fbpx

Vladimir Nabokov – Ojciec Lolity

– Ta książka obrzydzi czytelników, nie sprzeda się i zepsuje twoją reputację. Zakop ją pod kamieniem na tysiąc lat – radzili mu życzliwi wydawcy. „Lolita” trafiła jednak do druku, a Nabokov zamienił dobrą reputację na literacką sławę.
Gdy urodził się (co – naciągając fakty – uparcie podkreśla: tego samego dnia co Szekspir) otoczony wszelkimi luksusami w Sankt Petersburgu, był skazany na życiowy sukces. Nabokov potrafił czytać po angielsku, zanim nauczył się czytania w języku ojczystym i od małego mówił też po francusku. – Byłem zwykłem, trzyjęzycznym dzieckiem – podsumował kiedyś.

Wszystko zmieniło się, gdy jako 19-latek (już z dwoma tomikami wierszy na koncie) musiał wraz z rodziną uciekać przed po-rewolucyjnym, politycznym prześladowaniem. Tutaj rozpoczyna się jego życiowa tułaczka. Nabokov spędza kilka miesięcy w Turcji, później studiuje w Cambridge, po czym zamieszkuje w Berlinie. Do kolejnej przeprowadzki zmuszają go rządy Hitlera: wybiera więc Paryż, skąd w 1940 roku ucieka ze swoją żydowską żoną do Stanów Zjednoczonych.

Na miejscu wdraża w życie kluczową dla swojej kariery decyzję o zmianę języka, w którym tworzy. – Paszportem pisarza jest jego twórczość. Teraz uważam siebie za pisarza amerykańskiego, który kiedyś był pisarzem rosyjskim – Vladimir powie po latach. Swój sukces za wielką wodą zawdzięczać będzie wspomnianej na wstępie opowieści o związku 12-latki i starszego od niej o 25 lat mężczyzny.

Jej stworzenie zajęło mu ok. 5 lat. Później rozpoczęło się bezowocne poszukiwanie wydawcy w USA (jeden z nich odpisał autorowi, że „jeśli to wydam ty albo ja trafimy do więzienia”, a inny żądał zamiany Lolity na chłopca uwiedzionego w zaciszu stajni przez starszego farmera). Zrezygnowany Nabokov zwrócił się wreszcie do wydawców francuskich. Ryzyko podjęła Olympia Press, wcześniej drukująca m.in. Henry’ego Millera i Jeana Geneta.

– Wszystkich szokował temat, nikt nie zwracał uwagi na to jak go potraktowałem – ubolewał Nabokov. Jego czytelnicy często nie zauważali, że „Lolita” jest parodią… również samej siebie. – To moja ulubiona książka – powiedział kiedyś pisarz, dodając wesoło – przez nią jestem też chyba winien tego, że ludzie przestali tak nazywać swoje córki. Słyszałem o pudlach, które po 1956 roku otrzymały to imię, ale ludzie? Nigdy.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze