1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Znaczenie imion kobiecych (2)

Znaczenie imion kobiecych (2)

123rf.com
123rf.com
Pada jako pierwsze, kiedy się przedstawiamy, czyli komunikujemy innym, kim jesteśmy. Często zresztą wymawiamy je po słowie „jestem”. Określa nas, nadaje nam charakter

Aleksandra – dynamiczna, odznaczająca się wewnętrzną mocą. Trudno nadążyć za jej biegiem myśli. Potrzebuje szerokich kontaktów ze światem.Pragnie niezależności i ma skłonność do wplątywania się w niebezpieczne przygody. Lubi być panią sytuacji. Jest prawdomówna, z pewnością nie zrobiłaby kariery w dyplomacji. Niecierpliwa, gdy sprawy przyjmują niesprzyjający dla niej obrót. Bardzo logiczna a także zmysłowa i seksowna.

Agata – choleryczka o wielkim sercu. Miewa niekontrolowane reakcje, jej zapalczywość szybko jednak mija i staje się osobą wrażliwą na potrzeby innych i chętną do pomocy. Źle znosi rutynę i pracę w określonych godzinach. To wolny duch. Cele osiąga szybko i niestandardowo. Nie można przypisywać jej zdrowego rozsądku, raczej silną emocjonalność. W związkach potrzebuje jednocześnie wsparcia i kontrolowania. Bywa zaborcza i nieprzewidywalna. Ma twórczy umysł i często zdolności artystyczne.

Barbara – ciekawa osobowość. Wrażliwa na wszystko, co ją otacza. Charakteryzuje się zmysłem piękna, wyróżnia ją elegancja. Niezależna, kroczy własną ścieżką. W życiu kieruje się intuicją i rozumie motywacje innych ludzi. Sama jest powściągliwa i skryta. Ma tendencje do popadania w okresowe załamania psychiczne. Kocha książki i dobrą muzykę, dobrze idzie jej pisanie. Jest uroczo kapryśna i uwielbia flirtować.

Emilia – niemożliwie bezczelna, prawdziwe z niej chłopaczysko. Jednocześnie jednak odznacza się ogromną wrażliwością. Jest bystrą obserwatorką. Sprawia wrażenie, że posiadła tajemną wiedzę życia. Czarownica. Ma znakomitą pamięć i analityczny umysł. Dumna, mściwa i czasem gwałtowna. To królowa potrzebująca poddanych. Kiedy kocha, to na całego. W seksie i w miłości obowiązuje ją zasada „wszystko albo nic”. Często prowadzi burzliwe życie uczuciowe.

Julia uwodzicielska, pełna wdzięku, skryta, trochę nieśmiała. Nieco posągowa, unika kontaktu ze światem, a na pewno z tłumem. Może wydawać się nieco dzika. Emanuje chłodem, żeby nie pokazać, że coś wywiera na nią wrażenie. Charakteryzuje się arystokratycznymi manierami i wielką ciekawością świata. Żyje blisko natury i ma dar przewidywania przyszłości. Potrafi się przyjaźnić zarówno z kobietami, jak i mężczyznami. Przy wyborze partnera życiowego kieruje się ostrożnością. Źle znosi zdradę, porażki, odrzucenie. Podatna na zranienia.

Małgorzata – jest zmienna. Marzycielka, entuzjastka, ma skłonność do nagłych olśnień. Odkłada na jutro to, co ma zrobić dzisiaj. Byle co wprawia ją w drżenie. Łatwo się zniechęca i może uciekać przed życiowymi wyzwaniami. Gdy egzystencja staje się dla niej zbyt trudna zamyka się w swoim świecie. Czasem biernie przyjmuje wydarzenia, a czasem reaguje natychmiastowo i wybuchowo. Lubi przepowiednie i astrologię. Jest nieśmiała, czuła i opiekuńcza. Nie znosi samotności. Cechuje ją magnetyzm.

Marta – silna psychicznie i fizycznie. Nie lęka się przeszkód i trudów życiowych. Trochę męska w sposobie bycia, nie ulega wpływom innych. Wcześnie dorośleje, niewiele w niej dziecięcości. Bywa zaborcza i despotyczna. Gdy postawi przed sobą cel, osiągnie go. Lubi współzawodniczyć i przez to posiada wrogów, nie przejmuje się jednak tym. Jest przekorna i zawsze idzie własną ścieżką. Cechuje ją duża samodzielność i zaradność życiowa. Jest towarzyska, ale też interesowna. Ma w sobie żądzę posiadania i gromadzenia bogactw. Wobec mężczyzn wykazuje agresywność a w rodzinie lubi rządzić. Ma silny popęd seksualny.

Natalia – imię to obdarza dużymi ambicjami i nie mniejszymi możliwościami. To materialistka świetnie radząca sobie w rzeczywistości. Cechuje ją jasny logiczny umysł i umiejętność zachowywania zimnej krwi. Wykazuje się dużą pewnością siebie, jest nieufna, a na świat patrzy bardzo subiektywnie. Nie przyjmie za swojego pogląd innych. Trudno jej zmienić swoje zdanie. Źle znosi porażki i potrafi być mściwa. Słyszy podszepty intuicji, ale nie rezygnuje z intelektualnego podejścia do świata. Ma w sobie dużo wdzięku i cieszy ją prowadzenie domu.

O innych imionach kobiecych czytaj tutaj

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Talent - na czym polega według ekspertów od testu Gallupa?

Jak odkryć w sobie talent? Talenty posiada każdy człowiek. Instytut Gallupa stworzył mapę 34 neuronalnych wzorów, zwanych talentami. Są wśród nich m.in.: empatia, współzależność, rywalizacja i dyscyplina. (fot. iStock)
Jak odkryć w sobie talent? Talenty posiada każdy człowiek. Instytut Gallupa stworzył mapę 34 neuronalnych wzorów, zwanych talentami. Są wśród nich m.in.: empatia, współzależność, rywalizacja i dyscyplina. (fot. iStock)
„Ja się wcale nie chwalę, ja po prostu, niestety, mam talent!”. Niesłusznie traktujemy ten kabaretowy hit jako żart. Tak, każdy z nas ma wiele talentów, w tym pięć dominujących. I na nich powinniśmy się skupić.

Amerykański Instytut Gallupa (The Gallup Organization) od ponad 80 lat bada zachowania i naturę człowieka, wykorzystując najnowsze osiągnięcia ekonomii, psychologii, neurobiologii i antropologii oraz wyniki własnych badań demograficznych. Jedne z innowacji dotyczą ludzkiego umysłu i umiejętności.

Zaczęło się od tego, że naukowcy dostrzegli dwie powtarzające się cechy najlepszych menedżerów: potrafią określić talenty swoich pracowników i stworzyć w organizacji miejsce, gdzie cechy te będą się rozwijać. W wyniku podobnych obserwacji Instytut Gallupa stworzył mapę 34 neuronalnych wzorów, zwanych talentami. Są wśród nich m.in.: empatia, współzależność, rywalizacja i dyscyplina. Każdy człowiek posiada wiele talentów - natomiast pięć z nich jest określanych jako dominujące, ponieważ to one w największym stopniu decydują o tym, jacy jesteśmy. Najlepszą rzeczą, jaką każdy z nas może sobie sprezentować w życiu, jest odkrycie swoich dominujących talentów, podążanie za nimi i ich rozwijanie.

Narodziny mistrza

Renata Gut, trenerka rozwoju osobistego i biznesu, coach, konsultant i wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, w swoich szkoleniach posługująca się wiedzą popularyzowaną przez amerykański Instytut, wierzy głęboko, że tym, co potrafi diametralnie odmienić nasze postrzeganie rzeczywistości, jest właśnie świadomość własnych talentów. Jeśli czujesz, że coś, co robisz, sprawia ci wielką przyjemność, to szybko się tego uczysz. Gdy po wykonaniu zadania odczuwasz zadowolenie i masz ochotę dalej rozwijać ten obszar, to prawdopodobnie odkryłeś swój talent - mówi. Człowiek, który postępuje zgodnie ze swoimi talentami, robi to, co lubi, więc robi to coraz lepiej. Widzi postępy, tym samym wzrasta jego poczucie własnej wartości. Ono z kolei daje mu siłę napędową, by jeszcze bardziej przykładać się do tego, co lubi najbardziej. Tak rodzi się mistrz.

Brzmi to pięknie i prosto, tymczasem w życiu bywa inaczej. Dlaczego? Blokadą jest czasem wychowanie. Od najmłodszych lat jesteśmy programowani tak, żeby skupiać się na swoich słabościach i tym samym je pielęgnować. We wszystkich placówkach edukacyjnych świata i znakomitej większości miejsc pracy jesteśmy nieustannie zachęcani do zwalczania własnych niedociągnięć i doskonalenia tzw. słabych stron. Rodzice rzadko koncentrują się na silnych stronach swoich dzieci. Za wszelką cenę chcą sprawić, żeby ich pociechy były jednakowo dobre ze wszystkich przedmiotów, wiec zamiast: „skup się na tym, co kochasz”,  mówimy: „to umiesz i tak, musisz nadrobić tamto”. Szefowie wytykają podwładnym słabości („jeszcze nad tym musisz popracować”), wymagając dążenia do perfekcji we wszystkich dziedzinach, również w tych, które nie są elementem najistotniejszym w ich zadaniach.  A droga walki ze słabościami może prowadzić do zagubienia się w nich.

- Aby przełamać tę powszechną i samonakręcającą się spiralę, Instytut skupił się na dwóch założeniach - wyjaśnia Renata Gut. - Po pierwsze, talenty każdego człowieka są trwałe i wyjątkowe. Po drugie, największy potencjał do zmian na lepsze stanowią obszary naszych mocnych stron, a nie słabości.

Marcus Buckingham z Instytutu Gallupa przez blisko 20 lat badał ludzkie cechy, pod kątem tych najlepszych. To on zapoczątkował odkrywanie swoich talentów i budowanie na nich kariery zawodowej. Wnioski opisał w bestsellerowych poradnikach, m.in.: „Po pierwsze: złam wszelkie zasady”, „Teraz odkryj swoje silne strony” i „To jedno, co powinieneś wiedzieć”.

