Jak odpoczywać bez wyrzutów sumienia?

Regeneracja jest tak samo ważna, jak każde inne zadanie do wykonania każdego dnia. To ma być zaplanowany i święty czas, na który umawiasz się sama ze sobą. (Fot. iStock)

Nie umiesz odpoczywać bez wyrzutów sumienia? Beztroskie próżnowanie przychodzi nam z trudem, bo kojarzymy je z lenistwem. Jesteś typowym pracusiem? Potraktuj regenerację jak zadanie do wykonania. Jak to zrobić? Pytamy trenerkę biznesu dr Joannę Heidtman.

Intensywnie pracujesz, ale też kilka razy w roku robisz sobie kilkudniowe wyjazdy, małe wakacje. Umiesz więc też odpoczywać. Przyznałaś kiedyś, że wolne chwile przeznaczasz na kontakt z bliskimi, doładowanie baterii w górach lub podróże do różnych miejsc świata. Robisz to naturalnie, czy musiałaś nauczyć się odpoczywać?
Czasami wolne chwile też przeznaczam na to, żeby coś dopracować, do czegoś się przygotować, coś skończyć… ale rzeczywiście utrzymywania tego balansu między pracą a regeneracją musiałam się nauczyć. Jak? W praktyce, od mądrych psychologów. Śmieję się jednak, że najpierw musiałam nauczyć się pracować, a to dlatego, że nigdy nie funkcjonowałam w sztywno wyznaczonych godzinach ze ściśle określonym zakresem obowiązków. Jako młoda doktorantka zajmująca się badaniami i dydaktyką musiałam się tego nauczyć, gdyż wpadłam ze swobodnego trybu studiowania w wir zajęć i obowiązków. Do tego stopnia, że szybko zaczęłam się wypalać. I wtedy właśnie trafiłam na metody pracy ze stresem i wypaleniem Wojciecha Eichelbergera i jego metaforę maratończyka. Według niej zawodowy sportowiec jest oczywiście nastawiony na sukces, wyczyn, a w konsekwencji stanięcie na podium. Żeby się tam jednak znaleźć, musi wydatkować ogrom energii. Nigdy nie dobiegnie w dobrym czasie do mety, jeśli nie będzie regenerował sił. Zasada jest bardzo prosta – im intensywniej pracujesz, im więcej chcesz zrealizować, tym szybciej musisz sobie narzucić mądrą dyscyplinę odpoczywania.

Ale jak to zrobić?
Tego z kolei nauczyli mnie moi przyjaciele himalaiści, którzy pod tym względem bywają szalenie rygorystyczni. Nam często się wydaje, że odpoczynek to strata czasu, wyraz lenistwa lub fanaberia, którą można odsunąć na moment, kiedy będziemy mieli więcej wolnego. Tymczasem dla ludzi, którzy bardzo dużo pracują, wydatkują dużo energii i mają ambitne cele – odpoczynek staje się dyscypliną, jest istotną i przemyślaną częścią „treningu”. To jest świadomy wybór, łącznie z tym, czym się odżywiamy czy ile czasu przeznaczamy na sen. To nie kwestia dowolna i banalna, którą zawsze można zepchnąć gdzieś na bok. Jest raczej kluczowa, bo złe wydatkowanie energii kończy się chorobą, utratą sił. Bez możliwości pobiegnięcia dalej. Odpoczywanie to nie sprawa osobowości czy widzimisie, a – zwłaszcza dla tych aktywnych i ambitnych – konieczność.

I powinno odbywać się w jakimś rytmie, w cyklu.
Właśnie! Cykl: wysiłek – odpoczynek. Te niewielkie przerwy są nawet ważniejsze niż najdłuższy urlop, ale odkładany za trzy lata.

Jak w tej przypowieści o ostrzeniu siekiery: przy wyrębie drzew pracowało dwóch drwali – jeden co jakiś czas robił przerwy na ostrzenie siekiery, a drugi nie. Często o tym „czasie na ostrzenie siekiery” zapominamy, uznając, że nie mamy czasu na odpoczywanie. Ale w tej przypowieści drugi drwal, który nie odpoczywał, musiał w końcu przestać rąbać, bo siekiera się stępiła. Jesteśmy jak ta siekiera?
Nieregenerowany na bieżąco organizm zaczyna korzystać z zapasów – w ten sposób skracamy sobie życie! Być może chodzi tu o dobre zrozumienie pojęć. Preferuję słowo „regeneracja” bardziej niż „odpoczynek”, bo osobom nastawionym na cel i działanie łatwiej jest się z nim utożsamić.

Tak, coś w tym jest – mniej wyrzutów sumienia (śmiech)!
Dla osób bardziej zadaniowych, nastawionych na pracę, na osiągnięcia słowo „regeneracja” może brzmieć jako coś ważnego, wartego wykonania, co trzeba uwzględnić w planie. W takim ujęciu tematu ja też mogłam potraktować wypoczynek jako umiejętność konieczną dla efektywnego działania. Musiałam się nauczyć w praktyce planować regenerację sił, bo sama wiedza na temat zbawiennego wpływu odpoczynku nie była wystarczająca. Jeśli rzeczywiście nie będziemy na bieżąco ostrzyć tej siekiery, to nie będziemy mieli narzędzia ani sił, by pracować dalej, zgodnie z ideą work-life balance. Terapeuci mawiają niekiedy, że jeśli ktoś nie ma czasu na odpoczynek, to ma czas na chorobę. Siekiera się stępi – czyli dopadnie cię zawał, wypalenie bądź depresja – i już nic nie zrobisz. To przykra konsekwencja braku czasu na bieżącą regenerację.

Niemniej nie do każdego dotrze racjonalność tych argumentów i nie poradzi sobie z wyrzutami sumienia, zwłaszcza jeśli jest przekonany, że bez jego kontroli, czyli udziału we wszystkim, świat się zawali.
W takich przypadkach przydatna jest praca coachingowa. Trzeba dotrzeć do głęboko zakorzenionych przekonań takiej osoby. Nie da się jej na siłę posadzić na kanapie, w parku na ławce czy wysłać przymusowo na plażę, bo i tak nie odpocznie. Będzie zamartwiać się tym, co ma do zrobienia, a jej organizm dalej będzie wydzielał hormony stresu. Także z powodu wewnętrznego konfliktu. W swojej praktyce miałam do czynienia z klientami, którzy uważali, że rozrywka czy odpoczynek to po prostu marnowanie czasu. Pobrzmiewa tu echo przekazów kierowanych do nas w dzieciństwie i młodości – przez rodziców lub nauczycieli. Ale też echo przekonań i przekazów kulturowych. Na południu Europy niemal wszystko jest „na jutro”, najważniejsza jest długa, czasem wielogodzinna kolacja przy wspólnym stole z rodziną, spotkanie z przyjaciółmi po pracy przy kieliszku wina, poobiednia sjesta. W kulturach północnych, w tym naszej, jest odwrotnie – wszelkie spóźnienia są karygodne, brak planu to wstyd, spacer bez załatwiania różnych spraw to „pusty przebieg”, a przerwy na odpoczynek rozumiane są jako „przestoje”. Kształtują więc nas przekonania, te wyniesione z domu i te wyniesione z kultury, która do czegoś daje nam przyzwolenie lub nie. To na tym poziomie zaburza się nasza percepcja, nasze postrzeganie odpoczywania, i tu by trzeba było zacząć, jeśli chodzi o zmianę naszego podejścia. Ale to wcale nie takie łatwe: z jednej strony pragniemy odpocząć, a z drugiej nie jesteśmy w stanie – nie z braku czasu, ale z braku wewnętrznego przyzwolenia. A nie jesteśmy świadomi naszych głębokich przekonań.

Myślę, że warunki pracy i strach przed jej utratą też nas napędzają do większego wysiłku…
Nie bez znaczenia jest też typ osobowości. Tak zwany typ zobligowany czuje się bardziej skłonny do zaspokojenia oczekiwań zewnętrznych niż własnych – umysł takich osób raczej dostraja się do tego, czego inni chcą, potrzebują i oczekują, co nie pozwala im odpocząć. Trzeba znaleźć równowagę między zobowiązaniami zewnętrznymi i wewnętrznymi, ale łatwo powiedzieć! Zobligowany na poziomie przekonań nie jest w stanie tego zrobić, bo tu ani nie chodzi o czas, ani o poziom obowiązków, tylko o to, w co wierzy, jak myśli. Z kolei ktoś o silnym rysie perfekcjonistycznym będzie miał kłopot, żeby odpuścić sobie nieustanne doskonalenie i poprawianie efektu, jaki zamierza osiągnąć. Osoby silnie zadaniowe mają podobnie – dopóki nie odhaczą zadania, to się nie uspokoją, mają więc problem z odpoczywaniem na bieżąco. Ja także cierpię z powodu takiego przekonania – że nie mogę zrobić sobie przerwy, dopóki wszystkiego nie dokończę, nie przygotuję, nie uporządkuję. Szybciej zarwę noc lub przełożę wyjazd niż zostawię coś niedokończonego. Nie jest to na dłuższą metę dobre, trzeba mieć w sobie wewnętrzną gotowość do powiedzenia: „Drogie Ważne Sprawy, zajmiecie się na dwa dni same sobą”.

I świat się nie zawali?
Im więcej chcesz zrobić, także dla innych, tym bardziej masz OBOWIĄZEK regenerować swoje siły. To też jest zadanie do wykonania – zjeść, kiedy trzeba, wyspać się, popatrzeć na zielone drzewo, las, morze, robić to, co pozwala nam się zregenerować i odpocząć. Wszyscy mamy jakieś przekonania, chodzi o to, by nam służyły, były zdrowe. Mój wspólnik, Piotr Piasecki, kiedy ma wolne choćby pół godziny, wsiada na rower i jedzie szybko przez las, przed siebie. Skuteczne? Bardzo, bo pozwala mu pozbywać się na bieżąco z organizmu hormonów stresu. Nie da się z tym czekać do trzytygodniowego urlopu, bo toksyny zatruwają organizm i można fizycznie nie wytrzymać.

Czyli długi urlop – owszem, ale wcześniej na bieżąco krótkie przerwy.
Inaczej ten upragniony urlop odchorujemy. I nie nazywałabym tego przerwą, musi to być jednak regeneracja. Czyli wysiłek fizyczny, ponieważ nie da się inaczej wypłukać z organizmu hormonu stresu. Plus przyjemne chwile (a nie np. napięcie związane ze staniem w korkach przy okazji wyjazdu na długi weekend), bo one potem stanowią miłe wspomnienia, do których odwołuje się nasz mózg. Regeneracja jest tak samo ważna, jak każde inne zadanie do wykonania każdego dnia. To ma być zaplanowany i święty czas,
na który umawiasz się sama ze sobą! Amen!