e-cmentarze

Materiały prasowe

Wchodzi się tam, klikając bramę w ceglanym murze, która otwiera się przy akompaniamencie poważnej powolnej muzyki oraz świergotu ptaków.

Patrzę na tablicę nagrobkową Anny Janko. Na błyszczący różowy marmur i wyryte w nim znajome bliskie sercu litery. To moje imię i moje nazwisko. Błądząc w Internecie, trafiłam przypadkiem na stronę czeskiego cmentarza w USA, w stanie Iowa, i na liście zmarłych znalazłam jakąś Annę Janko, zmarłą w 1972 roku. Kliknęłam myszką i ukazała się owa fotografia różowego grobu pośród traw. Bardzo to się ładnie komponuje, ten róż z zielenią… Trochę jest zabawnie, a trochę strasznie. Ale i jakoś uroczyście. Przez sekundę mam złudzenie bycia jednocześnie po dwóch stronach życia. A po chwili dopada mnie żal po stracie samej siebie. I przypomina mi się zakończenie pięknego wiersza Leśmiana: „Tak mi ciężko zaznajamiać się z mogiłą,/Tak się nie chce być czymś innym niż się było!”.

O, jak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni do siebie żywych, do swego małego „ja” mieszkającego w ciepłym, znajomym ciele! Cóż z tego, że każdy, absolutnie każdy, musi kiedyś umrzeć, przecież dopóki żyjemy, jesteśmy nieśmiertelni, mamy poczucie wieczności, nawet jeśli panicznie boimy się końca. Dlatego patrzenie na nagrobek z własnym nazwiskiem jest psychicznie bardzo niekomfortowe. A przecież wielu ludzi wykupuje miejsce na cmentarzu za życia i znane są przypadki osób historycznych, które trzymały w domu własną trumnę. W XVII wieku w takim nietypowym „łóżku” sypiała na przykład pewna szlachcianka, Anna Pstrokońska, fundatorka kościoła św. Magdaleny we Lwowie. Taki zwyczaj mieli także współcześni jej zakonnicy kameduli, żyjący w małych domkach-eremach. Czy było to oswajanie śmierci, czy może jednak ponura ekstrawagancja?

Enterem na pogrzeb

Internet stał się doskonałym miejscem na przekraczanie rozmaitych tabu, w tym także śmierci. Od kilku lat mamy do czynienia ze zjawiskiem wirtualizacji pamięci o zmarłych, czyli powstawania e-cmentarzy. Na e-cmentarzach leżą już tysiące zmarłych. Odwiedza ich blisko pół miliarda internautów z całego świata. W Polsce działają na przykład: strona www.zaduszki.com i nekropolia.pl. Najbardziej bajeczny jest jednak www.e-cmentarz.pl. Wybierasz sobie pogodę z tabelki, słońce, śnieg, a nawet burzę z piorunami i idziesz zwiedzać groby. Możesz kupić i zapalić świecę (jest sklepik), złożyć kwiaty.

„Nasze kwiaty są zawsze świeże, a znicze palą się przez wiele miesięcy”, informują administratorzy strony. Inne witryny są bardziej formalne, na ekranie pojawia się na przykład coś jak mapa topograficzna z wyznaczonymi alejkami, groby zwiedzać można metodą kolejnych przybliżeń. Albo mamy po prostu listę zmarłych i klikając, wywołujemy poszczególne karty pamięci. Te z fotografią przypominają karty do gry. Po prawej stronie ekranu samoistnie wyświetlają się karty znanych osobistości. Mnie się od razu na wstępie pojawił Jan Paweł II. Po powiększeniu pokazują się obszerniejsze informacje, a w rogu białe kalie i płonący znicz. Jedna z ikonek informuje, że można włączyć filmik. Klikam więc, ale nie działa. Za to wchodzę do księgi kondolencyjnej, 286 wpisów. Wycofuję się, bo postanawiam poszukać Anny German, miała cudny głos. Jednak zamiast na nią trafiam na Annę Ciepielewską, aktorkę. Nie wiedziałam, że nie żyje. Była fantastyczna w filmie Kawalerowicza „Matka Joanna od Aniołów”.

Klikam dalej, znów wybieram kogoś o moim imieniu, ale tym razem również z moją datą urodzenia. I czytam dziwny, emocjonalnie niejednoznaczny nekrolog: „Była osobą bardzo skromną, ale pewną siebie. W życiu dużo wycierpiała, lecz po części na własne życzenie. Wykończyła ją choroba, która nią zawładnęła. śp. Anna przegrała swoje życie”. Brrr… poczułam chłód i niemiłe dreszcze. Nie chciałabym, aby ktoś kiedyś tak skwitował mój pobyt na ziemi. Muszę się stąd natychmiast wykliknąć. Teraz trafiam na Marka Grechutę i jego nekrolog: „Muzyka Marka Grechuty jest niezwykle trudna do zdefiniowania ze względu na jej unikatowość. Najczęściej określa się ją jako łagodną formę progresywnego rocka z silnymi wpływami jazz rocka…”. Brzmi to dla mnie jak diagnoza albo tzw. historia choroby, a nie słowa serdecznej pamięci. Wolę proste zapisy, jak ten: „Żyła uczciwie. Prowadziła dom. Wychowała trzech synów”.

Czaruś, Sara, Frycuś, Dragon

Są w Internecie także cmentarze dla zwierząt. Wydaje się, że zoologiczne nekropolie cieszą się większą jeszcze popularnością, jakbyśmy mieli w tym względzie mniej etycznych wątpliwości. „Wirtualny nagrobek dla naszego zwierzaka jest graficzną oprawą danych wprowadzonych do bazy cmentarza…”. Hm. Cokolwiek by to miało znaczyć, wiadomo, że Czaruś, Sara, Frycuś czy Dragon mogą mieć swoją tabliczkę pamiątkową w sieci. Mogą nawet więcej niż Burek, Mruczek czy Perełka!

Oto, co czytamy w ramce informacyjnej: „Chociaż w obliczu śmierci wszyscy jesteśmy równi, nie oznacza, że pamięć o nas ma być także równo obsłużona. Za drobną opłatą nagrobek typu VIP będzie projektowany indywidualnie”. Po obejrzeniu paru vipowskich psich pomników wchodzę na forum dyskusyjne i od razu trafiam na kłótnię w sprawie zasadniczej: czy zwierzę umiera, czy jednak zdycha i czy celebra zapalania zniczy Perełce to nie jest gruba przesada i funeralny nietakt.

Zdziczenie obyczajów pośmiertnych

Administratorzy stron cmentarnych nie są w stanie poradzić sobie z e-wandalami, którzy złośliwie wystawiają nagrobki osobom żyjącym, np. nielubianym nauczycielom, antagonistycznym politykom, uciążliwej sąsiadce albo wręcz jakiejś wymyślonej, fantastycznej postaci z rogiem wystającym z głowy (znalazłam fotografię takiej nieboszczki). Niestety, sieć ma to do siebie, że oprócz skarbów można w niej znaleźć śmieci. Zauważyłam, że w tym roku proceder znieważania miejsc wirtualnej pamięci przybrał na sile. Z drugiej strony następuje szybki rozwój kolejnych usług w tej dziedzinie. Na Zachodzie i w Ameryce można już zamówić pogrzeb online i w przypadku, gdy ktoś z rodziny nie może uczestniczyć w ceremonii rzeczywistej, na przykład z powodu choroby lub podróży na antypody, wpisuje odpowiednie hasło i „wchodzi” na pogrzeb wirtualnie, oglądając transmisję. Można także zadbać o własne pośmiertne pożegnanie z rodziną przez zdeponowanie u administratora e-cmentarza filmu ze swoim udziałem, nagraniem głosu, tekstem z ostatnią wolą itd. W stosownym momencie, na znak osoby wtajemniczonej, przesyłka w formie e-maila z załącznikiem zostanie rozesłana pod wskazane adresy jako „głos zza grobu”.

Można się oburzać na takie „zdziczenie obyczajów pośmiertnych” (określenie Bolesława Leśmiana), ale będzie to bezsilne oburzenie. Dla młodego pokolenia, które dojrzewało wraz z Internetem, wirtualna rzeczywistość ma swoją niekwestionowaną rację bytu. Ci młodzi żyją już w dwóch światach, w realu i w wirtualu, jakby to był jeden świat; i tu, i tam czują się normalnie, zwyczajnie. W obu tych rzeczywistościach emocje są równie prawdziwe, żal po zmarłym równie bolesny.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »