Autopromocja
WOS 7 - pc
WOS 7 - pc
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. 136 gatunków zwierząt je ziemię, by się leczyć. Czego małpy i słonie mogą nauczyć nas o zdrowiu?

136 gatunków zwierząt je ziemię, by się leczyć. Czego małpy i słonie mogą nauczyć nas o zdrowiu?

(Fot. Arthur Elgort/Conde Nast via Getty Images)
(Fot. Arthur Elgort/Conde Nast via Getty Images)
Każdy gatunek, od pszczoły po słonia, jest częścią większego, ewolucyjnego laboratorium, w którym trwa nieustanny eksperyment z leczeniem, odpornością i przetrwaniem. Skoro w dążeniu do zdrowia nie jesteśmy wyjątkowi, to czego jako ludzie możemy się nauczyć od innych gatunków?

Spis treści:

  1. Samoleczenie zwierząt: dlaczego warto brać z nich przykład?
  2. Pszczoły: to im zawdzięczamy co 3. kęs jedzenia
  3. Propolis: naturalny antybiotyk z pszczelego ula
  4. Słonie: jak ludzie uczą się leczenia od zwierząt
  5. Geofagia: dlaczego jedzenie ziemi może leczyć
  • Natura to cenne źródło leków – przekonuje profesor biologii Jaap de Roode w książce „Lekarze z natury. Jak pszczoły, małpy i inne zwierzęta dbają o swoje zdrowie”.
  • Naukowiec podaje przykłady samoleczenia zwierząt, powołując się m.in. na mądrość pszczół i tworzony przez nie naturalny antybiotyk – propolis.
  • Jaap de Roode wyjaśnia też, czym jest zoolatria medyczna – praktyka, w której ludzie uczą się leczenia, obserwując zachowania zwierząt, np. słoni.
  • To od zwierząt wiemy również, że geofagia, czyli jedzenie ziemi, może leczyć. Przedstawiciele aż 136 gatunków spożywają ziemię, glinę, cząstki skalne. Robią tak m.in. małpy.
  • Paradoksalnie współczesna nauka odkrywa to, co natura wie od milionów lat.

Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 1/2026.

Samoleczenie zwierząt: dlaczego warto brać z nich przykład?

Samoleczenie jest konkretną i ważną strategią przetrwania. Zwierzęta nie czekają na diagnozę, ale reagują natychmiast. Eksperymentują, zmieniają dietę i zachowanie, by powrócić do równowagi. Nie mają aptek, pielęgniarek ani lekarzy, ale mają za sobą tysiące lat ewolucji. Gąsienice, owce, pszczoły, szympansy i słonie podejmują ryzyko, by znaleźć w naturze coś, co je uleczy. To odwaga ewolucji: przekroczyć neofobię, czyli strach przed nowym, i polec lub odzyskać zdrowie. Z perspektywy psychologii i neurobiologii to zjawisko można nazwać zaufaniem biologicznym – zdolnością organizmu do samoregulacji.

Na wyspie Pohnpei w Mikronezji tradycyjni uzdrowiciele odkrywali nowe lekarstwa, obserwując rośliny zjadane przez chore zwierzęta. W Gabonie ludzie zaczęli używać roślin Tabernanthe iboga podczas obrzędów religijnych, po tym, jak zauważyli, że goryle, dziki i jeżozwierze wykopywały ich korzenie i wpadały w dzikie ekstazy po ich spożyciu. W Laosie natomiast od dawna wiadomo, że młode słonie jedzą odchody swoich matek w okresie odstawiania od mleka. Ponieważ dieta słoni obejmuje wiele roślin leczniczych, ich odchody postrzegane są jako swoista mikstura lecznicza, farmaceutyczny koktajl. Ludzie, naśladując słonie, przygotowują wywary z ich odchodów, aby leczyć biegunkę. Biorąc pod uwagę naszą współczesną wiedzę na temat przeszczepów mikrobiomu, jest bardzo prawdopodobne, że ten tradycyjny zabieg stosowany przez słoniątka działa na podobnej zasadzie” – wyjaśnia Jaap de Roode, profesor biologii na Emory University, w książce „Lekarze z natury”.

Kiedy owce zarażone pasożytami zwiększają spożycie białka, wzmacniają swój układ odpornościowy. Gąsienice bawełnicy, karmione liśćmi bogatymi w peroksydazy, szybciej usuwają zakażone komórki z jelit. W Parku Narodowym Środkowego Karakorum w Pakistanie myśliwi i pasterze zaobserwowali, że wróble, koziorożce himalajskie i markury śruborogie do samoleczenia stosują jagody, liście i korę berberysów. I gdy hodowane owce, konie, krowy i osły zaczęły chorować, sami zaczęli je karmić berberysami. Z kolei w regionie Karamoja w Ugandzie lokalni uzdrowiciele i pasterze odnotowali wśród wielbłądów, kóz, osłów, owiec i psów około 50 sposobów samoleczenia przez spożywanie dzikich roślin. A następnie zaczęli stosować większość z tych roślin w uzdrawianiu siebie, swoich rodzin i zwierząt. Każdy z tych przykładów to fragment układanki, w której natura projektuje własne formy terapii.

Większość ludzi na naszej planecie, podobnie jak prawie wszystkie dzikie zwierzęta, nie ma dostępu do zachodniej medycyny, korzystają więc z mądrości natury.

Pszczoły: to im zawdzięczamy co 3. kęs jedzenia

Bez pszczół z naszej planety zniknęłyby: jabłka, awokado, marchew, jarmuż, cebula i setki innych produktów. Pszczołom i innym zapylaczom zawdzięczamy średnio co trzeci kęs jedzenia! I chociaż pszczoły podtrzymują przy życiu całe ekosystemy, same zagrożone są wymarciem – z powodu działalności człowieka, między innymi toksycznych pestycydów i usuwania dzikich łąk kwietnych na rzecz nudnych trawników.

Do tego mierzą się z licznymi chorobami, na przykład groźnym roztoczem Varroa destructor, który przyczepia się do pszczoły i wbija aparat gębowy tak głęboko, aż dosięgnie ciała, które odpowiada ludzkiej wątrobie, żeby żywić się nim przez wiele dni; Jaap de Roode porównuje go do dużego pączka przyklejonego do brzucha człowieka. Skutki są dramatyczne: osłabienie odporności, deformacja skrzydeł, a w końcu śmierć całej kolonii.

Dla ratunku pszczoły stworzyły system określony przez naukowców odpornością społeczną. Niektóre z nich stoją przy wejściu do ula i nie wpuszczają zarażonych osobników. Inne usuwają martwe już pszczoły, by zapobiec ich rozkładowi. A gdy w samym ulu pojawi się choroba, pszczoły drżą mięśniami lotnymi, by podnieść temperaturę i zabić niebezpieczne bakterie. To cenna wskazówka, że zagrożenie jednego osobnika jest zagrożeniem wspólnoty, więc cała społeczność traktowana jest jak jedno ciało.

Propolis: naturalny antybiotyk z pszczelego ula

Do tego pszczoły, mieszając żywicę drzewną z woskiem, wytwarzają własny antybiotyk. Jest nim propolis – lepka, aromatyczna substancja. Rośliny wydzielają żywicę, by chronić się przed patogenami, grzybami, owadami oraz przyspieszyć gojenie ran. Pszczoły korzystają z tego samego mechanizmu i dzięki propolisowi odpierają szkodniki, ale też wzmacniają swój mikrobiom, a tym samym zwiększają przeżywalność.

Jednak proces tworzenia propolisu nie jest prosty. Jedna pszczoła „używa żuwaczek i przednich odnóży, by odłamać kroplę żywicy, następnie przekłada ją do środkowych odnóży, a stamtąd do koszyczków pyłkowych na tylnych nogach” – wyjaśnia autor książki. Gdy wraca do ula, nie jest w stanie samodzielnie usunąć żywicy, robią to robotnice zwane pszczołami cementującymi. I oto powstaje materiał przypominający dezynfekujący plaster oraz barierę biologiczną w jednym.

Przez minione dziesięciolecia pszczelarze traktowali propolis jako uciążliwą, lepką i zbędną substancję w ulu. W wielu szkołach uczono, jak zeskrobywać propolis z uli, a kolonie tworzono z pszczół, które wytwarzały go mniej niż inne.

Dopiero niedawne badania entomolożki Marli Spivak z Uniwersytetu Minnesoty i jej doktoranta Mike’a Simone-Finstroma udowodniły, że w koloniach pozbawionych propolisu było dziesięciokrotnie więcej bakterii, a pszczoły przeżywały więcej stresu, gdyż ich układ odpornościowy był pobudzany do ciągłej walki. Jednak dodatkowe podawanie propolisu chorym pszczołom nie sprawdziło się, gdyż zawiera on substancje owadobójcze. Pomagało natomiast pozostawienie ich w spokoju wraz z wytwarzanym przez nie lekarstwem.

Te niezwykłe owady, bohaterki ekologii, nie tylko utrzymują nasze plony i nas przy życiu, ale są też mistrzyniami biologicznej samoregulacji. Współpracują z roślinami, grzybami i bakteriami, tworząc system, który łączy odporność i delikatność. I uczą nas, że zdrowie jest procesem wspólnotowym, natomiast leczenie – formą współpracy. Tak oto istoty, które nie używają słów i nie znają medycyny, tworzą ule przypominające skomplikowany żywy organizm, w którym mikrobiologia, chemia i zachowania społeczne tworzą jeden system. Ludzkie wspólnoty, które odrobiły tę lekcję, mają szanse na zdrowie i przetrwanie.

Słonie: jak ludzie uczą się leczenia od zwierząt

W tropikalnych lasach Azji i Afryki zaobserwowano, jak słonie intencjonalnie sięgają po konkretne gatunki kory, liści i korzeni.

„Jedna z roślin wykorzystywanych przez te ssaki – Lithocarpus auriculatus – nie była wcześniej znana ze swoich właściwości leczniczych, co wskazuje, że nawet dziś słonie odkrywają nowe, nieznane nam rośliny o potencjale medycznym” – napisał Jaap de Roode. W Laosie mahoutowie, opiekunowie słoni, od pokoleń uczą się poprzez obserwację świata zwierzęcego. Gdy słonie zachorują, prowadzą je do pnączy, korzeni czy kory, o których wiedzą, że spożywały je dzikie zwierzęta.

„Niektórzy mahoutowie rozgniatają korzenie konkretnych pnączy i mieszają je z solą, by podać słoniom jako środek leczniczy. Co więcej, z 20 roślin wykorzystywanych przez słonie 15 stosuje się także w leczeniu ludzi w gospodarstwach domowych mahoutów”– czytamy w książce. I od pokoleń wiedza ta przepływa pomiędzy gatunkami – od słonia do człowieka i z powrotem. Dla mądrych mahoutów słoń jest partnerem w rozpoznawaniu natury. To przykład zoolatrii medycznej – praktyki, w której ludzie uczą się leczenia, obserwując zachowania zwierząt. Podstawą tej nauki jest przekonanie, że zwierzęta mają dostęp do tej samej mocy co ludzie, a nawet swego systemu wierzeń i swoich bogów, o których ludzie nic nie wiedzą.

Geofagia: dlaczego jedzenie ziemi może leczyć

To od zwierząt wiemy, że jedzenie ziemi, czyli geofagia, może leczyć. Zostało to opisane już w starożytności, a dziś wiemy już o 136 gatunkach spożywających ziemię, glinę, cząstki skalne. Robią tak między innymi: lemury, szympansy, goryle.

Ponieważ, jak zauważa badacz z Emory University, „gleba zawiera więcej mikroorganizmów niż jakiekolwiek inne środowisko na naszej planecie, wiele zwierząt pozyskuje istotne mikroby właśnie z niej”. Chociaż w języku potocznym „jeść ziemię” brzmi jak obelga, to dla zwierząt (i niektórych kultur ludzkich) jest to forma terapii.

„Słonie afrykańskie na górze Elgon jedzą tak dużo gliny, że wydrążyły jaskinie w górskich zboczach. Glina, po którą sięgają, zawiera kaolin – substancję neutralizującą toksyny”

– kontynuuje ekspert. Kaolin powleka ściany jelit i wspiera mikrobiom, a jego działanie przypomina współczesne środki zobojętniające. To kolejny przykład na to, że instynktowne działania zwierząt znajdują potwierdzenia w badaniach naukowych. Na przykład myszy karmione ziemią z gospodarstw rolnych mają zdrowszy mikrobiom jelitowy i silniejszy układ odpornościowy.

Paradoks nowoczesności polega na odkrywaniu przez naukę tego, co natura zna od milionów lat. Jest w tym wyraźne zaproszenie, ale i ostrzeżenie dla nas, ludzi współczesnych, którzy zapomnieli, że leki znajdujące się w aptekach zostały stworzone z tego, co wyrosło na Ziemi. To zaproszenie do szacunku wobec pozaludzkiego świata, uznania jego pozasłownej mądrości. I ostrzeżenie, że bez tego skazujemy siebie oraz dziesiątki innych gatunków na wymarcie.

Polecamy: „Lekarze z natury. Jak pszczoły, małpy i inne zwierzęta dbają o swoje zdrowie”, Jaap de Roode, tłum. Szymon Drobniak, Wydawnictwo Copernicus Center Press

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE