fbpx

Tantryczne zespolenie

fotochannels.com

Seks tantryczny, opisany w starożytnych księgach hinduskich, większości kojarzy się z wyszukanymi figurami miłosnymi i doznaniami, jakich nie sposób się dopracować, idąc za głosem naszej prostej europejskiej namiętności. Myli się jednak ten, kto sądzi, że samo poznanie rozwijanych przez pięć tysięcy lat technik, pozwoli sięgnąć po osławioną tantryczną rozkosz.

Tantra, to nie ars amandi, lecz filozofia, zawierająca koncepcję świata i człowieka. Sposób uprawiania miłości jest tej koncepcji konsekwencją. Wszystko jest starannie przygotowane: pomieszczenie musi być intymne, łóżko wyłożone miękkimi poduszkami, nasączone wonią kwiatów i kadzideł. Dobrze, jeśli w tle pobrzmiewa muzyka. Najpierw trzeba wziąć kąpiel: to nie tyle zabieg higieniczny, co duchowy, zmywamy z siebie wszystkie troski dnia, zostawiamy świat za drzwiami sypialni, a sami wchodzimy do niej – oczyszczeni. Skoncentrowani na sobie i tylko dla siebie.

Zanim zaczniemy się kochać, trzeba wyciszyć umysł. To seks z premedytacją, taki, w który zaangażowanych jest wszystkie pięć zmysłów (a więc i wzrok: staramy się być piękni, cały czas patrzymy sobie w oczy). Didaskalia są dość proste w zorganizowaniu, cała reszta wymaga głębokiej wiedzy i długiej praktyki.

Małżonkowie tantryczni są partnerami w pełnym, nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Obdarzają się miłością, współdziałają na zasadzie całkowitej dobrowolności.

Profesor Bogdan Wojciszke, w kultowej książce pt. „Psychologia miłości”, opisał psychologiczne składniki związku miłosnego (namiętność, zaangażowanie, intymność) oraz ich ewolucję w czasie. Z jego upływem rośnie wprawdzie zaangażowanie i poczucie intymności (pozwalamy sobie na duże uogólnienie), jednak bardzo szybko wygasa namiętność. Autor przekonuje, że wcale nie jest ona niezbędna do tego, by związek uważać za satysfakcjonujący i szczęśliwy.

Całkowicie odmienne jest podejście tantryków: namiętność nie wygasa, rozkosz na najwyższym poziomie dostępna jest zawsze. O ile wejdziemy na drogę tantry.

Droga ku Jedności

Celem praktyk tantrycznych nie jest rozkosz sama w sobie, ale sięgnięcie rzeczywistości duchowej, która wznosi się ponad materialnym światem. Ten materialny świat z kolei pulsuje rytmem dwóch energii: męskiej jang i żeńskiej jin. W akcie miłosnym dwie energie łączą się, aby dostąpić jedności z ową rzeczywistością duchową, której nie obowiązuje już podział na męskie-żeńskie. Zespolona para w doskonałej harmonii, ma dostęp do świadomości kosmicznej z energią twórczą, do siły powodującej tworzenie, którą w mistyczny sposób uosabia bóg Śiwa i boginii Śakti. Doznawanie rozkoszy jest więc przeżyciem i fizycznym i metafizycznym.

Do wyższej rzeczywistości możemy dotrzeć dzięki drzemiącej w nas energii i świadomości psychicznej, zlokalizowanej w czakramach – czyli ciałach energetycznych. Głównych czakramów jest siedem, ułożone są wzdłuż osi kręgosłupa i każdy koresponduje z innym obszarem naszego fizis, z innym typem dążeń.

Czakram pierwszy, ułożony w okolicy odbytu, wiąże się z dążeniami materialnymi, drugi, w obszarze genitalnym, wytwarza popęd płciowy. Trzeci, za pępkiem, wiąże się z dążeniem do władzy. Czakram czwarty rządzi oddychaniem, znajduje się blisko serca i uważa się go za energetyczne źródło intymnych związków. Piąty zlokalizowany jest w gardle i odpowiada za dążenie do komunikacji i sprawy duchowe. Czakram szósty, między brwiami – tak zwane trzecie oko – wytwarza świadomość i zdolność postrzegania ponadzmysłowego. I wreszcie siódmy, na szczycie głowy, mieści się wewnątrz i na zewnątrz czaszki. Jest odpowiedzialny za transcendencję, czyli przekroczenie siebie i dotknięcie Boga, świadomości kosmicznej, dotarcie do wyższego poziomu istnienia.

Praktyki tantryczne prowadzą do tego, by w zespoleniu przenieść energię zrodzoną w drugim czakramie do tego najwyższego, siódmego, a tym samym osiągnąć boską rzeczywistość. My, Europejczycy mówimy prościej: jedno ciało i jedna dusza.

 

Koncentracja umysłu

Mówimy też: seks jest w głowie – i to prawda. Tantrycy zaś stawiają na medytację, czyli świadome odwrócenie uwagi od spraw tego świata, aby uzyskać wewnętrzny spokój. Skupienie na oddechu (powolny wdech – zatrzymanie – powolny wydech – zatrzymanie) ma nas wyciszyć intelektualnie, uspokoić analityczną lewą półkulę i uaktywnić intuicyjnie doświadczającą półkulę prawą.

Posługując się półkulą lewą, nie osiągniemy tantrycznego orgazmu. Nie uda nam się też uświadomić sobie energii płynącej z siedmiu czakramów i właściwie nią pokierować.

Bardzo ważne jest wzajemne wprowadzenie się w nastrój harmonii. Służyć ma temu wspólna medytacja w pozycji łyżeczki: partnerzy leżą na lewym boku, obejmując się ramionami i dostrajają do siebie poprzez dotyk, oddech i czakramy, którymi się stykają. Warto podkreślić – gdyż tego europejska tradycja jakoś nam od pięciu tysięcy lat nie przekazuje – że małżonkowie tantryczni (bo tantra została wymyślona dla męża i żony) są partnerami w pełnym, nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Obdarzają się miłością, współdziałają i wzajemnie się uzupełniają na zasadzie pełnej dobrowolności. Uczą się świadomie komunikować. Wiedzą, że drugiemu człowiekowi możemy dać szczęście tylko wtedy, kiedy je czujemy i mamy czym się dzielić. Czyż współczesna psychologia, terapie rodzinne i wszelkie poradniki nie mówią nam tego samego? A jeśli zdarzy się konflikt, tantra również ma podpowiedź: wspólna medytacja, czakram przy czakramie. Jakież by to było piękne, gdybyśmy się umieli na to zdobyć…

Kobieta się rozbudza, mężczyzna powstrzymuje

Istnieją dwie zasadnicze różnice w „naszym” tradycyjnym podejściu do seksu i płci, i w tym, czego uczy tantra. Otóż, o ile mężczyzna może dostąpić duchowego oświecenia, zachowując celibat, o tyle dla kobiety elektryczne wyładowania orgazmu są właśnie drogą ku oświeceniu. Tantra uważa duchowość za jedną z form energii seksualnej; podnosząc swój potencjał płciowy, kobieta wzmacnia swoją duchowość.

Kobiecy orgazm, który jest niejako „odkryciem” feministek i ruchu wyzwolenia kobiet, ma swoje dobrze udokumentowane miejsce w starożytnych pismach hinduskich. I znów, na pytanie, jaki ten orgazm ma być, łechtaczkowy (według Freuda niedojrzały) czy pochwowy (ten lepszy, za to rzadszy), tantra udziela kompletnej odpowiedzi.

Istnieją dwa bieguny kobiecej rozkoszy. Północny, to łechtaczka, zwana Klejnotem w Koronie (każdy już wie, co to jest korona, inaczej nazywana joni) oraz południowy, zwany Świętym Miejscem, utożsamiany z punktem Grafenberga. Opanowanie właściwego dotyku, odnalezienie i rozbudzenie Świętego Miejsca, które pozwoli kobiecie dostąpić tantrycznej Fali Rozkoszy (czyli wielokrotnego orgazmu), zajmuje wiele miejsca w starożytnych pismach. Gdy się to już stanie (a zdaniem tantryków zdolna jest do tego każda kobieta), kobiece ciało wydziela nektar zwany amritą (chodzi o tak zwany kobiecy wytrysk). Teksty tantryczne przypisują mu niezwykłe właściwości odżywcze – fizyczne i psychiczne. Maleńki łyk amrity wywołuje natychmiastowy przypływ sił, a znajdujący się pod działaniem płynu kochankowie przeżywają rezonans energetyczny.

Ogólnie i prosto rzecz ujmując, orgazm kobiecie daje ogromną energię, jednak mężczyzna traci ją po nim. Dlaczego? Bo „wydala” ją wraz z nasieniem. Dlatego potężna część tantrycznej nauki koncentruje się na tym, jak przeżyć orgazm, powstrzymując się od wytrysku. Dzięki temu mężczyzna może kochać się bardzo długo, wielokrotnie doprowadzając kobietę do rozkoszy. Jak się przed wytryskiem powstrzymać? Jest kilka sposobów.

Gdy mężczyzna czuje zbliżający się wytrysk, powinien przestać się poruszać i zacisnąć mocno mięsień łonowo-guziczny (ten sam, którym zatrzymuje się strumień moczu). Wskazana jest też kontrola oddechu: jego zwolnienie, dostrojenie rytmu do rytmu partnerki, skupienie się na przepływie energii do wyższych czakramów, jednoczenie się w ciszy i bezruchu. Dobre efekty daje również ściskanie worka mosznowego nad jądrami (przez dziesięć do trzydziestu sekund), delikatny ucisk tak zwanego męskiego „świętego miejsca” (czyli odcinka między prąciem a odbytem) lub ściśnięcie więzadełka. Inna sprawa, że w tantrze brak wzwodu nie oznacza końca miłosnych zmagań. Nie jest on niezbędny dla dawania sobie miłości.

Taniec miłości

Tantra rozróżnia kilka kroków tańca miłosnego. Najpierw – pocałunki. Istnieje pięć podstawowych sposobów całowania: miękkimi wargami, językiem (dotyka się nim warg partnera, wnętrza jego policzka, podniebienia i języka), ukąszenie miłosne po wewnętrznej i zewnętrznej stronie warg, pocałunki ssące i wydmuchiwane. Warto podkreślić, że we wszystkich miłosnych technikach tantry nie ma stałego podziału ról. Aktywność i pasywność na zmianę przechodzi z kochanka na kochankę. Raz całuje ona, a raz całuje on.

Drugi krok to świadomy dotyk. Także i on ma wiele opisanych odmian. Może być statyczny, wędrujący, może być ściskaniem, drapaniem i uderzaniem. Ważne: wszystko musi być przyjmowane świadomie, inaczej nie zadziała. Poprzez dotyk kochankowie wzajemnie nasycają się swoją energią.

Kolejny etap – my nazwalibyśmy go właściwym stosunkiem – zwany jest tysiącem i jednym ruchem.Nie chodzi o dokładnie taką liczbę miłosnych pchnięć: tysiąc w tekstach tantrycznych oznacza nieskończoność. Liczy się wszystko: podział ról (zmienny), natężenie dotyku, kąt penetracji i jego głębia. Ruch może być poziomy, pionowy, kolisty, wolny lub szybki. Wszystko dla wspólnej rozkoszy.

Pozycje tantryczne, tak bogato opisane choćby w kamasutrze, są dla większości zasiedziałych Europejczyków właściwie niewykonalne. Ale jest też sporo rzeczy dostępnych: on na niej lub ona na nim, oboje bokiem (w łyżeczkę), a także, pozwalająca na swobodny przepływ energii, pozycja yab yum. Partnerzy siedzą wyprostowani, zwróceni do siebie twarzami. Mężczyzna ma skrzyżowane nogi, kobieta siedzi na jego udach. Oplata go nogami, a podeszwy jej stóp stykają się za plecami partnera. Patrzą sobie głęboko w oczy. Mogą się poruszać wszystkimi odmianami ruchu: kolistym, kołyszącym w przód i w tył, albo na boki. Jest to ponoć idealna pozycja do medytacji skoncentrowanej na energii wewnętrznej i doświadczaniu Jedności.