1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Humor w życiu. Jak uruchomić pozytywne emocje?

Humor w życiu. Jak uruchomić pozytywne emocje?

Nie tylko ludzie mają poczucie humoru. Zwierzęta też potrafią się śmiać, chociaż nie zawsze umiemy to odczytać. (fot. iStock)
Nie tylko ludzie mają poczucie humoru. Zwierzęta też potrafią się śmiać, chociaż nie zawsze umiemy to odczytać. (fot. iStock)
Humor, czyli właściwie poczucie humoru - okazuje się, że bardzo je sobie cenimy! Poczucie humoru wymieniane jest bardzo wysoko w rankingach cech, których poszukujemy u partnera. Dlaczego? Kojarzymy humor z inteligencją, dystansem, wyczuciem proporcji. Zapewne słusznie. Johan Wolfgang Goethe twierdził, że „Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne."

Humor nie ma jednoznacznej definicji, bo bez względu na to, jak bardzo w życiu codziennym wydaje się zwyczajny i pospolity, jako pojęcie teoretyczne jest o wiele bardziej skomplikowany i nieokreślony. I choć nie powstrzymało to badaczy różnych dyscyplin, takich jak psychologia, socjologia, lingwistyka, przed badaniem istoty humoru - to problem polegał na tym, że niektórzy badacze zwątpili, czy sformułowanie uniwersalnej definicji humoru jest w ogóle możliwe.

Warto przy tym wspomnieć, że śmiech może być skutecznym narzędziem wzmacniania siebie - wtedy mamy do czynienia z humorem afiliacyjnym, któremu towarzyszy mniejsze nasilenie objawów stresu, niższy poziom lęku i depresji. Jednak istnieje także odmiana humoru agresywnego, nastawionego na autodeprecjację, a wówczas towarzyszy mu wyższy poziom stresu, lęku i depresji oraz niższa samoocena.

Według Leszka Kołakowskiego: „Czym innym jest zdolność do śmiechu, czym innym poczucie humoru. Zdolność do śmiechu jest powszechną i wyróżniającą cechą człowieka [...]. Poczucie humoru natomiast jest rzadkie, zakłada bowiem umiejętność osiągnięcia przez człowieka dystansu względem samego siebie, dystansu ironicznego."

Wygląda więc na to, że autentyczne poczucie humoru to prawdziwy diament wśród zwykłych szkiełek.

Poczucie humoru - co zrobić kiedy go brakuje?

Iwona –  37 letnia szefowa działu w dużej firmie, przyszła do mnie z takiego właśnie powodu. „Mój mąż czasem narzeka, że brak mi poczucia humoru, że nie potrafię się głośno i spontanicznie śmiać. Fakt, są sytuacje, które on uważa za zabawne, a ja nie widzę w nich nic śmiesznego. Jednak zaczęłam zauważać, że faktycznie jestem przez to postrzegana jako mniej sympatyczna. Ostatnio nawet w czasie spotkania ze znajomymi złowiłam strzępek zdania ‚nie mówiłam tego przy Iwonie, bo ona wszystko bierze na serio…' – poczułam się wtedy jak ktoś gorszy, mniej inteligentny. Czy poczucia humoru można się jakoś nauczyć?”

Na świecie prowadzone są kursy rozwijania poczucia humoru, terapie śmiechem.

Oto kilka sposobów, jakie są wykorzystywane w takich zajęciach:

  • przynajmniej raz dziennie znajdź powód do śmiechu i wykorzystaj te okazję, by się zdrowo pośmiać
  • oglądaj częściej zabawne filmy i nagrania - zapisz, co najbardziej Cię śmieszy, np. zabawne zachowania zwierząt, ludzka głupotka, pomyłki i przejęzyczenia, wpadki i gafy itp.;
  • kolekcjonuj to, co Cię śmieszy: filmiki, zdjęcia, obrazki, nagrania dźwiękowe;
  • rozmawiaj z osobami, które mają zaraźliwe poczucie humoru;
  • uruchom wyobraźnię - wymyślaj nowe pomysły na pobudzanie się do śmiechu.

Joanna Godecka: life coach, coach oddechu, terapeutka TSR

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak rozmawiać z furiatami? – Sposoby na irracjonalne zachowania

W kontakcie z kimś irracjonalnym twój organizm wysyła ci sygnały informujące o zagrożeniu. Czasem samo wspomnienie takiej osoby powoduje reakcję fizjologiczną. 
Dlaczego tak się dzieje? Twój mózg gadzi daje ci wybór między walką i ucieczką. (fot. iStock)
W kontakcie z kimś irracjonalnym twój organizm wysyła ci sygnały informujące o zagrożeniu. Czasem samo wspomnienie takiej osoby powoduje reakcję fizjologiczną. Dlaczego tak się dzieje? Twój mózg gadzi daje ci wybór między walką i ucieczką. (fot. iStock)
- Aby dotrzeć do irracjonalnych ludzi, trzeba wiedzieć, dlaczego tacy są. Trzeba też wiedzieć, dlaczego polemizowanie czy argumentowanie nie zdaje egzaminu, za to dobrze sprawdzi się wczucie w ich rozchwiane emocje – przekonuje Mark Goulston, autor książki „Jak rozmawiać z furiatami”.

Przepracowałem dziesięciolecia jako psychiatra i wiem, jak wygląda „wariactwo” – a widziałem parę naprawdę poważnych przypadków. Jak poważnych? Jeden z moich pacjentów był stalkerem Britney Spears. Inny wyskoczył z balkonu na piątym piętrze, bo był przekonany, że potrafi latać. Jeszcze inny zadzwonił do mnie z więzienia na Dominikanie z informacją, że pojechał tam, by wzniecić rewolucję.

Pracowałem też z ważącymi czterdzieści kilogramów anorektykami, rozchwianymi emocjonalnie ludźmi uzależnionymi od heroiny i owładniętymi halucynacjami pacjentami ze schizofrenią. Uczyłem negocjatorów specjalizujących się w porwaniach, jak nakłonić do poddania się przestępców, którzy chcą kogoś skrzywdzić. Obecnie z kolei pokazuję prezesom i menedżerom wielkich firm, jak uporać się z pozbawionymi zahamowań osobami, które zagrażają wynikom przedsiębiorstw.

Jednym słowem, znamy się z wariactwem naprawdę dobrze. Jakiś czas temu jednak doznałem olśnienia – ja oczekuję wariactwa na co dzień, bo to moja praca. Zdałem sobie jednak sprawę, jak często ty musisz stawiać czoło furiatom – przy czym nie są to stalkerzy Britney Spears czy osoby ze skłonnościami samobójczymi, tylko ludzie, którzy przejawiają coś, co nazywam „wariactwem codziennym”.

Ten moment olśnienia przydarzył się, kiedy udałem się na spotkanie dla zarządców mas spadkowych, którzy potrzebowali porady, jak pomóc rodzinom pogrążonym w kryzysie. Obawiałem się, że będzie nudno, ale ku własnemu zaskoczeniu byłem zafascynowany. Odkryłem, że – tak jak ja – ci ludzie musieli rozmawiać z furiatami każdego dnia. Niemal każdy problem, który poruszali, dotyczył klientów zachowujących się kompletnie irracjonalnie.

Ci prawnicy nie mieli żadnych kłopotów ze sporządzaniem testamentów czy tworzeniem funduszy powierniczych. Nie wiedzieli jednak, co zrobić, kiedy ich klienci zaczynają „świrować”, a bardzo potrzebowali się tego dowiedzieć.

To właśnie wtedy dotarło do mnie, że każdy – w tym ty – styka się z tym samym problemem. Założę się, że niemal każdego dnia musisz sobie poradzić z przynajmniej jedną irracjonalną osobą. Szef, który oczekuje niemożliwego? Roszczeniowy rodzic? Wrogo nastawiony nastolatek? Manipulujący współpracownik? Sąsiad, który zawsze szuka dziury w całym? A może rozchwiany emocjonalnie partner albo irracjonalny klient?

Czas na wyjaśnienie słowa „wariat”

Wiem, że brzmi ono pejoratywnie i jest zupełnie niepoprawne politycznie. Kiedy go jednak używam, nie mam na myśli osób cierpiących na choroby psychiczne. Nie używam go też do napiętnowania żadnej grupy ludzi. Po prostu każdy z nas czasami zachowuje się jak „wariat”. Tego słowa używam do opisania zachowania irracjonalnego.

Ludzie, z którymi się stykasz, potrafią zachowywać się irracjonalnie na cztery różne sposoby:

  • Mają zaburzone postrzeganie świata.
  • Myślą lub mówią rzeczy, które nie mają sensu.
  • Podejmują decyzje i działania, które nie leżą w ich najlepszym interesie.
  • Kiedy starasz się sprowadzić ich z powrotem na drogę rozsądku, stają się po prostu nie do wytrzymania.
W mojej książce dzielę się najlepszymi sposobami na dotarcie do osób, których irracjonalne zachowanie przejawia się w powyższych formach. Korzystałem z tych technik we wszelkich sytuacjach – od wyjaśniania biurowych wojen podjazdowych po ratowanie małżeństw. Możesz równie skutecznie wykorzystać je do radzenia sobie z irracjonalnymi ludźmi we własnym otoczeniu.

Przede wszystkim wczuj się w emocje

Wykorzystanie narzędzi, które prezentuję w tej książce, wymaga nieco odwagi. Nie uda ci się uporać z huśtawką emocji, jeżeli będziesz je ignorować albo polemizować z nimi lub się kłócić. Spróbuj się w nie po prostu wczuć. Lata temu usłyszałem radę, co zrobić, kiedy pies ugryzie cię w rękę – jeżeli poddasz się instynktowi i spróbujesz wyszarpnąć mu dłoń z pyska, zaciśnie tylko mocniej zęby. Jeżeli jednak na przekór odruchowi wepchniesz dłoń głębiej, pies zwolni uchwyt. Dlaczego? Bo kolejnym krokiem dla niego jest przełknięcie smacznego kęsa, a w tym celu musi rozluźnić nacisk szczęk. To właśnie moment, kiedy możesz wyciągnąć dłoń.

Tę samą zasadę stosuje się w rozmowie z irracjonalnymi osobami. Jeżeli zachowujesz się tak, jakby postradali zmysły, a ty nie, po prostu pogrążą się głębiej we własną rzeczywistość. Jeżeli jednak wczujesz się w ich irracjonalność, to radykalnie zmienisz dynamikę całej sytuacji. Oto przykład.

Po koszmarnym dniu, jednym z najbardziej frustrujących w życiu, wracałem samochodem do domu w zasadzie na autopilocie, rozmyślając o swoich problemach. W Kalifornii jest to niestety bardzo niebezpieczne.

Wjeżdżałem właśnie do Doliny San Fernando, jadąc na południe Sepulveda Boulevard, kiedy niechcący wymusiłem pierwszeństwo na półciężarówce, w której jechał ogromny facet z żoną. Zatrąbił na mnie, a ja podniosłem rękę na przeprosiny. A potem, niecały kilometr później, jak ten idiota znowu wjechałem mu przed maskę.

Gość wyprzedził mnie, zajechał mi drogę i się zatrzymał, więc ja też musiałem stanąć. Widziałem, jak jego żona gestykuluje nerwowo i próbuje go nakłonić, żeby odpuścił.

Nie posłuchał jej jednak i wysiadł z samochodu – miał prawie dwa metry wzrostu i ważył ze sto pięćdziesiąt kilogramów. Podszedł do mojego wozu i walnął w szybę od strony kierowcy, przeklinając, ile sił w płucach.

Byłem tak oszołomiony, że otworzyłem okno, a potem po prostu poczekałem, aż zrobi przerwę na dalsze inwektywy.

– Czy kiedykolwiek miał pan tak upiorny dzień, że po prostu liczył pan na spotkanie kogoś, kto wyciągnie spluwę, strzeli do pana i zakończy te męczarnie? Czy to pan jest tą osobą? – zapytałem, kiedy brał wdech. Opadła mu szczęka. – Co? – wydukał.

Do tego momentu zachowywałem się jak idiota, ale tutaj zrobiłem coś genialnego. Nie wiem, jak, ale w oszołomieniu powiedziałem właśnie to, co należało powiedzieć.

Nie próbowałem się kłócić z tym olbrzymem – prawdopodobnie na próby argumentacji wyciągnąłby mnie z samochodu i mi przyłożył. Nie odpowiedziałem też agresją. Zamiast tego wczułem się w jego emocje.

Gapił się na mnie, więc kontynuowałem. – Zwykle nie wjeżdżam ludziom przed maskę, a już na pewno nigdy nie robię tego dwa razy z rzędu. To po prostu taki dzień, że nieważne, co zrobię albo kogo spotkam – w tym pana! – wszystko idzie nie tak. Czy będzie pan tak miły i mnie zastrzeli?

Zmienił się w oczach – w ułamku sekundy uspokoił się i zaczął dodawać mi otuchy.

– Hej, chłopie, będzie dobrze. Serio! – wyrzucił z siebie. – Spokojnie, będzie dobrze. Każdy ma czasem taki dzień.

– Łatwo panu powiedzieć! – perorowałem dalej. – To nie pan spieprzył dziś wszystko, a ja tak. Nie będzie dobrze, nie sądzę. Ja już chcę, żeby to się skończyło! Pomoże mi pan?

– Nie, naprawdę, będzie dobrze, po prostu spróbuj się uspokoić – wspierał mnie z zaangażowaniem.

Pogadaliśmy jeszcze parę minut, a potem wsiadł do półciężarówki, powiedział coś do żony i pomachał do mnie w lusterku wstecznym, jakby mówił: „Pamiętaj, rozluźnij się. Będzie dobrze”.

A potem odjechał.

Przyznam, że nie jestem z siebie dumny. Ten facet w półciężarówce na pewno nie był tego dnia jedynym wariatem na drodze.

Ale o to właśnie chodzi. Mógł mnie sprać na kwaśne jabłko i pewnie by to zrobił, gdybym próbował się z nim kłócić albo zaczął cokolwiek wyjaśniać. Ja jednak spotkałem się z nim w jego rzeczywistości, w której to ja byłem tym złym, a on miał pełne prawo zrobić mi krzywdę. Dzięki instynktownemu wykorzystaniu techniki, którą nazywam asertywnym poddaniem się, w niecałą minutę przestałem być agresorem i stałem się sojusznikiem.

Na szczęście ta reakcja była dla mnie instynktowna, nawet w zły dzień – to dlatego, że od lat jako psychiatra musiałem wczuwać się w emocje innych. Robiłem to tysiące razy, na różne sposoby, i wiem, że ta metoda się sprawdza.

Wiem też, że sprawdzi się w twoim przypadku. Wczucie się w emocje jest strategią, którą możesz wykorzystać wobec każdej irracjonalnej osoby. Możesz na przykład skorzystać z niej w rozmowie z:

  • partnerem, który na ciebie wrzeszczy – albo nie chce z tobą rozmawiać;
  • dzieckiem, które mówi: „Nienawidzę cię” albo „Nienawidzę siebie”;
  • starzejącym się rodzicem, który mówi: „Nie kochasz mnie już”;
  • pracownikiem, który bezustannie przeżywa załamania w pracy;
  • despotycznym zwierzchnikiem.
Nieważne, z jakim rodzajem „wariactwa codziennego” masz do czynienia – wczucie się w nie pozwoli ci się wyrwać z błędnego koła strategii komunikacyjnych, które nie działają, i dotrzeć do ludzi, z którymi musisz się porozumieć. W efekcie poradzisz sobie z niemal każdą wypełnioną emocjami sytuacją.

Zastąp reakcję „walka albo ucieczka” kołem racjonalności

Przede wszystkim musisz zrozumieć, że wczucie się w cudze wariactwo nie jest reakcją instynktowną. Twoje ciało nie chce tego robić.

W kontakcie z kimś irracjonalnym twój organizm wysyła ci sygnały informujące o zagrożeniu. Zwróć na to uwagę – czujesz ucisk w gardle, tętno ci przyspiesza, w brzuchu coś się kotłuje albo zaczyna cię boleć głowa. Czasem samo wspomnienie takiej osoby powoduje reakcję fizjologiczną.

Dlaczego tak się dzieje? Twój mózg gadzi daje ci wybór między walką i ucieczką. Jeżeli jednak irracjonalna osoba jest stałym elementem twojego życia osobistego lub zawodowego, żadna z tych reakcji nie rozwiązuje problemu.

Zamiast tego lepiej  podejść do wariactwa od zupełnie innej strony z wykorzystaniem sześcioetapowego procesu, który nazywam kołem racjonalności.

Oto, co trzeba zrobić na poszczególnych etapach:

  1. Przyjmij do wiadomości, że osoba, z którą masz styczność, nie jest w stanie myśleć racjonalnie w bieżącej sytuacji. Dodatkowo zrozum, że jej szaleństwo jest głęboko zakorzenione w odległej lub niedawnej przeszłości, a nie w chwili obecnej, więc nie jest to coś, z czym możesz polemizować albo się kłócić.
  2. Ustal schemat działania rozmówcy – konkretny sposób, w jaki przejawia się jego szaleństwo. To strategia, którą wykorzystuje, aby wyprowadzić cię z równowagi – wpędzając cię w złość, poczcie winy, wstyd, strach, frustrację czy albo twoje własne szaleństwo. Kiedy już przejrzysz ten schemat, poczujesz większy spokój, koncentrację i kontrolę nad waszą rozmową – a także będziesz w stanie dobrać odpowiednią kontrstrategię.
  3. Zrozum, że to nie ty jesteś przyczyną tej huśtawki emocjonalnej, tylko osoba, z którą rozmawiasz. Nie bierz jej słów osobiście – w tym celu przed rozmową zidentyfikuj i zneutralizuj własne punkty zapalne. Podczas rozmowy będziesz korzystać ze skutecznych narzędzi mentalnych, aby nie dać się sprowokować. Dzięki temu unikniesz przejęcia kontroli przez ciało migdałowate (to termin zaproponowany przez psychologa Daniela Golemana) – dochodzi do niego, gdy ciało migdałowate (część mózgu odpowiedzialna za poczucie zagrożenia) blokuje racjonalne myślenie.
  4. Rozmawiaj z osobą irracjonalną, wczuwając się w jej emocje poprzez wejście w jej świat ze spokojem i jasno określonym zamiarem. Na początku załóż jej niewinność – musisz wierzyć, że to tak naprawdę dobry człowiek, a jego zachowanie ma uzasadnioną przyczynę. Nie osądzaj – zamiast tego zainteresuj się, co leży u podstaw takiego zachowania. Następnie wyobraź sobie, że sam odczuwasz to, co twój rozmówca – czujesz się atakowany, niezrozumiany i zepchnięty do defensywy.
  5. Pokaż rozmówcy, że jesteś sojusznikiem, a nie zagrożeniem. Wysłuchaj jego wybuchu spokojnie i z empatią. Zamiast próbować go opanować, zachęcaj go, by dał upust emocjom. Zamiast odpowiadać atakiem, dostosuj się do niego, a wręcz go przeproś. Jeżeli go życzliwie wysłuchasz i będziesz empatycznie naśladować jego zachowanie, on zacznie słuchać i naśladować ciebie.
  6. Kiedy już twój rozmówca się uspokoi, spróbuj sprowadzić go na drogę bardziej racjonalnego myślenia.

  1. Psychologia

Kłótnie, manipulacje, brak wsparcia - jak dzieci przechodzą przez rozstanie rodziców. Raport z badania

Fot. materiały prasowe kampanii „Rozchodzi się o dzieci”.
Fot. materiały prasowe kampanii „Rozchodzi się o dzieci”.
Co trzecie rozstanie przebiega w nerwowej atmosferze. Z tego powodu cierpią zwłaszcza dzieci – prawie co drugie jest świadkiem kłótni rodziców, a co piąte w nich uczestniczy. Raport z badania pt. „Dziecko w czasie rozstania rodziców” rzuca światło na proces rozpadu polskich rodzin oraz wskazuje jego psychologiczne i społeczne konsekwencje, ze szczególnym uwzględnieniem perspektywy dziecka. Raport jest elementem kampanii społecznej „Rozchodzi się o dzieci”.

Liczba rozwodów w Polsce od wielu lat rośnie. W samym 2019 roku rozwiodło się ponad 65 tys. małżeństw – to o 2 tys. więcej niż w roku poprzednim. Zgodnie ze statystykami (GUS) ponad połowa rozwodzących się par posiada dzieci. W konsekwencji coraz więcej osób narażonych jest na ogromny stres, poczucie bezradności, zagubienie czy wstyd.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Stowarzyszenia OPTA, ponad 40% ankietowanych rodziców miało poczucie, że ich dzieci ucierpiały w trakcie rozstania. Prawie co piąte dziecko w tym czasie mogło czuć się niekochane lub stracić poczucie bezpieczeństwa. Prawie co drugie było świadkiem kłótni, a co piąte w nich uczestniczyło. Również co piąte dziecko doświadczyło manipulacji ze strony któregoś z rodziców.

Rozstanie rodziców - skutki u dzieci

U jednej trzeciej wszystkich dzieci (37%) rodzice nie zaobserwowali żadnego ze skutków rozstania, co, zdaniem ekspertów, wcale nie jest pozytywnym zjawiskiem.

Tam, gdzie pojawiły się zauważalne konsekwencje rozwodu najczęściej wymieniano: obniżone samopoczucie, zamknięcie się w sobie, pogorszenie relacji z rodzicem czy zwiększoną płaczliwość (zdecydowanie częściej w przedziale wiekowym 0-9 lat). Wśród dzieci w przedziale wiekowym 10-18 lat dochodziło do problemów z nauką oraz niechęci do chodzenia do szkoły. Część rodziców wymieniała też ataki złości i agresji u dziecka i pogorszenie relacji z rówieśnikami.

Jak podkreśla Dorota Sakławska, mediatorka Stowarzyszenia OPTA oraz koordynatorka kampanii społecznej „Rozchodzi się o dzieci”: Tak liczne deklaracje wskazujące na niewiedzę rodziców odnośnie stanu ich dzieci są niepokojące. Partnerzy w trakcie rozstania, ze względu na dużą ilość stresu, mogą być nadmiernie skupieni na sobie i swoich problemach, a przez to nie dostrzegać rzeczywistego stanu i potrzeb dziecka. Oznaki zagubienia w domu mogą być maskowane, a nadmiernie ujawniać się w szkole czy w kontaktach rówieśniczych. Musimy również pamiętać, że każde dziecko przez rozstanie rodziców przechodzi inaczej. W tym okresie szczególnie ważne mogą okazać się konsultacje ze szkolnymi pedagogami czy specjalnymi placówkami, które pomogą w pełni rozpoznać stan dziecka oraz podjąć odpowiednie działania.

Kobiety rozwód znoszą trudniej  

Co trzecia rozstająca się para (37%) przyznała, że rozstanie odbyło się w nerwowej atmosferze, w tym co szósta (16%) przyznała ocenę skrajnie negatywną. Pesymistyczne nastroje zdecydowanie częściej towarzyszą kobietom. Jako nerwową, atmosferę wokół rozstania określiło 43% pań. Takiego zdania był co czwarty mężczyzna. Co czwarta osoba (26%) z perspektywy czasu wyznała, że rozwód mógł przebiec w przyjaźniejszej atmosferze.

Kobiety gorzej znoszą atmosferę rozstania, jednak warto zwrócić uwagę, że to właśnie one zdecydowanie częściej sprawują opiekę nad dziećmi - wśród badanych opiekę nad dzieckiem decyzją sądu otrzymało 59% kobiet i jedynie 7% mężczyzn - co bez wątpienia może wpływać na ich ocenę tej sytuacji. Rozpad rodziny jest wyjątkowo trudnym momentem. Na osobie, która w tym czasie dodatkowo opiekuje się dzieckiem, spoczywa ogromna odpowiedzialność. Ma ona obowiązek zadbać o potrzeby dziecka, ale sama także musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Również w przypadku rodziców kluczowe jest wsparcie rodziny, przyjaciół lub specjalisty. Znalazło to też potwierdzenie w naszych badaniach - im więcej osób wspierało respondentów, tym częściej mówili oni, że atmosfera rozstania przebiegła spokojniej - tłumaczy Sakławska.

Czy rodziny otrzymują pomoc w czasie rozstania?

Aż 40% rodziców przyznało, że w czasie rozstania brakowało im wsparcia innych osób. Jeżeli mogli liczyć na pomoc, najczęściej przejawiała się ona ze strony dziadków (57%). W dalszej kolejności pojawili się inni członkowie rodziny (41%) oraz znajomi (31%). Co szósta osoba nie otrzymała od bliskich żadnej pomocy w tym trudnym okresie. W trakcie rozstania niektórzy decydują się na korzystanie z pomocy specjalistów. Rodzice najczęściej decydują się na wsparcie psychologa (31% przypadków) oraz psychoterapeuty (24%). Z kolei w przypadku pomocy udzielanej dzieciom najczęściej wybieranym specjalistą jest pedagog (30% wskazań).

Katarzyna Przyborowska, prezeska Stowarzyszenia OPTA oraz pomysłodawczyni kampanii, tłumaczy: Wieloletnie doświadczenia naszych specjalistów pokazują, że rozstanie jest jednym z najtrudniejszych kryzysów dotykających rodzinę. Zwykle to dzieci, ze względu na brak odpowiednich zasobów osobistych, najdotkliwiej odczuwają konsekwencje tej decyzji. Jako Stowarzyszenie OPTA prowadzimy kampanię społeczną „Rozchodzi się o dzieci”, której celem jest pokazanie różnych aspektów kryzysu rozpadu rodziny, ze szczególnym uwzględnieniem perspektywy dziecka. Chcemy zwiększyć świadomość i wrażliwość społeczną, ponieważ praktyka naszych specjalistów wskazuje na dużą potrzebę edukacji dotyczącej zagrożeń okołorozwodowych. Nie oceniamy decyzji o rozstaniu, lecz w tym trudnym czasie zachęcamy do szczególnej troski o dziecko.

Badanie „Dziecko w czasie rozstania rodziców” zostało zrealizowane jako element kampanii „Rozchodzi się o dzieci”, organizowanej z inicjatywy Stowarzyszenia OPTA. Pełny raport, a także liczne wskazówki i materiały edukacyjne związane z kryzysem wokół rozstania, dostępne są na stronie:www.rozchodzisieodzieci.pl.

Badanie zostało przeprowadzone przez agencję badawczą SW Research, na próbie 204 osób, które w ostatnich 10 latach doświadczyły sytuacji rozwodu lub rozstania oraz posiadały dzieci do 18 r. ż. W ten sposób została opisana sytuacja 309 dzieci.

Stowarzyszenie OPTA od 25 lat działa na rzecz osób znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej, zwłaszcza rodzin doświadczających kryzysów, m.in. wynikających z przemocy domowej i uzależnienia. Oferuje bezpłatne wsparcie psychologiczne i terapeutyczne dla rodziców i dzieci, a także pomoc prawną, mediacje czy specjalne programy edukacyjne.

  1. Moda i uroda

Zakochanie wypisane na twarzy. Jak pozytywne emocje wpływają na naszą skórę?

Skóra odzwierciedla nie tylko cierpienie i stres. Uwidoczniają się na niej również pozytywne emocje. (Fot. Getty Images)
Skóra odzwierciedla nie tylko cierpienie i stres. Uwidoczniają się na niej również pozytywne emocje. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zakochania i towarzyszących mu motyli w brzuchu doświadczamy przeważnie świadomie, ale… czy zwracaliście kiedyś uwagę, jak odczuwa ten stan wasza skóra? „Skóra odzwierciedla nie tylko cierpienie i stres. Uwidoczniają się na niej również pozytywne emocje” – pisze w swojej książce „Skóra. Fascynująca historia” niemiecka dermatolożka Yael Adler.

„Miłość różowi nam policzki i wprawia w ruch hormony – u mężczyzn testosteron, u kobiet estrogen. U panów efektem zakochania wraz z jego seksualnymi aspektami jest gęstszy zarost na twarzy, owłosienie ciała, a także wysokie czoło i naturalna tonsura. U pań – jędrne ciało, piękna skóra i błyszczące włosy. Stan zakochania opóźnia pojawienie się zmarszczek. Szczęśliwi mają też niższy poziom hormonów stresu, a ich skóra wygląda zdrowo. Oksytocyna wydzielana podczas pieszczot wprawia partnerów w doskonały nastrój. Ludzie, którym się dobrze wiedzie w miłości, promienieją szczęściem i doskonale to po nich widać. W każdym wieku.” Brzmi przekonująco! Zacytowany fragment pochodzi z rozdziału „Zakochanie i szczęście” (Yael Adler, „Skóra. Fascynująca historia”, Wydawnictwo Feeria). W nawiązaniu do tego, o czym pisze Adler zadaliśmy kilka pytań polskiemu ekspertowi w dziedzinie dermatologii, dr Bartoszowi Pawlikowskiemu.

Czy po skórze jest Pan w stanie poznać ludzi szczęśliwych?
Osoba będąca w równowadze emocjonalnej, szczęśliwa ma zawsze ładniejszą cerę. Wynika to z ogólnego dobrego samopoczucia psychicznego oraz równowagi hormonalnej oraz neuroendokrynnej. Mechanizm takiego stanu jest bardzo złożony. Z kolei cera osób w stresie jest zwykle poszarzała, obsypana pryszczami, łojotokowa. Przedłużający się stres może nawet doprowadzić do powstania przewlekłego trądziku i to niezależnie od wieku.

Jak na skórę działa oksytocyna?
Oksytocyna nie ma bezpośredniego wpływu na skórę, chociaż pomaga np. w leczeniu trudno gojących się ran. Wpływa natomiast na zachowanie oraz wrażliwość emocjonalną. Nie bez powodu, największe jej stężenie obserwujemy w organizmie kobiety w czasie porodu, kiedy stymuluje macicę do skurczów oraz pomaga jej przejść przez ten trudny proces. Hormon wzmacnia też więź emocjonalną z dzieckiem, a w kontekście udanego życia seksualnego, także z partnerem (to dlatego kobiety w wyniku udanego pożycia łatwiej i szybciej się angażują). Ciekawostką jest wpływ oksytocyny na proces regeneracji oraz obniżenia poziomu stresu, a więc również kortyzolu. Oksytocyna pomaga poprawić jakość snu.

Czy testosteron ten sam, który odpowiada za większy zarost jest zarazem przyczyną łysienia?  Może nie warto się tak zakochiwać?
Jak wszystkie hormony, tak testosteron ma swoje prawidłowe stężenia. Zbyt wysokie powoduje wypadanie typu męskiego, również u kobiet. Jest to przerzedzenie włosów na szczycie głowy spowodowane pośrednim wpływem testosteronu na mieszki włosowe. Jednak trzeba mieć na uwadze, że dotyczy to jedynie włosów na głowie. Mężczyźni z wysokim poziomem tego hormonu mają zwykle nadmiernie owłosione ciało: klatkę piersiową, plecy, ręce i nogi. Miłość, czy włosy..? Na to pytanie niestety nie odpowiem J

Czemu policzki zakochanych kobiet są często zaróżowione?
Odpowiada za to odruch naczynioruchowy - to zjawisko gwałtownego rozszerzania się drobnych naczyń w skórze pod wpływem różnych emocji (i zmiennych temperatur). Za zaróżowione policzki odpowiada głównie układ przywspółczulny. Pozytywne emocje powodują jego aktywację, co przekłada się na rozszerzenie naczyń krwionośnych.

Czy zdarzyło się Panu, że skóra pacjenta lub pacjentki poprawiła się na skutek zakochania lub uprawianego seksu?
Oczywiście! Niejednokrotnie pytam pacjentki o życie uczuciowe, gdy widzę poprawę w stanie skóry, a wiem, że leki nie mogły zadziałać tak szybko. Jako lekarz potwierdzam, to działa!

Dr Bartosz Pawlikowski, lekarz dermatolog, przyjmuje w łódzkiej Klinice Medevac Pawlikowski.

  1. Styl Życia

Kettlebells - wzmocnij mięśnie całego ciała

Kettlebell, czyli odważnik kulowy służący do ćwiczeń, wymyślony został przez Rosjan w XVIII wieku. (Fot. iStock)
Kettlebell, czyli odważnik kulowy służący do ćwiczeń, wymyślony został przez Rosjan w XVIII wieku. (Fot. iStock)
Kettlebells ważą kilka, kilkanaście kilogramów. I dają ze sobą zrobić wszystko. Można nimi machać, podnosić oburącz, robić przysiady z kettlem w ręku. Po co właściwie? By zwiększyć moc mięśni, ale też wzmocnić kręgosłup… i pewność siebie. A tej nigdy za wiele.

Po raz pierwszy zobaczyłam je kilka lat temu. Na obozie sportowym instruktorzy proponowali specjalne zajęcia z czymś, co mnie przypomina trochę odważnik od oldschoolowej wagi w wersji maxi, a Monice Kastelik, trenerce personalnej, – kulę armatnią z rączką. Podobno regularne trzymanie za tę rączkę potrafi zdziałać cuda – pisze o tym Timothy Ferris, autor „Czterogodzinnego ciała”, mówią instruktorzy kettli oraz dziewczyny, które ćwiczą z ciężarkami.

Skąd pomysł?

– Kettlebell, czyli odważnik kulowy służący do ćwiczeń, wymyślony został przez Rosjan w XVIII wieku – wyjaśnia Monika. – W armii Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich kettle były używane do treningów siłowych, a także wytrzymałościowych. Są w tym bardzo skuteczne. Umożliwiają wzmocnienie mięśni całego ciała, a wykonując konkretne ćwiczenia, łatwo zrobić trening wyszczególnionych grup – tłumaczy Monika.

Wspomniany już Timothy Ferris uważa, że są najlepsze, jeśli chodzi o tył ciała, ale tak naprawdę są multifunkcjonalne. – Rozwijasz zarówno aparat mięśniowy, jak i sercowo-naczyniowy, uruchamiasz najgłębiej ułożone struktury mięśni, a także stawy – mówi Monika.

Możesz ćwiczyć sama w domu (gdy trener już objaśni, co i jak), możesz też w grupie w klubie fitness, na zajęciach, które nazywają się po prostu Kettlebells. Kettli używa się też w treningu funkcjonalnym czy modnym ostatnio i również wywodzącym się z armii, dla odmiany amerykańskiej, treningu crossfit.

Unieś ten ciężar!

– To, co się dzieje z kobietą po kilku miesiącach, a nawet tygodniach dobrze prowadzonego treningu, jest niesamowitym zjawiskiem – mówi Paulina Brzózka, trenerka. – Te zmiany są w moim odczuciu niezależne od formy treningowej, ale na pewno chodzi tu o trening, który wzmacnia, ujędrnia, daje przynależność do pewnej grupy, zwiększa siłę i ogólną sprawność fizyczną, co zdecydowanie możemy powiedzieć o treningu kettlebells. Kobieta staje się silniejsza, a co za tym idzie, czynności dnia codziennego idą jej łatwiej.

Kiedy ćwiczysz z kettlami, zdecydowanie możesz unieść więcej. Bez problemu wniesiesz rower po schodach, wrzucisz walizkę na półkę w pociągu, poprzestawiasz meble, gdy najdzie cię natchnienie, by zmienić wystrój mieszkania, ale też siatki z zakupami i dziecko jednocześnie. – Zmiana fizyczności niesie ze sobą ciekawe konsekwencje psychiczne – kontynuuje Paulina. – Panie „odbudowują” swój gorset mięśniowy, dzięki czemu odciążają kręgosłup, prostują sylwetkę, wysmuklają się, co powoduje, że w pracy lepiej im idzie, bo plecy przestają boleć. Na dodatek stają się pewniejsze siebie, bo ich sylwetka jest wyprostowana i smuklejsza i, co ciekawe, inni zaczynają inaczej na nie patrzeć, bo poruszają się energicznym, sprężystym krokiem. I  częściej się uśmiechają, bo trening wyzwala pozytywne emocje.

Sposób, w jaki chodzisz, stoisz, siedzisz, ma bowiem wpływ na to, jak się czujesz. I na to, jak odbierają cię inni. A wszystko dzięki tej jednej niewielkiej kuli z rączką.

  1. Psychologia

Zaprogramowany na szczęście. Twój mózg może chłonąć dobro

Dzięki neuroplastyczności ludzkiego mózgu możemy wpływać na nasze samopoczucie. (Fot. iStock)
Dzięki neuroplastyczności ludzkiego mózgu możemy wpływać na nasze samopoczucie. (Fot. iStock)
Ludzki mózg wyposażony jest w niezwykle cenną cechę – neuroplastyczność. Dzięki niej nie tylko uczymy się i rozwijamy, ale też utrwalamy zachowania, wzorce myślenia i nastroje. Dlaczego to jest dobra wiadomość? Bo to znaczy, że możemy wpływać na swoje samopoczucie.

Neuroplastyczność mózgu oznacza w praktyce, że ten organ ma ogromne możliwości przyswajania nowych zachowań, uczenia się. Że kształtuje się i przeobraża pod wpływem naszych doświadczeń. „Wszystko, co w powtarzalny sposób czujemy, czego doznajemy i pragniemy, o czym myślimy, powoli, lecz skutecznie, rzeźbi naszą strukturę neuronalną” – pisze amerykański psycholog Rick Hanson w książce „Szczęśliwy mózg”. Nowe synapsy powstają w ciągu paru minut, mniej aktywne połączenia znikają – mózg zdaje się przypominać plastelinę. Reaguje na to, co staje się naszym udziałem, a dokładniej – to, na czym się koncentrujemy.

Rick Hanson nie miał szczególnie trudnego dzieciństwa, nie przeżył wielkich traum. Ale czuł się outsiderem, nieśmiałym, ignorowanym przez rówieśników chudzielcem. Z okularami na nosie i dziurą w sercu niczym „pusty basen pływacki”. Na studiach coś się zmieniło. Jakiś wspólny wypad z kolegami, uśmiech dziewczyny – zaczął się tym karmić. Zauważył, że kiedy pozwala takim prostym zdarzeniom stać się pozytywnym doświadczeniem i zatrzymuje je w sobie (przynajmniej przez kilka oddechów), odczuwa dobro, które staje się jego częścią. „Tak więc za każdym razem chłonąłem dobro przez kilkanaście sekund – wspomina. – Trwało to krótko, było łatwe i przyjemne. I dzięki temu zacząłem czuć się lepiej”. Każde „chłonięcie” było jak wlanie wiadra wody do basenu, dziura powoli się zapełniała. Po latach, już jako psycholog, zrozumiał, że to, co intuicyjnie robił na co dzień, było programowaniem się na szczęście! Dotarł do badań dotyczących delektowania się do- znaniami i opracował praktykę, która w czterech krokach pomoże ci wchłonąć dobro i uczynić twój mózg szczęśliwszym. Ważne, nie ma to nic wspólne- go z pozytywnym myśleniem. To dużo więcej, choć praktyka zajmuje raptem kilka minut dziennie (Amerykanin zaleca parę kilkunastosekundowych „sesji”).

Zbierz i zainstaluj

Chłonięcie dobra polega na aktywowaniu pozytywnego doświadczenia i uwewnętrznieniu go – w ten sposób budujemy odpowiadające mu obwody neuronalne, możemy zabrać je ze sobą wszędzie. Dlaczego to takie ważne? Jak już wiesz, nasz mózg wyspecjalizował się w wyłapywaniu z otoczenia tego, co nie działa, przeszkadza, drażni, niepokoi. Rick Hanson tłumaczy, że nasi przodkowie mogli popełnić dwa rodzaje błędów: myśleć, że w krzakach czai się tygrys (podczas gdy go nie było), albo uznać, że nie ma żadnego tygrysa (podczas gdy się tam ukrywał). Nietrudno zgadnąć, który błąd kosztował ich więcej. Nic dziwnego, że mózg rozwinął się w określonym kierunku – jego nastawienie jest skrajnie negatywne. Daniel Kahneman (laureat Nagrody Nobla w ekonomii) wykazał, że zrobimy więcej dla uniknięcia straty niż dla osiągnięcia współmiernego zysku. Przyjmuje się, że w bliskim związku dopiero pięć pozytywnych interakcji ma szansę zrównoważyć jedną negatywną. Że dobrze zaczynamy się czuć dopiero wtedy, gdy liczba miłych chwil co najmniej trzykrotnie przekroczy liczbę tych przykrych. Cóż, tak już jest. Rick Hanson ujmuje to bardzo obrazowo: nasz mózg działa niczym rzep na negatywne doświadczenia i teflon na pozytywne. Jego „gleba” bardziej sprzyja rozwojowi chwastów niż kwiatów. Zwykle koncentrujemy się na usuwaniu tych pierwszych – tropimy szkodliwe przekonania, nawyki, próbujemy się ich pozbyć. To za mało. Jeśli chcesz, by twój umysł przypominał piękny ogród, zasiej w nim rośliny, które sam wybierzesz! To pomoże ci przejść z trybu reaktywnego (walki, ucieczki, zastygania w bezruchu) do trybu responsywnego, w którym angażujesz się w życie i odpowiadasz na jego wyzwania z innego miejsca. Miejsca bezpieczeństwa.

Jak to działa? Najpierw zbierasz pozytywne doświadczenia. Potem je wzbogacasz. Absorbujesz. Na koniec (opcjonalnie) łączysz z negatywnymi – po to, by zostały one przekształcone, zneutralizowane. W skrócie cała sztuka sprowadza się do „odpalenia” przyjemnego do- znania (pierwszy krok), by następnie zainstalować je w mózgu (szczegółowy opis w ramce). Rick Hanson nie ma złudzeń: bez takiego instalowania, czyli bez chłonięcia dobra, przepływa ono zwykle przez nasz mózg jak woda przez sito. Po prostu z perspektywy ochrony życia, która jest dla mózgu priorytetem, zdarzenia miłe nie mają większego znaczenia. Było, minęło – bez wpływu na strukturę neuronalną. Jeśli chcesz stworzyć nowe połączenie w mózgu, wyposażyć go w cenny zasób (odprężenie, poczucie satysfakcji, bycia docenionym czy kochanym), musisz zatrzymać się na wybranych doświadczeniach nieco dłużej. Wzmocnić je – choćby biorąc parę świadomych oddechów, uśmiechając się, mówiąc: „Tak, cudownie!”. Może przymykając oczy, kładąc rękę na sercu... Ty będziesz wiedzieć. Wystarczy, że pozostaniesz otwarty na to uczucie i przez jakieś dziesięć sekund będziesz je pielęgnować w świadomości.

Stań po swojej stronie

Psycholog podkreśla, że chłonięcie dobra nie polega na uganianiu się za przyjemnościami ani na uciekaniu przed bólem. „Kiedy dostarczasz mózgowi dobrych doświadczeń – gdy budujesz poczucie bycia spokojnym, zadowolonym i kochanym – twój dobrostan w coraz większym stopniu staje się bezwarunkowy, mniej zależny od bodźców zewnętrznych, takich jak to, czy partner jest dla ciebie miły albo czy dzień w pracy był udany. Wraz z przekształca- niem się pozytywnego stanu umysłu w pozytywne cechy neuronalne stopniowo osiągniesz szczęście, które w naturalny sposób wypływa z twojego wnętrza”.

Aby aktywować przyjemne doznania, trzeba je dostrzec. Albo wykreować. Mogą być obecne choćby w tej chwili: kontakt ciała z fotelem, aromat kawy lub śpiew ptaków. Jeśli nie, zwróć się ku minionym przeżyciom: temu, co ułożyło się pomyślnie w tym tygodniu, może uczuciu rozluźnienia po pracowitym dniu. Doceń stałe okoliczności (na przykład to, że masz schronienie, pożywienie), jakąś cechę osobistą czy talent, obecność innych ludzi w twoim życiu. Pomyśl o swoich śmiałych planach albo po prostu rozmarz się! Oczywiście, zawsze możesz też wygenerować jakieś satysfakcjonujące doświadczenie; zrobić coś, co cię uszczęśliwia. A potem skupić się na wrażeniach cielesnych, uczuciu w sercu, wspierającej myśli.

Czwarty krok – czyli łączenie treści pozytywnych z negatywnymi, by uzdrowić te ostatnie – sam Hanson uznaje za opcjonalny. Na pewno lepiej nie sięgać po ten trik do samodzielnej pracy z traumą – jest ryzyko, że bolesne doświadczenie weźmie górę. W tym kroku chodzi o to, by utrzymywać w umyśle dwie rzeczy jednocześnie, przy czym treściom negatywnym rezerwujemy miejsce w tle świadomości (tak, by były niewyraźne, niewielkie i łagodne). Na pierwszym planie królują pozytywne odczucia – mają być wyraźne, duże i intensywne. „Jeśli materiał negatywny staje się zbyt silny, odrzuć go jak gorącego ziemniaka – czytamy w książce Hansona. – Stań po swojej stronie. Optujesz za tym, co pozytywne”.

Trudne? Może trochę. Bo tak naprawdę każdy to zna. Idziesz przygnębiony, pogrążony w myślach o jakimś problemie. I nagle czujesz powiew wiatru na skórze, zapach jaśminu. Twój wzrok pada na coś, co cię przyciąga, raduje, bawi – na uroczego psiaka albo tańczący przed tobą liść. Pojawia się inna jakość, problem schodzi na dalszy plan. Być może umysł protestuje: „No co ty! Nie możesz się tak cieszyć, masz przecież ten problem, którym się właśnie zajmowaliśmy. Dopóki go nie rozwiążesz, nie wolno ci czuć radości, przyjemności, satysfakcji!”. Tyle że jest już za późno, stało się. Oczywiście, możesz się jeszcze wycofać, zamknąć się na obecne doświadczenie. Ale możesz też zrobić coś odwrotnego – wzmocnić je. Nie martw się, problem nie ucieknie... Chociaż, kto wie? Na pewno po wchłonięciu odrobiny dobra spojrzysz na niego innym okiem.

Cztery kroki chłonięcia dobra

Krok 1. Zbieraj pozytywne doświadczenia. Zauważaj te doświadczenia, które są już obecne na pierwszym planie lub w tle twojej świadomości (takie jak przyjemne doznania, zdecydowanie, poczucie bliskości z drugą osobą), albo kreuj je dla siebie. Na przykład możesz pomyśleć o czymś, za co jesteś wdzięczny, przywołać w myślach przyjaciela albo pomyśleć z uznaniem o zadaniu, które wykonałeś. Dołóż starań, by takie myśli przekształciły się w nagradzające emocjonalnie doświadczenia, w przeciwnym razie pozostaną one jedynie pozytywnym myśleniem.

Krok 2. Wzbogacaj pozytywne doświadczenia. Zostań z wybranym pozytywnym doświadczeniem na pięć do dziesięciu sekund (albo nawet dłużej). Otwórz się na uczucia i staraj się odczuwać je w swoim ciele; pozwól, żeby wypełniły twój umysł. Ciesz się nimi. Łagodnie pozwalaj na intensyfikację doświadczenia. Znajdź w nim coś świeżego, coś nowego. Zastanów się, jakie może mieć dla ciebie osobiste znaczenie, w jaki sposób może być dla ciebie pomocne lub wzmacniające, do jakiej zmiany w twoim życiu może doprowadzić. Spraw, żeby neurony naprawdę razem odpaliły, tak by potem się ze sobą połączyły.

Krok 3. Absorbuj pozytywne doświadczenia. Poczuj, jak doświadczenie wsiąka w ciebie, tak samo jak ty wsiąkasz w nie, i chciej, by tak się działo. Pozwól mu naprawdę osadzić się w twoim umyśle. Wizualizuj na przykład, że doświadczenie opada na ciebie niczym złoty pył, lub poczuj, że cię odpręża jak kojący balsam. Albo schowaj je jak klejnot w szkatułce swojego serca. Uświadamiaj sobie, że to doświadczenie staje się częścią ciebie, wewnętrznym zasobem, który możesz zabrać ze sobą wszędzie tam, dokąd zmierzasz.

Krok 4. Połącz to, co pozytywne, z tym, co negatywne (opcjonalnie). Mając wyraźne i stabilne poczucie pozytywnego doświadczenia na pierwszym planie świadomości, nie zapominaj o tym, co negatywne w jej tle. Jeśli na przykład czujesz się lubiany i włączony do jakiegoś grona, możesz poczuć to doświadczenie, nawiązując kontakt z uczuciem samotności z przeszłości. Jeśli twoją uwagą zawładnie negatywna treść, zostaw ją i skoncentruj się tylko na tej pozytywnej. Kiedy znów poczujesz, że jesteś skoncentrowany na tym, co pozytywne, możesz (o ile chcesz) pozwolić, by to, co negatywne, ponownie pojawiło się w twojej świadomości. Za każdym razem, gdy zechcesz, pozwól odejść wszystkim negatywnym treściom i skoncentruj się tylko na pozytywnych. Następnie, aby kontynuować usuwanie negatywnych treści, w ciągu kolejnej godziny uświadamiaj sobie jedynie te neutralne lub pozytywne, jednocześnie przywołując na myśl neutralne rzeczy (na przykład ludzi, sytuacje, idee), które zostały skojarzone z negatywnymi treściami.

Źródło: Rick Hanson, „Szczęśliwy mózg. Wykorzystaj odkrycia neuropsychologii, by zmienić swoje życie”, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Rick Hanson, „Szczęśliwy mózg. Wykorzystaj odkrycia neuropsychologii, by zmienić swoje życie”, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne (materiały prasowe) Rick Hanson, „Szczęśliwy mózg. Wykorzystaj odkrycia neuropsychologii, by zmienić swoje życie”, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne (materiały prasowe)