fbpx

„Kiedyś w Afryce” – jak Polacy kolonizowali Liberię

Pierwszym skojarzeniem z polskim kolonializmem jest Madagaskar. Tymczasem była to już kolejna odsłona projektu zamorskich terytoriów zależnych. Wcześniej Polacy próbowali sił na zachodnim wybrzeżu Afryki.
Inicjatywy kolonialne pojawiły się nad Wisłą w końcu lat 20. ubiegłego stulecia. Co najmniej stuletnie opóźnienie w stosunku do trendów światowych wynikało z rozbiorów. Dopiero, gdy Polska odzyskała niepodległość, a potem rozbudowała porty, morze stanęło otworem. W 1930 r. powstała Liga Morska i Kolonialna (dawniej Liga Morska i Rzeczna). Prezesem organizacji wybrano gen. Orlicz-Dreszera, współpracownika Marszałka Piłsudskiego. Jego obecność nie dowodzi jednak, by rząd był rzeczywiście zainteresowany kolonizacją. Wprost przeciwnie, w opinii Piłsudczyków mogła ona jedynie odciągnąć uwagę od prawdziwych problemów, czyli walki o utrzymanie równowagi między dwoma potężnymi sąsiadami: Niemcami i Rosją. Równie niechętni planom zamorskich nabytków byli też ludowcy i endecy. Pierwsi z obawy o zaniechanie prac nad reformą rolną, drudzy – lękając się odpływu „prawdziwych Polaków” z macierzy.

Jak to jednak bywa, zainteresowania elit politycznych i społeczeństwa rozeszły się. Wieś była przeludniona, więc chłopów kusiła ziemia. Ekonomia w Europie kulała i przedsiębiorcy szukali dalszych rynków zbytu. Jeśli dodamy korzyści wynikające z pozyskania surowców dla przemysłu, kolonie wydawały się idealnym rozwiązaniem. Zatem może nic dziwnego w tym, że w szczytowym okresie liga liczyła milion członków i skupiała trzy tysiące kół szkolnych, w których uczniowie – na wzór skautingu – zdobywali odznaki „znawcy kolonii” i „geografa morskiego”.

Ale na początku XX w. świat był już podzielony. W Afryce rządzili Brytyjczycy, Francuzi i Belgowie. Zrodził się wprawdzie pomysł, aby Polska – w ramach odszkodowań po I wojnie światowej – przejęła część ziem niemieckich, ale wywołał sprzeciw innych państw obecnych już na kontynencie. Niezależnym afrykańskim skrawkiem pozostawała Liberia, do połowy XIX w protektorat USA. Nasze zainteresowanie tym państwem okazało się wzajemne: Liberia szukała sojusznika i w 1934 r. wysłała do Polski delegację. W ostatnich dniach roku z Gdyni wyruszył statek „Poznań”. Na jego pokładzie podróżowało ośmiu przyszłych plantatorów i flagowe produkty polskiego przemysłu m.in. żelazo, odzież i… nocniki. Po kilku tygodniach podróżnicy dotarli do celu i wynegocjowali umowę, która – poza częścią oficjalna, dotyczącą warunków dla plantatorów – zawierała tajne ustalenia o współpracy wojskowej, czyli mobilizacji Liberyjczyków w polskiej armii. Sojusz nigdy nie został formalnie zawarty.

Afrykańska rzeczywistość przerosła Polaków. Z jednej strony wyczerpanie funduszy ligi, z drugiej: plaga szarańczy i antypolska kampania prasy amerykańskiej, zaniepokojonej tym, co się dzieje w dawnym protektoracie, przyczyniły się do niepowodzenia przedsięwzięcia. Ambicje kolonialne chyba jednak nie wygasły, ponieważ w 1937 r. polska delegacja pojechała na Madagaskar. Ale to już zupełnie inna historia…

Źródła: Kiedyś w Afryce, reż. Piotr Jaworski (2009, 43′); Kwartalnik „Karta”, 69.