1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. „Ucieczka na srebrny glob” – wnikliwy portret Żuławskiego, rozwiązanie największej zagadki w dziejach polskiego kina

„Ucieczka na srebrny glob” – wnikliwy portret Żuławskiego, rozwiązanie największej zagadki w dziejach polskiego kina

Kadr z filmu "Ucieczka na srebrny glob", reż. Kuba Mikurda (2021), Silver Frame. (Fot. Stefan Kurzyp, Andrzej Jaroszewicz)
Prowokator z opinią egotyka, wizjoner. Reżyser super produkcji, która miała szansę konkurować z „Gwiezdnymi wojnami”. O Andrzeju Żuławskim i jego legendarnym niedokończonym filmie opowiada dokument „Ucieczka na srebrny glob”, który właśnie wchodzi do kin.

Poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”

Rekordowa frekwencja na widowni i aż trzy zdobyte nagrody – tak we wrześniu, na tegorocznej edycji festiwalu Millennium Docs Against Gravity debiutowała „Ucieczka na srebrny glob”, co tylko potwierdziło siłę rażenia tego świetnie zrealizowanego filmu dokumentalnego. Od piątku 12 listopada widzowie będą mogli oglądać go w kinach.

Już sam początek jest tak barwny, jakby tę historię napisało nie życie, a spece od komedii romantycznych. Kostiumowych, bo oto widzimy Andrzeja Żuławskiego, tak młodego, przystojnego i stylowego, jak to tylko możliwe, i zjawiskową Małgorzatę Braunek. Są czasy rewolucji obyczajowej, tych dwoje zostaje najpiękniejszą parą polskiego kina, ludzie oglądają się za nimi na ulicy, filmowy światek zazdrości. Chwilę wcześniej Żuławski zaczął pracę jako asystent Andrzeja Wajdy i od razu zrobiło się wokół niego zamieszanie. Wychowany i wykształcony w Paryżu mocno odznaczał się w szarym PRL-u. Wystarczył rzut oka. Na niego, na porsche, którym jeździł po ulicach Warszawy.

Barwne są tu początki, nie mniej barwny jest ciąg dalszy, choć im dalej, tym więcej w tej opowieści mroku, zagadek, skandali. Wydaje się, że nad życiem Żuławskiego – autora „Diabła”, „Opętania”, „Kobiety publicznej” czy „Szamanki” – ciążyło fatum. Także on sam (zmarły w 2016 roku) tak to postrzegał. A co powiedziałby na cały poświęcony mu dokument? Czy podobałoby mu się to, jak bardzo jego autor Kuba Mikurda jest wnikliwy? I uważny na kwestie, których w kontekście mistrzów kina zwykle się nie porusza. Na przykład: jaka część sławy i chwały należy się reżyserowi, a jaka ludziom, którzy współtworzą z nim filmy? Na ile dzieło filmowe to dowód na reżyserki talent, a na ile to praca jednak zbiorowa?

Kadr z filmu "Ucieczka na srebrny glob", reż. Andrzej Żuławski (1987), Studio Filmowe KADR/Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych.

Kadr z filmu "Ucieczka na srebrny glob", reż. Andrzej Żuławski (1987), Studio Filmowe KADR/Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych.

Mikurda, dziennikarz i filmoznawca, zrealizował już jeden bardzo dobry dokument o Walerianie Borowczyku (do obejrzenia na HBO Go). Wtedy snuł opowieść o pierwszym skandaliście PRL-u – któremu sławę przyniosły obrazoburcze „Dzieje grzechu” – i jego wielkich ambicjach, z próbą zrozumienia, dlaczego Borowczyk nie odniósł po wyemigrowaniu do Francji sukcesu, który miał szansę odnieść. Tutaj mamy opowieść właściwie lustrzaną – dlaczego Żuławski we Francji był ceniony bardziej niż u nas. A jednak tym razem Kuba Mikurda idzie jeszcze dalej, jeszcze precyzyjniej szkicuje psychologiczny portret swojego bohatera. Nie demonizuje go, uczciwie próbuje zrozumieć jego działania i punkt widzenia, ale też w żadnym razie nie stara się go usprawiedliwiać.

Mikurda doskonale dobrał do swojego dokumentu rozmówców. Na ekranie syn Xawery Żuławski mówi, że ojciec reżyserował nie tylko filmy, ale i rzeczywistość wokół siebie i każdemu z rodziny wyznaczył jakąś rolę, nie przyjmując do wiadomości innych scenariuszy. Że interesował się bliskimi o tyle, o ile realizowali jego założenia, dzielili jego pasje, wtedy mogli liczyć na jego uwagę. Znamienne jest też to, co po latach opowiadają poszczególne osoby z ekipy filmowej. Mimo że ludzie na planie wyczerpani dochodzili do granic swoich możliwości, dla Andrzeja Żuławskiego to nadal było za mało. Czy to zarzut? Tak, choć ci sami ludzie wspominają, że przy okazji tworzyli rzeczy nieprzeciętne, że odkryli w sobie potencjał, o jaki by się nie podejrzewali. Współtworzyli kino, jakiego przed nimi nikt nie robił. A konkretnie super produkcję science-fiction, jeden z największych i najdroższych kinowych projektów, jakie wówczas kręcono w Polsce.

No właśnie – dokument Kuby Mikurdy to nie tylko wnikliwy portret Żuławskiego. To także, a może przede wszystkim, śledztwo w sprawie jego nigdy niedokończonego, owianego legendą filmu „Na srebrnym globie”. Filmu pionierskiego, który miałby szansę konkurować z „Gwiezdnymi wojnami” (kręcony był zanim George Lucas zaczął tworzyć swoją sagę). Tyle że powstawał w PRL-u, gdzie władze najpierw chciały się wypromować na fali popularności Żuławskiego we Francji i obiecywały mu złote góry. Po czym po ponad 500 dniach zdjęciowych nagle ukręciły całemu projektowi łeb. Nieskończony materiał trafił na półkę, a ogrom pracy i niesamowity potencjał poszły na marne. Dlaczego? Odpowiedź w kinie.

Kuba Mikurda (Fot. Łukasz Ziomek)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze