Lech Wałęsa: Spełniłem się do połowy

Lech Wałęsa
Fot. Szymon Szcześniak

Najbardziej znane polskie nazwisko na świecie. Lech Wałęsa człowiek, który pokojem przewrócił komunizm. Symbol polskiej drogi do wolności.

Lech Wałęsa
Fot. Szymon Szcześniak

Mija 30 lat od przyznania panu prezydentowi Nagrody Nobla. Jakie znaczenie miała dla pana?

Po utarczkach z komunistami nasz okręt, może żaglowiec, stawał. Nagroda spowodowała, że dostaliśmy wiatr w żagle. Wielu ludzi zmęczonych poderwało się do dalszej walki. Mnie uczyniła nieśmiertelnym – elektryków jest dużo, walczących też. Noblistów elektryków nie jest za wielu. Komuniści nie mogli już mną pomiatać, Nobel był moim ubezpieczeniem. Bez niego może ten okręt by stanął, a może ja bym nie przeżył? Ale co tu gdybać.

Nadal chodził pan do pracy w stoczni.

Nadal chodziłem na nogach, a nie na głowie. To oczywiste.

Przed Noblem komuniści mieli z panem łatwiej?

Od wielu lat byłem zdeklarowany do walki z komunizmem. Tylko zastanawiałem się, jak walczyć, żeby nie oberwać, a jednak wykończyć komunę. Wykorzystywałem wszystko, co było możliwe. Moim dramatem było zawsze to, że nie mogłem powiedzieć, co kombinuję. Musiałem udawać, że nie wiem, nie rozumiem, że ambicje mnie ponoszą. Ale tylko po to, żeby uśpić przeciwnika.

Mieczysław Rakowski pisał w dziennikach, że jest zdezorientowany po rozmowach z panem. Podobno raz pan mówił tak, raz inaczej.

I o to chodziło.

Pytał: „Na co możemy liczyć?”.

Na nic. Na to, że przegracie, że prędzej czy później was dopadnę. Trudno mu było uwierzyć, że porywam się z motyką na księżyc. Myślał, że za mały jestem. Zarozumiały bufon nie mógł uwierzyć, że dobieram siły, środki i zachowania do okoliczności.

Wanda Wiłkomirska, jego była żona, mówiła, że kiedy oglądała go łajającego stoczniowców, była zdruzgotana.

Nie wytrzymał psychicznie, chociaż się do tego przygotowywał dwa miesiące w Arłamowie. Pisał wystąpienie, trenował kondycję. Przetrenował.