Uwaga – kobieta na motocyklu!

Materiały prasowe

Ania Jackowska, kobieta na motocyklu, samotnie przemierzająca świat, obiekt podziwu i źródło inspiracji wielu z nas. W roku 2010 została laureatką prestiżowej nagrody National Geographic Traveler 2010 w kategorii „Podróż Roku”. 11 sierpnia br. wyruszyła w kolejną podróż motocyklem marki BMW 650 GS.
– Większość osób, które wybierają motocykl, tęskni za prędkością, wolnością, która z motorem się kojarzy. A skąd u Ciebie ta pasja?

– Najpierw była podróż, ciekawość świata, ludzi… potem pojawił się motocykl i wpisał się doskonale w tę pasję podróży. Pojawił się jako fajny człowiek, towarzysz podróży. Jeżdżę wolno, ale to, że jadę wolno, spokojnie nie ogranicza poczucia wolności. Wręcz przeciwnie – czuję, że tę podróż łapię, że jestem jakoś blisko tego wszystkiego. Natomiast prędkości zawsze się bałam.

– Powiedz trochę o stroju i kobiecości na motorze. Czym różni się kobieta na motocyklu?

– Wydaje mi się, że kobieta na motocyklu nie powinna zapominać o tym, że jest kobietą. Podstawa ubiorowa nie różni się za bardzo od męskiej. Obowiązkowe są obudowane buty chroniące kostki i piszczele, spodnie z odpowiednimi protektorami na kolanach i na biodrach, no i oczywiście kurtka, która ma też protektory na łokciach, ramionach i ochraniacz kręgosłupa. I kask, bezwarunkowo! Kask jest takim dość wdzięcznym elementem dla producentów. Wiele firm produkuje kaski dedykowane specjalnie kobietom. Ozdobione są motywami roślin, kwiatów, bardziej kobiecymi wzorami.

– A włosy pod kaskiem: czy są jakieś specjalne kaski, które nie niszczą kobiecej fryzury?

– Nie ma takich modeli , żeby włosy mogły spokojnie z nich wystawać. Aczkolwiek widziałam ostatnio i jest to coraz częściej stosowane, że niektóre dziewczyny przyczepiają sobie do kasku warkocz. Do kasku można również zamontować uszy, takie zwierzęce. Niektórzy mają takie pomysły( śmiech) Natomiast rzeczywiście jest tak, że kask nie sprzyja kobiecości – po jego zdjęciu nie wygląda się nigdy tak, jak przedstawiają to reklamy czy filmowcy. Amatorka motoru po zakończeniu jazdy i zdjęciu kasku przedstawia wizerunek zupełnie niekobiecy. Dodatkowo, jazda w kominiarce potęguję niekorzystne wrażenie. Po zdjęciu kasku wcześniejsza burza loków jest zupełnie przyklapnięta i ugnieciona, dodatkowo robią się często kołtuny, co jest zmorą wszystkich fryzjerów. Gdy po miesiącu czy dwóch jazdy na motorze idę do fryzjera, to spędza on 40 minut na rozczesywaniu moich włosów!!!

Wracając jeszcze do tego stroju, strój kobiecy nie różni się za bardzo od stroju męskiego. Producenci motocyklowych strojów wychodzą naprzeciw potrzebom kobiet i spotkać się można z motorowymi ubraniami podkreślającymi talię czy też z jakimś finezyjnym wzorkiem. Jest to bardzo fajne, ponieważ coraz więcej kobiet jeździ na motocyklach, coraz więcej kobiet chce, aby motocykl kojarzony był nie z męskim światem, lecz paradoksalnie może z … kobiecością. Myślę, że kobiecości na motocyklu jest coraz więcej. Ponoć istnieje nawet producent, który wymyślił nawet buty na motor na obcasie, na takim lekkim koturnie.

– Próbowałaś?

– Tego nie próbowałam, może jeszcze będę miała okazję. W tej kwestii mam dosyć standardowe podejście i obuwie motocyklowe to dla mnie buty na płaskim obcasie.

– Czy w strojach na motor panuje jakaś moda czy trendy?

– Ja w swoim życiu codziennym jestem chyba o krok za modą i nie wiem, czy w strojach motocyklowych panuje jakaś moda. Tym bardziej, że sama jeżdżę w stroju, który jest wyprodukowany 3 lata temu, a w ogóle ten model powstał dużo, dużo wcześniej. Widzę jednak, że z każdym sezonem jest coraz więcej i kolorów, i coraz więcej modeli do wyboru. Pojawiają się: a tu nowa kieszonka , a tu jakaś zaszywka. Producenci w tej materii nie próżnują i starają się kobietom, które chcą być na bieżąco nawet w ciuchach motocyklowych, dać większe możliwości wyboru strojów, ich kroju czy koloru.

– A Twój pierwszy prawdziwy strój motocyklowy?

– Mój pierwszy strój motocyklowy… nie wiem czy można go uznać w ogóle za motocyklowy (śmiech). Jego podstawę stanowiły zwykłe jeansy. Jak kupiłam motocykl, wydałam wszystkie pieniądze, które miałam. Potem się okazało, że trzeba ten motocykl jeszcze ubezpieczyć, więc pieniądze na ubezpieczenie już pożyczyłam. No i niestety tę kwestię bardzo ważną, jaką jest strój, zostawiłam. Znaczy się, zupełnie ją zaniedbałam. I pamiętam, że właśnie w jeansach pojechałam z Warszawy do Chorwacji. To była moja pierwsza podróż motocyklowa. Miałam buty motocyklowe, takie w miarę porządne, kurtkę?… kurtki chyba też nie miałam. Kurtka, którą kupiłam na bazarze w Warszawie, na Wyścigach Konnych, za 250 złotych, to była stara skóra bez ani jednego protektora. Klasyczna skórzana kurtka, która posiadała tylko imitacje protektorów. Jeśli chodzi o walory bezpieczeństwa –nie miała żadnych. Jechałam w kasku, który był za duży, bo nie miałam już pieniędzy na dobry kask. Ktoś się nade mną zlitował i sprezentował mi taki, który niestety okazał się zbyt obszerny. To był mój taki pierwszy strój – nie motocyklowy, ale na motocykl. Kurtkę mam do tej pory, jeansy też… Natomiast chciałam jeszcze coś powiedzieć à propos tego kasku, ponieważ bardzo ważny jest odpowiedni strój. Wiele osób popełnia taki błąd, jaki ja popełniłam, że całe pieniądze wydają na motocykl i zapominają o tym, jak ważne – a może wręcz najważniejsze! – są kwestie ubioru. Ja przez to, że kask, który miałam, był za duży i kurtka, w której jeździłam, nie chroniła mnie żadnym protektorami, naraziłam się dosyć poważne i nieprzyjemne uszkodzenia ciała. Kask nie utrzymał i nie zabezpieczył szczęki. Górna część ciała również ucierpiała, bo kurtka nie posiadała odpowiednich zabezpieczeń. Bardzo ważne jest to, żeby pamiętać i dbać o to, by strój nie tylko był ładny i kobiecy, ale również dobrze i solidnie wykonany. Żeby protektory nie stanowiły tylko bajeru i dodatku wizualnego. Pamiętać też trzeba o tym, że w którymś momencie ciało będzie wymagało profesjonalnej ochrony i jakikolwiek bajer nie będzie skuteczny, nic nam nie pomoże.