Marilyn Monroe, jaką znamy

Piękna, subtelna, szalona, depresyjna, zagubiona, smutna i nieobliczalna – taką Marilyn Monroe znamy i taką zobaczymy na ekranie.
Trudno jest bez emocji podejść do filmu o jednej z największych – jeśli nie największej – ikonie kina XX wieku, gdy film, internet, książki i wreszcie nasza wyobraźnia są pełne jej zdjęć, słów, gestów, filmów czy osobistych notatek. Mam wrażenie, że kolejne pokolenia fanów kina wysysają wiedzę i miłość do MM mniej lub bardziej świadomie. I każdy myśli, że wie o Marilyn wszystko i kocha ją najbardziej na świecie.

Dlatego przed reżyserem Simon Curtisem – niezbyt znanym, ale może o to chodziło – i Michelle Williams, drobną blondynką, która mogłaby być siostrą bliźniaczką MM – stanęło nie lada wyzwanie. Z jednej strony mamy zalew mniej lub bardziej rzetelnych fabularyzowanych i zwykłych biografii Marilyn, z drugiej – przynajmniej polski widz – na deskach Teatru Dramatycznego możemy podziwiać powalającą i zachwycającą jako Monroe Sandrę Korzeniak, w sztuce Krystiana Lupy pt. „Persona.Marilyn”. Z taką wiedzą poszłam na film o kobiecie, której diamenty są najlepszymi przyjaciółmi i która śpi tylko w Chanel 5.

Mając na uwadze powyższe uwarunkowania, stwierdzam, że „Mój tydzień z Marilyn” nie mógł być lepszy. Historia opowiedziana przez asystenta reżysera, który miał przyjemność poznać niedocenioną przez jej ówczesnych gwiazdę kina podczas kręcenia „Księcia i aktoreczki”, wpasowuje się idealnie w zestaw prawd i mitów o MM. To, co wiemy i to, o czym słyszeliśmy, potwierdza w swoim filmie Curtis. Marilyn była dzieckiem nowej generacji w Hollywood – aktorką, którą pokochała kamera, która sobie doskonale radziła z tańcem, dźwiękiem i kolorem. Błyszczała na ekranie. A jednocześnie doprowadzała całe ekipy filmowe do furii (a producentów do skraju bankructwa) swoimi humorami, nagłym brakiem profesjonalizmu i zjadającą ją na oczach wszystkich tremą i nieśmiałością.Te wszystkie odcienie MM idealnie odgrywa Michelle Williams. Złoty Glob za tę rolę po prostu jej się należał.

W filmie widzimy piękną kobietę poniewieraną przez Hollywood, odsuwaną przez mężczyzn, delikatną żonę i niszczącą uwodzicielkę, beztalencie i geniusza filmowego, radosną optymistkę i depresyjną alkoholiczkę, oczytaną i błyskotliwą a zarazem głupią i naiwną, niewinną i wyrachowaną – to wszystko w jednej osobie. Czyli dokładnie Marilyn, jaką znamy.

ZAMÓW

E-WYDANIE
?>