1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Włoski twist nad polskim morzem

Ewa Madejska ma mnóstwo albumów o designie. Wypatrzony w jednym z nich kultowy regał z lat 50. włoskiego architekta Gio Pontiego stoi dziś w jej salonie. (Fot. Celestyna Król)
Ewa Madejska ma mnóstwo albumów o designie. Wypatrzony w jednym z nich kultowy regał z lat 50. włoskiego architekta Gio Pontiego stoi dziś w jej salonie. (Fot. Celestyna Król)
Kiedy po ukończeniu Politechniki Gdańskiej Ewa Madejska i jej przyszły mąż Piotr wyjeżdżali z Trójmiasta, nie planowali powrotu. Ich domem na długo stała się Warszawa. Do Sopotu przyjechali z synem pięć lat temu i zostali do dziś. Uwili sobie tu stylowe i wygodne gniazdko, przepełnione miłością do designu.

Ewa i jej mąż od zawsze uwielbiali energię dużych miast, kiedy więc kupili swoje pierwsze wspólne mieszkanie na granicy warszawskiego Śródmieścia i Żoliborza, było im tam tak dobrze, że nawet nie brali pod uwagę tego, by gdziekolwiek się wyprowadzać. Jednak sześć lat później na świecie pojawił się ich syn i dość szybko okazało się, że ma niepokojące dolegliwości oddechowe. – Podejrzewano u Janka astmę, uznaliśmy więc, że dobrze byłoby rozejrzeć się za jakimś wakacyjnym mieszkaniem nad morzem – wspomina Ewa, a ponieważ jej siostra mieszkała w Sopocie, zaczęli szukać właśnie tam.

Pierwsze lokum kupili przez telefon. Do ogłoszenia nie były załączone zdjęcia, ale siostra, która poszła obejrzeć mieszkanie, pełna entuzjazmu opowiadała o jego walorach, pięknej zabytkowej kamienicy i fantastycznym, niczym niezakłóconym widoku na morze. – Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, oniemiałam, ale nie z zachwytu. Mieszkanie było kompletną ruiną. Choć faktycznie pod tą brzydką powłoką krył się spory potencjał – przyznaje Ewa. Remont trwał długo, wielu rzeczy ze względu na ograniczenia konserwatorskie nie mogli zrobić tak, jak chcieli, ale udało się i w czerwcu 2019 roku przyjechali do sopockiego mieszkania na wakacje, które trwają do dziś.

W salonie rolę pierwszoplanową gra stylowa kanapa zaprojektowana przez Patricię Urquiolę dla Moroso. Obok niej lekki, szklany stolik kawowy z lat 70. Stół w jadalni to projekt &Tradition z 1956 roku. W oryginalnej wersji był w naturalnym odcieniu dębu, ale współpracujący z Ewą stolarz Ireneusz Zwara pokrył go bejcą. Stojące przy nim krzesła to słynne thonety projektu Marcela Breuera. Nad stołem wisi oryginalna mosiężna lampa z lat 50. w stylu epoki Stilnovo. Na ścianie po lewej znajdują się duńskie półki vintage z końcówki lat 50. Po prawej wisi obraz autorstwa Anety Olszewskiej. (Fot. Celestyna Król)

W międzyczasie stan zdrowia Janka się poprawił, a oni wymienili pierwsze lokum na inne, większe, znajdujące się po drugiej stronie ulicy. – Wymarzyliśmy je sobie, przez cztery lata obserwując je przez okno niemal każdego dnia. Wyobrażałam sobie, że wnętrze jest jasne, przestronne, pięknie doświetlone. Kiedy więc pocztą pantoflową dowiedzieliśmy się od sąsiadów, że jest do sprzedania, nie wahaliśmy się ani chwili, choć okazało się, że rzeczywistość w żaden sposób nie przystawała do moich oczekiwań. Mieszkanie było ciemne i smutne, ale oczami wyobraźni widziałam, jak może wyglądać – mówi Ewa. Na początku nad projektem wnętrza pracowała z jedną z sopockich pracowni projektowych, ale kiedy po pół roku ich drogi się rozeszły, dokończyła pracę sama.

Kamienna mozaika w holu została ułożona z marmuru i dwóch rodzajów kwarcytu. Stoi na niej nietypowe znalezisko – ławka zaprojektowana dla jednego z lotnisk. Naprzeciwko lustro projektu Muto z miedzianą szklaną taflą, od której pięknie odbija się światło, m.in. to, które daje lampa ścienna Spiegel według projektu Vernera Pantona. W głębi na ścianie wisi obraz Anety Olszewskiej. (Fot. Celestyna Król)

Pełna jasność

Pierwszą rzeczą, jaką kupiła do nowego mieszkania, była wykonana ze szkła z Murano zielona, okrągła lampa z lat 70. przypominająca magiczną kulę. – To właśnie ona zainspirowała mnie do wprowadzenia obłości we wnętrzu, czyli łukowych sklepień drzwi i zaokrąglonych mebli. Mam wielką słabość do lamp – przyznaje. I faktyczne, chyba trudno znaleźć drugie mieszkanie z taką ilością punktów świetlnych oraz designerskich żyrandoli i kinkietów. Nad stołem w jadalni oraz w holu wiszą oryginalne mosiężne lampy z lat 50. w stylu epoki Stilnovo. W rogu salonu stoi olbrzymia szklana „żarówka” – kultowy projekt Brillo w stylu Space Age, projektu Carla Nasona dla Mazzega. A na sypialnianych stolikach – włoskie lampki Cobra z Murano z końcówki lat 50. – Jedną z moich ulubionych jest wisząca w holu lampa ścienna Spiegel wykonana ze szczotkowanego aluminium według projektu Vernera Pantona. Wygląda jak dzieło sztuki – mówi Ewa. I przyznaje, że wciąż wrażenie robi na niej lampa stojąca na biurku w gabinecie, wypatrzona przez przyjaciółkę Marysię. To model 548 zaprojektowany w 1952 roku przez Gina Sarfattiego dla Astep, wykonany z niebieskiego metakrylanu, przypominającego szkło – opowiada.

Wykonana z niebieskiego metakrylanu lampa gabinetowa to projekt Astep z lat 50. (Fot. Celestyna Król)

Z książki do wnętrza

Gdzie wyszukuje takie okazy? – Jestem szperaczem, ale też mam ogromne szczęście do ludzi, pasjonatów vintage i dobrego designu. Kiedy przeprowadziliśmy się do Sopotu, przypadkiem poznałam Adama Krzemińskiego, który prowadzi świetny sklep FutureAntiques. To dzięki niemu mamy m.in. kultowy regał z lat 50. włoskiego architekta Gio Pontiego. Wciąż trudno mi uwierzyć, że mebel, który kiedyś wypatrzyłam w jednej z książek o designie, teraz stoi w naszym salonie.

Podłoga i blat w łazience wyłożone są włoskim marmurem calacatta viola. Lustro i szafkę zrobił stolarz Ireneusz Zwara. Kinkiet to projekt Vilhelma Lauritzena dla Louis Paulsen VL Studio. Okno łazienki wychodzi na sąsiedni budynek, aby je zasłonić i jednocześnie zostawić dopływ naturalnego światła, Ewa z siostrą wpadły na pomysł zrobienia witraży. Wykonał je tradycyjną techniką artysta z Torunia. (Fot. Celestyna Król)

Od lat wiedzieliśmy z mężem, co nam się podoba i jakimi przedmiotami chcielibyśmy się otaczać, w ich poszukiwaniu codziennie przeczesuję Internet. Mamy dużą kolekcję magazynów i książek o architekturze. Uwielbiamy Bauhaus w wydaniu kalifornijskim, lubię też duński design z okresu mid-century, ale brakuje mi w nim trochę szaleństwa, błysku, politury, koloru, dlatego w naszym mieszkaniu przeplata się on z włoską fantazją – mówi Ewa.

Cała zabudowa kuchni to dzieło stolarza. Jedno z okien znajdowało się niżej niż pozostałe, więc Ewa zaaranżowała sobie przy nim swój prywatny „przedział”, niczym w Orient Expressie: – To moje centrum zarządzania i ulubione miejsce w domu – mówi. (Fot. Celestyna Król)

Na przykład kamienna podłoga w holu zainspirowana jest wzorem włoskiej tkaniny, którą obito ławkę w kuchni. Kamieniarz złożył ją z kawałków czerwonego marmuru oraz dwóch rodzajów kwarcytu beżowego i zielonego. Równie precyzyjną pracę miał do wykonania stolarz Ireneusz Zwara. Jego dziełem są m.in. idealnie wpasowane we wnęki szafy z pięknie wygiętego w łuki drewna, zabudowa kuchni, a także drzwi, w tym stylowe dwuskrzydłowe, które prowadzą z salonu do sypialni. – Zrobione przez niego meble wyglądają tak, jakby były w tym mieszkaniu od lat 70. Dzięki specjalnej technice barwienia nawet ciężkiej dębinie nadał niezwykłą lekkość. To prawdziwy pasjonat, artysta, wcielił w życie wszystkie nasze pomysły, a jego prace w dużej mierze wpłynęły na wygląd i styl tego mieszkania – mówi Ewa. A jak właściwie zdefiniować ten styl? – Dla mnie to vintage w wersji współczesnej, przyprawiony włoskim twistem albo, cytując Dantego: dolce stil novo, czyli słodki nowy styl.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze