1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Felietony

Psychofilowanie: royal wedding 2

Szymon Majewski (Fot. Krzysztof Opaliński)
Szymon Majewski (Fot. Krzysztof Opaliński)
Drugi ślub po czterech latach, trzeci po dziesięciu, czwarty po dwunastu! Drugie, trzecie „tak”. Ulepszane i uperfekcyjniane. Modne to ostatnio, wręcz wymagane.

Myślę często o tym, jak pomóc naszemu szczęściu i znowu zadziwić Madzię. Nie śmiałbym jednak zaproponować czegoś takiego jak drugi ślub, bo lubię mieć w pamięci tamten pierwszy. Skromny wedding, bez dymów, laserów i ledów. Nie mieliśmy nic, mieliśmy siebie. Wtedy wszystko musiało być super, bo nie było innego wyjścia. To znaczy było jedno. Wyjście i wejście. Pałac Ślubów na Starym Mieście. Wejście o 10.00, wyjście o 10.30. Za drzwiami czekali kolejni do „golenia”, ja byłem w stresie, a moja żona w ciąży. Sam narysowałem zaproszenia, a sukienka Madzi była przeszywana godzinę przed ceremonią, bo brzuszek rósł coraz bardziej. Tymczasem idea drugiego ślubu jest taka, żeby prześcignąć ten pierwszy. Bo przecież drugi ślub to nie może być ot, taki zwykły drugi ślub, tylko co najmniej DRUGI ŚLUB! Nie tyle drugi, co do potęgi drugiej, level hard, wersja premium. Można by się do tego przymierzyć, ale w naszym przypadku to odpada, bo wtedy, 30 lat temu, na ślubnym kobiercu stanęło Zamiłowanie Do Szczegółu z Totalnym Chaosem. Gdybyśmy teraz mieli zrobić repetę na modłę royal weddingu, od którego pękłyby Internety, to byśmy się od razu po nim rozwiedli. I potem te nagłówki: „Rozwiedli się po DRUGIM ŚLUBIE! Sensacja! Majewscy wzięli drugi ślub w białym balonie ciągniętym przez klucz łabędzi nad Mykonos, a teraz rozwód! I co potem? No bo jak już mamy być konsekwentni, to może w ogóle... drugi rozwód? Jeszcze lepszy, jeszcze bardziej rozwodzący, co najmniej na Ibizie, i powrót oddzielnymi samolotami.

Tamten nasz ślubik z 1993 roku był znienacka, zaskoczył nas samych i rodzinę. To było piękne. I może tak nas zachwycił, że do tej pory tkwimy w tym zauroczeniu? Drugi ślub podaje w wątpliwość ten pierwszy. To co mu dolegało?! Był niekompletny, żona mniej chciała, ksiądz był z innej parafii, a notariusz sfałszował podpis? Albo teść miał anginę, a świekra stłuczkę? A może trzeba odnawiać ślub, bo kończy się data ważności? Może to takie swoiste doładowanie kolejnych minut, godzin i lat? W naszym przypadku jeszcze bym zrozumiał, bo to było tak dawno, że możemy nie pamiętać, może więc warto sobie odświeżyć. Ale przecież jeden ze słynnych drugich ślubów był cztery lata po pierwszym. Może wymazała go mgła covidowa?!

Fakt, w naszym starym i niemodnym ślubie rzeczywiście byłoby sporo do poprawki, mistrz ceremonii seplenił, Madzia zasłabła, goździki były wczorajsze, a szampan jeszcze radziecki. Ale żeby przy tym majstrować, liftingować? Dla nas data 20.04.1993 roku to punkt odniesienia, fotografia naszej młodości. Nie ma co jej digitalizować i nakładać instafiltrów. Chyba żeby po prostu zafundować sobie rekonstrukcję! I zadbać o każdy drobny szczegół, co dla Madzi, królowej szczegółu, nie będzie trudne. Już to widzę. Madzia znowu w lnianej biało-niebieskiej sukience, pod spodem atrapa ciąży (czwarty miesiąc), ja w dwurzędowym garniturze Sunset Suits rodem z „Miami Vice”, krawat zielony w żółte romby i buty na klamerkę udające wielki świat. Balony – stała wystawka sali ślubów – i czerwona wykładzina prowadząca do cywilnego ołtarza. A pod pałacem limuzyna, czyli czerwony ford escort teścia Staszka. Moja mama zagubiona w krużgankach i ja, wołający obok świeżo poślubionej i nieco zdziwionej żony: „Gdzie jest mama? Mamo!? Widział ktoś mamę?”. O tak, taką imprezę mógłbym mieć nawet co roku. Jedyne, czego bym nie chciał, to Sowietskoje Igristoje. Bo już nic, co sowietskoje, nie będzie mi się dobrze kojarzyć. Resztę biorę w ciemno. A najbardziej Madzię za żonę. Taki drugi pierwszy ślub to ja rozumiem!

Szymon Majewski, dziennikarz, showman, autor, wodzirej

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze