1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Sztuka minimalizmu

Sztuka minimalizmu

123rf
123rf
Jak zadbać o spokój wewnętrzny? To proste – postawić na jakość, a nie ilość, i zabrać się do porządków. We własnym domu, w podręcznym organizerze i… w swojej głowie!

1. Oczyść swój dom

Dosłownie. Gdy zadbasz o porządek i o czystość, będziesz czuła się komfortowo w swoim domu. Nie będą cię rozpraszały porozrzucane rzeczy, niepozmywane naczynia, warstwa kurzu pod łóżkiem. Czystość miejsca, w którym mieszkasz, daje ci wytchnienie po całym dniu pracy. Wracasz do ładu i odpoczywasz. To działa! Jeszcze lepiej oczyścić dom ze zbędnych rzeczy: nienoszonych od co najmniej dwóch lat ubrań, ale trzymanych na wszelki wypadek, gdyby moda na konkretny fason powróciła (przez to nie masz miejsca na nowe i ciągle narzekasz, że nie masz w co się ubrać); tandetnych pamiątek z wakacji, które przez chwilę – pod wpływem wakacyjnych uniesień – wzbudzały zachwyt, a w domu tylko się kurzą.

Negatywnie na nastrój i spokój wewnętrzny oddziałują rzeczy poustawiane lub pozostawione przez zapomnienie na półkach, parapetach, biurku liczne przedmioty – wprowadzają chaos i rozproszenie. Dalej – różne przedmioty poupychane w szafkach, szufladach czy w piwnicy, do których nigdy nie zaglądasz. Czemu więc służą? Wzbudzają tylko niepokój i drażnią. W wolnych chwilach przeanalizuj po kolei obecność każdego przedmiotu w domu. Trochę to czasochłonne, ale stopniowo oczyścisz swój dom ze wszystkiego, co jest zbędne. Pozostaną tylko rzeczy piękne i mające dla ciebie wartość użytkową czy sentymentalną.

2. Wykorzystaj czas

Nie rób wielu rzeczy jednocześnie – to złota rada francuskiej autorki Dominique Loreau. Jeśli jesz śniadanie, staraj się rozkoszować tą chwilą, smakiem kawy, jajecznicy czy chleba z miodem. Staraj się, by każda codzienna czynność była mini rytuałem. Świadomie je wykonuj. Jeśli jednocześnie jesz, piszesz na komputerze i rozmawiasz przez telefon, wprowadzasz tylko chaos i niepokój w swoje życie, jesteś też mniej efektywna. I ile tracisz przy okazji przyjemności.

Staraj się, by życie nie zaskakiwało cię banalnymi wpadkami. Możesz przewidzieć więcej, niż ci się wydaje. Wystarczy lepiej się zorganizować. Wiedząc, że rano musisz wcześnie wstać, a nie lubisz tego robić i zawsze przestawiasz budzik do przodu, by zyskać parę minut snu, poprzedniego dnia wieczorem przygotuj się na ten poranek. Wybierz ubrania, nakryj do śniadania, spakuj potrzebne rzeczy do pracy. Bez wyrzutów sumienia możesz wtedy nastawić budzik na późniejszą godzinę, bo wiesz, że nie będziesz marnować rano czasu na zbędne prasowanie, szukanie portfela itp. Jeśli z kolei będziesz dbać o porządek w domu, nie przytrafi się niemiła sytuacja, że ktoś chce cię odwiedzić znienacka, a ty będziesz w pośpiechu sprzątać, denerwować się i wstydzić. Po co samemu skazywać się na takie nieprzyjemności?

3. Licz na siebie

Nikt za ciebie życia nie przeżyje. Nie podejmie decyzji. Tylko ty jesteś odpowiedzialna za swoje życie. Za to nie jesteś odpowiedzialna za życie innych. Domagamy się od innych, by nas uszczęśliwiali, bo sami nie potrafimy dać sobie szczęścia (Dlaczego inni mieliby to robić?). Przez to uzależniamy siebie od innych i efekt jest odwrotny – unieszczęśliwiamy się na własne życzenie. Proste ćwiczenie na realizowanie swoich marzeń to wizualizacja. Jeśli czegoś pragniesz, np. odbyć jakąś podróż, wejść na jakąś górę, nauczyć się grać w tenisa, pogodzić się z dawnym przyjacielem, przeanalizuj to marzenie w wyobraźni w najmniejszych szczegółach, krok po kroku. Zobaczysz siebie w czasie realizowania danego marzenia i po pierwsze, przekonasz się, czy naprawdę tego chcesz, a jeśli tak – to będziesz mieć już cały scenariusz w głowie. Twoja podświadomość zaakceptuje twoje marzenie jako realność. W trakcie wizualizacji porzuć lęki i obawy, jakie towarzyszą podjęciu decyzji. Kiedy zakończysz ćwiczenie, będziesz dużo spokojniejsza i pewna swoich możliwości.

Warto przeczytać: Dominique Loreau, „Sztuka prostoty”, Jacek Santorski & Co 2008

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Minimalizm a kompulsywne pozbywanie się rzeczy - jak znaleźć równowagę?

Jedną z pułapek minimalizmu jest zaprzestanie gromadzenia na rzecz pozbywania się rzeczy. (Fot. Getty Images)
Jedną z pułapek minimalizmu jest zaprzestanie gromadzenia na rzecz pozbywania się rzeczy. (Fot. Getty Images)
Jedną z pułapek minimalizmu, w którą łatwo wpaść, jest zaprzestanie nałogowego gromadzenia na rzecz... nałogowego pozbywania się rzeczy. W ten sposób nie tylko od niczego się nie uwalniamy, ale tracimy z oczu główny cel, którym jest uproszczenie życia. Dlatego zamiast bezkrytycznie poddawać się trendom, poczuj, czego naprawdę chcesz.

Ogranicz liczbę rzeczy, najnowszy model iPhone'a wymień na starą Nokię, rzuć pracę w korporacji, a poczujesz się szczęśliwy – tak brzmi to w teorii. W praktyce prowadzi do niezłego zespołu abstynencyjnego. Nie chcę nikogo straszyć, ale przez lata namawiani byliśmy do zagłuszania „niefajnych” uczuć robieniem sobie przyjemności i nauczyliśmy się regulować emocje za pomocą kupowania. I weszło nam to w nawyk. Zatem zanim zaczniesz planować swoją szafę kapsułową (to swoisty symbol minimalizmu), zastanów się, czym jest dla ciebie nabywanie kolejnej rzeczy. Kompulsywne gromadzenie zaspokaja bowiem wiele potrzeb: podnosi poczucie wartości i ważności, zaspokaja apetyt na luk- sus i sukces, skutecznie obniża poziom lęku i stresu. Jeśli zrezygnujesz z tego bez przygotowania, to... efekt jo-jo murowany.

Przeanalizuj swój stan posiadania

Popatrz na wszystkie przedmioty, które znajdują się w zasięgu twojego wzroku, i pomyśl, czym są dla ciebie i czy naprawdę jesteś gotowy je wyrzucić. A jeśli tak – to dlaczego. Pamiętaj, że nie chodzi o mechaniczne pozbywanie się, ale o rozważną selekcję stanu posiadania, i to nie tylko w kwestii materii. Dla świadomych minimalistów uwalnianie się od nadmiaru to przede wszystkim narzędzie samopoznania. Każda rzecz, która kiedykolwiek znalazła się w twoim posiadaniu, symbolizuje coś, co jest albo było dla ciebie ważne. Czas sprawdzić, jaka to ważność i czy nadal jest aktualna.

Kiedy rozglądam się po swoim pokoju, widzę, że królują w nim książki. Potrafię sobie przypomnieć okoliczności kupienia niemal każdej z nich. Niektóre mam w dwóch egzemplarzach albo jedną w wersji papierowej, a drugą w e-booku. Już nie zliczę, ile razy próbowałam robić selekcję swojej biblioteki i prędzej czy później dawałam za wygraną. Dziś już mam pełną świadomość tego, że książki od dzieciństwa były moją odskocznią od codzienności, zabierały mnie do krainy magii, zaspokajały potrzebę przyjemności, pozwalały bezkarnie płakać, ale też śmiać się i nie mam wcale zamiaru minimalizować mojej biblioteczki, a już na pewno nie zrobię tego radykalnie i pod dyktando. No tak, ale... mam mnóstwo książek, kupuję prawie wszystkie nowości, a nie mam czasu, żeby je czytać.

A jak to wygląda u ciebie? Masz dość czasu, by zajmować się swoim stanem posiadania? Czy i czego masz za dużo, a czego za mało?

Odkryj, czego ci brak

Każda kupiona rzecz, a także sam proces kupowania wymagają naszej uwagi, zaangażowania, decyzji i troski. Uświadomiła mi to Gosia Janiszewska, założycielka bloga „Chcę mniej”. Na swoim profilu na Facebooku przedstawia się: ,,Cześć, jestem Gosia i chcę mniej... decyzji, które muszę podjąć każdego dnia, natłoku docierających do mnie informacji, domowych obowiązków i otaczających mnie przedmiotów, które ciągle przekładam z miejsca na miejsce”.

Niby nic, ale jej słowa trafiły w czuły punkt. Zdałam sobie sprawę, że nie tylko nie mam czasu na czytanie, ale generalnie nie mam czasu na nic, podobnie jak większość znanych mi kobiet. Przyznajmy, często wydaje nam się, że jesteśmy albo mamy obowiązek być wielozadaniowymi robotami. Małgosia przypomniała mi, że nasz mózg wcale nie jest wielozadaniowy, a na dodatek nie rozróżnia ważności decyzji. To prawda, że kobiety potrafią jednocześnie prasować, rozmawiać przez telefon, odpowiadać na pytania dziecka i zerkać na ekran telewizora, ale... tracą przy tym mnóstwo energii, przerzucając uwagę z jednej czynności na drugą. A świadomy minimalizm to także zajmowanie się jedną czynnością w danym momencie, czyli działanie w blokach czasowych. – Zamiast robić wszystko od razu, zbierz swoje zadania i posegreguj je – radzi Gosia – trochę tak, jak segregujesz pranie na białe, czarne i kolorowe. Gdy zaplamisz bluzkę, nie zdejmujesz jej od razu i nie włączasz pralki. Czekasz, aż się zbierze odpowiednia ilość prania. Tak samo nie pierzesz białych bluzek z czerwonym swetrem. Podziel swój czas pracy na część merytoryczną (zadania, które wymagają największego skupienia), komunikację (maile i telefony) i odpoczynek (posiłek, media społecznościowe, wiadomości ze świata) i nie „włączaj” wszystkiego jednocześnie. Ja pierwsze godziny pracy przeznaczam na zadania najtrudniejsze, wymagające największej koncentracji. Mam wtedy wyłączony telefon i zamkniętą skrzynkę mailową. Dopiero później poświęcam czas na komunikację mailową i telefoniczną. Można powiedzieć, że jak kiedyś w szkole miałam plan lekcji, tak teraz mam plan pracy. Staram się go przestrzegać. Gdy skupiam się na zadaniu, nie sprawdzam poczty, nie odbieram telefonów, nie zaglądam do mediów społecznościowych. Wszystko ma swój czas.

Minimalizm to również odkrycie i przestrzeganie swojego indywidualnego rytmu dnia po to, by obowiązki, które masz codziennie do wykonania, robić automatycznie, bez konieczności podejmowania za każdym razem decyzji. Bo mózg tyle samo energii zużywa na wybór kubka do porannej kawy, co na decyzję o poślubieniu konkretnego mężczyzny czy wyjeździe na drugi koniec świata. I tu dochodzimy do słynnej szafy kapsułowej.

Najpierw zadaj sobie pytanie, ile czasu, uwagi i energii każdego dnia zajmuje ci podjęcie decyzji, co dziś na siebie włożysz (tu piszę do kobiet, bo łatwiej mi wyobrazić sobie kobiecą argumentację). A jeszcze wcześniej ile czasu, uwagi i energii zajęło ci serfowanie po sklepach internetowych i wybieranie ciuchów, zamawianie, mierzenie, oddawanie itd. Jeśli pomyślisz : „No i co z tego? I tak nie mam zamiaru rezygnować z przyjemności serfowania, wybierania, kupowania i całej reszty, bo po prostu to lubię i w miejsce każdej wyrzuconej rzeczy kupię sobie dwie nowe?” – to zostaw na moment ideologię „chcę mniej”, usiądź, spokojnie pooddychaj i przywołaj uczucie, które ostatnio najczęściej ci towarzyszy, zwłaszcza jeśli jest ono z rodzaju „negatywnych”, albo potrzebę, której nie rozumiesz.

– Kiedy zostałam mamą, zaczęła się we mnie pojawiać silna potrzeba samotności, mimo że moja rodzina jest wspaniała – opowiada Gosia Janiszewska. – Na początku nie rozumiałam, gdzie leży problem, ale po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że jak każda kobieta mam mnóstwo ról, podejmuję ogrom decyzji i wyczuwam wiele emocji w rodzinie, na które muszę jakoś zareagować. Zrozumiałam, że moja potrzeba samotności wynikała po prostu ze zmęczenia mentalnego.

Odkryłaś już swoje dominujące uczucie? Może to smutek, rozczarowanie albo poczucie bycia nierozumianą czy wykorzystywaną? Nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się, że minimalizm w niczym ci tu nie pomoże, to gdy uprościsz swoje życie, ograniczysz codzienne obowiązki do tych naprawdę niezbędnych oraz pozbędziesz się rozpraszaczy i pożeraczy uwagi i energii – zyskasz przestrzeń na bycie ze sobą i przy sobie. Może tego właśnie potrzebujesz, a minimalizm ma być jedynie środkiem do celu?

Zdaniem blogerki dokładnie o to chodzi. Wcale nie o liczenie, ile sztuk odzieży masz w szafie, ale o to, by stworzyć przestrzeń w swoim otoczeniu, kalendarzu i relacjach na rzeczy dla nas ważne. A jeszcze wcześniej o zadbanie o czas, uważność i energię, by odkryć to, co ważne, i oddzielić je od tego, co tylko wydaje się ważne.

Poczuj, co oznacza mieć mniej

Minimalizm nie jest lekiem na całe zło. Zwłaszcza jeśli wprowadzasz go do swojego życia na siłę, bez refleksji, ulegając modzie czy łudząc się, że zagwarantuje ci szczęście. Warto o tym pamiętać po to, by świadomie zdecydować się na ten styl życia albo świadomie go odrzucić. Może warto skusić się na próbę, nie od razu na rok, ale na przykład na miesiąc bez zakupów; świadomie kontrolując czas spędzony na portalach społecznościowych czy rozmowach o niczym; rozpoczynając dzień bez automatycznego sięgania po smartfona, ale obserwując swój oddech czy przeciągając się leniwie. Spróbuj choć trochę ograniczyć swój apetyt na rzeczy, ludzi, doznania, a także emocje (czuj zamiast w nieskończoność analizować, dlaczego czujesz to, co czujesz), zamiast wyciągaćręce po kolejne coś, co musisz mieć. Połóż dłoń na sercu i poczuj jego bicie, potrzymaj w dłoniach swoją głowę, w której aż huczy od myśli, i pozwól jej choć trochę odpocząć. Stań przed lustrem i popatrz, kim jesteś bez tych wszystkich polepszaczy nastroju, wartości i ważności. Poczuj, czego naprawdę chcesz. Spróbuj odnaleźć swoją równowagę pomiędzy więcej a mniej, pomiędzy nadmiarem a prostotą.

Na zakończenie wyobraź sobie, że minimalizm pozwoli ci zyskać więcej czasu i... to naprawdę kuszące. Choć mam w pamięci bajkę o czasie, której treść bardzo mnie poruszyła. W bajce tej ludzie w pewnym miasteczku postanowili oszczędzać czas i w tym celu robili wszystko bardzo szybko, a zaoszczędzone minuty gromadzili w banku, zupełnie jak pieniądze na koncie oszczędnościowym. I była w tej bajce mała, rezolutna dziewczynka, która widząc wszystkich biegających w panice, w zawrotnym tempie, padających ze zmęczenia, spytała, po co im zaoszczędzony czas, co mają zamiar z nim zrobić. Ale zmęczeni, zagonieni biedacy patrzyli na nią niewidzącym wzrokiem i nie rozumieli, o co ich pyta.

To teraz ja zapytam ciebie – i co masz zamiar z nim zrobić?

  1. Psychologia

Bałagan w głowie równa się bałagan w życiu. Jak uprościć życie? Wyjaśnia Wojciech Eichelberger

Minimalizm jest naszą naturalną, ludzką potrzebą. (Fot. iStock)
Minimalizm jest naszą naturalną, ludzką potrzebą. (Fot. iStock)
Ganiamy z językiem na brodzie wykonując setki czynności, często całkowicie zbędnych. Namiastkę szczęścia znajdujemy kupując gadżety i sprzęty, które „trzeba mieć”. Przestrzeń się kurczy, długi rosną, a my biegniemy dalej, po więcej i lepiej… Czarne myśli się kłębią, życie wymyka z rąk, stres rośnie - jak żyć w tym bałaganie? Z Wojciechem Eichelbergerem rozmawia Joanna Wilgucka-Drymajło.

Często powtarzamy - „nie mam czasu”. Pasje? Spotkania ze znajomymi? Odpoczynek? Jakoś trudno to wcisnąć do grafiku, gdy jest tyle pracy. Co się z tym czasem dzieje? Czyżby doba się skurczyła, a może nam tak obowiązków przybyło?
Doba nam się na pewno nie skurczyła, tylko obowiązków, pośpiechu i zamieszania lawinowo przybywa i obawiam się, że nadal przybywać będzie. Skoro więc nie możemy liczyć na to, że rzeczywistość się nad nami ulituje, to jedynym wyjściem i podstawowym zadaniem staje się walka z chaosem w naszej głowie. Bo tylko spokojna, jasna głowa umożliwi nam ustawienie priorytetów i pogodne nadążanie za przyspieszającym życiem. Jeśli nadal nie będziemy mieli ani chwili, ani sposobu, by uspokajać i ukierunkowywać nasz niespokojny, rozpędzony umysł, to nie usłyszymy własnych, istotnych potrzeb ani uczuć. W końcu całkowicie rozminiemy się z tym, co naszym życiu ważne.

W tym całym zagonieniu, w natłoku informacji - nie mamy raczej warunków do refleksji, rozliczenia się i poukładania sobie w głowie różnych spraw. Czy w tej sytuacji można stwierdzić, że nasz umysł zaczyna przypominać zagraconą szafę, w której trudno ustalić, co gdzie jest, że tworzy się jeden wielki chaos?
Dobre porównanie. Bałagan w szafie, chaos na biurku, zagracone mieszkanie. Gromadzimy i kolekcjonujemy rzeczy, sprawy i zadania, którym nie jesteśmy w stanie sprostać, ani ich zagospodarować - a o cieszeniu się nimi możemy w ogóle zapomnieć. Robi się tego tak dużo, że coraz więcej odkładamy na później - a zaległości rosną, szafy pękają, półki się uginają. W końcu przytłaczają nas tak, że w głowach, sercach i 24 godzinach doby brakuje miejsca na cokolwiek nowego, świeżego, kreatywnego. Bezmiar niezałatwionych spraw więzi naszą uwagę i energię w przeszłości, a to gwarantowany smutek czy nawet depresja.

Nie sposób pędzić przez współczesne, pokręcone i skomplikowane życie, patrząc we wsteczne lusterko. To musi się skończyć jakąś kolejną kraksą. Uciekamy przed przeszłością, ale nie mamy gdzie uciec. Bo przyszłość też nie rysuje się różowo. Przerażające wyobrażenia o skutkach naszych zaniedbań i niedoróbek każą uciekać także przed przyszłością. Zakleszczeni pomiędzy smutkiem a strachem, nie mamy gdzie i jak się wyrwać, by złapać trochę luzu i oddechu. Tu i teraz nie istniejemy. Nie łapiemy kontaktu. Z nikim nie możemy się spotkać. Bo trzeba by wyhamować, rozejrzeć się, usłyszeć, poczuć. Kto ma na to czas? I jak to zrobić?

Jak taka sytuacja rzutuje na jakość naszego życia, na nasze zdrowie, finanse, relacje z bliskimi? Można mieć bałagan w głowie – a nie mieć go w życiu?
Prawie zawsze bałagan w głowie równa się bałagan w szafie, na biurku, w domu - a także w życiu. A ten ostatni jeszcze bardziej nakręca bałagan wewnętrzny. Gonitwa smutnych, lękowych i agresywnych myśli wyzwala bezładne, często skrajne emocje - a te napędzają chaotyczne i destrukcyjne zachowania. W efekcie wzrasta ilość stresu i poczucie braku kierunku w naszych wyborach i działaniach. Błędne koło, które trudno przerwać. Bo stres - gdy staje się chroniczny - prócz zdrowia odbiera nam również możliwość dokonywania inteligentnych wyborów, a także możliwość doświadczania empatii i współczucia. (Za mało krwi dopływa do płatów czołowych mózgu.) To wystarczy, aby nasze relacje z ludźmi dramatycznie się pokomplikowały. Błędne koło stresu generując depresyjne, agresywne, złowrogie myśli i wyobrażenia - utrzymuje nas w narastającym napięciu. Bo ludzki organizm nie jest w stanie odróżnić realnego zagrożenia od wyobrażonego. W realu może być wszystko OK., lecz my i tak tego nie zauważymy.

Czyli potwierdza się przekonanie, że „Ludzie sami komplikują sobie życie”. Czy nie da się wyjść z tego błędnego koła?
Na szczęście – da się. Pierwsza lekcja: odróżniamy myślenie od myślactwa". To pomoże zdystansować się nieco od rozgadanego jarmarku w naszych głowach. Myślenie to uporządkowany proces uruchamiany pytaniem czy wątpliwością, prowadzący do rozwiązania. Rozwiązanie kończy myślenie na dany temat. Myślactwo" jest bezładną, samoistną, bezcelową gonitwą myśli. Można je porównać do spamu, który zawala nam skrzynkę mailową. Kradnie czas i energię, których i tak za mało mamy na sprawy naprawdę ważne. By przestać zajmować się mózgowym spamem - myślami, które odciągają naszą uwagę od tego, co w tej chwili rzeczywiście się dzieje i na co mamy realny wpływ - potrzeba wyostrzonej uwagi i dyscypliny.

Gdy choć trochę się tego nauczymy, to umysł zacznie się urealniać i porządkować, jak regularnie sprzątany i resetowany komputer. Wtedy na jego przejrzystym i przestronnym ekranie ujrzymy sprawy naprawdę dla nas istotne. Zrozumiemy, że najważniejszą z nich - bo nadającą naszemu życiu barwę, wyrazistość i sens - jest uważne, świadome i zaangażowane istnienie we wszystkim, co się nam realnie przydarza. Zapragniemy skończyć z przenoszeniem niespełnionej przeszłości w przyszłość, z życiem pomiędzy smutkiem i lękiem, aby w końcu odzyskać kontakt z naszym upragnionym, realnym, prostym życiem - tu i teraz.

„Nic nie poradzę, no taki mam nawyk...” - z uporem maniaka powtarza wiele osób, tłumacząc w ten sposób swoje np. problemy ze zdrowiem wynikające ze złego odżywiania czy długi będące efektem nieprzemyślanych zakupów. Czy raz nabyty nawyk to wyrok do końca życia?
Nie. Stosunkowo łatwo - jeśli się naprawdę do tego przyłożymy - możemy zmieniać nasze nawyki. Wystarczy przez 20 minut dziennie posiedzieć w spokoju, skoncentrować uwagę na oddechu, na jakimś harmonijnym dźwięku, na inspirującym symbolu/obrazie, albo na widoku kwiatu czy drzewa - do wyboru. I wtedy tylko patrzeć, tylko słuchać, tylko odczuwać. Te 20 minut to dla mózgu to samo, co resetowanie dla komputera. Uwolniony od nadmiernej, chaotycznej stymulacji umysł, zachowuje się jak pozostawione w spokoju szklane naczynie wypełnione wzburzoną, mętną wodą. Po jakimś czasie zanieczyszczenia opadają na dno, a woda robi się tak przejrzysta, że ku naszej ogromnej radości - można wreszcie zobaczyć przez nią świat. Wtedy to, co dla nas najważniejsze zostanie uświadomione, a szkodliwe nawyki ujawnią swoją szkodliwość z taką mocą, że wyzwolą ogromną, wewnętrzną, autonomiczną motywację i potrzebę zmiany. A to jest już połowa zwycięstwa. Umysł spokojny i prosty - poprowadzi nas prostą drogą do pożądanej zmiany.

Mówi Pan o tym, że warto dążyć do upraszczania swojego życia. Od razu przychodzi mi na myśl - „wyrzeczenia, rezygnacja, post”. Czy rzeczywiście może nam to przynieść jakąś korzyść? Czy sami się w ten sposób nie pozbawiamy czegoś istotnego, wartościowego?
Wręcz przeciwnie - minimalizm jest naszą naturalną, ludzką potrzebą. No bo na czym polega minimalizm? Na tworzeniu przestrzeni i czasu, w których możemy coś zauważyć w szczegółach, doświadczyć głębiej, przyjrzeć się, wsłuchać, zrozumieć. A to wszystko składa się na smak życia. Podobnie niemowlakowi, lepiej się żyje, gdy ma w swoim kojcu jednego ukochanego misia, a nie 20 kolorowych, konkurujących ze sobą pluszaków - i nie wiadomo, którym się zająć. W końcu rozkojarzone dziecko dostaje napadu wściekłej histerii i wrzeszcząc. wyrzuca z kojca wszystko. Dzieci odruchowo wybierają jedną rzecz, którą chcą się zajmować. Warto brać z nich przykład. Potrafią zająć się na długo najprostszą sprawą, której wagi, piękna i znaczenie zabiegani dorośli nie widzą - np. przez pół godziny z uwagą i zachwytem przyglądać się kałuży, kamykowi, mrówce czy kwiatu. To pouczająca demonstracja wrodzonej człowiekowi potrzeby minimalizmu. Niestety z upływem życia zostaje ona zagłuszona wyuczoną - destrukcyjną dla życia - potrzebą posiadania jak najwięcej i stymulowania się na wszystkie możliwe sposoby jednocześnie.

  1. Psychologia

Pieniądze szczęścia nie dają. Czy masz zdrowy stosunek do pieniędzy?

Musimy pamiętać, że pieniądze nie mają żadnej wartości, żadnej energii, dopóki to my sami nie zdecydujemy, jakie znaczenie im nadamy. (Ilustracja: iStock)
Musimy pamiętać, że pieniądze nie mają żadnej wartości, żadnej energii, dopóki to my sami nie zdecydujemy, jakie znaczenie im nadamy. (Ilustracja: iStock)
Dają wolność czy zniewalają? Stwarzają możliwości czy ograniczają? Oddzielają od innych czy łączą z nimi? Dają szczęście? Warto o nie zabiegać? Nasza relacja z pieniędzmi odzwierciedla to, kim myślimy, że jesteśmy.

Iwona Pochitonow, projektantka mody, pięć lat temu, po 28 latach działalności, zamknęła firmę, ponieważ „przestała kochać to robić”. Projekty jej kobiecych sukienek, żakietów, spodni, kostiumów i płaszczy modelki prezentowały na okładkach kobiecych pism, także „Zwierciadła”. „Byłam bogata” – mówi Iwona. Wybudowała duży dom pod Warszawą w otulinie starych drzew, podróżowała. Teraz sama tworzy naturalne mydła i kremy. Nie chce już firmy. Żyje za grosze w porównaniu z tym, ile zarabiała jeszcze kilka lat temu. Kiedyś uwielbiała rzeczy, zakupy, piękne przedmioty przywożone z zagranicy. Dziś – jak mówi – nie potrzebuje już ani rzeczy, ani nowych ubrań. Jest szczęśliwa, żyć nie umierać. Zawsze już będzie „podążać za radością”.

Iza Pawelec, aktorka z Wrocławia, przez dziesięć lat przebijała się w branży – rólki w teatrze, rólki w filmach, chałtury w reklamie. „Ledwo spinałam budżet” – mówi. W tym zawodzie trzeba o siebie dbać. Gdy opłaciła czynsz za wynajmowane mieszkanie, reszta wystarczała na masażystę, dietetyczkę, kosmetyczkę, fryzjerkę. Trochę ekojedzenia i po pieniądzach. Wakacje u znajomych na Mazurach. „Trochę głupio to przyznać – Iza zawiesza głos – ale odżyłam, gdy bogato wyszłam za mąż. Jakie możliwości dają pieniądze! Lepiej być bogatą”. Dwóm siostrzenicom opłaca prywatne studia. Chorej na serce mamie leczenie w dobrej klinice. Wakacje, gdy nie trzeba myśleć o pieniądzach, mają znaczenie dla dobrego samopoczucia. I tak dalej, i tak dalej.

Dają wolność czy zniewalają? Stwarzają możliwości czy ograniczają? Oddzielają od innych czy łączą z nimi? Dają szczęście? Podobno tylko szczęśliwym. Ale chcemy sprawdzić. Podobno nie dają szczęścia, ale – jak mawiała Marilyn Monroe – zakupy owszem. To też chcemy sprawdzić.

Warto o nie zabiegać? A co na to badania? Zdarza się, że wyniki badań się wykluczają. Jedne mówią o tym, że najszczęśliwsi są mieszkańcy krajów najbiedniejszych. Inne, że wręcz przeciwnie – największe zadowolenie z życia zgłaszają mieszkańcy zamożnych krajów Europy. Jeszcze inne badania pokazują, że nasze dobre samopoczucie nie rośnie wraz ze wzrostem dochodów. Jeśli mamy środki na podstawowe potrzeby (jedzenie, dach nad głową), to zdobycie pieniędzy na większy dom, lepszy samochód czy droższe wakacje nie spowoduje wzrostu naszego poczucia szczęścia.

Niezmiennie zdumiewają badania dotyczące ludzi, którzy wygrali duże sumy na loterii. Wyniki są zawsze takie same: w przeciągu kilku miesięcy ludzie ci tracą miliony, przegrywają w kasynie, wpadają w uzależnienie od alkoholu i narkotyków, a nawet popełniają samobójstwo. Publicznie żałują wygranej. Mówią nawet, że to był najgorszy dzień w ich życiu! Chcieliby wygrać może dwa tysiące euro, ale nie dwa miliony!

Energia, którą reprezentują pieniądze, jest mocna, ale i subtelna, może wzmocnić, ale może też zabić. Z całą pewnością uwrażliwienie na nią, przyjmowanie jej i oswajanie wymaga świadomości. Świadomości czego? Przede wszystkim tego, że pieniądze nie mają żadnej wartości, żadnej energii, dopóki to my sami nie zdecydujemy, jakie znaczenie im nadamy. Bez udziału naszej świadomości to tylko kawałki papieru. Badacze rozwoju świadomości zwracają uwagę, że dobra moda na minimalizm i proste życie sprawiają, iż nasza relacja z pieniędzmi także się zmienia. Przechodzimy niezwykły, czasem burzliwy i chaotyczny proces przemiany. Coraz wyraźniej widzimy, że pożądanie rzeczy, aby uśmierzyć wewnętrzny ból i pustkę, ten ból dodatkowo pogłębia. Używając pieniędzy do wzmacniania własnej pozycji i wizerunku, paradoksalnie osłabiamy siebie. Widać to jasno wtedy, gdy odkrywamy, że posiadanie nie daje nam radości ani wolności. Jesteśmy znużeni, zmęczeni i wypaleni.

Na naszych oczach i w głębi nas rodzi się nowe. Nowa świadomość. Nowa era pieniądza – jak nazywa te zmiany Mayuri Onerheim, autorka książki „Pieniądze. Duchowość. Świadomość...”, jeszcze do niedawna główna księgowa światowych korporacji. Relacja z pieniędzmi dla wielu z nas staje się fascynującym źródłem nowego sposobu życia. Ten nowy sposób to zupełnie inna perspektywa, inna narracja. Przeczuwamy, a niektórzy z nas już to wiedzą, że istnieje całkowicie inny sposób doświadczania pieniędzy niż do tej pory; że ich zarabianie i wydawanie nie musi łączyć się z bólem i lękiem. Że możemy puścić w ruch inny taniec energii – pieniędzy i miłości.

Zaczynamy od świadomości obfitości poza pieniędzmi. Jak pisze Onerheim: Jeden kwiat wystarczy. A czy to ważne, gdzie rośnie ten kwiat – w twoim ogrodzie czy w ogrodzie sąsiada? Nie posiadasz gwiazd, a przecież możesz się cieszyć ich widokiem. Nie posiadasz ptaków szybujących, a przecież cieszy cię ich śpiew. Nie potrzebujesz więcej rzeczy. Potrzebujesz większej wrażliwości, większej uważności na piękno wokół, uszu bardziej wyczulonych na muzykę, oczu artysty. Potrzebujesz wyobraźni, która przemienia wszystko w coś istotnego i znaczącego. Jesteś już bogata. Dostałaś już to, czego potrzebujesz. Niech to się rozwija, a wszystko, co masz w świecie zewnętrznym, okaże się wystarczające.

Świadomość obfitości to też świadomość naszych wewnętrznych skarbów: spokoju, pogody ducha, pokory, prawdomówności, odwagi. I bogactwa natury. Rzadko na co dzień zdajemy sobie sprawę z tego, że na Ziemi jest więcej jedzenia, niż kiedykolwiek mogłyby spożyć zamieszkujące ją istoty. Słońce wytwarza więcej energii, niż Ziemia mogłaby kiedykolwiek zużyć. Gdy powstawało nasze życie, miliony plemników wyruszyły w drogę, by zapłodnić jedno z tysiąca jaj czekających na to w organizmie naszej matki od chwili jej narodzin. Zadaniem wiśni jest, by w trakcie swojego życia dać początek dwóm kolejnym drzewom wiśniowym. W tym celu rodzi ona każdej wiosny tysiące kwiatów, a w ciągu lata – tysiące owoców, ciesząc tym nasze oczy oraz dając pokarm tysiącom owadów i ptaków. To tylko niewielkie przykłady bogactwa życia wokół nas, przepychu i luksusu, w którym żyjemy i którym jesteśmy jako część natury.

Pieniądze mogą się stać częścią tego obfitego świata. Kiedy połączymy je z sercem, zechcemy wydawać je na wszystko, co wzmacnia i wspiera życie. Poczujemy, że dzięki nim współtworzymy rzeczywistość, że mamy wpływ. W nowej erze pieniędzy wiemy już, że nasze decyzje i wybory naprawdę tworzą nasz świat. Wyobraźmy sobie, jak zmieniłoby się życie nas wszystkich, gdybyśmy widzieli i odczuwali ten przepływ.

To już się dzieje – na naszych oczach i w głębi nas. Ten duchowy – bo powiązany z miłością do życia – stosunek do pieniędzy idzie w parze ze świadomością, w jaki sposób zarabiamy, wydajemy i inwestujemy pieniądze. Klarowność i przejrzystość naszych transakcji finansowych wzmacnia nas i czyni wolnymi – tu badania są zgodne. Także w tym, że wszelkie długi działają obciążająco na naszą psychikę, ograniczają swobodę wyboru, kreatywność i szersze spojrzenie na spektrum życiowych możliwości.

Obserwując nasz stosunek do pieniędzy, nasze myśli i emocje z nimi związane, a także proces zarabiania i wydawania, stajemy się świadomi. Od tej chwili to my decydujemy, co dzieje się w naszym finansowym imperium.

Wdzięczność jest początkiem prawa wzrostu i tworzenia. To, za co dziękujemy dziś, będzie pomnożone jutro. Jeśli mamy w kieszeni kilka złotych i ucieszymy się z nich, życie je pomnoży. Jeśli natomiast obrazimy się na sytuację i będziemy opowiadać wszystkim naokoło, czego nam brakuje, ten brak będzie się powiększał. Wdzięczność pozwala cieszyć się tym, co już stworzyliśmy dla siebie, ucisza obawy i lęki, a nawet – w miarę praktykowania wdzięczności – całkowicie z nich wyzwala.

  1. Styl Życia

Jak uprościć swoje życie? Po prostu

Im mniej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni i możemy się rozwijać. (Fot. iStock)
Im mniej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni i możemy się rozwijać. (Fot. iStock)
Dominique Loreau, autorka kultowej „Sztuki prostoty”, twierdzi, że prostota uwalnia od uprzedzeń, ograniczeń oraz obciążeń, które nas rozpraszają i stresują. Dlatego jeśli miałabyś zrobić w tym roku tylko jedną rzecz ze swoim życiem, uprość je sobie.

Dominique Loreau, autorka kultowej „Sztuki prostoty”, twierdzi, że prostota uwalnia od uprzedzeń, ograniczeń oraz obciążeń, które nas rozpraszają i stresują. Dlatego jeśli chcesz zrobić ze swoim życiem tylko jedną rzecz - uprość je sobie.

DOM
Niech będzie skromnie urządzony, a znajdujące się w nim przedmioty i meble funkcjonalne i piękne: powinny zaspokajać potrzeby ciała i oka. Pozbądź się wszystkich niedziałających sprzętów, niewygodnych krzeseł oraz sztucznych materiałów. Doceń monochromatyczność w kolorach. Dom powinien być miejscem odpoczynku, azylem w otaczającym nas świecie. Miej w nim tylko to, co jest ci niezbędne i co ci odpowiada.

CZAS
Rób tylko jedną rzecz naraz. Codziennie wybierz się na półgodzinny spacer, rób sobie krótkie przerwy w pracy. Powoli odbieraj telefon. Naucz się mówić „nie” spokojnie i ze stanowczością. Nie bierz nadgodzin i nie pracuj w czasie wolnym. Bądź w pełni obecna w tym, co robisz. Unikaj rutyny: staraj się zmieniać co jakiś czas drogę do pracy czy to, co jesz na śniadanie. Ułóż harmonogram prac domowych, z podziałem na pomieszczenia i dni tygodnia. Rób listy zakupów. Oszczędzaj pieniądze – nie po to, by więcej wydawać, ale po to, by mniej pracować.

CIAŁO
Twoje ciało jest twoim domem. Nie powinnaś zaniedbywać służących mu zabiegów na korzyść troski o innych. Odżywiaj się właściwie, ćwicz i wystarczająco dużo pij, wysypiaj się, myj czystą wodą i myśl pozytywnie. Wypracuj w sobie dyscyplinę codziennej prostej i łagodnej pielęgnacji. Poranną toaletę wykonuj tak, jakby to było ćwiczenie fizyczne.

JEDZENIE
Złota reguła: by jak najdłużej zachować zdrowie i młodość, trzeba jeść mało. Inaczej organizm nie przyswoi w pełni składników z pożywienia. Jedz żywność świeżą i dobrej jakości. Staraj się też o przyjemne otoczenie i estetyczne podanie – jeżeli ich zabraknie, będziesz dążyła do tego, by zastąpić je większą ilością jedzenia. Jeść dobrze oznacza też jeść wytwornie, powoli, mieć szacunek do pożywienia i do swojego organizmu. Jedz, kiedy jesteś głodna, i smakuj każdy kęs.

UMYSŁ
Jeżeli umysł jest przepełniony, nie możemy normalnie funkcjonować. Kiedy unikasz jednych myśli, robisz miejsce dla innych, a ponieważ negatywnymi myślami wyrządzamy sobie tyle samo krzywdy, co niezdrowym jedzeniem czy paleniem papierosów, wyćwicz w sobie nawyk powracania przed snem do miłych momentów dnia. Ćwicz się także w dystansowaniu się do myśli, nieutożsamianiu się z nimi. Unikaj stresu i nie rozmyślaj nad nękającymi cię problemami. Wystarczy, że znasz ich istotę, by umysł sam znalazł drogę do rozwiązania. Jak najczęściej medytuj, by oczyścić głowę, najlepiej rano, w odosobnionym miejscu.

RELACJE
Zerwij bezowocne znajomości, zakończ te, które nie dają ci oparcia. W miłości nie bądź niewolnikiem drugiej osoby. Nie staraj się dostosowywać do niekomfortowych sytuacji i nie wymagaj od innych nadmiernej szczerości. Nie zmieniaj swoich planów, by zadowolić innych. Nie martw się, co pomyślą lub powiedzą na twój temat. Nie bądź osobą odpowiadającą oczekiwaniom innych, ale taką, którą sama chcesz być. Nie czuj się zakłopotana, gdy coś dostajesz, ale sama nie dawaj zbyt dużo. Zdobądź spokój płynący z przekonania, że wszystko, czego potrzebujesz, możesz osiągnąć sama. Mniej mów, więcej słuchaj. Nie krytykuj innych, bo w ten sposób tworzysz problem i umniejszasz swoją wartość. Zamiast zajmować się cudzymi wadami, zajmuj się swoimi, ale też nie zadręczaj się. Odnoś się do siebie z miłością, dzięki temu będziesz traktować innych z większym uczuciem. Wybaczaj dla własnego dobra. Nie próbuj zmieniać innych.

Dlaczego mniej znaczy więcej?

Według Dominique Loreau:
  • im mniej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni i możemy się rozwijać,
  • kiedy mamy niewiele, tworzymy miejsce dla spraw najważniejszych,
  • życie wśród małej liczby rzeczy podwyższa jakość egzystencji,
  • nie skupiając się na nadmiarze, masz czas, by skupić się na sobie: dowiedzieć, jaka jesteś,
  • mając mniej, zostawiasz przestrzeń dla kreatywności,
  • twoje decyzje stają się instynktowne, twój styl ubierania bardziej elegancki, dom wygodniejszy, a terminarz mniej zapełniony.

  1. Styl Życia

Minimalizm - modny trend czy pomysł na lepsze życie?

Minimalizm to trend zdawałoby się zupełnie nieprzystający do czasów konsumpcji i komercji. A jednak żyjemy przytłoczeni nadmiarem rzeczy, pomysłów, umów, ofert. (Fot. iStock)
Minimalizm to trend zdawałoby się zupełnie nieprzystający do czasów konsumpcji i komercji. A jednak żyjemy przytłoczeni nadmiarem rzeczy, pomysłów, umów, ofert. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Musi istnieć coś pomiędzy mieszkaniem w beczce a w Bizancjum. Jakaś przeciwwaga dla konsumpcjonizmu, nadmiernego gromadzenia dóbr, tego szaleństwa naszych czasów. Tylko jak chcieć mniej? W tym miesiącu Katarzyna Droga testuje minimalizm, by sprawdzić, czy to kolejny modny trend, czy pomysł na lepsze życie.

Minimalizm w życiu. Trend zdawałoby się zupełnie nieprzystający do czasów konsumpcji i komercji. A jednak. Jest jakaś racja w tym, że żyjemy przytłoczeni nadmiarem rzeczy, pomysłów, umów, ofert. Gdyby tak pozbyć się tego, co zbędne, przejrzeć wszystko – od mieszkania po relacje? Usunąć te elementy, które nie tylko zajmują przestrzeń, ale też hamują nasze działania. Minimalizm nie jako asceza, lecz jako pomysł na lepsze życie. No to jak odmówić kolejnej znakomitej ofercie kolejnego świetnego banku albo superoperatora. Jak sprawdzić, czy „mniej może znaczyć więcej” jak pisała Dominique Loreau, minimalistka, która czerpała mądrość z kultury japońskiej. Przyjaciółka mojej babci, pani Kazia, mówiła to samo prościej: „co masz wyrzucić jutro, wyrzuć dziś…”, ale Kazia, wzorowa gospodyni, miała na myśli stan spiżarni, podejrzany serek i podpleśniałe piętki chleba. Nie wiem, czy zgodziłaby się z minimalistami, bo chciwie gromadziła wiele przedmiotów, a jej kultowym sprzętem na strychu był kufer pełen staroci. Ja takiego kufra nie mam, ale jestem świeżo po przeprowadzce i sprawdziłam na własnej skórze: to fakt, że natłok rzeczy i spraw odsuwa w dal to, co prawdziwe. Gonitwa za posiadaniem i pośpiech przekładają się na stres, zmęczenie, strach o utratę dóbr. Koniec z tym!

Można uprościć sobie życie? Można. Przyda się jednak jakiś plan. Na przykład ten zaczerpnięty z warsztatów „Proste życie” psychologa Wojciecha Eichelbergera. Zgodnie z dzisiejszą wiedzą na temat działania mózgu, 21 dni wystarczy na zmianę przyzwyczajeń i wyrobienie nowych nawyków. To do mnie dociera, podobnie jak to, że każdy przedmiot w mojej przestrzeni zabiera mi cząstkę uwagi, czasu, emocji – kawałek mojego życia. Czy każdy jest tego wart? Zobaczymy. Postanawiam swoją przygodę z minimalizmem zacząć od posprzątania domu.

Przestrzeń mieszkalna

Dom mam nieduży, akurat, właściwie brakuje oddzielnego kąta do pracy. W ramach dążenia do minimum rezygnuję z planu dobudowania pokoiku na strychu. Tłumaczę sobie, że kiedy wszystko jest w laptopie, pokoik do pisania jest tak samo bez sensu jak absurdalny byłby mały loch pod piwnicą, mimo to oba pomieszczenia budzą we mnie chęć posiadania. Pokoik byłby absolutnie minimalny: tylko ja i laptop, biurko, krzesło, fotel, lampa, by poczytać, mała półka na książki. Loszek zaś jeszcze bardziej zgodny z filozofią M: wąski tapczanik z materacem, lampka, coś dla nadprogramowego gościa. Można w takiej celi odbębnić codzienny rytuał medytacji, a „Proste życie” radzi od niego zacząć dzień.

Najwyraźniej źle podeszłam do tematu, bo zamiast ująć, dobudowuję. Usuwam zatem loszek i pokoik na strychu z wyobraźni, biorę się do realnych książek w przeładowanej biblioteczce. Życie w zgodzie z minimalizmem każe zapytać: po co mi tyle książek? Powinnam je podać dalej do przeczytania, oddać do biblioteki, a zostawić te najważniejsze, potrzebne do pracy. Na przykład po co mi stary Tomek Sawyer, tomy o życiu Ani z Kanady i Polyanny? Sięgam po nie i wiem, że nie mogę się z nimi rozstać. Na marginesach mam notatki, które pisałam jako nastolatka. Wiele z tych książek wyniosłam: całe życie będę grać w zadowolenie („Polyanna”), wiem, że nie wolno ranić ludzkich uczuć („Ania z Zielonego Wzgórza”). Właściwie pasują do mojego programu – w warsztacie „Proste życie” jest ćwiczenie z nienarzekaniem. Przeglądam cały zbiór, książki zbierane latami, niektóre po rodzicach, do każdej czasem wracam. Nie chcę ich ani wyrzucić, ani oddać. Na tym polu klęska. Być może łatwiej pójdzie mi z trylionem drobiazgów na półkach i w szufladach.

Duperele, czyli pamiątki

Zajmują mi czas i zabierają energię. Budzą niepotrzebne emocje. W pudełku z napisem „starocie” lądują przedmioty z półek: popielniczka-muszla (nikt w domu nie pali), fajka z piany morskiej, mały flakonik z marmuru, szkatułka z kamieniami półszlachetnymi, które zbierał stryjek Lutek przed II wojną światową. Nie trzeba będzie odkurzać, pamiętać. Tyle tylko że pusta półka wygląda żałośnie i jednak wyciągam „te skarby” z pudła. Kiedy patrzę na muszlę, mam wrażenie, że są ze mną rodzice, którzy sporo palili i ta popielniczka zawsze była w zasięgu wzroku. Przeżyła ich, ale miło mieć złudzenie, że za chwilę ktoś położy na niej papierosa. Fajka należała do pradziadka sybiraka, mówił, że przyniosła mu szczęście. Flakonik przyjechał z podróży do Turcji, a każdy kamyk w szkatułce to osobna historia. Potrzebuję ich. Przeszły test minimum: potrzebne, wprawdzie nie do przeżycia, ale do pamięci o życiu innych.

Szuflada z zeszytami? Jakie ładne i jak porządnie prowadzone! Wołam córkę, niech zobaczy, albo nie – dwója za brak pracy domowej. Pamiętniki i zapiski, dzięki którym napisałam książkę. Kto by wpadł na pomysł, żeby to wyrzucać? Zostają. Stare numery „Przeglądu Sportowego” to co innego. Mogę też wyrzucić notatki ze swoich wykładów, ale już te napisane ręką ojca – nie, zbyt duża pamiątka. Testu nie przeszły: rachunki z roku 1955, zaświadczenia o stanie zdrowia sprzed dekady, dowody wpłat za nieistniejące już telefony stacjonarne. Jestem zadowolona, mam mniej szpargałów, więcej miejsca na pamiątki. Mój wniosek: nie wyrzucaj niczego, co ma swoją historię i budzi dobre emocje. Odkurzanie ich jest podróżą w czasie, a pustka po nich nie ma wartości.

Porządki w szafie - co naprawdę się przyda?

Tu będzie zdecydowanie łatwiej, bo prawie nie działa reguła sentymentu. Korzystam z podpowiedzi warsztatu „Proste życie” – ustawiam worki z napisami: „zima”, „do PCK”, „do wyrzucenia”. Zasada pierwsza: czego nie założyłam na siebie przez rok, nie włożę już nigdy. Do wora z tym! I po kolei: sukienka kupiona dwa lata temu, bardzo ją lubię, problem taki, że za ciasna. Ale może stanie się motywacją? Jak by to było przyjemnie schudnąć do niej na następny sezon? „Nigdy do niej nie schudniesz, tylko zawala miejsce” – skrzeczy głos rozsądku, lojalny z minimalizmem. Nienawidzę tego głosu. „Już mi się kiedyś udało” – odpowiadam mu – „i to było nieopisania dobre uczucie”. Niech czeka, kiecka i kilka spódnic, których jedyną winą jest to, że się nie dopinają. Jakże przydadzą się, kiedy wreszcie schudnę! Robię worek „po schudnieciu”. A co z tymi oto bluzeczkami, które sprały się i na pewno nie założę ich „do ludzi”. I stare dresy, wygodne jak żadne? Wyrzucić. Chwileczkę… Prócz ludzi istnieją w moim życiu chwile pracy w ogrodzie, sprzątania, remonty. Przydadzą się wtedy niechybnie. Zostają jako "domowe". Mam jednakże sukcesy: dwie kiecki, których nie założyłam od lat. Porządne, markowe, zupełnie nie w moim stylu, jedną kupiłam, bo była okazja, a drugą dostałam. Oddam z miłym poczuciem, że ktoś się ucieszy. Lądują w worku PCK, ten wygląda najlepiej, bo mam sporo rzeczy, z których wyrosły moje córki. Wpada mi w ręce własna sukienka ze studniówki, z aksamitnego materiału zdobytego w Peweksie. Przyda się… Nie, nigdy się już nie przyda, podobnie jak dwie sukienki ciążowe sprzed dwudziestu lat. A jednak… płaczę nad nimi z powodu upływu czasu i ze wzruszenia. Warsztat „Proste życie” powiada: nie siedź w przeszłości, wracaj do „tu i teraz”, dotknij chwili obecnej. To dotykam, słyszę zegar, patrzę na wskazówkę i stwierdzam, że straciłam na szafy dwie godziny. Na pociechę znajduję kilka rzeczy, których serdecznie nie znoszę, więc wrzucam je w niebyt worków. Klęskę z ciuchami usiłuję zatuszować redukcją przedmiotów kuchennych.

Kuchciki

Mam w domu kredensik z lat siedemdziesiątych, zwany słupkiem. W nim kuchciki – skarby prawdziwe: młynki do kawy, stare trzepaczki do białek, otwieracze, filiżanki z PRL-u, o proszę… znalazła się kamienna miseczka, której szukałam przed świętami. Zapasowy otwieracz też tu jest, jakże przydał się, gdy zaginął nowy! A kiedy zabrakło prądu, ręczne trzepaczki zastąpiły mikser. Cóż, ja żyję w Polsce, nie w Japonii. Potrzeba poczucia bezpieczeństwa jest najsilniejsza. Potrzeba – to słowo rozbłyska w mojej głowie jak żarówka Pomysłowego Dobromira. Po co ja to wszystko robię? Dla zyskania wolności, czasu i życiowej przestrzeni, zapanowania nad swoim życiem. Na razie straciłam sporo czasu, utknęłam na dobre w przeszłości, przestrzeni nie zyskałam wcale. Może trochę po słoikach, które są całkowicie pozbawione charakteru. Wnioski są raczej ponure: mam za dużo przedmiotów i nie umiem się ich pozbyć. Uciekam się do ćwiczenia polegającego na zapytaniu każdej rzeczy: Po co mi jesteś potrzebna? Czy korzystam z ciebie dla rzetelnych potrzeb? Laptop w liczbie jeden (starego, zostawionego na wszelki wypadek nie liczę), torebka naprawdę jedna, komórka, okulary, krzesło i biurko – wychodzą z analizy obronną ręką. Mogę usunąć z biurka flakon z kwiatami i zdjęcia członków rodziny, ale nie chcę. Potrzebuję zerknąć na twarze moich bliskich i lubię ładne kwiaty. Wracam do ćwiczenia, które przemawia do mnie najbardziej „po prostu posprzątaj po kolei”: przedpokój, kuchnię, pokój do pracy i sypialnię. Idę jak burza, wiem, że więcej znaczy mniej, a ładniej znaczy przyjemniej. To działa. Wniosek? Warto zweryfikować, czego potrzebuję naprawdę. Natomiast nie warto czynić z minimalizmu kolejnej zmory w życiu.

Katarzyna Droga, wieloletnia redaktor naczelna miesięcznika Sens, autorka sagi „Pokolenia”.