fbpx

Kirsten Dunst – Kobieta po przejściach

Kirsten Dunst - Kobieta po przejściach
Materiały prasowe

Gdy podczas tegorocznej konferencji prasowej w Cannes Lars von Trier bełkotał nieskładnie o nazistach i Hitlerze, siedząca obok Kirsten Dunst miała wyjątkowo nietęgą minę. Malujące się na jej twarzy rozbawienie szybko ustąpiło konsternacji – nie bez powodu. Wymagający – tak psychicznie, jak i fizycznie – występ w „Melancholii” von Triera miał być nie tylko jej wielkim powrotem po dwuletnim rozbracie z kinem, ale też swego rodzaju potwierdzeniem, że 30-letnia dziś aktorka wyrosła z nastoletniego repertuaru.
Tymczasem pseudo-skandal z von Trierem niemal te plany pokrzyżował. Reżysera wyproszono z Cannes, a sam film zdyskwalifikowano z wyścigu o Złotą Palmę. Szczęśliwie, canneńskie jury stanęło ponad naniesionymi restrykcjami, uznając Dunst za najlepszą aktorkę tegorocznej imprezy.

Droga, jaką przebyła Kirsten po swoje najcenniejsze w przeszło dwudziestoletniej (!) karierze trofeum, nie należała jednak do łatwych.

Świat po raz pierwszy zachłysnął się nią w 1994 roku, gdy jako nieznana nikomu dziewczynka wystąpiła w „Wywiadzie z wampirem” Neila Jordana. Dojrzała, intrygująca rola 10-letniej wampirzycy Claudii przyniosła jej tyleż sławę i uznanie, co trudne do zrealizowania wytyczne na kolejne lata.

Sukces Dunst jako aktorki dziecięcej tym bowiem różnił się od szumu wokół Anny Paquin czy Macaulaya Culkina, że przez obserwatorów – tak krytykę, jak publiczność – rozpatrywany był stricte serio. Szczebiocącą rezolutnie Paquin z „Fortepianu” i figlarnego Culkina z „Kevina samego w domu” odgradzał od niej mur protekcjonalizmu, jakim otocza się zwykle utalentowane dzieci. Oczekiwano od nich tego, czego oczekuje się od gwiazd dziecięcych: widowiska w skali mikro – aktorstwa pociesznego, nieokrzesanego, wyolbrzymionego. Dunst tymczasem, przez kolejne lata utożsamiana z trudną rolą trupiobladej, upiornej wampirzycy uwięzionej w nastoletnim ciele, tego komfortu nigdy nie miała.

Były powody, by oczekiwać od niej czegoś więcej.

Mimo to, w kolejnych latach, pomimo kilku ciekawych angażów – m.in. w „Małych kobietkach” i sześciu odcinkach „Ostrego dyżuru”, gdzie zagrała nastoletnią prostytutkę – Dunst nie udało się powtórzyć swego wyczynu.

Rozdarta gdzieś pomiędzy niewymagającymi rólkami w hollywoodzkich przebojach („Jumanji”, „Mali żołnierze”), serialowymi epizodami małego kalibru („Dotyk anioła”, „Po tamtej stronie”) i kurtuazyjnymi występami u steranych mistrzów („Fakty i akty” Levinsona), młoda gwiazda świadomie zeszła na drugi plan. „Potrzebowałam rozluźnienia, chciała złapać uciekające refleksy dzieciństwa.” – powie po latach o swoich doświadczeniach. „Występowanie w mało znanych telewizyjnych produkcjach i komediach dla młodzieży pozwoliło mi spuścić nieco powietrza z balonu oczekiwań, jaki nade mną zawisł.”

Powrót do pierwszej ligi okazał się jednak nazbyt kuszący. W 2002 roku Kirsten wystąpiła u boku Tobeya Maguire’a w „Spider-manie” Sama Raimiego, który rychło wyrósł na jeden z najbardziej dochodowych hitów minionej dekady. Komunikat przefarbowanej na rudo, a w jednej ze scen wciśniętej w prześwitującą, przemoczoną bluzkę Dunst był jednoznaczny – oto jestem, dorosłam, nie jestem już dzieckiem!

Rola narzeczonej człowieka-pająka, ognistej Mary Jane Watson, miała być o tyle ważna dla jej ekranowego wizerunku, że postać tę utożsamiano do tej pory z kobiecością przez duże ‘k’. Ale czy dziewczęcej urody Dunst mogła komiksowemu archetypowi podołać? W pewnym sensie wciąż była przecież Claudią z „Wywiadu z wampirem” – dojrzałą kobietą o dziewczęcej, niewinnej twarzy – podczas gdy Mary Jane skreślona ołówkiem jednego z najpopularniejszych rysowników serii, Jima Lee, jako długonoga bogini o pełnym biuście i opadających falami włosach, przypominała raczej Cindy Crawford. Fani komiksu nie kryli rozczarowania.

Dojrzałość Dunst okazała się w tym kontekście ułudą – zakrzywionym w pękniętym zwierciadle złudzeniem. Okazało się, że twarz – najważniejszy atrybut każdego aktora, definiujący go, zapewniający mu alibi – nie była jej największym atutem. „Rozumiem Leo [DiCaprio – dop. PP]” – powiedziała wówczas w jednym z wywiadów. „Świadomość, że pewne role leżą poza twoim zasięgiem, jest bolesna.”

Skrępowana klątwą „Wywiadu z wampirem”, Kirsten z trudem walczyła o status aktorki dramatycznej, którym przed laty wzgardziła. Role wymagające, jak w „Przekleństwach niewinności” Sofii Copooli, trafiały jej się rzadko. Hollywoodzcy macherzy widzieli ją przede wszystkim w młodzieżowych romansidłach i komediach, odmawiając dostępu do wymarzonego repertuaru. Tylko u progu milenium Dunst przepadł angaż w „American Beauty” i „U progu sławy”. „To były ciężkie chwile.” –wspominała po latach. „Zachwiało to dość poważnie moją wiarą we własne możliwości”.

Przez kilka kolejnych lat aktorka nie narzekała na nadmiar ciekawych propozycji, występując przede wszystkim w romantycznych komediach i kolejnych sequelach „Spider-mana”. Najważniejszym jej dokonaniem aktorskim tego okresu pozostaje rola nastoletniej królowej Marii Antoniny w post-modernistycznym filmie kostiumowym Sofii Coppoli o tym samym tytule. „Urodziła się, by zagrać tę postać” – powiedziała o jej występie reżyserka. „Nikt inny nie ma w sobie tyle niewinności, fantazji i seksapilu”. Ale czy w Hollywood tego właśnie się szuka?

„Wydawało mi się, że będę grać przez całe życie, tymczasem dotarłam do miejsca, w którym zadaję sobie pytanie – co ja tutaj robię?” – powiedziała Kirsten, gdy w maju 2008 przyznała się do udziału w terapii antydepresyjnej. Do publicznego wyznania zmusiły ją media sugerujące, że aktorka leczy się z narkotykowego uzależnienia.

Trzymiesięczny pobyt w klinice w Utach poprzestawiał jej zawodowe priorytety. Krótko po zakończeniu terapii weszła na plan zakontraktowanego wcześniej dramatu Andrew Jareckiego, „Wszystko, co dobre”, gdzie zagrała nieszczęśliwą kobietę borykającą się z chorobą psychiczną męża.

Szczera, sugestywna rola w opartej o życiorys milionera i zabójcy Roberta Dursta biografii przeszła jednak bez echa. Wskutek komplikacji prawno-finansowych firmy braci Weinstein, film doczekał się oficjalnej, mocno zawężonej dystrybucji dopiero w grudniu zeszłego roku, zarabiając w amerykańskich kinach niespełna 650 tysięcy dolarów. Dziś jednak, gdy ukazał się na dvd (także w Polsce, 21 kwietnia), kreację Dunst łatwo połączyć z jej występem w „Melancholii”, gdzie wcieliła się w rolę… chorej na depresję panny młodej, rujnującej własne wesele.

Oba występy można skwitować podobnie: to zdumiewająco dojrzałe, zaangażowane aktorstwo, płynące tyleż z wyuczonej techniki, co własnych doświadczeń.

„Tych kilka miesięcy zmagania się ze sobą, swoimi lękami i presją ze strony obcych mi ludzi, odcisnęło się na mnie głębokim piętnem” – mówi dzisiaj. „Jestem inną osobą. Bawią mnie wprawdzie te same dowcipy, nadal lubię beztrosko trwonić czas z bliskimi mi ludźmi, ale kilka rzeczy w końcu do mnie dotarło. Rzeczy, których nie zmienię, z którymi muszę nauczyć się żyć”.

I faktycznie, porównując zdjęcia Dunst prezentującej canneńską nagrodę z tymi sprzed dwóch-trzech lat, można dostrzec zauważalną różnicę. Nie tylko tę powierzchowną – Kirsten z blondwłosego aniołka przeistoczyła się w kobietę o skupionym spojrzeniu i nieśmiałym uśmiechu – ale też tę kryjącą się gdzieś głębiej, dostrzegalną przede wszystkim na intymnych zbliżeniach u Jareckiego i von Triera. Księżniczka dorosła, pobrudziła sobie welon. I wcale nie jest jej przykro.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze