1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Kochasz słoneczną jesień? My też!

Kochasz słoneczną jesień? My też!

Fot. iStock
Fot. iStock
Zobacz galerię 6 Zdjęć
W tym roku, jesień nas rozpieszcza. Serwuje mnóstwo słońca, zaskakuje wysokimi temperaturami. Możemy podziwiać jej piękne kolory. Musimy jednak liczyć się z tym, że w końcu nadejdą zimne dni i zawita do nas czas przeziębień i grypy.

Na pogodę wpływu nie mamy, ale zdecydowanie możemy zadbać o swoje zdrowie.

Najlepiej jest zapobiegać, nie dać rozwinąć się żadnym wirusom poprzez właściwe odżywianie.

Idealne, wzmacniające właściwości ma Węgierska Zupa Ziemniaczana wg przepisu Moniki Mrozowskiej.

Składniki dla 6 dużych porcji:

800 g ziemniaków

1 litr wywaru warzywnego

1 duża biała cebula

2 ząbki czosnku

1 łyżeczka wędzonej papryki

1 łyżeczka słodkiej papryki

1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej

1 szklanka mleka, 2 łyżki masła, pęczek koperku, sól i pieprz do smaku

Sposób przygotowania:

Ziemniaki obieramy i kroimy w małą kostkę. Cebulę drobno szatkujemy. Czosnek wyciskamy. W garnku na rozgrzane masło wrzucamy cebulę i smażymy, aż cebula się zeszkli (ok. 5 minut). Dorzucamy czosnek, wędzoną oraz słodką paprykę i smażymy jeszcze minutę. Dolewamy wywar warzywny i wrzucamy pokrojone ziemniaki. Gotujemy ok.30 minut. Pod koniec gotowania dodajemy gałkę muszkatołową i mleko. Solimy i pieprzymy do smaku. Gotujemy jeszcze 2 minuty. Na talerzu posypujemy zupę dużą ilością posiekanego koperku.

Smacznego!

Zobacz przepis na inną fantastyczną zupę!
Jeżeli chcesz poznać ZUPY MOC, przyrządzić nowatorskie kompozycje pełne uodparniających, regenerujących  czy odchudzających właściwości, zamów książkę Moniki Mrozowskiej  w cenie specjalnej.

Książka dostępna w naszym e-sklepie   oraz w dobrych księgarniach

O Autorce:

Monika Mrozowska

Aktorka, wegetarianka, propagatorka zdrowego, ekologicznego odżywiana. Z pasją angażuje się w akcje prozdrowotne, przede wszystkim związane z edukacją żywieniową. Autorka i współautorka książek kulinarnych – m.in. Zupy MocSłodkie i zdrowe, czyli desery, które możesz jeść codziennie, Ekologiczna, Ekonomiczna Kuchnia. Współautorka książek: Uczta dla dwojga, Uczta dla maluszka.

 

 

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Czary w garach - o gotowaniu i ulubionych smakach rozmawiamy z Moniką Mrozowską

Saag paneer (Fot. Monika Mrozowska)
Saag paneer (Fot. Monika Mrozowska)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Monika Mrozowska - dziennikarka, domowa kucharka, twórczyni programów kulinarnych i książek. I mama trójki dzieci. Propaguje kuchnię prostą i radosną. Kocha zupy i miłością do nich zaraża innych.

Na śniadanie jadła pani dziś zupę? Może mleczną?
Nie, wolę zdecydowane smaki: słony, pikantny, kwaśny. Na śniadanie miałam grzanki z pieczywa razowego, na to pokrojone pomidory, posypane parmezanem i polane oliwą i do tego jajko sadzone. Mogłam też zrobić jajecznicę, ale z glonami nori, bo je uwielbiam.

Poważne śniadanie…
Tak, ale potem miałam siłę i mogłam jechać ze wsi do miasta.

Pani dzieci też jedzą jajecznicę z glonami?
Nie staram się na siłę przekonywać dzieci do swoich ulubionych smaków, ale myślę, że obycie z nimi sprawia, iż dzieci są bardziej otwarte na to, co nowe, inne. Ale do szkoły robię im kanapki, rano nie ma czasu na rzeczy skomplikowane. Trzeba po prostu ogarnąć rzeczywistość.

Smaki wynosimy z domu, a potem albo z nimi pozostajemy, albo się od nich uwalniamy. Jak to było z panią?
Moja mama nie gotowała dużo i przygotowywała raczej proste rzeczy. Te skomplikowane, ciasta, pierogi, krokiety, robiła babcia. I to ona mi się kojarzy ze smakami dzieciństwa. Wszystko, co robiła, miało specyficzny, babciny smak. W ciemno bym go poznała. Na przykład pierogi z kapustą i grzybami, te świąteczne, babcia podsmażała na tartej bułce z cukrem. Taki słodko-słony smak.

Jak modny dziś słony karmel…
Trochę tak. Obłędny smak, i taki prosty.

Babcina kuchnia była pani ulubioną?
Byłam dzieckiem, które mogło miesiącami jeść to samo, na przykład kaszę gryczaną z jajkiem sadzonym, potem makaron ze skwarkami, a potem mi przechodziło. Dlatego nie zmuszam dzieci do niczego. Kiedy mnie ktoś pyta, jak to robię, że moje dzieci jedzą zdrowo, to mówię szczerze, że nie do końca tak jest. Staram się, żeby jadły jak najmniej słodyczy, no ale starsze już same sobie kupują, więc wiem, że nie upilnuję. Ale ja słodyczy nie kupuję, nie ulegam. Żadnych żelków, żadnych cukierków…

To co jest najważniejsze: żeby dzieci jadły superzdrowe posiłki czy żeby po prostu jadły?
Najważniejsze, żeby było zdrowo i smacznie, bo inaczej nikt nie zje.

Ale często jest zdrowo i niesmacznie.
To prawda, tak bywa…

Kiedyś jedzenie było łatwiejsze, jedliśmy „po prostu”, a teraz wszyscy podlegamy presjom: wizerunku, zdrowia, mody. Jakie są sensowne kryteria prawdziwie zdrowego jedzenia?
Nie ma idealnej diety dla wszystkich. Trzeba słuchać swojego organizmu, on nam wysyła sygnały. Choć to, oczywiście, nie dotyczy alkoholu i słodkich rzeczy, bo tych organizm chciałby więcej i więcej i wtedy nie można go słuchać. Ja przez wiele lat wypracowałam swoją kuchnię, taką, która jest smaczna i dobra dla mnie. Jest w niej na przykład dużo masła, oleju, oliwy, jeśli to potrzebne. Staram się też nie przekombinowywać. Z trzech, czterech składników mogą powstać świetne dania. Nie trzeba od razu tony przypraw czy dziesięciu rodzajów olejów tłoczonych na zimno. Bo choć w książkach to wygląda fajnie, jednak gotować wtedy trudno.

Teraz modna jest sezonowość.
Sezonowość jest fajna, ale ważne, żeby pamiętać, co i kiedy nam  służy. Na przykład zimna woda z cytryną nie służy nam zimą, bo wychładzamy organizm, zimą wodę trzeba podgrzać albo pić napar. Staram się unikać głoszenia teorii. Uważam, że każdy musi przyglądać się sobie. Mnie na przykład nie służyła kawa z mlekiem i zastąpiłam ją kawą z przyprawami pięciu przemian. Moment picia porannej kawy jest nadal przyjemny, uwielbiam go, a sama kawa mi już nie szkodzi. Nawet to, co najzdrowsze, może akurat nam nie posłużyć. Każdy jest przecież inny.

Pani od lat jest wegetarianką. A pani dzieci?
Nie jem mięsa od 17 lat. I ochota na nie nigdy mi nie powróciła. Z moimi dziećmi jest różnie i to zależy od nich. Ja im nic nie narzucam, tak jak moja mama niczego mi nie narzucała ani nie zabraniała. Mam troje dzieci i jedne jedzą czysto wegetariańsko, a inne nie.

Matki nastolatków mają często problem z wegetarianizmem dzieci, taki czysto organizacyjny. Dziecko chce zostać wegetarianinem. Czy to znaczy, że matka ma nagle zacząć prowadzić dwie kuchnie? Może nastolatki powinny wtedy zacząć sobie same gotować?
Moja mama tak zrobiła. Powiedziała: „Możesz robić, co chcesz, tylko musisz sama sobie przygotowywać posiłki”. I to było super. Nauczyłam się, co mi służy i co lubię. To rozwijało też wyobraźnię w kuchni, nie mogłam czekać, aż mama podstawi mi coś pod nos, musiałam wymyślać.

Dziś, kiedy mamy dostęp do tylu książek kucharskich, przypraw, składników, restauracji, nie ma pani wrażenia, że z powodu tej decyzji coś panią omija?
Nie, bo to bogactwo dotyczy też kuchni wegetariańskiej. Akurat Warszawa jest miejscem, które świetnie się rozwija pod tym względem. Nawet za tym nie nadążam. I ciągle zaskakuje mnie to bogactwo. W kuchni wegetariańskiej ważne są kompozycja, sposób pokrojenia składników, kreatywne podejście. I często w restauracji mam ochotę wyściskać kucharza, bo stworzył niespodziewany majstersztyk smaku.

Pani ostatnia książka „Zupy moc” jest tylko o zupach. Przepisy są, oczywiście, wegetariańskie. Komuś, kto jest przyzwyczajony do mięsa, aż trudno sobie wyobrazić soliankę, zupę pho czy grochówkę wegetariańską…
Starałam się zachować smak oryginałów i znajomi, którzy jadali je u mnie w domu, a początkowo byli zawiedzeni brakiem mięsa, po spróbowaniu mówili, że są super. W książce są przepisy na zupy wszystkim znane, ale potraktowałam jej pisanie też jako doświadczenie poznawania nowych smaków. I wyszukałam zupełnie nowe zupy z różnych kuchni i krajów, a potem tworzyłam ich wegetariańskie wersje.

Pani dzieciństwo to zupy?
No pewnie, jak u każdego. W Polsce jemy podobno najwięcej zup w Europie.  Był rosół, którego nie znosiłam, i pomidorowa, ogórkowa, które uwielbiałam. I pamiętam jeszcze taki cudowny barszcz ze stołówki w szkole. Dla mnie zupa to esencja domu, błogości. I ma w sobie aspekt czarodziejski. Wrzucasz do garnka różne rzeczy i zawsze jest szansa na niespodziankę. Czary w garach po prostu.

Z jednej strony coraz bardziej rozwija się moda na gotowanie,  a z drugiej – coraz mniej na to czasu, choćby dlatego, że coraz więcej i coraz dalej od domu pracujemy. Zupy są rozwiązaniem tego problemu?
Właśnie tak. Zupy są genialne. Gotując je, brudzimy mało naczyń. To już coś! No i da się je odgrzewać. W lodówce zupę można przechowywać nawet cztery dni. I można zabrać ją do pracy. A jak ktoś nie chce jeść przez kilka dni tego samego, to może zamrozić. Tylko koniecznie trzeba opisać, co i kiedy ugotowane, bo zapomnimy. Jak wracamy do domu, to mamy gotowy posiłek, i to zdrowy, nie musimy ratować się śmieciowym jedzeniem.

Czyli nie bać się gotowania zup? Nie tylko babcie to potrafią.
W ogóle nie bać się gotowania. Właśnie o to chodzi. Jak nie mamy jakiegoś składnika, to możemy użyć innego, możemy też zmienić proporcje i zobaczymy, czy to, co wyszło, jest smaczne. Nikt nam nie zabroni. Im więcej takich prób robimy, tym więcej mamy pomysłów. Potem wystarczy zajrzeć do lodówki i pomyśleć, co mogę ugotować z tego, co mam. Ja tak właśnie robię.

Gotując, dobrze się bawimy i w dodatku dbamy o siebie.
Właśnie. Jedzenie to coś, co wpływa na nasze zdrowie i na co naprawdę mamy wpływ. Większy niż na przykład na jakość powietrza, którym oddychamy. Jedzenie, gotowanie, szczególnie wspólne, nie ma żadnych skutków ubocznych. Ja, jak tylko pomyślę, że będę gotować, to od razu się cieszę.

Propozycje 3 zup z książki "Zupy moc"

Mulligatawny

na 4 porcje: Mieszanka przypraw: 2 łyżeczki nasion kolendry, 2 łyżeczki kminu rzymskiego, 2 łyżeczki anyżu, 1/4 łyżeczki kozieradki, 1 łyżeczka cynamonu

Zupa: 3/4 szklanki czerwonej soczewicy, 1/2 litra wody, 1/2 białej cebuli, 2 średnie marchewki, kawałek imbiru wielkości kciuka, 2 ząbki czosnku, 1 szklanka pomidorów z puszki, 1/2 łyżeczki kurkumy, 1/2 szklanki mleka kokosowego, sok z 1/2 cytryny, sól do smaku, 200 g ryżu basmati

Fot. Monika Mrozowska) Fot. Monika Mrozowska)

Cebulę drobno szatkujemy, a czosnek przeciskamy przez praskę. Marchewkę obieramy i kroimy w plasterki. Do garnka wlewamy wodę i wrzucamy przepłukaną czerwoną soczewicę. Dorzucamy cebulę, czosnek oraz marchewkę. I starty na drobnej tarce imbir. Dodajemy całą zmieloną mieszankę przypraw oraz kurkumę i gotujemy zupę ok. 15 minut. W tym czasie w drugim garnku gotujemy ok. 10 minut ryż basmati w lekko osolonej wodzie (dwukrotna ilość). Po 15 minutach gotowania zupy dodajemy pomidory, mleko kokosowe oraz sok z cytryny. Gotujemy jeszcze 2 minuty i zdejmujemy z ognia. Solimy do smaku i miksujemy na krem. Do miseczek nakładamy trochę ugotowanego ryżu i trochę gęstej zupy.

Saag paneer

Przepis z kuchni indyjskiej, który właściwie nie jest zupą, ale… Już się tłumaczę. A właściwie chyba nie będę musiała się tłumaczyć, jeżeli zrobicie to danie w swojej kuchni. Szpinak uwielbiam nie tylko ze względu na jego walory smakowe. Szczerze mówiąc, mogłabym go dodawać do wszystkiego: zupy, sałatki, makaronu, pizzy, jajecznicy. Wszędzie pasuje, a ponadto obniża ciśnienie tętnicze i poziom złego cholesterolu, zapobiega zaparciom, zwiększa odporność, wspomaga pamięć, a do tego korzystnie wpływa na system nerwowy i zapobiega stanom depresyjnym.

na 2 duże porcje: 2 łyżki oliwy do smażenia cebuli, 1 biała cebula, 2 ząbki czosnku, kawałek imbiru wielkości 1/2 kciuka, 1 łyżeczka kminu rzymskiego, 2 łyżeczki garam masali, 1/2 łyżeczki kurkumy, 4 średnie pomidory malinowe, 600 g świeżego szpinaku, 50 ml śmietany 18-proc., sól i pieprz do smaku, 220 g serka capri, 1 łyżka oliwy do smażenia serka

Sparzone pomidory obieramy ze skóry i kroimy w kostkę. Cebulę szatkujemy, czosnek przeciskamy przez praskę, obrany imbir  ścieramy na tarce. Do garnka na rozgrzaną oliwą wrzucamy cebulę i smażymy, aż się zeszkli (ok. 5 minut),  dodajemy czosnek, imbir, kmin rzymski i smażymy 2 minuty. Dorzucamy pomidory, szpinak, kurkumę oraz garam masalę i dusimy na małym ogniu, mieszając 8–10 minut. W tym czasie podsmażamy na złoto pokrojony w kostkę serek capri. Uduszony szpinak doprawiamy solą  i mieszamy ze śmietaną. Na talerzu na szpinaku układamy podsmażone kawałki sera.

Ramen

na 4 duże porcje: 200 g świeżego makaronu ramen, 1,25 litra bulionu warzywnego (długo gotowanego), 150 g pieczarek, 1 papryczka chili, 2 ząbki czosnku, kawałek imbiru wielkości kciuka, 1 łyżka oliwy, 2 łyżki sosu sojowego, 2 łyżki oleju sezamowego, 2 jajka, 1 pęczek szczypiorku, 100 g groszku cukrowego

(fot. Monika Mrozowska) (fot. Monika Mrozowska)

Pieczarki kroimy w cienkie plasterki. Mieszamy przeciśnięty czosnek oraz obrany i starty na tarce imbir. Chili bardzo drobno szatkujemy. Jaja gotujemy na półmiękko (ok. 6 minut od momentu zagotowania się wody). Do garnka z rozgrzaną oliwą wrzucamy pastę z czosnku i imbiru. Smażymy 2–3 minuty, ciągle mieszając, a następnie dodajemy chili oraz pokrojone pieczarki i przesmażamy jeszcze minutę. Dolewamy bulion warzywny, dodajemy sos sojowy i gotujemy 4 minuty. Dorzucamy makaron, gotujemy 1,5 minuty, dodajemy olej sezamowy i gotowe. W miseczkach układamy wszystkie składniki obok siebie (makaron, pieczarki, pół jajka i groszek cukrowy), delikatnie zalewamy zupą i posypujemy szczypiorkiem.

  1. Kuchnia

5 przepisów na pyszne zupy Moniki Mrozowskiej

Wydaje mi się, że każdy ma jakąś ukochaną zupę. Jedzenie dużej ilości zup to w zasadzie nasza cecha narodowa, bo spożywamy ich najwięcej w całej Europie - mówi Monika Mrozowska. (fot. Monika Mrozowska)
Wydaje mi się, że każdy ma jakąś ukochaną zupę. Jedzenie dużej ilości zup to w zasadzie nasza cecha narodowa, bo spożywamy ich najwięcej w całej Europie - mówi Monika Mrozowska. (fot. Monika Mrozowska)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Sprawdź 5 znakomitych i prostych w przygotowaniu zup o działaniu przeciwzapalnym według przepisu Moniki Mrozowskiej.

Lobio

Składniki (6 porcji):
  • 500 g białej fasoli
  • 2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżki oleju słonecznikowego
  • 1 czerwona ostra papryka
  • 100 g orzechów włoskich
  • 1,5 litra wody
  • sól do smaku
  • pęczek świeżej kolendry
Sposób przygotowania: Białą fasolę moczymy przez noc. Następnie płuczemy. Cebulę i ostrą paprykę drobno szatkujemy, a czosnek wyciskamy. Do garnka na rozgrzany olej wrzucamy cebulę i ostrą paprykę. Smażymy, aż cebula się zeszkli, i dodajemy wyciśnięty czosnek. Dolewamy wodę i dorzucamy wypłukana fasolę. Gotujemy na małym ogniu ok. 40 minut, aż fasola stanie się miękka. Solimy do smaku. Orzechy mielimy. Zupę zdejmujemy z gazu i dorzucamy do niej zmielone orzechy. Dokładnie mieszamy i posypujemy posiekaną kolendrą.

fot. Monika Mrozowska fot. Monika Mrozowska

Makai sorba

Składniki (4 porcje):
  • 1 puszka niemodyfikowanej genetycznie kukurydzy
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 goździk
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki pieprzu
  • 1 liść laurowy
  • 1/2 cebuli
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 marchewki
  • 1/2 łyżeczki ziarenek kolendry
  • 1/4 łyżeczki kminu
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • sól do smaku
  • 1 szklanka mleka
  • 2 szklanki wody
  • sok z 1 cytryny
  • świeża kolendra do posypania
Sposób przygotowania: Cebulę drobno sikamy, a czosnek wyciskamy. Marchewkę obieramy i kroimy w małą kostkę. Do garnka na rozgrzaną oliwę wrzucamy: goździki, cynamon, pieprz, liść laurowy, posiekaną cebulę i wyciśnięty czosnek. Smażymy, ciągle mieszając, 3-4 minuty. Dorzucamy marchewkę, kukurydzę i dolewamy wodę. Dodajemy pozostałe przyprawy: zmieloną kolendrę, zmielony kmin oraz kurkumę. Gotujemy 20 minut na małym ogniu. Pod koniec gotowania dodajemy mleko, sól do smaku i sok z jednej cytryny. Wszystko dokładnie mieszamy i miksujemy na krem. Na talerzu posypujemy odrobiną posiekanej kolendry.

fot. Monika Mrozowska fot. Monika Mrozowska

Meksykańska zupa z awokado

Składniki (6 dużych porcji):
  • 3 łyżki masła
  • 1 biała cebula
  • 1 czerwona papryka
  • 4 ząbki czosnku
  • 5 łyżeczek maki
  • 3 szklanki mleka
  • 3 szklanki wywaru warzywnego
  • 1 puszka pomidorów
  • 1 puszka niemodyfikowanej genetycznie kukurydzy
  • 1 puszka czerwonej fasoli
  • 1/2 łyżeczki chilli
  • 1,5 łyżeczki kminu rzymskiego w proszku
  • 150 g sera cheddar
  • 3 awokado
  • sól do smaku
Sposób przygotowania: Cebulę drobno szatkujemy, czosnek wyciskamy. W garnku podgrzewamy masło, wrzucamy cebulę i czosnek i podsmażamy 3-4 minuty na małym ogniu. Dodajemy mąkę i przesmażamy jeszcze 2 minuty z mąką. Zdejmujemy z gazu i dolewamy mleko, ciągle mieszając. Stawiamy garnek z powrotem na gazie i dolewamy wywar warzywny. Dorzucamy pokrojoną w kostkę czerwoną paprykę, czerwoną fasolę, pomidory, kukurydzę, chili i kmin. Mieszamy i gotujemy 15 minut. Awokado obieramy ze skórki, kroimy na ćwiartki, a następnie w plasterki. Ser ścieramy na drobnej tarce. Ugotowaną zupę mieszamy ze startym serem. Do każdej porcji zupy dodajemy pół pokrojonego awokado.

fot. Monika Mrozowska fot. Monika Mrozowska

Tom kha gai

Składniki (4 duże porcje):
  • 1 opakowanie tofu
  • 750 ml mleka kokosowego
  • 250 ml wody
  • kawałek galangalu wielkości kciuka
  • 3 łodygi trawy cytrynowej
  • 3 liście limonki
  • 1 średnia biała cebula
  • 1 pomidor rzymski
  • 200 g boczniaków
  • 2 ostre papryczki chili tajskie
  • 1/4 łyżeczki soli
  • sok z 1/2 limonki
  • duża garść kolendry
Sposób przygotowania: Galangal ścieramy na tarce. Chili kroimy wzdłuż na pół (jeżeli chcemy, żeby zupa była mniej pikantna, wydłubujemy nasiona i wrzucamy samą papryczkę). Trawę cytrynową rozgniatamy (np. tłuczkiem do mięsa), liście limonki rwiemy na pół. Cebulę kroimy na pół, a następnie w cienkie plasterki. Pomidora sparzamy, obieramy ze skórki i kroimy na ćwiartki. Boczniaki kroimy w cienkie paseczki,a  tofu w kostkę. Do gotującej się w garnku wody wrzucamy galangal, trawę cytrynową, liście limonki, pokrojoną cebulę, tofu, chili i boczniaki. Gotujemy na małym ogniu pod przykryciem ok. 10 minut. Następnie dodajemy mleko kokosowe, pomidora oraz sok z limonki i gotujemy jeszcze 2 minuty. Solimy do smaku i posypujemy poszatkowaną kolendrą.

fot. Monika Mrozowska fot. Monika Mrozowska

Urad dal

Składniki (4 porcje):
  • 1 szklanka urad dalu (łuskana fasola mungo)
  • 1 cebula
  • 1/2 łyżeczki chili w proszku
  • 1 ząbek czosnku
  • kawałek imbiru wielkości połowy kciuka
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1/2 łyżeczki ziarenek kminu rzymskiego
  • 1/2 łyżeczki garam masali
  • 2 łyżki oliwy
  • 3 szklanki wody
  • pęczek kolendry
Sposób przygotowania: Wyciśnięty czosnek i starty imbir mieszamy na pastę. W garnku na rozgrzaną oliwę z oliwek wrzucamy poszatkowaną cebulę, pastę imbirową i kmin. Smażymy przez minutę, następnie dodajemy wodę i dorzucamy przepłukaną łuskaną fasolkę mungo (nie mylić z fasolką mung!). Dosypujemy kurkumę i garam masalę i gotujemy na małym ogniu około 30 minut, aż fasolka będzie zupełnie miękka. Po ugotowaniu zupę można zmiksować. W miseczkach posypujemy dużą ilością świeżej kolendry.

fot. Monika Mrozowska fot. Monika Mrozowska

 

Więcej:

 

  1. Zdrowie

Produkty do pielęgnacji blizn – jakie wybrać?

Fot. materiały prasowe partnera
Fot. materiały prasowe partnera
Blizna powstaje w miejscu, gdzie przerwana została ciągłość skóry – to ostatni etap procesu gojenia się rany. Jednym z czynników korzystnie wpływających na tworzenie się blizn jest odpowiednia ich pielęgnacja. Dzięki właściwie dobranym preparatom możliwe jest poprawienie wyglądu blizny i zmniejszenie jej widoczności na każdym etapie, dotyczy to także blizn dojrzałych. Warto zastosować odpowiednie produkty do pielęgnacji jak najwcześniej, by poprawić komfort fizyczny i maksymalnie zmniejszyć widoczność blizny.

Jak przebiega proces tworzenia się blizn?

Tworzenie się blizny rozpoczyna się w ostatniej fazie gojenia się rany. Powstają wówczas nowe włókna kolagenowe tworzące na powierzchni zasklepionej rany tkankę, która będzie pełnić funkcję skóry. Nowa tkanka, czyli blizna, różni się od skóry w nieuszkodzonych miejscach – nie ma na niej mieszków włosowych ani gruczołów łojowych i potowych. Blizna nie opala się i nie jest unerwiona. Jest mniej elastyczna od pozostałej skóry i różni się od niej kolorem. Z początku zazwyczaj jest od niej ciemniejsza (może być czerwona lub sina, a nawet fioletowa), z czasem zaczyna blednąć. Proces tworzenia się blizny rozpoczyna się zwykle po kilku dniach, a jej dojrzewanie może trwać nawet dwa lata.

Od czego zależy wygląd blizn?

Na to, jak wygląda blizna, wpływ ma wiele czynników. Ważny jest m.in. wiek pacjenta. U osób młodych obserwuje się częstsze występowanie blizn przerostowych, wypukłych i keloidów; ma to związek z nadprodukcją kolagenu. Z kolei osoby starsze są bardziej narażone na powikłania w czasie gojenia się ran, co ma ujemny wpływ na wygląd powstającej blizny. Ryzyko przerostów i innych nieprawidłowości w tworzeniu się blizny wzrasta, gdy proces gojenia się rany przebiega dłużej, na przykład z powodu infekcji albo wtórnych uszkodzeń. Na wygląd blizny duży wpływ ma również sposób jej pielęgnacji. Warto odpowiednio wcześnie rozpocząć mobilizację blizny, co zapobiegnie tworzeniu się zrostów i blizn wypukłych, oraz zastosować odpowiednie produkty zmniejszające widoczność blizny i poprawiające jej kolor oraz elastyczność.

Jakie preparaty do pielęgnacji blizn wybrać?

Wybór odpowiedniego produktu do pielęgnacji blizn to ważna sprawa. W przypadku zarówno świeżych blizn jak i tych dojrzałych nawet 9-letnich właściwym wyborem będzie żel z silikonem oraz plastry z silikonem (np. Sutricon). Produkty te wspomagają proces prawidłowej przebudowy blizny i poprawiają komfort fizyczny w tym czasie.

Plastry z silikonem zapewniają właściwe nawilżenie nowej tkanki i skóry wokół blizny, co łagodzi uczucie ściągania. Redukują też ryzyko tworzenia się zrostów i bolesnych przykurczów. Zmiękczają i uelastyczniają nową tkankę oraz regulują wytwarzanie kolagenu, co zapobiega tworzeniu się keloidów i blizn przerosłych. Zaleca się stosowanie plastrów z silikonem przez cały proces tworzenia się blizny. To dodatkowo ochrona przed wtórnymi uszkodzeniami i urazami.

Żel z silikonem tworzy na powierzchni blizny elastyczną powłokę ochronną, która gwarantuje właściwe nawilżenie. Świetnie nadaje się do masażu i mobilizacji blizny, co poprawia jej elastyczność i zapobiega tworzeniu się zrostów. Pamiętajmy przy tym, by masaże i mobilizację blizny rozpocząć dopiero wówczas, gdy rana w pełni się zagoi. To ważne, ponieważ zbyt wczesne zabiegi mobilizujące nową tkankę mogą spowodować wtórne urazy. Żel z silikonem stosować można także na stare blizny, by za pomocą masażów i wygładzającej powłoki nawilżająco-ochronnej poprawić ich wygląd i elastyczność.

  1. Zdrowie

Mięta dla zdrowia i urody

Już starożytni Egipcjanie, Rzymianie, Grecy i Chińczycy znali i stosowali miętę – jako przyprawę do potraw, roślinę leczniczą, a także symbol mądrości i wiedzy. (Fot. iStock)
Już starożytni Egipcjanie, Rzymianie, Grecy i Chińczycy znali i stosowali miętę – jako przyprawę do potraw, roślinę leczniczą, a także symbol mądrości i wiedzy. (Fot. iStock)
Orzeźwia w upalne dni. Doskonała do letnich potraw i napojów, kiedy świeżych liści mamy pod dostatkiem. Mięta znakomicie smakuje też z truskawkami, gruszką i arbuzem. Albo z gałką lodów...

Już starożytni Egipcjanie... To prawda, ale także starożytni Rzymianie, Grecy i Chińczycy znali i stosowali miętę – jako przyprawę do potraw, roślinę leczniczą, a także symbol mądrości i wiedzy (rzymscy adepci filozofii przybierali głowę miętowymi wiankami). Postać, w jakiej my ją znamy, mięty pieprzowej, zawdzięczamy Anglikom – powstała za ich sprawą ponad 350 lat temu na skutek zmieszania dwóch gatunków: mięty nadwodnej i mięty zielonej. O mięcie przypominamy sobie zwykle wtedy, gdy boli nas żołądek – napar z zaparzonych świeżych lub suszonych liści szybko przynosi ulgę. Ale mentha piperita pomaga też przy nerwobólach, bólach mięśni i stawów, pobudza soki trawienne do pracy, zwalcza bakterie i pasożyty, działa przeciwwymiotnie i uspokajająco. Jeśli często będziesz wdychać jej aromat, np. w postaci olejku miętowego, zmniejszysz łaknienie – niewiele zjesz i szybciej schudniesz. Roślina ta przysłużyć się może także twojej urodzie. Korzystaj zatem z jej bogactwa, bo teraz jest najlepszy czas, gdy świeżej mięty jest pod dostatkiem. Można ją wstawić do wody i używać na bieżąco albo zamrozić lub ususzyć i przechowywać w szczelnie zamkniętym słoiku.

Dla urody

Prawie każda pasta do zębów i płyn do płukania ust zawiera miętę, bo odświeża oddech. Jest też składnikiem orzeźwiających żeli, np. do zmęczonych stóp i obolałych mięśni, chłodzących masek i kremów do twarzy, odżywczych balsamów i szamponów. Dwie, trzy krople olejku miętowego (nie więcej) dodane do kąpieli zapewnią błogi relaks – uspokoją i rozluźnią mięśnie. Z kolei toniki na bazie mięty odkażają skórę i łagodzą podrażnienia.

Dla zdrowia

Olejek miętowy można stosować do masażu, zwłaszcza przy stanach depresyjnych, bólach reumatycznych i wyczerpaniu psychofizycznym. Świetnie nadaje się także do zimnych okładów na bóle głowy i migreny oraz do inhalacji przy przeziębieniach (rozrzedza śluz) i infekcjach dróg oddechowych (udrożnia kanały nosowe i zatoki). Napar z liści mięty pieprzowej pomoże na mdłości, bóle żołądka i bóle menstruacyjne (działa rozkurczowo na mięśnie gładkie), łagodzi też objawy zespołu jelita drażliwego. Poleca się go – w formie okładu – na ból ucha, obrzęki i owrzodzenia.

W kuchni

Do potraw używamy świeżych lub suszonych liści – warto wykorzystać odświeżające i chłodzące właściwości mięty, dodawać ją do lodów, sałatek i deserów owocowych oraz pić schłodzony napar lub miętową herbatę. Świetna jest także do kefirów i jogurtów. Miętę stosuje się również do wyrobu likierów, słodyczy (m.in. czekolady), przyprawia się nią zupy, warzywa, ryby i mięsa – szczególnie upodobały ją sobie kuchnie: gruzińska, ormiańska i azerbejdżańska.

Co zawiera: olejek lotny (głównym jego składnikiem jest mentol), kwas askorbinowy, karoten, rutynę, garbniki, witaminę C, potas, żelazo, wapń, magnez.

Zalecana przy: skurczach i bólach żołądka, kolce jelitowej, żółtaczce, chorobach wątroby, bezsenności, nerwowości, migrenach, nerwobólach, bólach menstruacyjnych, mięśniobólach.

Przeciwwskazania: uczulenie na mentol. Nie podawać dzieciom mającym odruchy wymiotne lub torsje – może wzmóc refluks żołądka. Nadmierne stosowanie może nasilać zgagę i powodować zakłócenia snu.

  1. Zdrowie

Zdrowy układ hormonalny: uważaj na związki, które zakłócają pracę tarczycy

Jeśli chcesz zadbać o swój układ hormonalny, ograniczaj produkty, które zawierają duże ilości dysruptorów endokrynnych. Nie widać tych cząsteczek gołym okiem, jednak mogą poważnie obciążyć twój organizm. (fot. iStock)
Jeśli chcesz zadbać o swój układ hormonalny, ograniczaj produkty, które zawierają duże ilości dysruptorów endokrynnych. Nie widać tych cząsteczek gołym okiem, jednak mogą poważnie obciążyć twój organizm. (fot. iStock)
Dysruptory endokrynne – to naukowy termin określający substancje, które towarzyszą nam w codziennym życiu, i niestety , mogą niekorzystanie wpływać na nasz układ hormonalny.

Dysruptory endokrynne (skrót EDC, z ang. endocrine disruptor chemicals/compounds) to duża grupa związków używanych w przemyśle chemicznym. Obecnie zalicza się do nich 1,4 tys. substancji, które występują też w produktach codziennego użytku (plastik, opakowania, tanie kosmetyki, a także żywność). Choć z jednej strony ułatwiają nam funkcjonowanie, to jeśli weźmiemy pod uwagę ich wpływ na nasze zdrowie - cena może okazać się dość wysoka. Otóż dysruptory endokrynne mogą poważnie zaburzyć pracę układu hormonalnego. Dlaczego tak się dzieje? - Dlatego, że te syntetyczne substancje są podobne w swojej budowie do naszych hormonów, a to powoduje na przykład, że podczepiają się do receptorów komórkowych „podając się” za naturalne hormony. Co to powoduje? – „Udając hormony” zaczynają działać tak jak one i np. powodować wcześniejsze dojrzewanie u dziewczynek (tak działa Bisfenol A). Nadmiar estrogenów, jak wiadomo, może zaburzać też prawidłowe działanie jąder u mężczyzn. A te hormonopodobne substancje przynoszą właśnie taki efekt, jakby dzieciom (ale też dorosłym) sztucznie podawało się estrogen.

Efekt działania dysruptorów endokrynnych zależy od kilku czynników:

  • wieku, w jakim organizm miał styczność ze szkodliwymi substancjami
  • od tego jak długo zostaliśmy poddani działaniu EDC
  • oraz jakie było ich stężenie (zdarza się, że przy niektórych substancjach niskie stężenia mogą być bardziej uszkadzające niż wyższe).

Ogólna zasada jest taka, że im młodszy organizm, tym bardziej narażony na szkodliwe działanie EDC. Bardzo wrażliwe są dzieci w łonie matki, u których krążące we krwi dysruptory endokrynne mogą nie tylko uszkadzać rozwijający się nowy organizm, ale też wywoływać zmiany w genach.

Dysruptory endokrynne mogą być przyczyną otyłości, cukrzycy, ale także mogą wpływać na męski i żeński układ rozrodczy, czy też powodować niektóre typy nowotworów (hormonozależnych). W tym artykule skupiam się na ich wpływie na pracę gruczołu tarczowego (tarczycy).

Jak dysruptory endokrynne mogą działać na tarczycę? Większość tych efektów dotyczy układu podwzgórze-przysadka-tarczyca i polega na:

  • hamowaniu pracy przysadki (hamowanie produkcji TSH),
  • zaburzaniu m.in. produkcji i transportu hormonów tarczycy,
  • zakłócaniu mechanizmów związanych z wychwytywaniem jodu.

Pomimo podobieństwa w budowie dysruptory działają dużo słabiej niż hormony, ale znaczenie ma ich ilość. Przez to, że jest ich tak dużo mogą spowodować wiele szkód dla zdrowia. Zdarza się, że występują w naszym ciele w większym stężeniu niż hormony!

Warto wiedzieć więc jakich substancji wystrzegać się ze względu na ich niekorzystne działanie:

  1. Bisfenol A (BPA) to jeden z najszerzej rozpowszechnionych EDC, który występuje w bardzo dużej ilości rzeczy codziennego użytku. W ostatnich latach dużo mówi się o jego wpływie na tarczycę. Jest związkiem organicznym i może się łączyć z receptorami estrogenowymi*. Ma wprawdzie 10 tys. razy słabsze powinowactwo do receptorów estrogenowych niż ludzki estrogen, ale problem stanowi jego wszechobecność (światowa produkcja BPA sięga 3,5 mln ton rocznie) oraz powolna biodegradacja. Stosowany jest powszechnie do produkcji wielu tworzyw sztucznych:
  • butelek plastikowych,
  • opakowań plastikowych,
  • płyt CD,
  • telefonów komórkowych,
  • lakierów służących do pokrywania metalu w puszkach z napojami i żywnością.

BPA jest także przeciwutleniaczem w środkach spożywczych i kosmetycznych oraz wchodzi w skład kompozytów dentystycznych.

  1. Polichlorowane bifenyle są to związki, które dostają się do środowiska poprzez pożary wysypisk śmieci, transformatorów, czy niewłaściwą gospodarkę odpadami. Związki te łatwo przechodzą do gleby i wody włączając się w ekosystem. Mogą dostać się do organizmu najczęściej poprzez spożywanie skażonej wody i żywności.
  1. Nadchlorany - ich głównym źródłem są nawozy azotowe używane w uprawach warzyw i owocó

Warto przy tym podkreślić że wiele publikacji donosi o zwiększonej zapadalności na choroby autoimmunologiczne tarczycy wśród osób mieszkających czy pracujących niedaleko zakładów petrochemicznych oraz na terenach skażonych pestycydami.

  1. Bromowane środki zmniejszające palność dodawane np. do tworzyw sztucznych, tkanin czy drewna.

Prawda jest niestety taka, że nie unikniemy kontaktu z dysruptorami endokrynnymi w codziennym życiu, ale możemy świadomie go zminimalizować.

W jaki sposób ograniczyć działanie EDC? – Przede wszystkim zrezygnujmy z plastiku! Szczególnie w kuchni.

  • Wybierajmy produkty zapakowane w szary papier lub w szkło, zamiast w opakowania z tworzyw sztucznych.
  • Czytajmy etykiety ze składem kosmetyków i wybierajmy te bez BPA.
  • Warto pytać też dentystów, przed założeniem plomby, o zawartość BPA w materiale.
  • Nie pakujmy żywności w plastikowe pojemniki. Starajmy się w ogóle unikać plastiku. Szczególnie chrońmy przed nim dzieci. Zrezygnujmy z plastikowych misek, kubków czy łyżek. Najlepiej używać szkła lub drewna.
  • Światłoczuły papier (paragony, wydruki z bankomatów) może również zawierać EDC. Dlatego po każdym kontakcie papierem światłoczułym warto umyć ręce mydłem.
  • Decydujmy się na naturalne tworzywa w naszym otoczeniu (drewniane okna czy podłogi, naturalne materiały – jeśli mamy oczywiście taką możliwość).

*Receptory estrogenowe to specyficzne białka, które obecne są w komórkach określonych tkanek. Ich funkcją jest wiązanie obecnego we krwi estrogenu – żeńskiego hormonu płciowego, który aktywuje określony materiał genetyczny, a ten stymuluje powstanie różnych białek (bisfenol A, który podczepia się zamiast estrogenu, zakłóca te procesy).

Dr. Luiza Napiórkowska (fot. archiwum prywatne)Dr. Luiza Napiórkowska (fot. archiwum prywatne)

Dr n.med. Luiza Napiórkowska: specjalista endokrynologii i diabetologii, lekarz chorób wewnętrznych. Ma 20-letnie doświadczenie kliniczne, zdobywane m.in. w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Brazylii oraz w Polsce - w Klinice Endokrynologii i Diabetologii CSK MSWiA w Warszawie. Od 2019r. autorka bloga medycznego Okiem Doktor Luizy, poprzez który realizuje swój cel szerzenia profilaktyki zdrowotnej. Regularnie publikuje także w mediach społecznościowych, gdzie obserwuje ją i towarzyszy jej aktywna społeczność niemal 90 tys. osób.