór bydła, susze, nieurodzaje, bardzo surowe zimy. Ludzie na wsi głodowali, więc rozpasanie dworu tylko podkręcało negatywne nastroje społeczne. Ale to nie było tak, że prosty lud nie miał chleba, dlatego że zepsuta arystokracja pudrowała sobie mąką peruki. I to wcale nie Maria Antonina wypowiedziała legendarne słowa: „Niech jedzą ciastka”.

W samej Jeanne du Barry Agnieszka Jankowiak-Maik widzi raczej postać tragiczną. – W filmie padają słowa, że miała wybór: albo zostać kucharką jak jej matka, albo zarabiać ciałem i żyć na o wiele lepszym poziomie. Z jednej strony dokonała tego wyboru świadomie, ale z drugiej – był to raczej wybór pozorny. Pamiętajmy, że w tamtych czasach kobiety nie mogły zrobić na dworze innej kariery niż przez sypialnię króla czy wysoko postawionego urzędnika – tłumaczy. – Bycie żoną czy kochanką ważnej postaci dawało im pewien wpływ na to, co się działo w państwie. Bardzo trafnie to ujęła Elżbieta Cherezińska w jednej z powieści – kobiety sięgały wtedy po władzę srebrną łyżeczką, czyli nie mogły jej bezpośrednio sprawować, ale mogły mieć wpływ pośredni, poprzez tych, którzy tę władzę sprawowali.

Jaki więc wpływ na ówczesne życie we Francji miała Jeanne du Barry? – Nie miała ambicji politycznych, więc ograniczał się on raczej do zmiany kulturowej: pewnego uproszczenia obyczaju na dworze, wprowadzenia mody na bardziej klasyczne suknie, także w charakterystyczne dla jej stylu pionowe pasy oraz na elementy męskiego ubioru w damskiej szafie – wylicza Agnieszka Jankowiak-Maik. – Miała także ogromny wpływ na sztukę jako jej mecenaska, zatrudniała najwybitniejszych artystów swoich czasów. Z drugiej strony jej historia pokazuje, że wszelka władza na dworze była jednak ułudą, bo kiedy umiera Ludwik XV, Jeanne zostaje zupełnie z niczym. To on zapewniał jej pozycję, więc kiedy odszedł, a nawet jeszcze wcześniej – kiedy był na łożu śmierci, musiała praktycznie uciekać z Wersalu.

Historycy podkreślają, że w odróżnieniu od madame Pompadour, której zaangażowanie w sprawowanie władzy było spore, Jeanne du Barry była przede wszystkim metresą. Choć jej romans z królem był przecież wykreowany politycznie, bo w szlachciankę przeistoczyło ją wyjście za mąż w 1769 za brata, hrabiego Guillaume’a du Barry. – Film tego nie pokazuje, sama też nie wiem, na ile jej obecność przy królu rzeczywiście miała jakieś znaczenie dla którejkolwiek ze stref dworskich wpływów. Może Jeanne nie była karierowiczką, tylko prostą dziewczyną, która skorzystała z okazji na wygodne, przyjemne życie. Czy to byłoby takie karygodne? – zastanawia się ekspertka. – Jako kucharka czy praczka pewnie żyłaby w biedzie i zmarła w młodym wieku. Z pewnością król był do niej bardzo przywiązany, ale jaki charakter miała ta relacja, czy była tam też miłość, jakie były jej motywacje – tego nie wiemy.

Kadr z filmu „Kochanica króla” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu „Kochanica króla” (Fot. materiały prasowe)

Pod peruką

Sceny dworskiego ceremoniału, choćby porannej toalety Ludwika XV, wykonywanej na oczach dworu, mogą dziś budzić zdziwienie czy wręcz śmiech. Obserwowanie, jak władca się goli, ubiera czy też poddaje badaniu lekarskiemu – wydaje się tak kuriozalne, że widz utożsamia się raczej z prostolinijną Jeanne, która tej etykiety nie przestrzega. Przez to jest o wiele bliższa współczesnemu odbiorcy. Widzimy ją jako postać bardzo osamotnioną na wersalskich salonach. Mimo uwagi, jaką okazywał jej król, jako dziewczyna z ludu była na nich jednak persona non grata. Na co dowodem jest choćby wątek trwającej bardzo długo niełaski, w jaką popadła u przyszłej królowej Marii Antoniny, która nie chciała odezwać się do niej publicznie.

– Przypomnijmy, w jakim celu powstał Wersal. Ludwik XIV, pradziadek Ludwika XV, stworzył go po to, by mieć całą śmietankę towarzyską na oku, by ich podsłuchiwać i by obserwować ich poczynania. A ciągłymi balami, plotkami, towarzyskimi skandalami czy wspomnianym ceremoniałem odciągał ich uwagę od ewentualnego knucia przeciwko sobie – wyjaśnia Jankowiak-Maik. Z jednej strony był splendor, z drugiej – więzienie. A z jeszcze innej, niepokazanej w filmie, zgnilizna moralna i wyperfumowany nocnik. Wersal po prostu śmierdział. I mamy na to dzisiaj mnóstwo źródeł historycznych. Pod tymi wykwintnymi perukami lęgły się wszy, a ludzie wypróżniali się publicznie. Ciekawe czy jakiś twórca odważy się kiedyś to zobrazować.

Maïwenn mówi, że chciała ukazać Jeanne du Barry jako osobę samostanowiącą, mającą wpływ na swoje życie, może nawet jako emancypantkę. – Każda historia jest warta wysłuchania. Zwłaszcza kobieca historia, bo jeszcze parę wieków temu nie dawano nam głosu – zgadza się ekspertka. – Nawet tak wywrotowa rewolucja francuska nie uwzględniła kobiet w swojej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, dlatego same potem stworzyły Deklarację Praw Kobiety i Obywatelki. Na szczęście czasy się zmieniły. Nie tylko dla kobiet, ale dla nas wszystkich. Poza tym uważam, że warto pokazywać postaci historyczne jako ludzi takich jak my, tylko żyjących w innych czasach i innych kontekstach. W jakimś sensie należy im się to, byśmy ich wysłuchali i nie oceniali, a raczej przyjęli ich historię. Nie wiemy, jak byśmy na ich miejscu postąpili, czym się kierowali. Życie pisze naprawdę lepsze scenariusze niż fantastyka, a kariera Jeanne du Barry jest na to najlepszym przykładem.

Dlatego Agnieszka Jankowiak-Maik planuje wykorzystać ten film w szkole, na przykład jako punkt wyjścia do rozmowy ze starszymi dziećmi o życiu erotycznym władców, albo o społeczeństwie w przededniu wybuchu rewolucji francuskiej: – Dobrze pokazuje złotą klatkę, w której żyła ówczesna arystokracja, to jak bardzo byli oderwani od rzeczywistości, czym się zajmowali, gdy społeczeństwo pogrążało się w kryzysie. A czy historia czarnoskórego chłopca, podopiecznego madame du Barry, który później obciąży ją przed Trybunałem Rewolucyjnym, jest prawdziwa? – Nie dotarłam do źródeł, które ją potwierdzają, ale myślę, że mogła być prawdziwa – komentuje ekspertka. – Rozwój wypadków też znajduje swoje psychologiczne wyjaśnienie. To zresztą bardzo intrygujący wątek. Być może mimo opieki swojej patronki czuł się na dworze jak zabawka bogaczy, czy też, jako młody człowiek łatwo nasiąknął nową, skrajną ideologią. Bardzo ciekawe byłoby zbadać tę historię. Dziś widzimy w niej także rasizm i ważną kwestię praw dziecka – wtedy takie tematy nie były czymś, nad czym się zastanawiano.

To, czego film również nie pokazuje, a jedynie streszcza, to dalsze losy madame du Barry, która po śmierci króla i krótkim pobycie w klasztorze żyła pełną piersią. Nadal wspierała artystów, nadal miewała znanych i bogatych kochanków, nadal stawiała na swój rozwój – była nawet uczennicą Jeana-Jacquesa Rousseau, poświęcała się działalności charytatywnej, pomagała także uciekającym do Anglii arystokratom. Sama jednak wróciła do Francji. Może nie spodziewała się, że zostanie uznana za „jedną z nich”, w końcu oni sami nigdy za taką jej nie uznawali.

Podobno tuż przed śmiercią (została zgilotynowana 8 grudnia 1793 roku w wieku 50 lat) prosiła: „Litości, panie kacie, jeszcze tylko chwila”, bo tak kochała życie. Ale znów: ile w tym prawdy?

Agnieszka Jankowiak-Maik,popularyzatorka historii i herstorii, wiceprezeska Fundacji Muzeum Historii Kobiet, autorka książki „Historia, której nie było”, nauczycielka, aktywistka edukacyjna, znana w sieci jako Babka od histy.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Okładka Sens
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze