1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

„Wybrałem zachwyt”. Maurycy Gomulicki – artysta, entuzjasta i hedonista

Maurycy Gomulicki, a także fragment pracy „Viper red, Viper green” (2023) Fot. Katarzyna Ładczuk
Maurycy Gomulicki, a także fragment pracy „Viper red, Viper green” (2023) Fot. Katarzyna Ładczuk
Rozkosz to jedno z dwóch bóstw, którym hołduje Maurycy Gomulicki w swojej twórczości. Drugim jest zachwyt. Maurycy Gomulicki to artysta, który porusza się między obszarami sztuki i designu, rzeźby i fotografii, jest autorem murali, animacji, neonów, aranżacji wnętrz i ogrodów. Tak wszechstronnego twórcę trudno byłoby zaszufladkować, ale on sam nazywa się „hedonistą krytycznym”, zajmującym się „kulturą przyjemności”.

Hedonizm jest doktryną uznającą przyjemność za najwyższe dobro i cel życia. Intuicyjnie myśl ta wydaje się bliska ludzkim pragnieniom, a jednak w historii kultury włożono mnóstwo filozoficznego, a także religijnego wysiłku, aby przyjemność postawić w cieniu podejrzenia jako błahą, niemoralną, a nawet z natury grzeszną. W rezultacie można odnieść wrażenie, że mamy więcej zaufania do cierpienia niż do rozkoszy. Spójrzmy choćby na przestrzeń publiczną, w której żyjemy: pełno jest w niej monumentów poświęconych przemocy – wojnom, bitwom, ofiarom, poległym bohaterom, męczennikom. Z kolei seks i erotyka, czyli żywioły nierozerwalnie związane z przyjemnością, uznawane są w najlepszym razie za kwestie prywatne, a w najgorszym za nieprzyzwoite i zbyt wstydliwe, by je publicznie afirmować bez poczucia winy i przekraczania granic. Polska kultura wdzięcznie wita bohaterów i męczenników, ale hedonistom nie sprzyja. Skąd wziął się w niej więc tak żarliwy wyznawca Hedone jak Maurycy Gomulicki?

Tam i tu

Maurycy Gomulicki urodził się w 1969 roku, jest prawnukiem i wnukiem pisarzy i varsavianistów, Wiktora Gomulickiego i Juliusza Wiktora Gomulickiego. Wychowywał się w bibliotece, wśród książek, które, jak wspomina, wertował z równym zapałem niezależnie od tego, czy były to klasyczne powieści science fiction, czy przyrodnicze almanachy. Maurycy Gomulicki to mól książkowy, a zarazem dziecko żoliborskiego podwórka, nadwiślańskich zarośli, warszawskich parków i zakamarków, w których uczył się, że nie ma miejsc zbyt zwykłych, by nie dało się w nich szukać i znaleźć przygody. W czasach przełomu ustrojowego studiował grafikę na warszawskiej ASP, potem uczył się w Barcelonie, Mediolanie i w Mexico City. Z Meksykiem związał się zresztą na trwałe: do dziś jego życie rozpięte jest między stolicą tego kraju a Warszawą. Kontrast tych dwóch miast i rzeczywistości – szarego polskiego nieba, pod którym rozpościera się kraina przesycona słowiańską melancholią, oraz bujnego, tropikalnego uniwersum Ameryki Środkowej – można widzieć jako swego rodzaju alegorię postawy Maurycego Gomulickiego, artysty zakochanego w zmysłowości, zdeterminowanego do łączenia różnych porządków kultury oraz do przeżywania rzeczywistości jako egzotycznej przygody niezależnie od szerokości geograficznej.

Maurycy Gomulicki i jego mural „Balerina” (2020) Fot.

Furtka

Maurycy Gomulicki przedstawia się nie tylko jako hedonista, lecz również entuzjasta. Entuzjastów posądza się często o naiwność, szczególnie w Polsce, w której wyżej od radosnego zapału ceniło się zawsze sarkazm i ironię. Artysta nie jest jednak naiwny, nie neguje wagi cierpienia, poświęcenia, przelanej krwi. Jak mógłby im zaprzeczać? Jest dzieckiem Warszawy, powstanie warszawskie to część jego rodzinnej historii. Hedonizm, poszukiwanie przyjemności i zachwytu nie są w wypadku Gomulickiego eskapizmem (zresztą czy komukolwiek i gdziekolwiek udało się uciec przed rzeczywistością? Każdy i tak dostanie od niej niejeden gorzki kęs do przełknięcia), lecz świadomym wyborem. „Ja na poważnie zajmuję się Rajem”, mówił artysta w rozmowie z kuratorem i galerzystą Michałem Wolińskim, „Przyjemnością jako furtką do Raju. Ekspansją doświadczenia rozkoszy, piękna, szczęścia”.

Skoro od rzeczywistości, a także od trosk i cierpień, które niesie, nie ma ucieczki, warto budować przyczółki raju tu i teraz, na Ziemi. Sztuka jest formą tworzenia takich przyczółków.
Jak przystało na entuzjastę, Maurycy Gomulicki to twórca tak pracowity i produktywny, jak tylko potrafią być ludzie, którzy robią to, co kochają. Ktoś powie, że niezależnie od tego, ile Gomulicki zrobi zdjęć, rzeźb w przestrzeni publicznej, neonów i książek artystycznych, i tak nie zdoła zmienić świata. Czyżby? Wyobraźmy więc sobie świat, w którym nie ma Maurycego Gomulickiego oraz jemu podobnych, nikt nie dba o kulturę przyjemności i nie buduje furtek do raju. Czy w takim świecie w ogóle dałoby się żyć?

Taniec bąbelków

Jak wyglądają furtki do raju według Gomulickiego? Mogą wyglądać na przykład jak taniec bąbelków w szklance różowej, gazowanej lemoniady. W 2009 roku Maurycy Gomulicki razem z Fundacją Nowej Kultury Bęc Zmiana zbudował 17-metrowej wysokości neon przedstawiający właśnie taką szklankę. Ustawił go na brzegu stawu w zielonym zakątku na Żoliborzu. Po zmroku różowe bąbelki musują i odbijają się w wodnej tafli. Artysta nazwał tę figlarną instalację „Światłotryskiem”. „Spacerując po Warszawie”, mówił artysta w rozmowie z dziennikarka i historyczką sztuki Agnieszką Kowalską, „ciągle natykamy się na pomniki chwały, męczeństwa i bohaterstwa. A ja jednak, chcąc nie chcąc, wiedząc wiele o przelanej krwi, ciągle uśmiecham się do satyrów i boginek w Łazienkach czy Saskim, cieszy mnie klucz wiolinowy na tyłach Akademii Muzycznej, z nadzieją czekam na kolejną wystawę róż. Stąd pomysł na współczesny pomnik lekkości, radości, urody chwili i jej ulotności. Życiem można i trzeba się cieszyć, warto o tym przypominać, prowokować takie właśnie doświadczenie”.

Intuicja nie zawiodła artysty – mimo nieważkiego tematu, a raczej właśnie ze względu na jego lekkość, „Światłotrysk” wpisał się w pejzaż stolicy. Jest ustawiony tak, że w nocy wita kierowców wjeżdżających do miasta od północy Wisłostradą i jest to dobre, urocze powitanie. A spacerowicze i spacerowiczki zatrzymują się pod tym neonem, żeby zrobić sobie romantyczne zdjęcia w różowej poświacie. Zatrzymajmy się tu i my, ponieważ w „Światłotrysku” zawartych jest wiele tropów powracających w twórczości Gomulickiego.

Neon „Światłotrysk” (2009) projektu Maurycego Gomulickiego, który można oglądać na Kępie Potockiej w Warszawie. (Fot.

Tropy

Po pierwsze kolor: neonowy róż. Nasycone, elektryczne kolory, ultrafiolet, fluorescencja, opalizowanie – oto ulubiona gama artysty. Orgia intensywnych barw jest u Gomulickiego metaforą wyzwolenia z okowów powściągliwości, przyzwoitości, pruderii poprawnego gustu. W fotografii artysta łączy często tę ekstremalną paletę ze swoją inną namiętnością – erotyką. W takich projektach jak „Minimal Fetish”, „Nightflight to Venus” czy „Typologie sentymentalne” głosi pochwałę pożądania, uwodzenia, seksualności przeżywanej jako zmysłowa gra wyobraźni uruchamianej przez maskaradę i fetysz. W uniwersum sztuki Gomulickiego kobieta jest figurą symboliczną, boginią, lalką, erotyczną superbohaterką, obiektem pożądania, ekranem projekcji pragnień. Romans z pornografią? Maurycy Gomulicki nawiązywał go wielokrotnie. W Meksyku wraz z Jorgem Covarrubiasem i Salvadorem Quirozem zaprojektował wystrój sieci sex shopów. Zainteresowanie estetyką pornografii wpisuje się w jego w wypadku w szerszą fascynację obszarami, które przywykliśmy przeciwstawiać tak zwanej kulturze wysokiej. Maurycy Gomulicki wierzy w intuicję popkultury, jej zmysł do rozpoznawania naszych zbiorowych pragnień i fantazmatów. W twórczości Gomulickiego znajdziemy więc odwołania do japońskiej mangi i anime, do fantastyczno-naukowych wizji międzygwiezdnych podróży, do epickich komiksowych uniwersów czy scenicznych kreacji gwiazd rocka.


„Światłotrysk” to jednak nie tylko czarujący szum neonowych bąbelków, lecz również geometria, uproszczenie, redukcja do wyrazistego znaku. Maurycy Gomulicki jest bowiem hedonistą nie tylko krytycznym, ale również zdyscyplinowanym. Owszem, zapuszcza się daleko na terytoria kultury popularnej, ale jego sztuka pozostaje jednocześnie zakotwiczona w tradycji minimalu, a także op-artu, a więc nurtów, którymi rządzą precyzja, rytm, wyczucie abstrakcyjnej formy. Być zmysłowym do granic, a jednocześnie syntetycznym tak, by przez rygor formy dodatkowo spotęgować wizualną przyjemność – oto credo artysty, które, podobnie jak zamiłowanie do erotycznego fetyszu, jest wyznaniem wiary w siłę sublimacji. Charakteryzując postawę Gomulickiego kunsztownie łączącego pozorne sprzeczności, krytyk Adam Mazur nazwał go „nienasyconym w swym minimalizmie”. Ale i sam artysta dostarcza poręcznych kategorii opisowych, przedstawiając się jako „minimalista barokowy”.

Maurycy Gomulicki, Stoliki „Chichis” (2017) (Fot. Ernest Wińczyk)

Cząstki

Neon na Kępie Potockiej był pierwszą dużą realizacją artysty w przestrzeni publicznej. Otworzyła ona drogę do następnych. Gomulicki jest mistrzem zaklinania fantazji w płaski obraz – grafikę lub fotografię, ale czyż może być większa rozkosz niż urzeczywistnianie marzeń w trzech wymiarach i zaszczepianie ich w codzienności? Tym bardziej że artysta jest flaneurem, namiętnym spacerowiczem, tropicielem cudów i zachwytów czekających za następnym rogiem. Od kilkunastu lat sam stawia takie cuda na naszej drodze. Buduje obeliski, piramidy, statuy. Na festiwalu Open’er Maurycy Gomulicki wystawił wraz z Muzeum Sztuki Nowoczesnej barwny, 12-metrowej wysokości geometryczny „Totem”, który powraca na teren festiwalu co rok. W Sopocie zwodował na wody Bałtyku dwie boje w kształcie kobiecych piersi, które kołyszą się na falach, bo kurort to przecież scena flirtu, uwodzenia i wakacyjnej erotycznej przygody.
Publiczne realizacje Maurycego Gomulickiego układają się w kolekcję pomników lekkości i uroku – wartości, których potrzebujemy i na które zasługujemy zarówno na ulicach i w parkach, jak i w życiu prywatnym. Na trwającej właśnie w PGS w Sopocie wystawie „Glasstress Sopot: Odsłonięte rzeczywistości” artysta prezentuje kameralne w formacie rzeźby ze szkła. Są one pomyślane jako obiekty kolekcjonerskie nawiązujące do kultowych figurek z Ćmielowa i innych wytwórni porcelany, które w PRL zaklinały wdzięk w syntetyczną, modernistyczną formę. Figury Gomulickiego to nośniki „kultury przyjemności”, której cząstkę każdy może zabrać do siebie.

Fragment pracy Maurycego Gomulickiego „Viper red, Viper green” (2023) (Fot. Tomasz Maryks)

„Moja twórczość ma w dużej mierze charakter afirmatywny, staram się koncentrować na tym, co mnie cieszy i motywuje”, mówi mi artysta. „Nie oznacza to, że strefa konfliktu mnie nie dotyczy. Zajmuje się nią jednak wielu niezwykle przenikliwych ludzi, ja zaś wybrałem zachwyt, emocję, do której mam naturalne predyspozycje. Sprawy poważne, takie jak cierpienie, poświęcenie, krzywda czy śmierć niewątpliwie są ważne. Istotne jednak jest nie tylko to, co posiada duży ciężar gatunkowy, lecz również to, co figlarne, wdzięczne, urocze. Szczęście nie jest stanem permanentnym, manifestuje się w postaci ulotnej. Są to tylko chwile: zachwytu pięknem, zmysłowej rozkoszy, nieoczekiwanej radości. Bez nich jednak nasze życie byłoby nieludzkie”. 

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze