1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro
  4. >
  5. Trudy małżeństwa z geniuszem. Tołstojowie

Trudy małżeństwa z geniuszem. Tołstojowie

Lew Tołstoj i jego żona Zofia, 23 września 1910 roku, podczas ostatniej rocznicy ich ślubu. Lew zmarł prawie dwa miesiące później. (Fot. BEW PHOTO)
Lew Tołstoj i jego żona Zofia, 23 września 1910 roku, podczas ostatniej rocznicy ich ślubu. Lew zmarł prawie dwa miesiące później. (Fot. BEW PHOTO)
Najbardziej burzliwe były ostatnie lata ich małżeństwa, choć od początku byli mistrzami rodzinnych wojen. Zdarzało się, że podczas kłótni z mężem Zofia wybiegała nieubrana na ulicę. On, Lew Tołstoj, w wielkim gniewie wypadał konno i pędził przed siebie. A pod koniec życia wymykał się boso w stroju pokutnym, z workiem i z kijem.

Była od męża młodsza o 16 lat. Nazywał ją Sonią, ona jego różnie: Lofka, Lowoczka. Po latach w dzienniku napisze o nim nie bez ironii: „Geniuszowi trzeba stworzyć warunki spokojne, wesołe i wygodne; geniusza trzeba nakarmić, umyć, ubrać, trzeba niezliczoną ilość razy przepisywać jego utwory, trzeba go kochać, nie dawać mu powodów do zazdrości. Żeby miał spokój, trzeba wykarmić i wychować niezliczoną ilość dzieci, które geniusz płodzi, ale którymi nie ma czasu i nie lubi się zajmować, gdyż musi obcować z Sokratesami, Buddami i musi dążyć do tego, by stać się takim jak oni. Ja służyłam blisko 40 lat geniuszowi i, oczywiście, nie ma słowa podziękowania i zrozumienia [...]”. Sonia siedem razy przepisze mu ręcznie „Wojnę i pokój”. Jaka piękna katorga.

Litania miłości

W roku 1861 Lew Tołstoj ma 33 lata, ale czuje się już stary. Gdyby wtedy umarł i tak by przeszedł do historii literatury, ale bez „Wojny i pokoju” i „Anny Kareniny”. W „Spowiedzi” opisze ów „grzeszny” pierwszy rozdział życia. „Bez wstrętu i bólu nie mogę wspominać tych lat. Zabijałem ludzi na wojnie, wyzywałem na pojedynki, żeby zabić, przegrywałem w karty, przejadałem pracę chłopów, męczyłem ich, wprowadzałem w błąd, oszukiwałem [...]. W tym czasie zacząłem pisać – przez ambicję, chciwość, dumę”. Już po tych słowach widać, że przyszła żona Tołstoja nie będzie miała łatwego życia. Pisarz wadzi się ze światem, z pełną nędzy i bezprawia Rosją, z własnymi słabościami. Życie zdaje mu się wielkim absurdem. Nie przekonują go religie, własny talent, sława. Wszystko to marność nad marnościami. Kilka razy poważnie myśli o samobójstwie. Pragnie przełomu. I coraz częściej gości w domu państwa Bersów. Był tu przed laty, co tak opisał: „[...] Dzieci nam podawały. Co za miłe, wesołe dziewczynki? Liza ma wtedy 11 lat, Zosia 12”.

Minęło siedem lat. Bersowie przyjmują go serdecznie, uważają wkrótce za kandydata do ręki Lizy. Zofia jest już oficjalnie z kimś zaręczona. W „Dziennikach” Tołstoja czytamy: „Dzień u Bersów przyjemny, Liza kusi mnie, ale ożenić się nie mam odwagi” [6 maja 1861 r.]. Liza jest zupełnie pewna, że Lofka w niej jest zakochany, i sama zaczyna go kochać. Przeżyje szok, bo Tołstoj zakochuje się w jej siostrze, przynajmniej tak mu się zdaje: „Poszedłem do Bersów pieszo, spokojnie, przytulnie. Sonia była nieprzyjemna, wulgarna, ale interesuje mnie. Dała mi do przeczytania powieść”.

Zofia opisuje go w swej powieści: „Wyjątkowo niepociągająca powierzchowność i zmienność poglądów”. Te słowa mocno go „zadrasnęły”, a jednak wkrótce wyśle do niej ważny list: „Boże, jak ja się boję, żeby nie umrzeć. Szczęście – takie szczęście. Niech pani powie jak uczciwy człowiek – czy zechce pani zostać moją żoną?”.  Za kilka dni wszystko już zostaje wyjaśnione: „Narzeczony, prezenty, szampan. Na Lizę przykro patrzeć, powinna mnie chyba znienawidzić [...]”.

Na początku jest sielanka: „Kocham ją, kiedy budzę się w nocy lub rano i widzę, że ona patrzy na mnie i kocha. I nikt – a przede wszystkim ja – nie przeszkadza jej kochać tak, jak potrafi – po swojemu. Kocham, kiedy siedzi blisko mnie, i wiemy, że się kochamy nawzajem, jak umiemy, a ona powiada: Lowoczka – i urywa – dlaczego przewody w kominie przeprowadzone są prosto lub czemu konie długo żyją itd. Kocham, kiedy długo jesteśmy sami, i mówię: Co mamy robić, Soniu? Co mamy robić?”.

Ta litania miłości trwa jeszcze długo. Pod koniec życia już z dystansu Tołstoj ujrzy to inaczej: „Dziś, wspominając swój ożenek, myślałem, że w tym było coś fatalnego, nieuchronnego. Nigdy nawet nie byłem zakochany. Ale nie mogłem się nie ożenić”.

Dowody czerstwości

Wszystko zapisano w tych „Dziennikach”, co dobre i co złe. Na progu związku kierowany nakazem sumienia Tołstoj da narzeczonej swoje „Dzienniki” do przeczytania. Były tam tajniki jego życia seksualnego. Dla niewinnej dziewczyny to szok, rana, która nigdy się nie zagoi. „Ohyda męskiej rozpusty”, tak określa to, co nawet po wielu latach powoduje wybuchy jej zazdrości. Konflikty potem wybuchają już o wszystko: karmiąca Zofia ma zapalanie sutków, nie pozwala wynająć mamki, uważa, że sztuczne karmienie będzie dla słabego dziecka zgubne. Cała rodzina i znajomi wciągnięci są w tę „piersiową wojnę”. Mijają dziesięciolecia, oboje piszą dzienniki, pokazują je sobie, co tworzy nowe dramaty. Żona i mąż powinni wiedzieć o sobie wiele, ale nie wszystko. Tołstoj zrozumie to za późno. Zaczyna wtedy pisać dziennik tajny, obok oficjalnego. Będą ciągłe konspiracje i dekonspiracje. Raz, kiedy ona pomaga się przebierać choremu mężowi, tajny dzienniczek wypadnie mu z buta. Po 20 latach małżeństwa Sonia notuje: „Umyśliłam sobie: jeśli nie przyjdzie, to znaczy, że kocha inną. Nie przyszedł. Przedtem wiedziałam, jaki jest mój obowiązek, a teraz... [...]”. Zofia ma buntowniczą naturę i wielkie ambicje. Seks był dla niej przyjemnością, nie tylko świętym obowiązkiem. Rodzi Lofce 13 dzieci, najmłodszego synka, ukochanego Waniczkę – w wieku 44 lat. Jego przedwczesną śmierć on przyjął z filozoficznym dystansem. Pisze w „Dziennikach”: „Pochowaliśmy Waniczkę. Straszne – nie, nie straszne, lecz wielkie wydarzenie duchowe. Dzięki Ci, Ojcze... [...]”. Ona nie potrafiła myśleć w ten sposób.

Biografowie są zgodni, że Lew Tołstoj miał wielką seksualną energię, problem w tym, że od pewnego momentu abstynencję seksualną zaczął wpisywać w swoją nową filozofię. Jednocześnie sam łamał narzucone sobie reguły. Często, jak to nazywa w swoich „Dziennikach”, „upada” albo „źle śpi”, co też oznacza upadek. Dzięki temu Zofia może więc odnotować, że jej mąż, chociaż już dobrze po siedemdziesiątce, „daje niezwykłe dowody czerstwości”. Kiedy jedna z córek dziwi się, czemu papa taki wesół, Zofia podśmiewa się: „[...] ach, gdyby wiedziała, że on zawsze taki wesół po tej miłości, którą odrzuca”.Ale bywa, że nie jest nim tak zachwycona. Kiedyś napisze, że ma stopy stwardniałe jak podeszwy i cuchnie.

Są o siebie zazdrośni. Zofia przez lata o kobiety, potem przedmiotem płomiennej zazdrości jest Włodzimierz Czertkow, uczeń i partner ideowy męża. Był z nim, jak sądziła, przerażająco blisko. Zofia i Czertkow konspirowali przeciwko sobie, używając Tołstoja, jego dzieci, znajomych. Tworzyły się frakcje. Kiedyś Czertkow, dawny wysoki oficer gwardii cesarskiej, rzuci w stronę Zofii: „Gdybym miał taką żonę, jaką pani jest dla swego męża, to dawno bym od niej uciekł do Ameryki albo się zastrzelił”.

Tołstoj też ma swój czas zazdrości. Jego żona udręczona, na drugim planie, jest podatna na miłość. Fascynuje się znanym kompozytorem Tanajewem. Pisarz notuje w „Dziennikach” wzmiankę o „starczym flircie, jeśli nie o czymś gorszym”. Zabawne, bo sam Tanajew jest przerażony, Zofia zupełnie go nie interesuje, a jej męża wielbi. Ten jednak szaleje z zazdrości. „Sonatę Kreutzerowską” Tołstoj napisał na tej fali. To paszkwil na małżeństwo, na rodzinę. Sonia czyta i rozpacza, co pomyślą ludzie, a car? Aleksander III czyta uważnie Tołstoja (chyba się go obawia). Pyta ją na audiencji: „Nie dałaby pani przecież tego dzieciom do czytania?”. Ona skwapliwie przytakuje.

Wojna

Nowa „religia” Tołstoja jest zarzewiem prawdziwego konfliktu, jątrzącej się rany. Dom w Jasnej Polanie (blisko 200 km od Moskwy) odwiedzają tysiące ludzi, wielcy tego świata, żebracy i oszuści, wszędzie kręcą się dziennikarze. To nie ułatwia życia rodzinnego. Pisarz ma wyznawców w Rosji i za granicą. Tworzy chrześcijański anarchizm z jakimiś elementami socjalizmu, choć jednocześnie jest wrogiem rewolucji. Odrzuca wszelką przemoc, jest w żywym kontakcie z Gandhim. Wspólnie stworzą taktykę biernego oporu. Tołstoj pracuje z chłopami w polu, uczy się szyć buty. Zakłada wiejską szkołę. Uważa, że nowe wynalazki, nawet kolej żelazna, zwiększają społeczne różnice, są więc zgubne. Walczy z rządem, z carem, nawet z Cerkwią. I z własną rodziną.

Kiedy tworzy testament, w którym oddaje ziemie chłopom, a społeczeństwu – prawa do swych dzieł, natrafia na wściekłą rozpacz Zofii: „A ja?! A dzieci?!”. Przez lata będzie walczyła o obalenie testamentu. I jak to na wojnie, wszystkie metody będą dozwolone. Ona robi z niego zdziecinniałego starca, on z niej wariatkę. Tu nie musi się za bardzo starać. Oto jedna ze scen, którą sama Zofia zapisała w pamiętnikach: „Przyszła mi myśl o kobiecie. Wybiegłam na ulicę, zaczęłam biec po zaułku. On za mną. Ja w szlafroku, on w spodniach bez tużurka. Krzyczałam, niech mnie zabiorą do cyrkułu, do domu obłąkanych. Padałam na śnieg, nogi bose w papuciach, pod szlafrokiem tylko nocna koszula [...]”. Chłopi radzą czasami szeptem hrabiemu: „Trzeba przylać, panie. Mojej to pomogło”. Kiedyś Zofia strzela do niego z pistoletu zabawki, udając, że jest prawdziwy, wielokrotnie pozoruje samobójstwo, co chwila nim grozi. Tołstoj pisze, jak dawne uczucie miłości „jest bliskie nienawiści”. Przez lata trwała debata, czy Zofia jest chora. Lekarze i rodzina są podzieleni. Słynny profesor zaproszony do Jasnej Polany stawia taką diagnozę: „Degeneracja ambiwalentna, konstytucyjna, paranoidalna i histeryczna, z przewagą pierwszej”. Znamienne, że po śmierci Tołstoja jej stan gwałtownie się poprawi. Była zapewne chora na niego, a on na nią.

Wielka ucieczka

Rosję ogarniają płomienie rewolucji 1905 roku. Dawny ład się chwieje, wszystko się chwieje, a piekło w domu Tołstojów trzyma się krzepko. Sprawa testamentu nabrzmiewa do kolosalnych rozmiarów i oboje małżonków wpędza w paranoję. Dla pisarza to walka o honor, o sens życia. Jej się zdaje, że walczy o przyszłość rodziny. Każdy dzień to koszmar. Tołstojowi sława nie pomaga. Przeciwnie, sprawia, że ich domowe dramaty stają się publiczną sensacją. Na 80. urodziny pisarza na adres majątku w Jasnej Polanie przychodzą tysiące depesz. Ale Zofia nie zamierza przyłączyć się do peanów na cześć męża. Uważa, że tylko ona zna go naprawdę. Notuje: „Lew Nikołajewicz to człowiek o ogromnym umyśle i talencie, z niezwykłą wyobraźnią i wrażliwością, ale człowiek bez serca i bez prawdziwej dobroci. Jego dobroć jest wyrozumowana, a nie bezpośrednia”.

W roku 1910 Tołstoj ma 82 lata. Jak na swój wiek jest krzepki, gimnastykuje się, któregoś dnia podciąga się na szafie i zwala ją na siebie. Codziennie jeździ konno (mimo że wpędza go to w wyrzuty sumienia, własny koń to luksus, a on walczy z luksusem), dużo chodzi, oczywiście, boso. I ma naprawdę dosyć sytuacji w domu. Powtarza: „[...] Myślę odejść od wszystkiego”. Zofia zresztą też planuje ucieczkę, ma nawet przygotowany na tę okoliczność długi list. Dla niego odejście to nie pierwszyzna, uciekał już z domu w 1884 roku. Poszedł piechotą do Tuły, ale zawrócił z drogi, żona była wtedy w ciąży.

26 lat później, nad ranem, kiedy wszyscy domownicy jeszcze śpią, Tołstoj, zabierając ze sobą osobistego lekarza Duszana Makowickiego, ucieka z Jasnej Polany. Przed żoną, przed dorosłymi dziećmi (tylko córka Sasza jest wtajemniczona i pomaga w ucieczce). I przed sobą samym. To, co wygląda na naiwny bunt dziecka, w jego wieku ma charakter ostateczny. I ta ostateczność tak go pociąga.

Zajadły wróg żelaznej kolei teraz z niej skorzysta. Ściga go rodzina, tajna carska policja i setki dziennikarzy z całego świata. Mijają dni, ta szalona podróż i pogoń ma swoje niezwykłe dramatyczne zwroty. Zofia na wieść o ucieczce męża rzuca się z pomostu do pobliskiego stawu. Uratowana, za chwilę zostanie osaczona przez namolnych dziennikarzy.

Raporty z wielkiej pogoni brzmią jak raporty z wojny – dowództwo żandarmerii otrzymuje meldunek ze stacji Dankow: „Tołstoj jedzie pociągiem nr 12”.

Wcześnie rano pociąg zatrzymuje się na małej stacji, pisarz czyta nazwę: Astapowo. Jest w kiepskim stanie, rozchorował się, ma wysoką gorączkę. Zostanie wyniesiony z pociągu. Znamy każdą minutę z jego podróży do kresu: kiedy mu się odbiło, jaką ma temperaturę. Łóżko udostępnił mu naczelnik stacji. Damy z poczekalni będą tam zaglądać, udając, że nie zaglądają: to umiera słynny Tołstoj. Żona pędzi do Astapowa. Na miejscu dowiaduje się, że mąż nie chce jej widzieć. Dostojnik Cerkwi też nie zostanie przyjęty, Cerkiew liczyła, że pisarz w obliczu śmierci okaże skruchę. Tłum gęstnieje, dziennikarze, gapie, rodzina, szpicle. Świat patrzy, a pociągi przejeżdżające przez małą stację zwalniają i nie trąbią.

Zofię dopuszczają do męża bardzo późno. Tak późno, że Lew jest już nieprzytomny. Umiera 20 listopada, kilka minut po szóstej rano, mamrocąc: „Zostawcie mnie w spokoju”.

Korzystałem z książki Wiktora Szkłowskiego „Lew Tołstoj. Biografia” (WAB 2008), „Dzienników” Lwa Tołstoja (Wydawnictwo Literackie 1973) i „Pamiętników” Zofii Tołstojowej (Wydawnictwo Literackie 1968).

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru "Zwierciadła". 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).