fbpx

Okrucieństwo statystyki

Z synem i jego przyjaciółmi wyruszyliśmy w podróż. W chłopcach wrzały hormony i całą swoją szesnastoletnią wyobraźnią manifestowali indywidualność. Szusowałem na nartach z trzema młodzieńcami ubranymi w kaski narciarskie, do których przytwierdzili kubki po coca-coli, miotły i inne gustowne akcesoria. Marzeniem każdego nastolatka jest pokazanie swojej odmienności.

Konsekwencje buntu są zabawne. Statystycznie chłopców w podobnym wieku jest kilkaset milionów. Pierwszy przejaw sprzeciwu to długie włosy. Noszą je zatem prawie wszyscy, czyli kilkaset milionów, poza paroma procentami tych, którzy mają wstręt do suszarek lub mało liberalnych rodziców. Wychodzi, że kilkaset milionów to ci indywidualiści, a pozostałe kilka milionów to przeciętniacy. Analogicznie jest w innych dziedzinach. Poprzez bunt nastolatki upodabniają się do siebie i rodziców sprzed lat. W ten sposób w swoim proteście stają się typowi. Są w patowej sytuacji, jakkolwiek by się starali, podobne zachowania będą powielane przez kilka milionów kolegów, zaś nowe oznaki oryginalności inspirowane przez ich własnych rodziców zarządzających koncernami, które zarabiają na wykreowaniu nowych zachowań niebotyczną kasę. 

Naprawdę trudno być młodym. Ale analiza statystyk pozwoliłaby znaleźć stuprocentową receptę na oryginalność. Należałoby obciąć włosy, założyć garnitur, słuchać koncertów Bacha, prowadzić długie rozmowy z rodzicami i sprzątać po śniadaniu. Z prostej statystyki wychodzi, że taki egzemplarz byłby niepowtarzalny. Nie odważyłem się jednak podzielić tymi przemyśleniami z moimi podopiecznymi. Przypomniała mi się za to batalia, którą stoczyłem przed laty w obronie honoru nastolatka. Do kancelarii zgłosiła się dama, której dwunastoletniego syna dyrekcja nazwała chuliganem i wyrzuciła ze szkoły. Powód: złamanie ręki koleżance z klasy. Matka oceniła zaistniałą sytuację jako wielce niesprawiedliwą i oświadczyła, że zamierza dochodzić sprawiedliwości w sądzie. Po takim streszczeniu sprawa wyglądała na beznadziejną. Miałem ochotę wymigać się ze zlecenia i odesłać klientkę do jednego z kolegów, który mi podpadł. Na wszelki wypadek poprosiłem jednak o więcej szczegółów. Na lekcji gimnastyki jej dwunastoletni syn Krzyś grał w kosza. Jego rzut blokowała  dziewczynka, w trakcie walki o piłkę upadła tak nieszczęśliwie, że złamała rękę. Jej ojciec postawił sprawę jasno: albo chłopak zostanie wyrzucony, albo on zabiera córkę ze szkoły. Dyrektorka szkoły ugięła się przed tym ultimatum i na radzie pedagogicznej nazwała chłopca „chuliganem bijącym dziewczynki”. W głosowaniu jednomyślnie zdecydowano o wydaleniu go ze szkoły. 

Wystąpiliśmy do sądu o ochronę dobrego imienia Krzysia. W trakcie rozprawy dyrektorka nawykła do tego, że od uczniów dostaje się kwiaty, a nie pozwy, patrzyła na nas jak na wariatów. Podobnego zdania był sąd, który na pierwszej rozprawie uznał powództwo za bezzasadne. Jednak błędy proceduralne spowodowały, że sprawa rozpatrywana była ponownie.

Powoli cegła po cegle burzyliśmy wersję wydarzeń przedstawioną przez dyrekcję. Okazało się, że chłopiec nigdy rażąco nie naruszył reguł zachowania. Na lekcji nauczyciela zastępował kolega, który z lenistwa zorganizował mecz koedukacyjny i zamiast pilnować zawodników, flirtował przez telefon. Dzieci widziały, że Krzyś nie popchnął dziewczynki. Gdy walczyli o piłkę, przewróciła się, zwykłe ryzyko sportowe. By obłaskawić wściekłego ojca, dyrektorka fałszywie zrelacjonowała wydarzenia, wymuszając decyzję o wydaleniu chłopca. Typowy przykład kozła ofiarnego. Proces trwał sześć lat. Dyrektorka przecierała oczy ze zdumienia, gdy dowiedziała się, że musi przeprosić dawnego ucznia. Jeszcze bardziej zdziwiony był Krzyś, gdy jako osoba już pełnoletnia otrzymał list z przeprosinami od swojej dawnej dyrektorki, o której istnieniu zdążył zapomnieć. Od tego czasu minęło kilkaset spraw, ale pomny na prawa dziecka z godnością i w milczeniu znoszę widok syna paradującego z piramidą puszek po coca-coli na głowie. Ten proces nauczył mnie dwóch rzeczy: że nie ma spraw przegranych i że każdy, niezależnie od wieku, zasługuje na szacunek.