Być jak Gandhi

Monolith Films

To nie pierwszy w dorobku Bessona film biograficzny.
Przypomnijmy tu choćby jego produkcję o Joannie d’Arc. Tyle że losy Dziewicy Orleańskiej to był materiał na pełne rozmachu widowisko, które Besson w kinie lubi najbardziej. Z bohaterką „Lady” rzecz ma się inaczej, bo birmańska opozycjonistka Aung San Suu Kyi (Yeoh), laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, nie jest uosobieniem wolności wiodącej lud na barykady. Zwłaszcza że wzorem Gandhiego wyznaje ona filozofię niestosowania przemocy.

Co zatem zaintrygowało Bessona w tej kruchej kobiecie? Na pewno jej hart ducha, który przez ćwierć wieku pozwalał przeciwstawiać się rządzącej Birmą juncie. Także jej charyzma i poświęcenie. Ale też i jej wielki osobisty dramat. Bo „Lady” nie jest opowieścią o postaci z pomnika. To nade wszystko poruszający film o człowieku. Historia kogoś, kto musiał wybierać między sprawą a rodziną.

Suu Kyi przez 15 lat przebywała w areszcie domowym. W tym czasie w Anglii umierał jej ukochany mąż. Mogła do niego jechać, ale wiedziała, że do Birmy nie będzie już dla niej powrotu. Nie wyjechała. Wybrała. Czy słusznie? Besson na to pytanie nie daje jednoznacznej odpowiedzi. I dobrze.

Lady (The Lady), reż. Luc Besson, wyk. Michelle Yeoh, David Thewlis, dystr. Monolith

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »