fbpx

Roma Gąsiorowska: Wychodzę do ludzi

Roma Gąsiorowska
Fot. Rafał Masłow

Funkcjonowanie artysty bez samodyscypliny i ciągłego oczyszczania się z emocji jest niemożliwe – mówi Roma Gąsiorowska. Jej WAMP to nie tylko szkoła aktorska, ale miejsce duchowego, artystycznego i fizycznego rozwoju jednostki.

Roma Gąsiorowska
Fot. Rafał Masłow

Urodziłaś dziecko i zamiast się zatrzymać, wykreowałaś kolejne wątki zawodowe. I to poważne. Jak to się robi?

Zatrzymałam się pod koniec ciąży i nawet trochę zamknęłam w swoim domowym królestwie na kilka miesięcy po porodzie, ale mój syn ma już prawie rok! Poza tym, wiesz co? Muszę z przyjemnością stwierdzić, że macierzyństwo dodało mi sporo siły i… jakby to nazwać… konkretnego cugu do życia i działania. Jestem teraz bardzo szczęśliwa, spełniona i jeszcze bardziej kreatywna, niż byłam do tej pory, choć byłam bardzo (śmiech).

Powiedz mi, jak ty to wszystko ze sobą splatasz?

Wiesz, że to nie takie trudne? Nie tracę po prostu energii na pusty przepływ: czyli organizacja i konsekwencja! Na każdą wolną chwilę mam plan. Jestem w ciągłym ruchu. I naprawdę mam wrażenie, że odkąd mam dziecko, stałam się jeszcze bardziej konkretna. Mój synek jest dla mnie priorytetem i tak ustawiam życie, żeby być z nim jak najwięcej i jak najbardziej, ale dzięki dobrej organizacji znajduję też czas dla siebie. Mam nieocenione wsparcie od mojej siostry, która przyjechała do nas i pomaga mi w opiece. Dzięki temu mogę sobie pozwolić na jakieś działania zawodowe, bo wiem, że synek jest w dobrych rękach… Swoją drogą, gdyby nie moja siostra, nie wiem, jak by to było, bo od początku nie byłam sobie w stanie wyobrazić, że zostawiam dziecko z kimś obcym nawet na godzinę. Widzę, że moje koleżanki wieczorami wychodzą i oddają dzieci jakiejś pani do kąpania, ale to raczej nie dla mnie.

Ja nie miałam opiekunki i wszędzie chodziłam z dzieckiem.

Też miałam taki plan, że biorę synka ze sobą wszędzie, bo wiadomo, że fajny jest cygański tryb życia, ale może… jednak nie w tym świecie? (śmiech). Staram się raczej stworzyć dla niego ochronną bańkę, i to jest piękne, bo w niej buduje się między nami niezwykła więź.

A depresje poporodowe, chandry, chimery – całkiem cię to ominęło?

Nauczyłam się już na tyle kontrolować siebie i swoje emocje, że w ogóle nie miewam stanów zwątpienia albo niewyjaśnionych smutków i melancholii. Wiem, że to skarb, bo nie każda matka tak łatwo przez to przechodzi.

Dzięki temu, że jesteś w takiej formie, otworzyłaś szkołę.

Otworzyłam WAMP, czyli What a Mystique Place, miejsce, w którym oprócz szkoły aktorskiej mieści się ośrodek rozwoju twórczego i duchowego. Joga, tantra, medytacje, zajęcia z terapii ruchem, wizualizacje i relaksacje, warsztaty rozwojowe i coaching – to wszystko jest w WAMP-ie. Od marca ruszają nowe grupy, zaczyna tętnić energia rozwoju!

Dlaczego to zrobiłam? Bo chciałam. Mam duży kredyt zaufania do samej siebie, bo do tej pory moja własna intuicja nigdy mnie nie oszukała. Bez względu na to, jakie są okoliczności, i tak zawsze dążę do celu. Wszystko, co teraz robię, jest więc kontynuacją tego, co zaplanowałam przed urodzeniem dziecka.

Kilka lat temu założyłam ze znajomymi interdyscyplinarne Stowarzyszenie Twórców Sztuk Wszelkich, które padło, ponieważ nikt z nas wtedy nie chciał brać odpowiedzialności za grupę, zostać liderem. Jednak pozostała idea oraz ludzie. Poczułam, że jestem już na tyle silna, że teraz ta odpowiedzialność już mi tak nie ciąży, a wręcz sprawia przyjemność, bo spełniam marzenia i robię coś nie tylko dla siebie, ale też dla innych. Dojrzałam również do decyzji, żeby otworzyć szkołę aktorską aktoRstudio.

Co będzie ją odróżniać od innych tego typu szkół?

Na pewno kadra i metody pracy. Nazywam to miejsce „elitarną szkołą aktorską”, bo uważam, że wykładowcy, jakich proponuję, są śmietanką polskiego filmu i teatru. Pracują ze mną m.in.: Małgorzata Buczkowska-Szrenkier, Lena Frankiewicz, Piotr Głowacki, Aleksandra Konieczna, Magdalena Kuta, Lech Łotocki, Marta Ścisłowicz, Kamila Salwerowicz, Wojtek Urbański, Adam Woronowicz czy Michał Żurawski. Moją inspiracją i odniesieniem jest Actors Studio Lee Strasberga oraz projekt Teren Warszawa, w którym sama kiedyś uczestniczyłam, dzięki czemu miałam styczność z innym, mniej konwencjonalnym myśleniem na temat mojego zawodu, takim bardziej amerykańskim. Metody, którymi chcę uczyć dochodzić do celu, są bezpieczne dla psychiki. Więcej dzieje się po prostu w wyobraźni aktora oraz w jego ciele niż na podstawie jego prawdziwych emocji, czerpanych z życia, bo nie wykorzystuje on swoich doświadczeń w skali jeden do jednego. Dzięki temu takie aktorstwo jest jednocześnie bardziej prawdziwe i lżejsze, zarówno dla widza, jak i dla aktora.

A dlaczego właściwie odchodzisz od stereotypów i konwencji? Co cię bolało?

Jako aktorka byłam przez reżyserów kierowana najczęściej do zadań ekstremalnych, więc musiałam jakoś w tym bezpiecznie funkcjonować jako człowiek. Nikt mnie tego nie uczył, sama wypracowałam swoje metody pracy z myślami i uczuciami. W moim zawodzie trzeba przekroczyć wiele granic, mało tego – zadać sobie pytanie, co to w ogóle znaczy granica, gdzie jestem ja sama, a gdzie już mnie w ogóle nie ma, co mnie boli tak, że dalej już nie mogę, czy wiem, kiedy przestać identyfikować się z rolą. Na początku byłam bardzo bezbronna, w szkole nazywano mnie nawet osobą bez skóry, bo wszystko miałam na wierzchu, rzucałam się na zadania aktorskie bez żadnej ochrony, bez świadomości konsekwencji. I wtedy zdarzało się, że postać, nad którą pracowałam, wchodziła we mnie tak głęboko, że nagle orientowałam się, iż robię coś, czego nigdy bym sama nie zrobiła. Że to nie jestem ja.

Przestraszyłam się tego stanu tak mocno, że postanowiłam go kontrolować. A po latach poznałam swoje mechanizmy obronne na tyle, że postaci już we mnie nie wchodzą, kiedy tego nie chcę. Wiem jednak, że w tym zawodzie standardowe podejście nadal jest takie, że ludzi wrażliwych raczej się wykorzystuje, niż się im pomaga, i w momencie kiedy taki ktoś nie jest już w stanie sobie z tym, co się dookoła dzieje, poradzić, po prostu się go odtrąca. A opinia publiczna? Kasuje go w trzy sekundy i nie ma drogi powrotu. Jest dokładnie tak jak w micie Marilyn Monroe.

Która została ofiarą show-biznesu…

Pozwoliła innym i sobie doprowadzić się do stanu jakiegoś letargu, w którym przez kilka lat już właściwie nie żyła, ale egzystowała w swoim nieszczęściu, aż do momentu samobójstwa czy też morderstwa – tego się pewnie nigdy nie dowiemy. Używano jej jak dzieła sztuki i symbolu we wszystkich możliwych sytuacjach. Tej pięknej bogini, tej utalentowanej i wrażliwej kobiety. Kochanej przez wszystkich i totalnie wyprutej przez show-biznes. A przede wszystkim niezwykle w tym wszystkim samotnej, bo prawda jest taka, że po spektaklu wracasz do domu sama i tylko od ciebie zależy, czy się upijesz, naćpasz, czy będziesz chodziła co tydzień do psychologa, miała romanse, niszczała na oczach kochającego tłumu. I to jest obraz Marilyn, która miała wszystko i nie miała nikogo. Dla mnie była zawsze taką czerwoną lampką.

Domyślam się więc, że w twojej szkole poza nauką aktorstwa można też zasięgnąć rady psychologa?

Stworzyłam coś, co zawsze było moim marzeniem – miejsce duchowego, artystycznego i fizycznego rozwoju jednostki. W WAMP-ie są przeróżne przedmioty ogólnorozwojowe, jak np. art coaching, czyli kreowanie swojej drogi zawodowej, nauka świadomych wyborów, których powinien dokonywać człowiek jako artysta. Bo myślę, że bycie artystą bez samodyscypliny, pozytywnego myślenia, nieustannego oczyszczania się z tego, co nas spotyka, jest niemożliwe – działamy przecież na otwartych nerwach. To bycie medium z jednej strony i połączenie tego z uniwersum sprawia, że czasem wychodzi z nas dobro, ale jeśli ktoś się nie oczyszcza – demony i lęki. Bywa, że kończy się to tragicznie, następuje powolna degradacja człowieka, traci rodzinę, przyjaciół, siebie. Dlatego formuła mojej szkoły jest według mnie pełna – ogarnia całość człowieka i artysty.

Ale takie kompilacyjne myślenie wprowadziłaś już, gdy wkraczałaś na rynek modowy.

Tak. Od razu weszłam z performancem i wyreżyserowałam film wraz z ludźmi, którzy mieli potencjał twórczy, czas, ochotę i odwagę. Teraz w szkole ma być podobnie. Na miejscu jest zresztą też mój butik z rzeczami, które do tej pory zaprojektowałam. Uważam, że żyjemy w takich czasach, że nie ma co się napinać na jakiś jeden styl życia i zawód, bo za chwilę okazuje się, że musimy się szybko przekwalifikować. W WAMP-ie umożliwiamy więc rozwój na wielu płaszczyznach, nie tylko dla aktorów i nie tylko dla ludzi młodych. W przeróżnych systemach: dziennym, wieczorowym, kilkumiesięcznym, indywidualnym. Jednak zawsze jest dość kameralnie. Szkoła mieści się na Saskiej Kępie, przy Genewskiej, na parterze kamienicy z ogrodem.

Właśnie zakończyliśmy pierwszą edycję warsztatów filmowych, które prowadzę z mężem. Powstanie serial internetowy, którego kolejne odcinki będziemy od marca regularnie odkrywać przed widzami, a po dwóch miesiącach namówimy ich do interakcji, po czym odbędzie się kolejna edycja warsztatów. Już w maju każdy może zagrać w naszym serialu, to duża atrakcja, jeśli ktoś marzy o karierze aktorskiej. Odbyły się już warsztaty dla aktorów z techniki Meisnera i art coachingu. Kolejne będą na temat ciała i metafory – w grupie rozwojowo-terapeutycznej. To dopiero początek. Będzie poezja, performance, rap, teledysk, warsztaty charakteryzatorskie, zajęcia ze stylizacji, fotografii…

Roma, skąd w tobie tyle siły, a przede wszystkim – spokoju?

Już chyba taka jestem, ale duża w tym zasługa rozwoju duchowego, który od kilku lat intensywnie przechodzę. Znalazłam przewodnika duchowego, osobę, która jest zarówno bioenergoterapeutą, jasnowidzem, jak i kimś, kto leczy karmicznie. Małgosia Krajewska pomogła nie tylko mnie, ale i wielu innym. Od lat prowadzi aktorów, reżyserów i wszelkie inne osoby. Jest uzdrowicielem i są dowody na to, że jest w stanie uleczyć każdą, nawet najbardziej skomplikowaną chorobę. Mam do niej kompletne zaufanie i wiem, że to ona pomogła mi wiele rzeczy wprowadzić w życie i doprowadzić do tego, że w taki, a nie inny sposób teraz myślę i funkcjonuję. To jej ogromna zasługa, ponieważ pokazała mi właściwy kierunek. A teraz już samodzielnie zaczynam takie poważne tematy drążyć.

Cała ty!

Właśnie, to jestem cała ja i moje marzenie, żeby duch i ciało rozwijały się w poczuciu absolutnej miłości, akceptacji i braku jakichkolwiek ograniczeń i stresu. Mam wrażenie, że to najważniejszy okres w moim życiu. Przyszedł ten moment, kiedy wychodzę do ludzi, bo wiem już, że mogę im dać coś rzeczywiście ważnego. I jestem przy tym zdystansowana. Wiem, że droga, którą przeszłam, doprowadziła mnie dokładnie w to miejsce, w którym teraz jestem, że każde doświadczenie, nawet bardzo bolesne, zostało już przeze mnie przepracowane. Nawet jeżeli zdarzały się w moim życiu sytuacje konfliktowe, w których zbyt emocjonalnie reagowałam, to nie mam już żalu do siebie i innych. Nic już nie jest dla mnie traumą. Mam w sobie totalną zgodę i ściągnęłam ten mój pancerz, który kiedyś, jako bardzo młoda osoba, nosiłam non stop, zaakceptowałam fakt, że moje dzieciństwo było trudne, że nie ufałam ludziom, że uciekałam z Bydgoszczy, bo mało kto mnie tam rozumiał, że moja mama nie żyje. To miało miejsce, ale kiedyś. Godzę się na to i wędruję dalej. A dziecko pojawiło się w idealnym momencie mojego życia. Bez ciśnienia, bez pośpiechu, bez zatracania siebie, w spokoju.

Roma Gąsiorowska, absolwentka krakowskiej PWST. Aktorka teatralna i filmowa. Za rolę w „Sali Samobójców” otrzymała Złotą Kaczkę. Za „Ki” – Złote Lwy. Założycielka WAMP (What a Mystique Place), ośrodka rozwoju artystyczno-duchowego oraz szkoły aktorskiej – aktoRstudio w Warszawie. Żona aktora Michała Żurawskiego, z którym ma rocznego synka

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>