Podczas badania zadano proste pytanie 1,7 mln pracownikom ze 101 firm z 36 krajów: „Czy w pracy masz codziennie możliwość wykonywania tego, co potrafisz najlepiej?”. Co się okazało? Jedynie 20% badanych uznało, że ich talenty są w pełni wykorzystywane w codziennej pracy. Mówiąc inaczej, aż ośmiu na dziesięciu pracowników uznaje, że przypisano im nieodpowiednie role i stanowiska.

Talent, czyli wzorzec

Czym jest talent? Buckingham definiuje go następująco: „Talent to każdy powtarzający się wzorzec myślenia, odczuwania lub zachowania, który może znaleźć praktyczne zastosowanie”. Skąd w takim razie biorą się takie, a nie inne wzorce? Otóż tworzą się przez wykorzystanie połączeń istniejących w ludzkim mózgu.
 
Około czterdzieści dni po zapłodnieniu komórki jajowej powstają pierwsze nerwowe komórki macierzyste. Następnie przekształcają się w dojrzałe komórki nerwowe, nazywane neuronami. Sto dwadzieścia dni później neuronów jest już około 40 miliardów. Łączą się, wysuwając wypustki, zwane aksonami. Gdy połączenie zostanie zawiązane, powstaje synapsa. Przez pierwsze trzy lata życia człowieka każdy z 40 mld neuronów może mieć po piętnaście tysięcy połączeń synaptycznych z pozostałymi neuronami. Zachodzi zjawisko „nadprodukcji” neuronów i ich połączeń. Dzieje się tak dlatego, że w miarę nabywania doświadczeń, zachowane zostają tylko używane komórki i połączenia. Tak właśnie zostaje utkany indywidualny synaptyczny wzór każdego z nas.

- Między trzecim a piętnastym rokiem życia dochodzi do nowego zjawiska: wiele z tych starannie uplecionych powiązań ulega bezpowrotnemu zniszczeniu - wyjaśnia Renata Gut. - W dniu szesnastych urodzin mamy w mózgu jedynie połowę owych połączeń. Dlaczego tak się dzieje? W pierwszych dniach naszego życia przyjmujemy ogromne ilości nowych informacji. Cały układ nerwowy jest potencjalnie przygotowany na przyjęcie wszystkich możliwych bodźców. Do każdego z nas docierają jednak tylko te istniejące w jego otoczeniu i one właśnie odwzorowują się w układzie nerwowym w postaci połączeń między neuronami. Przez kolejnych dziesięć lat połączenia, które pozostały, umacniają się. W tym procesie naturę wspiera genetyka, środowisko naturalne i kultura. Buckingham pisze: „I tak właśnie powstajesz Ty - utalentowana, niepowtarzalna osoba, obdarzona zdolnością reagowania na świat w swój wyjątkowy sposób”.

5 z 34

Szczegółową mapę 34 neuronalnych wzorów, zwanych talentami, pozwoliły stworzyć pracownikom Instytutu rozmowy przeprowadzone z blisko dwoma milionami ludzi na świecie. Te talenty to raczej typy zachowań społecznych czy też wzorce myślowe, a nie konkretne umiejętności. Pięć spośród nich dominuje i zasadniczo nie zmienia się przez całe życie człowieka.

- Z doświadczenia wiem, że wiele osób ma problem z uzmysłowieniem sobie tego, że jesteśmy zdeterminowani przez własne niezmienne i trwałe połączenia synaptyczne - wyjaśnia Renata Gut. - Obserwujemy rzeczywistość przez filtr własnych talentów i jesteśmy przekonani, że wszyscy mają tak samo. A tak przecież nie jest.

Nasze wzorce myślenia, działania, odczuwania są jak kolorowe okulary, które sortują i przesiewają docierające do naszego mózgu wrażenia i bodźce, dzięki czemu reagujemy na jedne, lekceważąc inne. Każdy dla każdego jest zatem w pewnym sensie zagadką, bo każdy z nas patrzy na świat w swój własny sposób.

Więzy nie do zerwania

- Ludzie świadomi tego, co nimi kieruje, łatwiej mogą zrozumieć i zaakceptować siebie - wyjaśnia trenerka. - Z jednej strony wzrasta w nich poczucie wiary w siebie, sprawstwa, a z drugiej - zanika chęć zmieniania i „naprawiania” ludzi, których spotykają na swojej ścieżce. Kiedy się wie, że wszystkie nasze reakcje zależą od połączeń synaptycznych, łatwiej zrozumieć i zaakceptować innych, a samoświadomość wynikająca z owej wiedzy bardzo często pomaga nam w podejmowaniu życiowych decyzji. Dotyczy to także zmiany ścieżki zawodowej.

Najważniejsze w rozumieniu teorii talentów jest to, że talent nie określa umiejętności realizacji konkretnego zadania. Nie jest ściśle związany z kontekstem zadania. Talent jest bardziej ogólnym wzorcem, który przenosi się z sytuacji na sytuację. Dla przykładu, ktoś obdarzony talentem rywalizacji może go realizować w sporcie, w pracy sprzedawcy czy też biorąc udział w konkursach na najlepszego barmana na świecie. Osoba z dominującym talentem współzależności będzie w sposób szerszy, pewniejszy i szybszy niż inni dostrzegać powiązania różnych element—w, niezależnie od tego, czy pracuje w organizacji ekolog—w badających przyczyny ocieplania klimatu, czy będzie logistykiem organizującym system dostaw w najbardziej zatruwającym środowisko zakładzie przemysłowym.

  1. Psychologia

Dlaczego kobiety, częściej niż mężczyźni, zadręczają się rozpamiętywaniem zdarzeń? – badania psychologów

Kobiety znacznie częściej niż mężczyźni przekraczają granicę między więzią emocjonalną z innymi a nadmiernym emocjonalnym zaangażowaniem w ich sprawy. U takich kobiet samoocena i dobre samopoczucie w zbyt wielkim stopniu wynikają z tego, co o nich myślą inni i jak rozwijają się ich relacje. (fot. iStock)
Kobiety znacznie częściej niż mężczyźni przekraczają granicę między więzią emocjonalną z innymi a nadmiernym emocjonalnym zaangażowaniem w ich sprawy. U takich kobiet samoocena i dobre samopoczucie w zbyt wielkim stopniu wynikają z tego, co o nich myślą inni i jak rozwijają się ich relacje. (fot. iStock)
Czasem zakłada się, że większa podatność na rozpamiętywanie u kobiet w porównaniu do mężczyzn wynika z jakiejś różnicy biologicznej – na przykład kobiecych hormonów lub budowy kobiecego mózgu. Być może w przyszłości badania dostarczą dowodów na te teorie, obecnie jednak dowody wskazują na społeczne i psychologiczne podstawy rozpamiętywania u kobiet. – wyjaśnia psycholożka Susan Nolen-Hoeksema w swojej książce „Kobiety, które myślą za dużo. Jak uwolnić się od nadmiernego myślenia i osiągnąć spokój”.

Czasem zakłada się, że większa podatność na rozpamiętywanie u kobiet w porównaniu do mężczyzn wynika z jakiejś różnicy biologicznej – na przykład kobiecych hormonów lub budowy kobiecego mózgu. Być może w przyszłości badania dostarczą dowodów na te teorie, obecnie jednak dowody wskazują na społeczne i psychologiczne podstawy rozpamiętywania u kobiet. – wyjaśnia psycholożka Susan Nolen-Hoeksema w swojej książce „Kobiety, które myślą za dużo. Jak uwolnić się od nadmiernego myślenia i osiągnąć spokój”.

Kobiety mają więcej tematów do rozpamiętywania

Status kobiet w społeczeństwie uległ w ciągu ostatnich 50 lat diametralnej zmianie. W pracy zarobkowej kobiety nie muszą się już ograniczać do wąskiej grupy dostępnych zawodów i zaczynają przebijać się na sam szczyt w różnych branżach – a także żądają równych z mężczyznami wynagrodzeń. W relacjach z płcią przeciwną wiele kobiet oczekuje szacunku i równego dzielenia się domowymi obowiązkami.

Nadal jednak długa droga przed nami. Kobiety w dalszym ciągu za tę samą pracę dostają 74 centy za każdego zarabianego przez mężczyzn dolara, a luka płacowa widoczna jest szczególnie wśród pracowników o niskich dochodach. Kobiety wprawdzie proszą mężczyzn o więcej „pomocy” w domu i przy dzieciach, ale często jej nie dostają. Nasze badania wskazują, że większość zamężnych pracujących matek nadal wykonuje lwią część domowych obowiązków. A chociaż wykonują bardziej prestiżowe i lukratywne zawody niż kiedykolwiek wcześniej, wiele z nich twierdzi, że ich partnerzy nie cenią i nie szanują ich pracy w wystarczającym stopniu.

Ten chroniczny stres – nieustające frustracje i ciężary towarzyszące kobietom na skutek ich niższej pozycji społecznej – wydaje się sprzyjać ich podatności na rozpamiętywanie. Na podstawie przeprowadzonych badań stwierdziliśmy, że osoby doświadczające chronicznego stresu – a to częściej kobiety niż mężczyźni – znacznie częściej oddają się rozpamiętywaniu.

Chroniczny stres może także wpędzać kobiety w przekonanie, że niewiele w swoim życiu są w stanie kontrolować, a to dodatkowo zachęca je do rozpamiętywania. Podejrzewam jednak, że większość kobiet w sytuacji chronicznego stresu ma nadzieję, że da się jakoś poprawić ich sytuację, a w efekcie nie stają się całkowicie bezradne i pozbawione nadziei. Przeciwnie, szukają wytłumaczenia, dlaczego życie nie idzie po ich myśli, dlaczego czują się tak często sfrustrowane i zdenerwowane, jak mogą przekonać partnerów do pomocy w domu i przy dzieciach (bez narzekania!) i co mogą zrobić, by ich partnerzy i rodziny bardziej je doceniali.

