fbpx

Catherine Breillat: dziewczynki w ciemnych lasach

To banał, jednak w tym wypadku pasuje jak ulał – Catherine Breillat albo się kocha, albo nienawidzi. Twórczość francuskiej reżyserki jest na tyle jaskrawa i dosadna, że nie można jej zbywać półsłówkami, bagatelizować, dystansować się od niej twierdzeniami pokroju „nie lubię, ale szanuję”.
Już w młodości była bezkompromisowa. Mając dwanaście lat, obejrzała „Wieczór kuglarzy” (1953) Ingmara Bergmana i zdecydowała, że w przyszłości sama będzie kręcić filmy. Mając szesnaście – wyjechała z domu rodzinnego do szkoły w Paryżu. Jak twierdziła później w wywiadach, bycie wzorową uczennicą stanowiło najlepszy sposób, aby wyrwać się spod klosza, pod jakim umieścili ją nadopiekuńczy rodzice. Już jako wolna siedemnastolatka napisała powieść, która, paradoksalnie, po opublikowaniu była dozwolona tylko dla osób pełnoletnich. Na podstawie swojej czwartej książki nakręciła film „Młoda dziewczyna” (1976). Zakazano go w wielu krajach.

To, czym Breillat szokuje, to jej wizja ludzkiej – a w szczególności kobiecej – seksualności. Jej ulubiony temat stanowi wkraczanie w dorosłość przez nastolatki, wciąż niewinne, ale dręczone już przez budzący się w nich popęd. Tak jest w „Młodej dziewczynie”, gdzie bohaterka kompulsywnie się masturbuje, fantazjując o byciu wiązaną drutem kolczastym i poniżaną. Tak jest też w „Rozmiar 36, dziewczęcy” (1988), opowiadającym o romansie między czternastolatką a znacznie starszym od niej playboyem.

Dążąc do coraz większej dosłowności, Breillat w pewnym momencie sięgnęła po hard core’ową pornografię. Do „Romance” (1999) zaangażowała Rocco Siffrediego, gwiazdora różowego biznesu, by pokazał w filmie niesymulowany seks. Rocco powrócił w późniejszym dziele Breillat, „Anatomii piekła” (2004), jeszcze dosadniejszej niż „Romance” i zawierającej takie sceny, jak sporządzanie drinka ze zużytego tamponu. Te filmy włączyły się w dwa dojrzewające wówczas w kinie artystycznym nurty. Pierwszym z nich była moda na szokowanie publiki pornografią, obecną w tytułach pokroju „Brązowego królika” (2003) Vincenta Gallo i „9 songs” (2004) Michaela Winterbottoma. Drugim – reprezentowana m.in. przez Gaspara Noégo i Bruna Dumonta tzw. Francuska Nowa Ekstrema, starającą się zafundować widzom wrażenia przekraczające bezpieczny kinowy odbiór. Sama Breillat do podobnych metod odniosła się krytycznie w „Seks to komedia” (2002), gdzie pewna reżyserka ma poważny problem z nakręceniem sceny erotycznej.

Kino Breillat jest histeryczne, egzaltowane i przekładające konkret nad sugestię. Pewnym odejściem od tego stylu w stronę delikatności i umowności są jej trzy ostatnie filmy: „Stara kochanka” (2007), „Sinobrody” (2009) i „Śpiąca królewna” (2010). Ten pierwszy to kostiumowy dramat, oparty na podstawie XIX-wiecznej powieści autorstwa Julesa Amédée Barbeya d’Aurevilly. Ten drugi i trzeci to autorskie interpretacje klasycznych baśni, w których Breillat – wzorem psychologa dziecięcego Bruna Bettelheima – odnajduje opowieść o pierwszych konfrontacjach z bezlitosnym światem dorosłych. W nowych szatach powraca tu jej ulubiony typ bohaterek: dziewczynek zagubionych w tajemniczym, ciemnym lesie.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze