1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Horrory oswajają lęk, a wampiry pokazują, czego naprawdę pragniemy w życiu. Katarzyna Miller o tym, dlaczego kochamy filmy grozy

Horrory oswajają lęk, a wampiry pokazują, czego naprawdę pragniemy w życiu. Katarzyna Miller o tym, dlaczego kochamy filmy grozy

„Wywiad z wampirem” (Fot. Geffen Pictures/Entertainment Pictures/Forum)
„Wywiad z wampirem” (Fot. Geffen Pictures/Entertainment Pictures/Forum)
O tym, czy oglądanie horrorów pomaga oswajać lęki i czy jest czego zazdrościć wampirom – w kolejnym odcinku swojego filmowego cyklu rozmawiają psychoterapeutka Katarzyna Miller i Joanna Olekszyk.

Kiedy ostatnio oglądałyśmy razem klasyczny i ikoniczny już film „Nosferatu – symfonia grozy” Friedricha Wilhelma Murnaua z 1922 roku, wyświetlany w ruinach zamku w Kazimierzu Dolnym, pomyślałam, że niektóre horrory w ogóle się nie starzeją. Może dlatego, że budzą w nas nasze pierwotne lęki? A ty lubisz filmy o wampirach?

Otóż niespecjalnie, chociaż sam wampir jest bardzo ciekawą postacią, figurą czy też metaforą, wykorzystywaną często przez literaturę i film. Podobał mi się „Wywiad z wampirem” Neila Jordana, chyba głównie ze względu na jego estetykę; ogromnie cenię wspomnianego przez ciebie „Nosferatu” Murnaua i wprost uwielbiam „Drakulę” Francisa Forda Coppoli, z wielu względów. Świetnie bawiłam się też na „Od zmierzchu do świtu” Rodrigueza i Tarantino, gdzie krew się leje, a różne ludzkie kończyny walają się dookoła… I to by było na tyle. Choć nie, lubię też wampiry „na wesoło”, jak u Romana Polańskiego czy w „Kołysance” Juliusza Machulskiego.

„Nosferatu – symfonia grozy” (Fot. Ullstein Bild/Forum) „Nosferatu – symfonia grozy” (Fot. Ullstein Bild/Forum)

Natomiast, jak już zaczęłam się nad tym zastanawiać, to wolę jednak oglądać filmy o zombi.

Czytaj także: Najlepsze filmy o wampirach. Przedstawiamy zarówno horrory, jak i dzieła pełne romansów

Dlaczego zombi tak, a wampiry nie?

Chyba głównie dlatego, że zombi są bardziej śmieszne niż straszne, bo są doprowadzone aż do przesady. Podobały mi się w „Truposze nie umierają” Jima Jarmuscha, ale też podobał mi się Michael Jackson jako zombi w teledysku do jego „Thrillera”. Tu chyba chodzi o to, że bardziej wierzę w to, iż są na tym świecie wampiry niż zombi. Rozumiesz, co mam na myśli? Kiedy na ekranie krew się leje strumieniami, a nawet fontannami, to przestaje być to smutne i groźne. Widzisz, że to pewna konwencja, gatunek, i jedyne, czym się można zaciekawić, to kto najdłużej przeżyje, choć w większości takich filmów nie przeżywa nikt.

Czy to znaczy, że w horrorze najbardziej boisz się rzeczy najbliższych rzeczywistości?

Najbardziej straszy mnie strach. Te wszystkie horrorowe triki, gdy delikatnie rusza się firanka, powoli otwierają się drzwi, pojawia się gdzieś jakiś cień – bardzo na mnie działają. Przeraża mnie to, że mogłoby mnie coś przerazić. Bo ja nie lubię się bać. A horrory oglądają jednak ludzie, którzy bać się lubią – wtedy mają poczucie, że tym strachem zarządzają.

Mnie to nie rajcuje, choć horror arcydzieło docenić potrafię, jak choćby „Lśnienie” Stanleya Kubricka, które naprawdę mnie przeraziło. Ale jako widzka ja nie chcę sobie tego robić, jest mi to do niczego niepotrzebne.

Czytaj także: Horrory na faktach: rzeczywistość straszniejsza od fikcji. 5 tytułów inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami

Widziałam niedawno świetnego „Tajnego agenta” Klebera Mendonçy Filho. To opowieść o Brazylii lat 70., gdzie panowała dyktatura wojskowa. Ludzie żyli wtedy w rzeczywistości terroru, a jednocześnie masowo chodzili do kina na „Szczęki” i na „Omen” – jedne z największych klasyków kina grozy. Jak to możliwe?

Bo ten ekranowy terror przynajmniej się kiedyś kończył. Kiedyś, czyli po wyjściu z kina. Pytasz o mechanizm – znam ludzi bardzo lękowych, nie tylko wśród moich pacjentów, ale i znajomych, których horrory koją, bo pozwalają im oswajać lęk, zapanować nad nim.

A pomaga im to go zmniejszyć?

Tego nie umiem jednoznacznie powiedzieć, ale mam taką psychoterapeutyczną intuicję, że nie. To raczej powoduje, że wszystko się kręci wokół tego lęku.

Kiedy mówiłaś o tym, czego najbardziej boisz się na ekranie – tej delikatnie poruszającej się firanki czy otwieranych drzwi – to ma znaczenie, kto tą firanką czy drzwiami porusza? Czy jest to potwór, czy człowiek?

Najbardziej boję się jednak ludzi o tendencjach przemocowych, chcących wyrządzić komuś krzywdę, psychopatycznych, bezlitosnych. To mnie przeraża, bo wiem, że są tacy ludzie.

Potwór? Jeśli ma wybałuszone oczyska i jeszcze cieknie mu ślina z pyska, to jest po prostu paskudny, ale wiem, że takich potworów zwyczajnie nie ma.

Czytaj także: Filmy i seriale o wilkołakach – 8 produkcji, które warto obejrzeć

Pamiętam cykl horrorów „Oszukać przeznaczenie”, opowiadający w sumie o nieuchronności śmierci. Twórcy „zabijali” kolejnych bohaterów w scenach niczym z największych koszmarów na jawie, czyli kiedy dzieje się coś, czego zawsze się bałaś, że może się stać. Na przykład w jednej z części zobaczyłam mój największy strach codzienności lat 2000., czyli że zatrzasnę się w solarium. Było w tym coś magnetycznego, bo z jednej strony nie chciałam tego oglądać, a z drugiej – nie mogłam oderwać się od ekranu.

A wiesz, że ja też bałam się zatrzaśnięcia w solarium? Choć w sumie nie jestem lękową osobą; mam wrażenie, że jest to u mnie na zdrowym poziomie. Bo nie sięgam po lęk. Jako dziecko nie lubiłam ciemności, ale sobie z tym radziłam. A to jakieś małe światełko zapalałam, a to krzyczałam do mojej niani z daleka, żeby usłyszeć, że jest – a jest, bo mi odkrzykuje.

Lęk przed ciemnością jest chyba jednym z naszych atawizmów, czymś, przez co trzeba „przejść” w procesie dorastania.

Tak, to nieodłączna część naszego rozwoju. Poza tym lęk przed ciemnością znika, jeśli dzieci wiedzą, że nie są w tej ciemności same, że mają opiekę, że jest mama czy tata, którzy przytulą, potrzymają za rękę albo których słychać za ścianą. Bardzo dużo zależy tu od postawy opiekunów, czy nie wyśmieją dzieci, nie zbagatelizują ich lęku, utulą, pozwolą zapalić małą lampkę w kształcie słonika, wziąć ulubioną maskotkę.

Czytaj także: Horrory o demonach – najstraszniejsze filmy

Naturalne jest też, że na różnych etapach boimy się różnych stworów z bajek czy filmów. Wilka, smoka, potem wampira czy zombi. Dopiero później dociera do nas, że wszystkie one są metaforą tego, co jako ludzie boimy się utracić, albo przeciwnie – co boimy się odkryć. Czego symbolem są zombi?

Myślę, że mogą one obrazować nasz lęk przed tym, czego w sobie się obawiamy i co nie zniknie nawet pomimo naszej śmierci. Mam tu na myśli wszystko to, co w nas niefajne, mroczne, złe. Może jakaś tajona nienawiść, tłumiona wściekłość, ukryta chęć zemsty, bo przecież truposze chcą zrobić ludziom krzywdę. Boimy się, że ta nasza „paskudność” się przechowa, wylezie na wierzch jak zombi. One nie mają ani empatii, ani wyższej inteligencji – tylko czysty instynkt. Lezą i walą.

A wampiry?

Wampiry to już wyższa szkoła jazdy, bo strach przed potworem, drapieżcą wyglądającym jak człowiek miesza się z naszym odwiecznym pragnieniem nieśmiertelności – choć wszystkie opowieści o wampirach pokazują, że nieśmiertelność jest przecież tragiczna. Owszem, Orlando z książki Virginii Woolf w jakiś sposób przekracza tę tragiczność (przekracza też epoki, a nawet płcie), bo żyje mnogością fajnych i ładnych żyć, choć czasem cierpi z tego powodu, że tak długo żyje. Co ciekawe, Tilda Swinton, która grała w filmie „Orlando”, zagrała też z innym filmie Jarmuscha – „Tylko kochankowie przeżyją”, bardzo piękną, oczytaną i inteligentną wampirzycę, która mimo że ma swojego ukochanego u boku i że może robić wiecznie to, co lubi najbardziej, jest wiecznie znudzona, a nawet popada w coś na kształt melancholii.

Czytaj także: Seriale o wampirach, które obejrzysz na platformach streamingowych HBO Max i Netflix

Gdyby tak się zastanowić, kiedy żyjesz wiecznie, to wszystko niejako się powtarza, zmieniają się tylko ludzie i otoczenie, z czym czasem też ciężko się pogodzić.

Sama miewam takie chwile – i miewa je każdy, kto już sobie pożył – że już nic mnie nie zachwyca, nic nie rusza, nic nie nęci. One oczywiście potem mijają, ale kiedy żyjesz z takimi nastrojami od kilkuset lat – to bardzo dziękuję. Nie mówiąc już o tym, że wampiry mają taką cechę, że przeważnie zastygają w tym wieku, w którym zostały „uwampirzone”. Postać z „Wywiadu z wampirem”, Claudia, grana przez Kirsten Dunst, nigdy nie zostanie kobietą, tylko na zawsze będzie dzieckiem. To naprawdę jest wielkie cierpienie. Bardzo ciekawie łamie tę „zasadę” film „Zagadka nieśmiertelności” z Davidem Bowiem i Catherine Deneuve, w którym oboje grają parę wampirów. Ich pełne atrakcji, błogie życie burzy nagle informacja, że on zaczyna się starzeć, czyli że ich młodość wcale nie musi być wieczna. Jak widać, nawet wampiry mogą marzyć o nieśmiertelności.

Czytaj także: David Bowie na dużym ekranie – przegląd najciekawszych kreacji aktorskich

W wierzeniach ludowych wampir był potworem, nieuśmierconym demonem, który miał obrazować lęk przed tym, co wcale nie tak rzadko w dawnych czasach, przy nierozwiniętej medycynie, się zdarzało, a mianowicie, że ktoś uznany za zmarłego budził się potem w grobie – a dowiadywano się tego po nienaturalnie wygiętych szczątkach ludzkich, kiedy je z jakiegoś powodu odkopywano. Literatura, a potem film, nadały jednak mitowi wampira romantyzmu, psychicznego cierpienia, uczyniły go niemalże nadczłowiekiem – kimś, kto może więcej, ale i czuje bardziej.

Dlatego tak świetny jest „Drakula” Coppoli, zresztą na podstawie powieści Brama Stokera. Opowiada nie o krwiopijcy, ale o stęsknionym kochanku, który szuka swojej ukochanej w każdej epoce. Czyli wampir wyraża też nasze marzenie o jedynej i wiecznej miłości. Miłości, która jest w stanie pokonać nawet śmierć.

„Drakula” (Fot. Bridgeman Images/Forum) „Drakula” (Fot. Bridgeman Images/Forum)

Wampir stał się bohaterem byronowskim – niespełnionym, cierpiącym, tęskniącym za czymś, czego już nie ma, ale też indywidualistą kontestującym normy społeczne, postacią tajemniczą i pociągającą. Nie masz wrażenia, że fascynacja takimi opowieściami może być nieuświadomioną próbą poradzenia sobie z sytuacją, w której kochasz kogoś, kto cię rani?

Kochamy wampiry dlatego, że kochamy toksyków. Bywamy wobec nich bezradni i często myli się nam toksyczność z czymś bardzo atrakcyjnym.

Kiedy jako nastolatka myślałam o wampirach, to bardziej żałowałam ich samych niż ich ofiar. Najbardziej chyba tego, że nigdy nie zobaczą słońca oraz że życie im już nie smakuje – bo jak może smakować, skoro mogą tylko pić krew.

Ja bym sobie na przykład nie życzyła życia bez dobrego jedzenia...

Ale zobacz, jak to się ładnie splata z dzisiejszymi czasami, kiedy spora część ludzkości jest gotowa połykać tabletki zamiast jedzenia, by pozostać szczupłym, a najbogatsi wydają fortunę na to, by powstrzymać starzenie, jak na przykład przedsiębiorca Bryan Johnson.

Masz rację, opowieść o wampirach to jest opowieść o naszych czasach, ale też o ciągnących się przez wszystkie czasy iluzjach, jakie sobie tworzymy, by skierować się jeszcze bardziej w stronę atrakcji, bo zwykłe życie przynosi ich nam za mało. Ale powiedz mi, co takiego pan Johnson przeżyje, czego nie zna już dzisiaj? On już przy 80. czy 90. roku życia będzie wiedział wszystko o życiu, na co mu 150 lat?

Czytaj także: Najstraszniejsze horrory na Netflixie, o których prędko nie zapomnisz

Nigdy nie byłam bogata, ale myślę, że ma to związek z tym, że kiedy masz naprawdę dużo pieniędzy, to masz jednocześnie poczucie omnipotencji, co jest bardzo rajcujące. Ludzie chcą zatrzymać to uczucie jak najdłużej.

Tak, poczucie omnipotencji wydaje się rajcujące, ale przecież to tylko pozory. Żaden człowiek nie jest omnipotentny! Tymczasem zamiast się skupić na tym, co masz, koncentrujesz się na tym, czego dać sobie nie możesz, jak na przykład wiecznej młodości i nieśmiertelności. Zgadzam się więc, mit wampira opowiada przede wszystkim o niespełnieniu.

Powiem ci szczerze, nie chciałabym istnieć na tyle długo, by zobaczyć, jak ludzie będą żyli w kapsułach czy na Marsie. Nie podoba mi się kierunek, w jakim zmierza nasza cywilizacja, więc nie mam ochoty dożyć więcej, niż będzie mi dane. Co z tego, że zobaczysz kolejne wojny, jeszcze gorsze niż dotychczasowe? Albo że przeżyjesz katastrofę ekologiczną, która przecież kiedyś i tak nastąpi?

Może i fajnie byłoby być tak starym wampirem, żeby spotkać Einsteina czy Epikura, ale trochę fajnych ludzi już poznałam, starczy mi.

„Wywiad z wampirem” (Fot. Geffen Pictures/Entertainment Pictures/Forum) „Wywiad z wampirem” (Fot. Geffen Pictures/Entertainment Pictures/Forum)

Wampiry też nigdy nie były omnipotentne, nie były nieśmiertelnie same z siebie – zgodnie z mitem żyją, dopóki żywią się ludzką krwią. Krwiopijca – to słowo dziś oznacza nie tylko wampira, czyli demona, ale też kapitalistę, osobę toksyczną. Określenie „wampiry energetyczne” weszło do naszego języka nie bez powodu.

Nie mam żadnych wątpliwości, że wampiry energetyczne są prawdziwe. Niektórzy ludzie rzeczywiście wyczerpują naszą energię, z którą w dodatku nic konstruktywnego nie robią. Wymiana energii to jest coś zupełnie innego – dzielenie się jest czymś szalenie pozytywnym, natomiast tu dochodzi do pozbawiania kogoś jego sił życiowych. W tym znaczeniu wampiry naprawdę istnieją. Ale sam fakt, że takie pojęcia się pojawiają, świadczy o tym, że powoli zaczynamy zdawać sobie z tego sprawę.

Podoba mi się, że popkultura wciąż twórczo przepracowuje motyw wampira. W serialu „True Blood”, opartym na serii książek, symbolizował osoby LGBTQ +, które dzięki wynalezieniu syntetycznej krwi mogły wreszcie „wyjść z szafy” i żyć razem z ludźmi. W niedawnym filmie „Grzesznicy” Ryana Cooglera zamienieni w wampiry czarni pracownicy plantacji czy muzycy grający bluesa mogli zemścić się na swoich białych prześladowcach. Słowo „wampir” zaczyna oznaczać odmieńca, mściciela.

Mściciel jak najbardziej, ale coś się we mnie jednak buntuje przed postawieniem znaku równości między wampirem a odmieńcem, bo ja widzę odmieńców jako tych, którzy mają inną energię niż reszta społeczeństwa i którzy raczej ratują świat i ludzkość, niż doprowadzają do ich zagłady. Wampir jest jednak zniekształconą postacią, kimś, kto robi ze swojego braku czy niespełnienia coś w rodzaju oręża.

Czytaj także: Horrory o opętaniu – top 6 filmów, po których czekają cię bezsenne noce

W konkursie głównym festiwalu w Gdyni bierze w tym roku udział film „Życie dla początkujących” w reżyserii Pawła Podolskiego. Ciepły, kameralny film opowiadający o młodej wampirzycy, która właśnie z powodu swojej konstytucji wycofuje się ze świata. Pomyślałam, że motyw wampira, czyli kogoś, kto przecież już nie żyje, jest dobrym pretekstem do pokazania tego, jak piękne jest jednak życie i jak bardzo powinniśmy je doceniać.

Ale zobacz, w jak wielu filmach o wampirach ktoś, komu proponuje się zamianę go w wampira czy wampirzycę, odmawia, bo bardziej niż nieśmiertelność ceni sobie życie. I to, że może umrzeć ze starości w otoczeniu bliskich. Także nie ma czego zazdrościć wampirom, kochani, a zombi to już w ogóle.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi” czy „Daj się pokochać, dziewczyno” (wydane przez Wydawnictwo Zwierciadło).

Share on Facebook Send on Messenger Share by email