Jak kochać w czasach deficytu partnerów i przeniesienia seksu do sieci?

Cóż, na to pytanie każdy sam będzie musiał znaleźć odpowiedź. Na pewno przydadzą się metody, które łączą rozwój cywilizacyjny z poszerzaniem świadomości. Czy wywodzące się z New Age praktyki wschodniej seksualności przywrócą nas do natury? Podpowiada sex coach Marta Niedźwiecka.

Ostatnio byłam mimowolnym świadkiem rozmowy dwóch kobiet, z których jedna była wyraźnie poruszona utratą smartfonu. Moją uwagę przykuło zwłaszcza jedno zdanie: „Miałam tam całą romansową historię – od tindera do fejsa – jak ja to odtworzę?”. Przywołuję to zdarzenie jako ilustrację pewnego faktu – technologie ścisłe splotły się z naszą codziennością. Korzystamy z nich, by pracować, kontaktować się z innymi, wykorzystujemy je nawet w tak podstawowych sprawach jak zakupy. Ta tendencja dotyczy także seksu i miłości.

Znaczna liczba ludzi używa nowych technologii nie tylko po to, aby znaleźć partnerów, ale aby uczyć się o seksie, monitorować doświadczenia seksualne i polepszać związki intymne. Część tych aplikacji jest dość oczywista – służy usprawnianiu komunikacji lub pozyskaniu wiedzy. Są też wynalazki, które coraz śmielej odpowiadają na potrzebę znalezienia kogoś bliskiego. Kanadyjska firma Holodexxx, produkująca sekslalki (na razie wyłącznie w wariancie kobieta), wdraża aplikację wykorzystującą rzeczywistość wirtualną, dzięki której będziemy mogli skorzystać z zawsze chętnego do współpracy kochanka. Nawet jeżeli brzmi to dla nas abstrakcyjnie, cyberseks to dziś już nie tylko pornografia, ale cały segment towarów i usług dostępnych na jedno kliknięcie.

Dwa bieguny

To, co obserwujemy jako trend zmian w zakresie seksualności, to z jednej strony technicyzacja seksu polegająca na przeniesieniu go do Internetu, rozkwicie pornografii, która staje się odpowiedzią na ludzką samotność, zagubienie i trudności w budowaniu więzi, a z drugiej – ruch powrotu do korzeni ludzkiej natury i odkrywania podstawowych wartości, jakie zdają się zanikać w zachodnich cywilizacjach.

Rzeczywistość wirtualna pozwala przeżyć każde doświadczenie pochodzące z realnego świata, ale bez problemów i ograniczeń napotykanych w rzeczywistości. Możemy nurkować, nawet jeżeli na całej planecie wyginą koralowce i doświadczać wspaniałego seksu, nawet jeżeli po stosunku trzeba będzie zdezynfekować „partnera” czy „partnerkę” i schować ich do specjalnego pudełka. I choć technologia obiecuje bardzo wiele, a nawet może już dostarczyć przeżycie porównywalne z autentycznym, to zupełnie nie przygotuje nas na obsługę siebie i innych ludzi.

Bliżej wspólnoty

Tymczasem znaczna grupa obywateli zachodniego świata odkłada telefony, laptopy i rusza w podróż na Wschód. Wywodzące się z New Age kierunki obcujące z seksualnością, cielesnością, ruchy Slow, uważnościowe, wszelkie wariacje wokół jogi, tantry i medytacji – rozpowszechniają się wolno, ale niepowstrzymanie. Uczą nowych sposobów podejścia do ciała, relacji, a także seksualności. Miejsca, takie jak Goa, Bali, Ko Phangan i Chiang Mai w Tajlandii, skolonizowane przez zachodnich poszukiwaczy dostarczają tego, czego sami nie potrafimy wytworzyć – poczucia wspólnoty, ścieżek do oświecenia, warsztatów, które oferują całe spectrum doświadczeń: od mistycznego objawienia do seksualnej ekstazy.

W 2017 roku magiczną wyspę Bali odwiedziło blisko 5 milionów turystów. Wielu przybywa nie tylko w poszukiwaniu plaż i egzotyki, ale by skorzystać z jednego z najbardziej obfitych rynków odnowy duchowej. Senna niegdyś, bo pozbawiona nadmorskich kurortów tajska prowincja Chiang Mai przywitała w 2016 roku prawie 10 milionów turystów, czyli tyle, ile kilkanaście lat temu cała Tajlandia. Plasuje to region w pierwszej piątce najbardziej popularnych destynacji w kraju, a to za sprawą dynamicznie rozwijającego się segmentu warsztatów, odosobnień, kursów duchowych, masażu i jogi.

Ruchy wypływające z New Age tylko pozornie stoją w sprzeczności z fascynacją technologią i cyberseksem. W rzeczywistości odpowiadają na te same bolączki i niepewności, jakie nurtują ludzi przedkładających wirtualny seks nad realną, a więc trudną relację. Użytkownika społeczności internetowej i uczestnika zaawansowanych warsztatów często łączy ta sama nieumiejętność odnalezienia się w życiu, ale i te same marzenia o świecie, w którym panuje zrozumienie, a co najważniejsze – w którym jesteśmy akceptowani i kochani.

Cyberseks już dziś mocno wpływa na doświadczenie seksualności także tych, którym pozornie jest obcy, a będzie wpływał coraz mocniej. Spójrzmy chociażby na metody szukania partnera – to strefa opanowana przez serwisy i aplikacje randkowe, a z pewnością jej rozwój będzie stymulowany wzrastającą liczbą singli.

I tak powoli będzie się działo z wieloma aspektami seksualności – od orgazmów do planowania płodności. To my będziemy nieustannie wybierać, który kierunek jest dla nas. I to my będziemy konfrontowani ze skutkami technicyzacji seksu, ale też z pozytywnymi i negatywnymi skutkami renesansu New Age.