Odpowiedzi na te pytania nie są niestety zawsze oczywiste. Psycholog Faye Crosby z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz stwierdziła, że wiele kobiet, które według obiektywnych standardów żyje w nierównych i pozbawionych wsparcia związkach lub doświadcza nieskrywanej dyskryminacji w pracy, nie przyjmuje – albo nie jest w stanie przyjąć – do wiadomości, że są ofiarami. Co więcej, nawet jeżeli przyjmą ten fakt do wiadomości, nie zawsze dysponują środkami, by wydostać się z takiej sytuacji. (…)

Doskonałym paliwem dla rozpamiętywania są bolesne, a często traumatyczne doświadczenia kobiet, które wynikają z braku równej z mężczyznami sprawczości i statusu. Do traum, których kobiety doświadczają częściej niż mężczyźni, należy przemoc seksualna. Możemy się kłócić o prawdziwy odsetek przypadków przemocy seksualnej w społeczeństwie, ale takie badania jak to przeprowadzone przez Mary Koss (M.P. Koss i D.G. Kilpatrick, „Gwałt i napaść na tle seksualnym”, Nowy Jork 2001) jednoznacznie wskazują, że kobiety przynajmniej dwukrotnie częściej niż mężczyźni padają ofiarą poważnych przypadków przemocy seksualnej, takich jak gwałt czy kazirodztwo. Na podstawie własnych badań stwierdziłam, że kobiety, które doświadczyły przemocy seksualnej, są znacznie podatniejsze na ataki rozpamiętywania (to samo dotyczy mężczyzn). Trauma tego rodzaju niszczy podstawowe wyobrażenia o świecie, w którym złe rzeczy przydarzają się innym. Jeżeli sprawcą traumy jest członek rodziny lub przyjaciel, takie doświadczenie niszczy zaufanie i poczucie bezpieczeństwa ofiary. W efekcie często pozostawiona jest ona sama sobie i rozpamiętuje, czemu coś takiego przydarzyło się właśnie jej. (…)

Z powodu braku sprawczości społecznej kobiety mają wiele innych problemów poza traumą na tle seksualnym. Psycholog Deborah Belle z Uniwersytetu Bostońskiego wykazała, że kobiety znacznie częściej niż mężczyźni żyją w ubóstwie. Ono z kolei prowadzi do podwyższonego ryzyka szeregu czynników stresogennych, w tym narażenia na przestępczość i przemoc, choroby i śmierć dzieci oraz przemoc fizyczną i seksualną. Ponadto ubóstwo skutkuje także chronicznymi i pozostającymi poza naszym wpływem negatywnymi warunkami życiowymi, w tym mieszkaniem w złych warunkach i w niebezpiecznych dzielnicach oraz niepewnością finansową. To dostarcza ubogim kobietom paliwo do rozpamiętywania – moje badania wskazują, że ubóstwo wśród kobiet wiąże się z tendencją do rozpamiętywania.

Samookreślenie sprzyja rozpamiętywaniu u kobiet

Jedną z największych i najpowszechniejszych różnic osobowościowych między kobietami a mężczyznami jest ich odniesienie do innych. Kobiety znacznie częściej niż mężczyźni określają się w relacji do innych – jestem córką Catherine i Johna, żoną Richarda i matką Michaela. Kobiety budują także szersze i głębsze sieci społeczne niż mężczyźni. Jako kobiety znamy więcej osób na głębokim, emocjonalnym poziomie i bardziej niż mężczyźni wsłuchujemy się w emocje innych.

Rozległe i głębokie sieci społeczne wspaniale wzbogacają życie kobiet i są ważnym źródłem wsparcia w razie potrzeby. Niestety zwiększają także liczbę źródeł zmartwień. Socjolog Ron Kessler z Uniwersytetu Harvarda stwierdził, że traumatyczne wydarzenia w życiu innych ludzi mają znacznie większy wpływ na kobiety niż na mężczyzn. W przypadku choroby, wypadku czy innej stresogennej sytuacji przyjaciela czy członka rodziny kobiety znacznie częściej niż mężczyźni są smutne, martwią się i niepokoją.

Co więcej, jak odkryła psycholog Vicki Helgeson z Uniwersytetu Carnegie Mellon, kobiety znacznie częściej niż mężczyźni przekraczają granicę między więzią emocjonalną z innymi a nadmiernym emocjonalnym zaangażowaniem w ich sprawy. U takich kobiet samoocena i dobre samopoczucie w zbyt wielkim stopniu wynikają z tego, co o nich myślą inni i jak rozwijają się ich relacje. W efekcie nieustannie się martwią i niepokoją o implikacje najdrobniejszych nawet zmian w tych relacjach. Co więcej, prowadzi je to do podejmowania złych decyzji we własnym życiu, ponieważ starają się wszystkich zadowolić. Moje badania wykazały, że tendencja do nadmiernego zaangażowania emocjonalnego prowadzi u kobiet do chronicznego rozpamiętywania.

Za dobry przykład może tu posłużyć historia 29-letniej fizjoterapeutki Denise. Już sam fakt, że jej mąż Mark wstaje z łóżka lewą nogą, jest dla Denise dobrym powodem do rozpamiętywania. Mark nie lubi poranków i po przebudzeniu ma zły humor – szczególnie, jeżeli kiepsko spał. Snuje się w szlafroku i w milczeniu popija kawę. Przy śniadaniu bez potrzeby warczy na dzieci, że nie potrafią się zachować. Z kolei Denise uwielbia poranki i czuje się wtedy najlepiej. Budzi się o 5.30 rano, biegnie sześć kilometrów na mechanicznej bieżni i po szybkim prysznicu w doskonałym humorze schodzi na śniadanie. Gdy po wejściu do kuchni zauważa, że Mark jest w złym nastroju, jej mózg natychmiast zaczyna szaleć:

Czy zrobiłam wczoraj wieczorem coś, co go zdenerwowało? Nic nie pamiętam. Ale byłam tak śpiąca, że może i zrobiłam. Czy dzieciaki zrobiły coś strasznego? Może martwi się o pracę? O nie, nie będę nic mówić o pracy – jeżeli jest mu tam źle, nie zniosę tego.

Ostatecznie kobieta pokornie pyta męża, co się dzieje. Jeżeli ma naprawdę zły nastrój, odwarknie „Nic!”, ale zwykle zdaje sobie sprawę, że wstał z łóżka lewą nogą i jej to mówi. Partnerka jednak nie wierzy, że to prawda, i zastanawia się, co go tak naprawdę gryzie. (…)

Naturalnie nie chodzi o to, żeby kobiety stały się wobec innych chłodne i obojętne. Te z nas jednak, które za bardzo identyfikują się przez pryzmat swoich relacji, powinny znaleźć lepszą podstawę do samookreślenia, aby nie były zawsze rzucone na pastwę nieuniknionych wzlotów i upadków związków międzyludzkich. To jednak możliwe jest wyłącznie wtedy, kiedy uznamy, że mamy skłonność do rozpamiętywania, i wypracujemy strategie, by się z niego wyzwolić.

Czy rozpamiętywanie to dla kobiet norma?

Być może kobiety są bardziej niż mężczyźni podatne na rozpamiętywanie dlatego, że są bardziej emocjonalnie nastawione. Nawet przedszkolaki wiedzą, że dziewczynki doświadczają emocji i okazują je bardziej niż chłopcy, a przekonanie to króluje także wśród dorosłych, we wszystkich grupach wiekowych. Jest to jeden z mitów kulturowych, w którym może być ziarno prawdy – przynajmniej jeśli chodzi o niektóre emocje. Psycholog Lisa Feldman Barrett z Boston College stwierdziła, że kobiety nie tylko mówią, że doświadczają więcej emocji niż mężczyźni, ale bezpośrednie obserwacje kobiet i mężczyzn z różnych grup wiekowych i obszarów geograficznych potwierdziły, że także w większym niż mężczyźni stopniu je artykułują i okazują. Feldman Barrett i jej współpracownicy poprosili respondentów z siedmiu różnych lokalizacji i grup zawodowych w USA i Niemczech o opisanie, jak czuliby się oni sami i inni ludzie w dwudziestu różnych scenariuszach. Jeden z nich brzmiał następująco: „Ty i twój najlepszy przyjaciel macie to samo stanowisko. Co roku przyznawana jest nagroda dla najlepszego pracownika. Oboje ciężko pracujecie, by ją zdobyć. W końcu ogłoszony zostaje zwycięzca – to twój przyjaciel. Jak się czujesz? Jak czuje się twój przyjaciel?” Uczestnicy mieli za zadanie zapisać odpowiedzi na pytania, a badacze analizowali je pod kątem ilości wyrażonych emocji. We wszystkich siedmiu grupach kobiety wykazały większą niż mężczyźni świadomość emocji tak własnych, jak i innych ludzi w podanych scenariuszach.

Czy świadomość emocjonalna to cecha, z którą kobiety się rodzą? Być może, ale są też podstawy, by przypuszczać, że kobiety od wczesnego wieku są „szkolone” do zwracania większej uwagi na uczucia niż mężczyźni. Badania prowadzone przez psychologów rozwojowych, jak np. Eleanor Maccoby z Uniwersytetu Stanforda i Judith Dunn z Instytutu Psychologii w Londynie, wykazały, że ogromną różnicą w sposobie traktowania córki i synów przez rodziców jest zwracanie uwagi na smutek i lęk oraz wspieranie wyrażania ich u dziewczynek oraz zniechęcanie do tego chłopców. Wielu teoretyków argumentuje, że zniechęcanie do wyrażania negatywnych emocji jest dla chłopców niezdrowe, ponieważ przez to uczą się zaprzeczać własnemu smutkowi i strachowi i je wypierać. Bez wątpienia jest to do pewnego stopnia prawda.

Są jednak coraz większe podstawy, by sądzić, że rodzice wcale nie działają na korzyść swoich córek, pielęgnując ich złe nastroje. Niektórzy nadmiernie wzmacniają ekspresję smutku i niepokoju u dziewczynek, zachęcając je na przykład do rozmowy o tych uczuciach i pomagając wymieniać wszystkie możliwe przyczyny smutku i lęku zamiast pomóc im wymyśleć sposoby na zmianę trudnej sytuacji czy lepsze radzenie sobie w takich okolicznościach. Dodatkowo niektórzy rodzice dużo mówią o własnym niepokoju czy smutku i wyrażają przy tym własną bezradność i brak nadziei. Co więcej, częściej pozwalają sobie na to przy córkach niż przy synach. Dziewczynki odbierają bardzo wyraźny sygnał – nieszczęście czyha wszędzie wokół i nic nie można z nim zrobić, trzeba się na nim po prostu skupić.

W naszych badaniach zapytaliśmy kobiety i mężczyzn, na ile są w stanie kontrolować negatywne emocje, jak na przykład smutek i lęk. Kobiety znacznie częściej niż mężczyźni mówiły, że uczucia te nie poddają się kontroli – nic nie można z nimi zrobić. Jeżeli da się negatywnym uczuciom i powiązanym z nimi myślom wolną rękę, szybko prowadzi to do napadu rozpamiętywania. W naszym badaniu stwierdziliśmy, że im bardziej zdaniem danego respondenta negatywne emocje nie poddają się kontroli, tym większe prawdopodobieństwo, że jest rozpamiętywaczem.

Wiele kobiet angażuje się dodatkowo w rozpamiętywanie zbiorowe. Siedzą razem i poddają różne kwestie szczegółowej analizie zamiast zachęcać się do aktywnego zarządzania uczuciami czy rozwiązywania problemów. Kiedy podsycamy wzajemnie ogień negatywnych rozmyślań, czujemy się zrozumiani i usprawiedliwieni w naszych uczuciach, ale nadal jesteśmy przytłoczeni naszymi problemami i nic z nimi nie robimy.

Fragmenty z książki „Kobiety, które myślą za dużo”. Jej autorka, Susan Nolen-Hoeksema, była amerykańską profesor psychologii na Uniwersytecie Yale.

Jeśli mierzysz się z problemem rozpamiętywania, zadręczasz się minionymi zdarzeniami, rozmowami i nie potrafisz wyrwać się z myślowego kołowrotka i gonitwy myśli – ta książka może okazać się bardzo pomocna.

  1. Seks

Co nas kręci, co nas podnieca, czyli jakich mężczyzn pragną kobiety?

Stały związek wcale nie musi iść w sprzeczności z pożądaniem. W końcu natura dała nam seks (przynajmniej kobietom) w celach reprodukcji, ale też podtrzymywania więzi. (Fot. iStock)
Stały związek wcale nie musi iść w sprzeczności z pożądaniem. W końcu natura dała nam seks (przynajmniej kobietom) w celach reprodukcji, ale też podtrzymywania więzi. (Fot. iStock)
Kobiety narzekają, że nie ma dziś fajnych mężczyzn, mężczyźni skarżą się, że nie rozumieją kobiet. Co trzecia pacjentka trafiająca do mojego gabinetu jest singielką, co drugi mężczyzna pyta: „Co jest ze mną nie tak, że ona ciągle narzeka?”. Czy oczekiwania w kwestii związku rozmijają się z potrzebami?

Statystyki wyraźnie pokazują, że wiele małżeństw nie dotrwa do pierwszej rocznicy ślubu i to kobiety, bez względu na wiek czy staż małżeński, coraz częściej są inicjatorkami rozstań. Badania socjologiczne dowodzą, że Marsjanie i Wenusjanki pozamieniali się rolami. Współczesny mężczyzna jest romantyczny; pragnie małżeństwa i dziecka, a ona, jeszcze do niedawna kobieta z Wenus, dziś jest bardziej pragmatyczna od niego i dobrze wie, czego nie chce. Nie kręci jej prezes banku czy właściciel świetnie prosperującego biznesu ani intelektualista o mózgu Einsteina, a małżeństwo nie jest dla niej awansem w hierarchii społecznej, bo ona sama doskonale potrafi wspiąć się po szczeblach kariery i sukcesu, czasami wyżej niż jej partner. Nie potrzebuje metroseksualnego Adonisa, który godzinami przesiaduje w salonie piękności, ani czułego Misia, który wzrusza się na byle jakim romansidle.

Tylko to nie rozwiązuje naszego, babskiego problemu, bo tak naprawdę wcale nie chcemy być bez pary, iść przez życie w pojedynkę, czuć się gorsze i z zazdrością patrzyć na te, którym się udało. Chcemy mężczyzny, tylko czujemy się trochę zagubione w tym trudnym momencie dziejowym, w którym ciągle jeszcze grają nam film z przeszłości, przebrzmiałą historię o Kopciuszku i Królewiczu z bajki. Choć scenariusz nadal aktualny, to już Królewicza przydałoby się wymienić. Pamiętasz piosenkę Danuty Rinn: „Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy… orły, sokoły, herosi…?”. Może właśnie takich mężczyzn chcemy?

Światem rządzą kobiety

Tak, to prawda. I nie chodzi wyłącznie o to, że jesteśmy coraz bardziej wyzwolone, że potrafimy sobie same poradzić, zadbać o bezpieczeństwo materialne czy choćby  naprawić cieknący kran. Ewolucyjnie jesteśmy silniejszą płcią i nawet w sprawach reprodukcji poradzimy sobie wkrótce pewnie bez faceta. W relacjach damsko-męskich to my rozdajemy karty. Przedstawicielka płci pięknej o w miarę atrakcyjnym wyglądzie, a przede wszystkim szerokich biodrach, błyszczących oczach i lśniących włosach jest w stanie zainteresować sobą niezliczoną ilość mężczyzn. Za to on – samiec musi się postarać. Trzeba, aby miał coś, co jest dla nas atrakcyjne, czyli określone zasoby. I właśnie owe pożądane przez nas zasoby tak bardzo zmieniły się na przestrzeni lat. Kiedyś mężczyzna musiał jedynie zapewnić kobiecie byt materialny oraz opiekę na czas ciąży, porodu i wychowania potomstwa. Dziś pragniemy czegoś więcej. Tylko z realizacją i integracją nie zawsze nam wychodzi.

Małgosia jest od lat w związku małżeńskim z prezesem wielkiej korporacji. Na co dzień przykładna żona i matka, raz w miesiącu wyjeżdża do puszczy. Oficjalnie na warsztaty ziołolecznictwa, realnie na namiętne spotkania ze swoim kochankiem „dzikusem” – zaangażowanym społecznie ekologiem. Marta – singielka z wyboru, od lat kocha się w Andrzeju – buddyście podróżniku. Ona nie wyklucza stałego związku, choć nie jest to warunek konieczny, on jest wolnym ptakiem, który niezależność ceni o wiele bardziej niż jakiekolwiek stałe zobowiązania. I właśnie to ją w nim najbardziej podnieca. Czyżbyśmy bardziej pragnęły namiętnego seksu niż harmonijnego związku?

Daniel Bergner, autor książki „Czego pragną kobiety”, twierdzi, że w miłości najpierw dogadują się nasze geny, potem na scenę wchodzą feromony i wreszcie na samym końcu do głosu dochodzi oksytocyna, czyli hormon więzi. Dlatego, kiedy nasze potrzeby bytowo-materialne zostają zaspokojone – a to, jak już wiemy, jest w granicach naszych możliwości – do głosu dochodzi pierwotny instynkt, czyli biologia, a jeszcze prościej: pożądanie, które niekoniecznie idzie w parze z małżeństwem.

Brzuch kontra głowa

Przed laty przy wyborze partnera kierowałyśmy się zdrowym rozsądkiem. Chlubą było zostać „doktorową”, potem „dyrektorową”, szefową męża albo uległą kobietą domową. Jednak rozsądek i moda rzadko idą w parze z pożądaniem. Bergner przekonuje, że kobiece pożądanie przez lata było niedoceniane, i to głównie przez nas same. Pomimo wyzwolenia seksualnego przyznawanie się przez kobietę do ochoty na dziki seks ciągle jeszcze nie jest dobrze widziane. Ale natury nie da się oszukać.

Monika rok temu urodziła dziecko. W roli mamy nie czuła się zbyt komfortowo, choć – jak sama twierdzi – pragnęła dziecka. Niedawno wróciła do pracy. Kiedy kilka dni temu przyszła na sesję, miałam wrażenie, że siedzi przede mną zupełnie inna kobieta: zagęszczone rzęsy, seksowna fryzura, mocno umalowane usta. Monika pracuje w firmie, w której są prawie sami mężczyźni, a więc testosteron unosi się w powietrzu. Kiedy zapytałam ją, czy ma świadomość swojego seksapilu, zarumieniła się i powiedziała, że przecież jest żoną i matką. Jednak twierdzi, że powrót do pracy to była świetna decyzja. Myśli też o tym, żeby zapisać się na warsztaty tantry. Powiedziałam, że to doskonały pomysł, i zapytałam, czy wybiera się razem z partnerem. – Chyba nie, boję się, że przy nim nie byłabym naturalna – powiedziała.

Mamy coraz lepszy kontakt ze swoim ciałem, jednak trudno jest nam dzielić się tą wiedzą z partnerami. Role męża i kochanka jakoś nie bardzo nam się łączą. Mąż kojarzy się z poczuciem bezpieczeństwa i spokoju. Kochanek to szaleństwo i niezależność. Jeśli mamy odwagę przyznać się do tęsknot płynących „z brzucha”, pragniemy mężczyzny, który jest nieco narcystyczny i charyzmatyczny, wymagający, ale nie uzależniający. Powie, co lubi, co go podnieca w kobiecie, ale tobie pozostawi decyzję, czy zechcesz spełnić jego pragnienia. Będzie cię podziwiał, ale nie adorował. Spędzi z tobą namiętną noc, a potem wyjedzie na miesiąc na samotną wyprawę na koniec świata. Romantyczne pragnienia, by stopić się z partnerem albo być dla siebie nawzajem dopełnieniem, to mylny standard w namiętnej relacji.

Za czym tęsknimy?

Chcemy być aktywną stroną w relacji, pragniemy podrywać i uwodzić, a nie tylko dawać znaki i czekać, aż on zapoluje. Bywa, że mamy ochotę na seks bez zobowiązań albo „szybki numerek” bez gry wstępnej. Tęsknimy za mężczyzną, który jest troskliwy (kiedy trzeba), ale bywa też nieco szorstki i władczy, dobrze zna siebie i wie, czego chce. Nie chroni się jedynie za swoją rolą czy pozorną siłą, ale ma dostęp także do swoich wewnętrznych zasobów. