Bój się kleszcza

Kleszcz
123RF.com

Nastała pora wycieczek w teren. I teraz mamy częściej wątpliwą przyjemność bliskiego spotkania z kleszczami. Jeden kleszcz może przenieść nawet trzy różne choroby – anaplazmozę, zapalenie mózgu i boreliozę. By zakazić musi żerować co najmniej 12 godzin. Im dłużej jest w nas wessany, tym większe ryzyko zakażenia.
Wbrew temu co się powszechnie sądzi kleszcze nie siedzą na drzewach i nie skaczą na nas z góry. Z ich „punktu widzenia” wchodzenie tak wysoko nie ma sensu. Górny pułap wspinaczki kleszcza to 1,5 m. Przesiadują na liściach, trawach i końcach gałęzi, by w dogodnym momencie na nas zapolować. Jeśli potem znajdujemy pasożyta na głowie to tylko dlatego, że wędruje po naszym ciele szukając dogodnego dla siebie miejsca, czyli delikatniejszej partii skóry. Co prawda jest ślepy i głuchy, ale zbliżającego się człowieka wyczuwa z odległości 20 m. Polujący kleszcz porusza czułkami nad głową i trochę przypomina człowieka wymachującego rękami na koncercie. Na czułkach ma detektory wrażliwe na dwutlenek węgla i kwas masłowy wydzielany przez ludzką skórę, a także ciepło i wibracje, jakie towarzyszą naszemu ruchowi. To dlatego repelenty, o ile w 100 proc. działają na komary, nie mogą nam zapewnić pełnej ochrony przed kleszczami.

Gdzie jesteśmy na nie najczęściej narażeni? Kleszczom najlepiej się żyje na obrzeżach lasów, łąkach, polanach, na terenach nadrzecznych, w strefie przejściowej między lasem liściastym a lasem iglastym, wszędzie tam gdzie w poszyciu rosną paprocie, bez czarny, leszczyny i jeżyna. Niestety są coraz liczniejsze nawet w dużych miastach. Na przykład w Warszawie mamy dużą szansę przyniesienia na sobie kleszcza z Lasu Kabackiego, Parku Młocińskiego, Parku Bemowo, a nawet z piwnicy we własnym domu.

Sam atak przebiega bezboleśnie, gdyż kleszcz najpierw znieczula miejsce wkłucia. Dlatego można go odkryć dopiero po kilku dniach, gdy jest już nieźle opity i powiększony. Już na samym początku pożywiania się pasożyt wprowadza ślinę do rany, a wraz z nią wszystkie chorobotwórcze mikroby. Kleszcza oczywiście należy usunąć nie czekając aż sam odpadnie. Robimy to pęsetą lub specjalnym narzędziem kupionym w aptece. Nie należy stworem kręcić, wystarczy uchwycić tuż przy skórze i pociągnąć. Lepiej iść do lekarza, jeśli sami sobie nie radzimy.

Z pewnością warto się zaszczepić szczepionką przeciw kleszczowemu zapaleniu mózgu. Zwłaszcza zaszczepić dzieci wyjeżdżające na kolonie i obozy. To najskuteczniejsza ochrona przed zachorowaniem. Ale uwaga, tylko i wyłącznie na zapalenie mózgu. Szczepionka nie eliminuje ryzyka zachorowania na inne choroby, które to niepozorne stworzenie także może nam zafundować, czyli anaplazmozę, boreliozę, bartonelozę (choroba kociego pazura), gorączkę Q, tularemię. Szczególnie podatne są małe dzieci, starsze osoby i ludzie o obniżonej odporności.

Zła wiadomość – nie istnieje skuteczna metoda leczenia zapalenia mózgu, leczenie tylko łagodzi objawy. Należy przyjąć dwie dawki szczepionki w odstępie od 1-3 miesięcy. I po raz trzeci nie później niż w ciągu 9-12 miesięcy. Szczepionka zabezpiecza nas przez trzy lata. Potem trzeba zaszczepić się jeszcze raz tzw. dawką przypominającą. Pamiętajmy o stosowaniu środków odstraszających kleszcze, ale przy zakupie lepiej uważnie przeczytać etykietę i sprawdzić skład preparatu. Powinien zawierać DEET albo ikarydynę. To obecnie najlepsze substancje. Warto po spacerze otrzepać ubranie, wziąć prysznic i starannie wyszorować nogi szczotką i mydłem. Pamiętajmy, że groźne są nawet miniaturowe, trudne do zauważenia larwy, a sam strumień wody, choćby najmocniejszy, kleszczy nie spłukuje, gdyż mają stopy zakończone pazurkami, którymi mocno wczepiają się w skórę. Na spacer najlepiej założyć wysokie, turystyczne buty i długie spodnie z syntetycznej tkaniny. Po bawełnie łatwiej im wędrować.