fbpx

Kobieta po przejściach

Pracowała dla Czarnych Panter. Zna wielką sławę i piekło uzależnienia. Chaka Khan należy do najlepszych wokalistek naszych czasów, co potwierdza jej album „Funk This”.

Po pierwsze, gratuluję najnowszej płyty – jest naprawdę znakomita!

– Dziękuję. Bardzo się cieszę, że udało mi się nagrać ten album. Jest dla mnie bardzo ważny także z tego powodu, że poruszam w nim wiele wątków osobistych. Nagrałam w życiu wiele płyt, ale dopiero na tej odważyłam się mówić o pewnych kwestiach, jak moje kłopoty z przeszłości, chaos, w jakim żyłam, i tak dalej. W niektórych piosenkach mówię o tym własnymi słowami, w innych skorzystałam z tekstów takich autorów, jak Prince, Joni Mitchell czy nawet Jimi Hendrix. Wszystkie poruszają sprawy bardzo mi bliskie.

To wielka sztuka odnieść sukces, w dodatku śpiewając to, co właśnie leży ci na sercu.

– Nieco inaczej patrzę w tej chwili na sukces. Kiedy słyszę, że moja płyta dobrze się sprzedaje, od razu planuję, co dobrego będę mogła zrobić z zarobionymi pieniędzmi. Mam dług wobec ludzi, wobec samego życia. Nie jest tajemnicą, że żyłam źle, nawet bardzo źle. Zawsze chciałam to zmienić, ale mnie to przerastało, a teraz mogę to wreszcie zrobić. Zajęłam się dziećmi autystycznymi, bo mamy w rodzinie takiego chłopca. One wymagają szczególnej troski i zasługują na nią.

Praca w fundacji przypomina nieco twoje początki w Chicago – też z dziećmi…

– To były zupełnie inne czasy. Działałam w ramach organizacji Czarnych Panter, lecz tylko jako wolontariuszka w pomocy społecznej. Sama inicjatywa była piękna, jednak takie szerokie akcje mają tendencje do popadania w skrajności, było tak i w tym wypadku. Ruch z jednej strony starał się poprawić byt czarnej ludności, a z drugiej – radykalizował się. Ja pracowałam przy rozwożeniu śniadań dla dzieci. To wszystko. Pamiętam, że pracowało tam wiele kobiet, których w ogóle nie interesowała polityka.
 
Czy nadal czujesz się „każdą kobietą”, jak śpiewałaś kiedyś w piosence „I’m Every Woman”?

– Nigdy nie czułam się nikim innym, niż jestem. A już na pewno nie „każdą kobietą”. Natomiast mówienie o czymś w imieniu wszystkich kobiet, zwłaszcza tego, co mi się wydaje ważne, to co innego. Piosenka „I’m Every Woman” nie niosła epokowego przesłania oprócz tego, że kobieta potrafi być dobra dla swego mężczyzny. W domyśle: jeżeli on jest dla niej dobry. Chociaż muszę też przyznać, że śpiewanie „I’m Every Woman” zawsze sprawiało mi przyjemność. Tak jest do dziś.

Jak długo można żyć w piekle pomiędzy sławą a fantazjami na temat samobójstwa?

– Długo. Całe moje życie upływało pomiędzy skrajnościami i wszyscy myśleli, że świetnie sobie z tym radzę. Ale to było złudzenie. Tak naprawdę sobie nie radziłam. Odniosłam sukces jako wokalistka, marzyłam o tym i początkowo wydawało mi się, że nie pragnę nic więcej, że to jest zwieńczenie życia i teraz będzie już tylko pięknie. A to był dopiero początek i nic już właściwie nie było piękne… No cóż, jedni są silniejsi, inni słabsi. Na spokojnie śpiewam o tym dopiero teraz, bo czuję się odmieniona: „Mój ty roztrzęsiony Aniołku, taki niestały – ciągle latasz na oślep” [piosenka „Angel”]. Oczywiście śpiewam o sobie, ale mam teraz poczucie ogromnego dystansu. Patrzę, jaką byłam zagubioną osobą, i współczucie dla tamtej małej miesza się we mnie z poczuciem zwycięstwa. Z wielką radością, że odzyskałam siebie dla siebie.

A jak przeżyłaś zakończenie sprawy twojego syna oskarżonego o morderstwo?

– Sprawa mojego syna była dla mnie bardzo bolesna. Nie chcę wdawać się w szczegóły – dobrze, że skończyła się uniewinnieniem Damiena, bo był to nieszczęśliwy wypadek. Zeznania przed sądem okazały się dla mnie szansą na uporządkowanie życia. Po prostu, idąc do sądu, wiedziałam, że nie mogę się napić, nie mogę tego zrobić ani sobie, ani jemu. Wtedy postanowiłam, że jeżeli wszystko się dobrze skończy, zgłoszę się na terapię i tym razem mi się uda. Tak się stało – nie piję już ponad dwa lata i jestem z siebie dumna. Zaczęłam nowe życie.

Masz za sobą musical i występy na Broadwayu – też coś nowego.

– To zupełnie nowe wyzwanie i trochę się boję. Ale jednocześnie jestem podekscytowana. Dołączam do obsady „Koloru purpury”! Przedstawienie wyprodukowała Oprah Winfrey i obejrzało je już ponad milion widzów. Najważniejsze, że show okazał się takim wielkim sukcesem. Teraz staram się w nim odnaleźć, próby są już zaawansowane. Rozpoczynam występy w styczniu i proszę trzymać za mnie kciuki. Śpiewałam na wielu scenach w wielu krajach, ale Broadway jest tylko jeden. I trzęsę się jak liść osiki. Przy mojej tuszy!


CHAKA KHAN (wł. Yvette Marie Stevens), ur. w 1953 r. amerykańska wokalistka R&B. W 1973 r. była członkinią zespołu Rufus, jednej z najważniejszych formacji funkowychtamtej dekady. Po rozpoczęciu kariery solowej nagrała przebój „I’m Every Woman” (1978). Na początku lat 80. dała się poznać jako energiczna wokalistka jazzowa, występując u boku takich mistrzów, jak Chick Corea czy Freddie Hubbard. Zdobyła w sumie osiem nagród Grammy. Fundacja jej imienia wspiera terapię dzieci autystycznych. Po udanej kuracji odwykowej powróciła porywającym albumem „Funk This” (2007).