1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. REKLAMA

Małgorzata Gołota: „Jak pomagać dzieciom i młodzieży z depresją? Musimy odrobić lekcje z empatii”

Małgorzata Gołota (Fot. Mateusz Skwarczek/Agencja Wyborcza.pl/materiały partnera)
Małgorzata Gołota (Fot. Mateusz Skwarczek/Agencja Wyborcza.pl/materiały partnera)
„Wielu moich rozmówców – pedagogów, psychologów, a także psychiatrów – podkreśla, że nawet 90 proc. młodych ludzi cierpiących z powodu kryzysu psychicznego, depresji, stanów lękowych czy fobii, mogłoby obejść się bez kontaktu z psychiatrą, gdyby odpowiednio wcześnie otrzymali wsparcie psychologiczno-pedagogiczne” – mówi Małgorzata Gołota, dziennikarka prasowa i radiowa, autorka książki „Żyletkę zawsze noszę przy sobie”.

Przemysław Poznański: Psychiatra Przemysław Zakowicz mówi w pani książce: „Dziecko z depresją ma większą szansę na to, że choroba nigdy więcej nie wróci, jeśli otrzyma w walce z nią odpowiednio wczesne wsparcie”. Jak jednak rozpoznać objawy depresji, by móc w miarę szybko zareagować? I jak powinien wyglądać pierwszy krok w niesieniu pomocy?
Myślę, że warto zacząć od podkreślenia bardzo ważnej rzeczy – depresja to choroba powodowana przez dwie grupy czynników. Chodzi o geny i środowisko życia. Mało kto ma świadomość tego, do wystąpienia jakich chorób ma predyspozycje genetyczne. Natomiast o szkodliwych dla zdrowia psychicznego czynnikach środowiskowych, mówi się ostatnio wiele. To przede wszystkim doświadczenie przemocy, przewlekły stres, samotność, zerwane więzi społeczne. Jeśli dostrzegamy takie zjawiska w życiu młodego człowieka, powinniśmy stać się bardzo czujni i wspierający.

Tym co naprawdę może niepokoić jest natomiast duża zmiana w zachowaniu dziecka. Jeśli znacząco pogarszają się lub poprawiają się jego oceny, jeśli unika rówieśników, choć przez całe lata było duszą towarzystwa, jeśli ma trudności z wykonywaniem codziennych zadań – wstawaniem z łóżka, chodzeniem do szkoły, nauką, obowiązkami domowymi, to nie ma już co zwlekać z wizytą u psychologa.

Który z tych czynników jest najistotniejszy? Rodzina, jak utrzymuje dr. n. med. Maciej Klimarczyk?
To doskonale tłumaczy wspomniany już na początku Przemek Zakowicz na początku książki. Każdy z nas jest inny, są ludzie, którzy mają tak duże obciążenie genetyczne, że nawet funkcjonując w fajnej, wspierającej rodzinie, mogą na depresję zachorować. Inni nie zachorują wcale, mimo że ich życie obfituje w trudne chwile i żadnego wsparcia w rodzinie nie mają. Natomiast samotność, brak poczucia przynależności i bezpieczeństwa, brak poczucia bycia ważnym i rozumianym z pewnością nie jest czymś, co sprzyja zdrowiu psychicznemu i dobremu samopoczuciu w ogóle. W wielu przypadkach może to kluczowe być dla wystąpienia epizodu depresji lub jego nie wystąpienia.

Pani rozmówcy wskazują na trwający od dawna kryzys w psychiatrii dzieci i młodzieży, w tym niedobór specjalistów. To nie napawa optymizmem.
Często się o tym mówi, to duży i ważny problem, ale nie o nim powinniśmy w pierwszej kolejności rozmawiać. Szpital psychiatryczny i leczenie psychiatryczne w ogóle, to ostateczność. Tymczasem wielu moich rozmówców – pedagogów, psychologów, a także psychiatrów – podkreśla, że nawet 90 proc. młodych ludzi cierpiących z powodu kryzysu psychicznego, depresji, stanów lękowych czy fobii, mogłoby obejść się bez kontaktu z psychiatrą, gdyby wsparcie psychologiczno-pedagogiczne otrzymali odpowiednio wcześnie. To, na czym powinno nam zależeć i o co powinniśmy walczyć, jako społeczeństwo, to edukowanie rodziców, nauczycieli, a także samej młodzieży. Każdy z nas powinien odrobić lekcje z empatii, akceptacji, zrozumienia dla drugiego człowieka, często bardzo innego niż my sami. Czasem zwykła rozmowa jest potężną pomocą. O tym mówią moi bohaterowie.

Pani książka to nie tylko zapis rozmów ze specjalistami. Udało się pani dotrzeć też do młodych osób, które chorują na depresję. Ich świadectwo jest wstrząsające.
Tym bardziej, że wielu z nich powtarza tę samą, choć przeżywaną w różnych okolicznościach historię. To młodzi ludzie, którzy przez wiele lat nie mieli przy sobie nikogo, kto chciałby z nimi rozmawiać, słuchać i akceptować. Dorośli byli nieobecni, zajęci swoimi sprawami, nie widzieli przemocy, samotności, emocjonalnych trudności, które przeżywali ci młodzi ludzie. To częsty schemat, o którym też jeden z psychiatrów w „Żyletkę zawsze noszę przy sobie” mówi: (…) społeczeństwo nie dostrzega problemów dzieci. I właśnie to społeczeństwo reprezentują bardzo często rodzice dzieci chorych na depresję. A dziecku przecież nie chodzi o to, żeby miało jak najlepiej umeblowany pokój czy najświetniejsze ubrania. Dziecku chodzi przede wszystkim o to, żeby rodzic przy nim był, rozumiał jego problemy, nadawał na tych samych falach. Chodzi o zwykłą obecność, która w dzisiejszych czasach jest coraz bardziej zaniedbywana, bo – jako rodzice – ciągle jesteśmy czymś zajęci.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Współpraca reklamowa

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze