fbpx

Cezar przez dziurkę od klucza: Cezar musi umrzeć

Cezar musi umrzeć
Aurora

„Cezar musi umrzeć” Paolo i Vittorio Tavianich jest opowieścią o rzeczywistych więźniach rzymskiego zakładu karnego Rebibbia o zaostrzonym rygorze, którzy pod okiem reżysera teatralnego Fabio Cavalliego przygotowują spektakl według „Juliusza Cezara” Szekspira.

Cezar musi umrzeć
Aurora/więcej w galerii

Cavalli, który na co dzień pracuje z więźniami, reżyserując inscenizacje teatralne, staje się – obok więźniów – jednym z aktorów filmu braci Tavianich. Skierowanie oka kamery na odizolowany świat ludzi, skazanych za najcięższe przestępstwa, ich emocje, które budzi praca nad spektaklem, przyniosło reżyserom Złotego Niedźwiedzia na MFF w Berlinie 2012. Siłą filmu jest jego dokumentalny wymiar, zrealizowany na podstawie starannie przygotowanego scenariusza, nad którym pracowali Paolo, Vittorio Taviani i Fabio Cavalli. Ale to sceny, w których kamera przestaje śledzić aktorów spektaklu, a ukazany zostaje świat betonowego, otoczonego drutem kolczastym, więzienia, najsilniej zapadają w pamięć.

„Cezar musi umrzeć” jest filmem wyjątkowo oszczędnym. Większość scen została nakręcona w więziennych salach, celach osadzonych, część na korytarzach odgrodzonego od reszty społeczeństwa świata. Przestrzeń otaczająca bohaterów jest szara, małe cele dają wrażenie klaustrofobii. W tej surowej scenerii odbywają się najpierw przesłuchania, mające na celu wyłonić przyszłych odtwórców ról tragedii, potem kolejne próby, które linearnie opowiadają odgrywaną sztukę. Obraz zarejestrowany został prawie w całości za pomocą czarno-białych zdjęć, co miało podkreślać uniwersalną, ponadczasową, wymowę filmu.

Wrażenie teatralności przedstawienia nie opuszcza jednak widza. Wypowiadane kwestie mają udramatyczniony, sceniczny charakter, są wyrazem nieprzeźroczystości formy. Mogą wydawać się sztuczne odbiorcy przyzwyczajonemu do języka, jakim zazwyczaj operuje film. Ten teatralny wymiar obrazu zostaje jednak zestawiony z filmowymi zbliżeniami, dzięki którym możemy obserwować twarze zmagających się z rolami więźniów-aktorów. To za pomocą zbliżeń przyglądamy się przenikaniu historii życia bohaterów i spisku mającego na celu zabójstwo Cezara. Odegranie spektaklu na scenie jest ramą kompozycyjną filmu. Te sekwencje ukazane zostały w kolorze, które mają według reżyserów podkreślić radość bohaterów z kontaktu z publicznością. Pokazują one jednocześnie, jak terapeutyczną moc ma sztuka. Do symbolicznego zaakceptowania samych bohaterów-więźniów dochodzi w momencie finalnych oklasków widowni, na której zgromadzeni są ludzie spoza więzienia.

Wydaje się jednak, że to nie opowieść o resocjalizującej roli sztuki najbardziej przemawia w „Cezar musi umrzeć”. Jeden z bohaterów filmu mówi: „Powinni nas nazwać obserwatorami sufitów, nie więźniami. Prawie cały dzień mamy oczy wlepione w pryczę powyżej, a jak jesteś na tej górnej, to masz nad sobą tylko sufit. Patrzysz na niego, dotykasz go, mówisz do niego! Francesco mój synu, próbuję na tym suficie zobaczyć twoją twarz… Dzisiaj mi to jakoś nie wychodzi, ale będę próbował dalej, będę!” Tuż przed tą kwestią kamera ukazuje więzienie z lotu ptaka – w każdym z okien sufit, piętrowe prycze i wyrok, którego najcięższym aspektem jest doświadczanie samego siebie. Film braci Tavianich może wydać się zbyt tendencyjny w ukazaniu tematu resocjalizacji, możne pozostawiać także niedosyt przedstawienia codzienności w zakładzie zamkniętym, ale przybliża do tego, czym może być osadzenie w więzieniu w jednostkowym, uwewnętrznionym wymiarze.