1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Majowe e-wydanie miesięcznika „Zwierciadło” w promocyjnej cenie!

Majowe e-wydanie miesięcznika „Zwierciadło” w promocyjnej cenie!

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Bohaterką okładki majowego numeru jest Keira Knightley – aktorka, która po wielu latach kariery wreszcie czuje, że nie musi za nic przepraszać.  Ma dosyć siedzenia cicho i bycia miłą.

Bohaterką okładki majowego numeru jest Keira Knightley – aktorka, która po wielu latach kariery wreszcie czuje, że nie musi za nic przepraszać. W wydaniu o swoim życiu i twórczości opowie jeden z najpopularniejszych polskich raperów, Ten Typ Mes. Pisarka Camilla Läckberg zdradzi jak to jest być królową szwedzkiego kryminału, matką, żoną i feministką jednocześnie, a gwiazda serialu „Gry o tron” Emilia Clarke wyjaśni jak zmieniło się jej życie na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat. Ponadto wyjątkowe spotkanie z niepowtarzalną Brigitte Bardot.

W temacie miesiąca: „Nasza planeta – kraina Eko”, czyli jak żyć w zgodzie z naturą. Dowiemy się również dlaczego warto być wdzięcznym oraz jak ważne jest przytulanie się. Poruszymy także temat asertywności oraz macierzyństwa, które nie dla każdej kobiety okazuje się priorytetem.

Więcej w majowym numerze magazynu Zwierciadło! Kup majowe e-wydanie magazynu Zwierciadło w promocyjnej cenie! 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Czego mężczyźni nie lubią w kobietach i czego się boją?

Mężczyźni lubią takie kobiety, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić.  (Fot. iStock)
Mężczyźni lubią takie kobiety, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić. (Fot. iStock)
Przeceniamy, co może nam dać mężczyzna, a nie doceniamy tego, co możemy sobie dać same - przekonuje Katarzyna Miller i wyjaśnia, czego mężczyźni nie lubią w kobietach.

Gdy facet ignoruje kobietę to ważny sygnał w relacji. Wiele kobiet niszczy partnerów i związek przez nieumiejętność komunikacji. Wszystkie ciężkie sprawy emocjonalne nie są dla facetów - są dla psychoterapeuty.

Czego mężczyźni nie lubią w kobietach? Czego się boją?

Poniżej lista przydatnych wskazówek:

  • Facet boi się kobiet, które nie dają mu przestrzeni. Niektóre kobiety trzymają faceta telefonami, SMS-ami, bo boją się, że jak dostanie za dużo wolności, to je zdradzi.
  • Facet nie lubi czuć się jak w pułapce.
  • Facet nie lubi, jak kobieta zmienia się po tym, gdy już stanowią związek. Czyli na początku była słodka, dzika, lubiła seks po butelce szampana, nie dbała o kasę, a nagle jest już z nim i zaczyna... wchodzić do łóżka z wałkami, krzyczy na niego, gdy się spóźnia, zaczyna go rozliczać z jego pracy i z tego ile on zarabia... I odwrotnie: na początku związku gra megasilną laskę, która poradzi sobie ze wszystkim, a później okazuje się słaba, płaczliwa i przytulona do jego koszuli - "ratuj mnie"...
  • Czego jeszcze mężczyźni nie lubią w kobietach? - Facet nie lubi czuć się oszukiwany dwiema wersjami kobiety: na etapie zdobywania i na etapie związku. Lepiej mu pokazać się od początku taką, jaką jesteś, bo wtedy on będzie wiedział od początku, czy cię chce.
  • Faceci boją się kobiet, które chcą mieć za dużo... Wiele kobiet tak robi: nie wystarcza im to, że mają fajnego faceta, ale zaczynają chcieć, żeby zapewniał im coraz więcej rzeczy materialnych i atrakcji - ich apetyt róśnie. Pojawiają się wymagania: co one powinny mieć, co dzieci powinny mieć itd. Kiedy facet tłumaczy, że jemu jest dobrze z tym, co mają, one oskarżają go o brak ambicji i siły męskiej. Facet zaczyna się męczyć przy takiej kobiecie i czuć, że jest niewystarczający. Często wtedy znajduje kochankę, żeby też dać coś sobie za ciężką pracę.
  • Faceci boją się kobiet, które nie mówią, o co im chodzi, nie mówią wprost tylko czekają aż się facet domyśli, a jak się nie domyśli, to zaczynają go niszczyć i poniżać...
  • Faceci boją się kobiet, które używają seksu jako broni i karzą brakiem seksu.
  • Faceci boją się kobiet, które nudzą się w czasie seksu lub seks jest dla nich jawnie nieprzyjemny.
  • Faceci nie lubią, gdy kobiety mówią... o innych facetach z podziwem, zaangażowaniem i podnieceniem: "A ten mój kolega z pracy, to naprawdę jest taki młody, a taki utalentowany...".
  • Faceci uciekają zawsze od królowych dramatu życiowego, biedy i klęski... To jest coś, czego mężczyźni nie lubią w kobietach.
  • Kiedy facet pragnie kobietę? - Faceci lubią być potrzebni - tak, lubią ratować z opałów, ale jak kobieta zaczyna dramatyzować sytuację, dodawać do niej wszystkie złe aspekty, dodawać emocje, lęk, czarną przyszłość... Wtedy facet chce uciekać.
  • Faceci boją się kobiet, które wyolbrzymiają zagrożenie, czekając na to, aż facet je wybawi.
  • Faceci boją się sytuacji, w której kobieta jest równocześnie twarda i zimna. To jest dla nich koszmar! Możesz być twarda w swoim postanowieniu, ale ciepła dla niego - wtedy postawisz na swoim, ale nie zniszczysz mężczyzny, a jak robisz i to i to - on poczuje się odcięty i nieważny.
  • Faceci boją się oszukiwania i zdrad... to jest znak, że nie dał sobie rady, nie zaspokoił kobiety. Jego ego bardzo cierpi.
  • Faceci boją się kobiet, które walczą o moc i pozycję. Lubią takie, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić. Taka walka jest dla nich wyjątkowo trudna i jeżeli naprawdę masz tę moc i pozycję, to wykorzystaj ją tylko wtedy, gdy chcesz się go pozbyć.

Kiedy facet pragnie kobietę? - Tak naprawdę, facet lubi fajne, pozytywne, lubiące życie i siebie kobiety... No i lubiące seks. Znajdź sobie fajnego chłopa i daj mu żyć... - podkreślają autorki książki „Instrukcja obsługi faceta”.

Więcej w książce „Instrukcja obsługi faceta” Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej, Wydawnictwo Zwierciadło.

  1. Styl Życia

Czy da się odnaleźć pasję, pracując w korporacji?

Podstawowe założenie, jakie należałoby przyjąć, to: ludzie są kompetentni. Sposób, w jaki ich traktujemy, ma wpływ na jakość pracy, na wyniki - mówi Giovanna D’Alessio, światowej sławy coach. (Fot. iStock)
Podstawowe założenie, jakie należałoby przyjąć, to: ludzie są kompetentni. Sposób, w jaki ich traktujemy, ma wpływ na jakość pracy, na wyniki - mówi Giovanna D’Alessio, światowej sławy coach. (Fot. iStock)
Giovanna D’Alessio, światowej sławy coach, twierdzi, że można sprawić, by ludzie szli do pracy z chęcią, a dobrą pensję „okupili” zapałem, nie potem i łzami...

Jeśli ktoś pracował w tylu międzynarodowych korporacjach, a potem postanawia zostać coachem, to wyobrażam sobie, że te korporacje dały mu nieźle popalić.
Zwykle, gdy się przedstawiam, mówię: 15 lat pracowałam w międzynarodowych firmach i przetrwałam. Byłam w o tyle komfortowej sytuacji, że zawsze zajmowałam stanowiska menedżerskie, mogłam prowadzić styl zarządzania ukierunkowany na rozwój osoby, na słuchanie, angażowanie pracowników. Ale o ile udało mi się stworzyć rodzaj bezpiecznej wyspy dla mojego zespołu, to korporacja nie chciała się zmieniać, działała tam zasada strachu. Obserwowałam też wiele innych korporacji, wszystkie podobne – prawdziwie toksyczne środowisko. Ile niepotrzebnego stresu, ile frustracji, ile zmarnowanej energii! Pomyśl: gdyby udało się zainspirować korporacje, stworzyć sprzyjający klimat w pracy, pomóc ludziom korzystać z ich talentów, kreatywności, pasji... Nie tylko chętnie przychodziliby do pracy, ale i pracowaliby więcej, lepiej.

Wciąż pokutuje przesąd, że w pracy nie da się czuć komfortowo. Że godziwe wynagrodzenie trzeba okupić potem i łzami.
I to ma napędzać do twórczego działania? Jeśli dokonałaś czegoś, co przeszło twoje najśmielsze wyobrażenia, to dlatego, że znalazłaś w tym głęboki sens. Opowiedziałaś mi o własnym doświadczeniu, o tym, że coś doprowadziło cię daleko poza oczekiwania... Dlaczego, skąd się bierze taka siła?

Z pasji!
No właśnie, a w korporacjach tę pasję często zastępuje presja. Ludzie działają w stresie – robią to, co jest do zrobienia od 9 do 17, po czym idą do domu i nie można oczekiwać, że ktoś zostanie dłużej, że będzie szybszy, bardziej błyskotliwy. Wypalają się, odchodzą z pracy z powodu złej atmosfery, a szefowie myślą, że chodzi o pieniądze. Zatrudniając człowieka, trzeba dać mu poczucie, że jego praca czemuś służy – wtedy jest szansa, że obudzi się pasja. Bo ona jest zawsze, tylko trzeba stworzyć dla niej miejsce. Wystarczyłoby już, gdyby menedżerowie zaczęli interesować się pracownikiem jako osobą.

To zawsze jakiś punkt wyjścia...
Szefowie też są sfrustrowani, z powodu małego zaangażowania pracowników, ale co robią, żeby ich zmotywować? Mówienie o osiągnięciach firmy to nie jest motywacja. Ręce mi opadają, kiedy słyszę: „Moja praca nie ma dla mnie większego sensu, czuję się pionkiem, numerkiem, narzędziem, którego korporacja używa do realizacji swoich celów, do robienia pieniędzy. Mój szef nie zwraca uwagi na moje potrzeby, nie jest zainteresowany moim rozwojem. Rzadko daje mi informacje zwrotne, co dopiero pozytywne”.

Lepiej nie chwalić pracownika, bo jeszcze poprosi o podwyżkę?
To wymówka – dowodzi, że szef ma problemy z asertywnością i gdyby doszło do takiej sytuacji, nie potrafiłby sobie poradzić z ewentualną odmową. Z mojego doświadczenia wynika, że pieniądze nie są dla pracownika najważniejszą motywacją. Owszem, są ważne, ale większość osób szuka w pracy wyzwań, które pozwolą im wykazać się swoimi umiejętnościami i je rozwinąć. Skończyły się czasy, kiedy ludzie szukali ciepłej posady na całe życie. Młode pokolenie, wchodzące w świat pracy, chce się uczyć nowych rzeczy, odgrywać wiodącą rolę. Szef musi wiedzieć, jak jego zachowania wpływają na podwładnych. Musi zdawać sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności – że kształtuje te osoby dla świata.

Ba! Przyjęło się, że szef jest od tego, żeby kontrolować i ganić.
Kij może zadziałać doraźnie, na dłuższą metę nie przynosi rezultatów. Znacznie bardziej motywuje tworzenie pozytywnej energii, dobrych relacji, zaufanie ludziom. Podstawowe założenie, jakie należałoby przyjąć, to: ludzie są kompetentni. Sposób, w jaki ich traktujemy, ma wpływ na jakość pracy, na wyniki. W Wielkiej Brytanii przeprowadzono eksperyment z dwiema grupami uczniów – jedni mieli wysokie oceny w nauce, drudzy niższe. Nauczycieli poinformowano, że ci słabsi są wyjątkowo inteligentni, a prymusi niezbyt bystrzy. Co się okazało? Po jakimś czasie wyniki wybitnych drastycznie spadły, a tych „z kłopotami” – nieprzeciętnie wzrosły!

Kim właściwie jest coach? Bo mam wrażenie, że ten termin używany jest w niezbyt precyzyjny sposób.
Dlatego, że jest nadużywany – każdy, kto współpracował z klientem, odbył z nim sesję, mówi, że jest coachem. W rzeczywistości potrzebne jest ogromne przygotowanie, praktyka. Poza tym coaching nie jest terapią. To relacja między klientem a coachem, która służy spotęgowaniu potencjału, uruchomieniu kreatywnych procesów. Punktem wyjścia nie jest tu, jak w terapii, problem – coaching skupia się na przyszłości, na tym, by znaleźć najlepszą drogę do realizacji celów. Coach bardzo uważnie słucha tego, co klient mówi i tego, co przemilcza. Stara się zobaczyć jego sytuację z lotu ptaka, pomaga mu uświadomić sobie własne możliwości, usunąć ewentualne przeszkody. To równorzędna relacja: ty jesteś ekspertem od twojego życia, twojej pracy, ja ekspertem od zmiany, procesów. Nie jestem nauczycielem, nie mam dawać rad, wytycznych. Ja raczej rzucam ci wyzwania. To ty dokonujesz odkryć, dochodzisz do właściwych rozwiązań.

Trochę to wygląda na prowokację.
Tak, coach zawsze prowokuje klienta – do tego, by osiągnął szczyt swoich możliwości. Kiedy ktoś mówi np.: „Chciałbym uzyskać to i to w ciągu roku”, pytam: „A dlaczego nie za pół?”. Tak postąpił ze mną mój pierwszy coach, kiedy postanowiłam rozstać się z firmą i wybrać obecną drogę. Podczas pierwszej sesji spytał mnie, co chcę osiągnąć. Odpowiedziałam, że interesuje mnie świat korporacji, ale nie chcę już pracować w nich jako menedżer, chcę w krótkim czasie zostać coachem. Spytał mnie: „Czego potrzebujesz?”. Powiedziałam, że kończę odpowiednie szkolenia, brakuje mi jeszcze biznesplanu, strony internetowej, żeby się wypromować... „W jakim czasie chcesz to wszystko zrobić?”. Może rok, nikt nie zna mnie jako coacha, muszę zbudować swoją wiarygodność – odpowiedziałam. „A gdyby nie ta wiarygodność, gdybyś miała do dyspozycji wszystkie zasoby, ile potrzebowałabyś czasu?”. Jestem pełna energii, entuzjazmu..., potrzebuję trzech miesięcy. „Dobrze, więc wytyczamy cel na trzy miesiące” – podsumował. Aż mnie zatkało.

Jakie narzędzia doceniłaś najbardziej we własnym rozwoju?
Chętnie odwołuję się do medytacji, bo wprowadza mnie w kontakt z samą sobą, budzi moją najgłębszą intuicję, jest źródłem inspiracji, kreatywności. Wpływa też na skuteczność pracy – jestem tak obecna podczas sesji coachingu, że nic nie może rozproszyć mojej uwagi. Poleciłabym to narzędzie nie tylko wszystkim coachom, ale też wszystkim menedżerom, liderom. W ogóle wszystkim. Ważne, by być wciąż otwartym, ciekawym. Jest tyle inspiracji. Mnie na przykład zafascynowała mechanika kwantowa – daje mi punkt widzenia na temat istoty ludzkiej, którego wcześniej w ogóle nie brałam pod uwagę. Widzę, jak nauka i duchowość pięknie się przenikają. Oczywiście, żeby to zobaczyć, musiałam przejść pewną drogę...

Zwykle zaczyna się poszukiwania od nauki.
I rzeczywiście od niej wyszłam, wierzyłam tylko w to, co da się udowodnić. Potem przeszłam moment transformacji osobistej – wszystko niby przez przypadek – teraz mogę wykorzystywać te zdobycze w pracy. Często zaczyna się sesje z klientem od syndromu ofiary, potem idziemy coraz głębiej – rozwijamy świadomość, wznosimy się po spirali. Otwierają się kolejne drzwi, zmierzamy w kierunku integracji, rozwoju transpersonalnego. Klient może nawet tego nie wiedzieć, nie ma potrzeby. Posługuję się jego językiem, poruszam się po znajomym mu obszarze, ale często widzę, że ta transformacja sięga coraz głębiej. Pomagam dużym organizacjom, właściwie wspólnotom globalnym, by poprzez transformację pojedynczych osób, które w nich pracują, przekształcały siebie. To swego rodzaju skok świadomości. Bo jeśli nie będziemy wzrastać, czy mamy szansę długo pozostać na ziemi? Ta praca ogromnie mnie pasjonuje, traktuję ją jako misję. Ale lubię pracować tylko wtedy, kiedy widzę światło transformacji.

A nie jest tak, że czasem to ty masz je zapalić?
Ale muszę czuć, że jest potencjał zmiany, chcę być pewna, że – jak to się mówi w żargonie – ktoś jest „coachowalny”. Potrzebne jest zaufanie, otwartość, dobra wola. Bo to klient musi przejść przez ten proces, ja tego za niego nie zrobię.

Największe wyzwanie?
Praca w firmach, których prezes mówi: „Chcę, żebyś pracowała z tym i tym menedżerem, bo on potrzebuje coachingu”. To nie jest dobry punkt wyjścia, to jakby powiedzieć: „Z tym człowiekiem coś jest nie tak”. Kiedy to słyszę, odpowiadam: „A może zaczniemy od pana?”. Niektórzy przystają na to, inni zamykają się. Brakuje świadomości, że w tej grze biorą udział wszystkie elementy – nie można uzdrowić organizmu, koncentrując się na jednym z nich. Tak jak w związku partnerskim czy w relacji rodzice–dzieci wiadomo, że są dwie strony.

Największa satysfakcja?
To może być mgnienie, błysk – nagle widzisz, że ludzie, z którymi pracujesz, mają zupełnie inne światło w oczach. Kiedy je widzę, jestem głęboko poruszona. Myślę, że wykonuję tę pracę tylko w oczekiwaniu na ten moment.

Giovanna D’Alessio jest Pzałożycielką CEO Asterys (dawniej Life Coach Lab), globalnej firmy konsultingowej oraz partnerką Asterys Lab, organizacji szkoleniowej coachingu. Pracowała w wielu międzynarodowych organizacjach. Autorka poradnika „Come dire no ed essere ancora più apprezzati” (Jak powiedzieć nie i być jeszcze bardziej cenionym). Mieszka w Rzymie.

  1. Psychologia

Medytacja z Nityą – uwalniająca kontemplacja

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Ciągle za czymś gonimy, do czegoś dążymy, stawiamy sobie nowe cele… A gdyby to wszystko już się spełniło? Nauczycielka medytacji Nitya Patrycja Pruchnik na koniec swojego cyklu proponuje bardzo uwalniającą kontemplację.

Wyobraź sobie…

Zapraszam cię do jednej z moich ulubionych medytacji. Usiądź wygodnie, wyłącz telefon i zadbaj o to, aby było ci ciepło.

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też. Nie masz przed sobą zupełnie nic, bo wszystko już się wydarzyło. Na nic już nie czekasz, przed niczym nie uciekasz, ponieważ już wszystko masz.

To koniec. Jesteś spełniony, ponieważ nie czekasz na nic więcej. Poczuj to. Zostań w ten sposób przez kilka minut.

Sprawdź, jak się czujesz

Jak się czujesz, kiedy nie masz nic do zrobienia i na nic już nie czekasz, nic więcej nie musisz? Pobądź w ten sposób przez parę chwil… Nie spiesz się. Delektuj się spokojem, który z tego wynika… Odpocznij… Nie przywołuj wspomnień ani nie wyobrażaj sobie przyszłości, przecież nie ma już nic do zrobienia. Po prostu Jesteś… Ukontentowany… Spokojny… Zrelaksowany… Pozwól, by to spełnienie w tobie się rozgościło, wypełniło całe ciało, każdą komórkę i całą przestrzeń. Zanurz się w nim. Poczuj, jak to jest na nic nie czekać, niczego nie szukać, nie chcieć niczego więcej… Nie myśl na ten temat, tylko czuj. Rozluźnij się.

Daj sobie trochę czasu, przynajmniej 15 minut. Nie ulegaj ponagleniom, by zerknąć na telefon czy zrobić w tym czasie coś innego. Odmów sobie zaproszenia do jakiegokolwiek działania na te kilkanaście minut. Odetchnij. Wszystko już się wydarzyło.

Praktyka pochodzi z książki: „Oświecenie 24h na dobę. Praktyki i kontemplacje na cały rok”, Nitya Patrycja Pruchnik, Manana Chyb, wyd. ToCoJest 2020.

Nitya Patrycja Pruchnik, nauczycielka duchowa, od kilku lat dzieli się – z inspiracji swojego mistrza Mooji’ego – rozpoznaniem prawdziwej natury rzeczywistości.

  1. Zdrowie

5 suplementów poprawiających zdolności umysłu

Dziurawiec zwyczajny (Fot. iStock)
Dziurawiec zwyczajny (Fot. iStock)
Oto wybór roślin nootropowych, które obecnie można przyjmować tylko w postaci suplementów, ponieważ w innej nie są dostępne lub ze względu na smak nie nadają się na składniki dań.

Żeń-szeń właściwy (Panax ginseng) - Jest to odmiana należąca do rodziny ginseng. Każdy jej przedstawiciel posiada nieco inne właściwości, jednak wszystkie działają wzmacniająco i dodają energii. Kłącze Panax ginseng jest najczęściej wykorzystywane jako środek wspomagający procesy poznawcze oraz wyostrzający reakcje psychiczne i fizyczne, a także zmniejszający zmęczenie. Cieszy się też dużą popularnością ze względu na poczucie zadowolenia i ogólnego dobrostanu, jakie wywołuje.

Żeń-szeń właściwy (Fot. iStock)Żeń-szeń właściwy (Fot. iStock)

Gotu kola (wąkrota azjatycka) - W wielu krajach Wschodu jest jadana jako warzywo liściaste, jednak na Zachodzie przyjmuje się ją w postaci suplementu. Najczęściej jest reklamowana jako łagodny środek na wyciszenie i poprawę nastroju. Niektórzy stosują ją jako „nootropik dla początkujących” ze względu na delikatność oddziaływania. Niezależnie od tego, czy dostrzegasz jej pozytywny wpływ na nastrój, czy nie, możesz mieć pewność, że w tle pożądane zmiany się dokonują, ponieważ gotu kola stymuluje wzrost nowych neuronów i chroni mózg przed działaniem toksyn.

Gotu kola (Fot. iStock)Gotu kola (Fot. iStock)

Wyciąg z karczocha - Choć raczenie się świeżymi sercami karczochów dla celów terapeutycznych może być kuszące, jadanie samego warzywa raczej nie wpłynie na poprawę procesów poznawczych. Większą zawartość związków aktywnych ma za to wyciąg (ekstrakt) z karczochów w postaci kapsułek lub nalewki. Wpływa on korzystnie na pamięć krótkotrwałą i zdolność przypominania. Ponieważ karczoch to również naturalny prebiotyk, działa korzystnie na florę bakteryjną jelit.

Wyciąg z karczocha (Fot. iStock)Wyciąg z karczocha (Fot. iStock)

Dziurawiec zwyczajny - Z wszystkich nootropików dziurawiec jest prawdopodobnie najbardziej znany ze względu na właściwości uspokajające i kojące nerwy. Trzeba jednak mieć świadomość, że wchodzi on w interakcję z wieloma lekami na receptę – włącznie z antydepresantami – dlatego jeśli jakieś stosujesz, sięgaj po niego w porozumieniu z lekarzem.

Dziurawiec zwyczajny (Fot. iStock)Dziurawiec zwyczajny (Fot. iStock)

Kurkumina - Jeśli nie odpowiada ci perspektywa codziennego picia latte z dodatkiem kurkumy lub potrzebujesz większych dawek niż te stosowane w charakterze przyprawy, suplement kurkuminy z pewnością będzie dobrą alternatywą. Wielu kognitywistów zaleca stosowanie go codziennie, ponieważ kurkumina skutecznie przeciwdziała stanom zapalnym i procesom degeneracyjnym mózgu.

Kurkumina (Fot. iStock)Kurkumina (Fot. iStock)

Fragment książki „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć”. Wszystkie
skróty pochodzą od redakcji. Do kupienia na zwierciadlo.pl/sklep.

  1. Seks

Nie samą penetracją żyje człowiek – nowe trendy erotyczne

Nasze ciała są wygłodniałe czułych doznań, bo codzienność nas nie rozpieszcza i nie dostajemy takiej dawki przyjemności, jakiej potrzebujemy. Sztywne zasady i reguły nie sprawdzają się w wymagającej i zmieniającej się rzeczywistości. Czas na zmiany, także w przestrzeni seksualnej. (Fot. iStock)
Nasze ciała są wygłodniałe czułych doznań, bo codzienność nas nie rozpieszcza i nie dostajemy takiej dawki przyjemności, jakiej potrzebujemy. Sztywne zasady i reguły nie sprawdzają się w wymagającej i zmieniającej się rzeczywistości. Czas na zmiany, także w przestrzeni seksualnej. (Fot. iStock)
Zmienia się świat i razem z nim zmienia się także seks. Joanna Keszka w swojej nowej książce „Potęga Zabawnego Seksu” promuje wolność, równość, orgazmiczność. Przedstawia nowe seksualne trendy oraz podpowiada praktyczne i zabawne sposoby na własną erotyczną rewolucję w łóżku. Seks ma być przyjemnością, w której obie strony czują i bawią się dobrze.

Ludzie, którzy uważają pozycje seksualne z filmów porno za szczyt zmysłowej wirtuozerii od lat wieszczą, że w erotyce rzekomo wolno nam wszystko i jesteśmy jakoby tak wyzwoleni, że bardziej już po prostu się nie da. Dla odmiany przypominam, że skoro mamy XXI wiek, to czas porzucić średniowieczne bajki erotyczne i spróbować czegoś zabawniejszego, nowocześniejszego, co działa i podnieca obie strony w łóżku.

Nasze ciała są wygłodniałe czułych doznań, bo codzienność nas nie rozpieszcza i nie dostajemy takiej dawki przyjemności, jakiej potrzebujemy. Sztywne zasady i reguły nie sprawdzają się w wymagającej i zmieniającej się rzeczywistości. Czas na zmiany, także w przestrzeni seksualnej. Dobry seks nie mierzy się już długością stosunku czy wielkością penisa, ale przyjemnością i swobodą obu zaangażowanych stron.

„Potęgę Zabawnego Seksu” jest dla wszystkich, którzy nie chcą kochać się zgodnie z smutnymi scenariuszami erotycznymi rodem z filmów porno i kościelnych połajanek. Kochać się dobrze, to znaczy wyzwalać endorfiny i wprowadzać swobodny nastrój. Otwierajmy się na przyjemność szeroko jak stokrotki do słońca.

Czas powiedzieć - żegnajcie! do pozycji na które pozwolenie dał nam ksiądz w konfesjonale, czy do kalkowania halowych seks zawodów z filmów dla dorosłych, w których penis taranuje pochwę jakby była otworem którym można przewiercić się do Australii. Nie samą penetracją żyje człowiek! Proponuję przywitać się z wyzwalającymi pomysłami na przyjemność, śmiech, wspólne wygłupy, zmysłowość i rozkosz. Już dość erotyki, która łączy się z poczuciem winy, wstydu i grzechu. Kreatywny i radosny seks w każdym polskim domu. Musicie przyznać, że to kusząca perspektywa i nadzieja na lepszą przyszłość.

5 najważniejszych trendów w seksie z „Potęgi Zabawnego Seksu”

1. Przyjemność, która angażuje wszystkie zmysły. Dobry seks jest kreatywny i zaangażowany. Nie bzykamy się byle jak. Im więcej zmysłów dopieszczamy w czasie zabaw erotycznych, tym lepiej. Czy to co widzimy, słyszymy, czujemy, smakujemy w czasie seksu relaksuje nas i podnieca? Ważne jest światło, dźwięki, słowa, dotyk, smak, zapach. Zamiast ograniczania się do monotonnej penetracji, angażujemy wszystkie zmysły. Zapalmy świeczki, kadzidełka, przygaszone lampki, włączamy ulubioną muzykę, mówimy do siebie na słodko i na ostro, przebieramy się do seksu oraz dotykamy, odkrywamy, podziwiamy i dopieszczamy całe ciało i każdą jego część. Przyjemność w łóżku to nasze prawo. To jest potrzeba, a nie kaprys.

2. Eksperymentujemy! I mamy z tego zabawę. Mam wspaniałą wiadomość dla wszystkich, którzy chcieliby spróbować czegoś nowego, ale trochę się boją, że się nie sprawdzą, albo wygłupią w łóżku. Nowe rzeczy w seksie wydają się dziwne tylko za pierwszym razem! Podążaj za tym, na co masz ochotę. Wolno Ci! Potrzeba nam więcej różnorodności, śmiechu, radości i nieskrępowanej seksualnej przyjemności. Nowy trend polega na tym, żeby poluzować to co za ciasne w życiu i w seksie. Perfekcja i powaga są przereklamowane. Swawola, bezwstydność z lekką domieszką bezczelności jest potrzebna w życiu każdej i każdego z nas, żeby ożywić ciało i psychikę. Napisałam „Potęgę Zabawnego Seksu”, żeby zachęcić do szukania wolności, radości i przyjemności w seksie, zamiast sztywnego i ponurego dowodu swojej poprawności, moralności, kobiecości czy męskości. Dobry seks odkrywa się popełniając jedną wpadkę za drugą. Nie bójmy się wygłupiać w łóżku. Dopuszczamy do głosu swoje pragnienia, zamiast się ich obawiać. Kiedy próbujemy rzeczy nowych uczymy się, żyjemy, bawimy, odkrywamy, wzmacniamy, poznajemy i zmieniamy siebie, relacje i świat. Robimy rzeczy, których nie robiliśmy wcześniej, a co najważniejsze, w ogóle coś robimy w łóżku.

3. Komunikacja to nowa Kamasutra. Kluczem do udanego seksu jest chęć i umiejętność komunikowania się w tych sprawach. Kiedy tylko „robimy”, a nie rozmawiamy o seksie, to spychamy temat do strefy tabu i przez co wzmacniamy naszą niepewność i niepokoje związane z czerpaniem przyjemności z seksu. Cisza wokół seksualności odgradza nas od tego czego pragniemy i czego możemy chcieć w seksie. A także wzmacnia nieporozumienia. Dlatego uprawiajcie oral seks, czyli używajcie nie tylko penisów i cipek, ale też głosu. Mówcie o tym czego chcecie więcej, a czego mniej. Pytajcie się. Pytania to znak rozpoznawczy wyrafinowanego kochanka i kochanki. Nie zakładaj, że wiesz, czego chce twoja partnerka, czy twój partner. Pytanie drugiej osoby co lubi, to najlepszy sposób, żeby zabłysnąć w jej oczach i dowiedzieć się co zrobić, żeby rzeczywiście sprawić przyjemność zarówno sobie, jak i drugiej osobie w łóżku. Dowiesz się, jak chce być podniecana, dotykana, zaspokajana. Dzięki tej wiedzy staniesz się lepszym kochankiem i kochanką. I nie martw się o to, że możesz sprawiać wrażenie osoby niedoświadczonej. Nawet osoby o bujnych doświadczeniach erotycznych nie znają pragnień tej konkretnej osoby, z którą akurat dzielą łóżko. Kto pyta, nie błądzi.

4. Seks udomowiony, czyli jedzenie i seks. Jedzenie i seks to źródła naszych największych zmysłowych doznań. Kiedy się je łączy, to intensyfikuje się zarówno przyjemność z jedzenia, jak i przyjemność z seksu. Nazywam ten trend :”udomowieniem seksu”. Coś sprośnego doprawiamy czymś domowym. Tak powstają proste i pikantne dania erotyczne.Zamiast drogiej bielizny, podajemy przekąski ubrani tylko w kuse fartuszki,. Delektujemy się ulubionymi przysmakami siedząc w pogodnym negliżu na kuchennym stole. Jedzenie przysmaków rękami lub językiem wprost z nagiego ciała kochanki lub kochanka ma niezwykła moc spuszczania nas z smyczy dobrego, katolickiego wychowania, w którym tak wielu rzeczy nie wypada nam robić i tak wielu spraw należy się wstydzić.

5. Zamieniamy się w kogoś innego czyli dyskretny urok role play. Dawno temu seks oralny uważano za szczyt wyuzdania i zmysłowości. Obecnie zrobienie laski czy wylizanie cipki jest dość powszechną praktyką w sypialniach, ku radości wielu kobiet i mężczyzn. W tych okolicznościach, jeżeli mielibyście ochotę odświeżyć swoje manewry miłosne, zaproponujcie zgodnie z najnowszymi trendami zabawę w role play. Polega to na tym, że jesteśmy w łóżku trochę sobą, a trochę kimś innym. Czasami wystarczy zmienić sobie imię w sypialni, można też iść na całość i przebrać się na przykład w seksownego hydraulika, czy napaloną panią domu. Zmiana wyglądu i zachowania działa wyzwalająco. Założenie, chociaż na jeden wieczór, czegoś zupełnie innego niż nosimy na co dzień może nas odmienić i dodać animuszu do ostrzejszych zabaw w sypialni. Bawcie się nowymi emocjami. W "Potędze Zabawnego Seksu" opisuję jak bawić się w łóżku w przebraniu Francuskiej Pokojówki. Vive l'amour!

Przyjemność w seksie dla kobiet jest rewolucją

Spotykam wiele kobiet, którym brak pewności czy seks kojarzy im się z przyjemnością. Na początku aktywności seksualnej większość z nas wita z uśmiechem i ciekawością przyjazne penisy w swoich cipkach. Z czasem niestety tracimy nasz erotyczny entuzjazm. To efekt żelaznej konsekwencji z jaką jesteśmy taranowane, czyli traktowane w łóżkach. W tej sytuacji trzepot naszych łechtaczek przypomina bardziej rozedrgane serce niż orgazmiczny organ szalejący z rozkoszy.

Nauczono nas, że seksualność ma kojarzyć się z zamknięciem, a nie otwarciem. Wmówiono, że wolno nam „To robić”, ale pod warunkiem, że powtarzamy wciąż te same rzeczy, zamiast swobodnie szukać własnych dróg do przyjemności w takiej postaci na jaką mamy ochotę. Mamy wstydzić się pragnień i obawiać potrzeb seksualnych, zamiast mieć odwagę i prawo do własnych wyborów i komunikowania swoich pragnień. W „Potędze Zabawnego Seksu” piszę o wolności w seksie, swobodzie, bezwstydności, o zabawach, wygłupach, przyjemności, różnorodności, o krzyczeniu z radości i mruczeniu z rozkoszy, o pocieranie łechtaczki i masowaniu penisów.

Dobry, uczciwy seks jest elementem lepszego świata za którym wszyscy tęsknimy. Radosny seks łączy ludzi, wnosi w nasze życie otwartość, wolność oraz mocne przekonanie, że zabawa jest tylko wtedy, kiedy obie strony czują i bawią się dobrze. Kto nam odmawia przyjemności, ten zabiera nam nasze prawa. Seks ma moc. Daje siłę i wzmacnia przekonanie, że to czego ja chcę też się liczy. Mój głos, moje ciało, moje potrzeby, mój komfort mają znaczenie. Nie dajmy sobie tej mocy odebrać. Niech Potęga Zabawnego Seksu zawsze będzie z nami!

Joanna Keszka, edukatorka seksualna, trenerka kreatywnego seksu. Autorka książek, m.in. „Potęgi Zabawnego Seksu”, oraz programów edukacyjnych. Prowadzi kursy online i warsztaty seksualności.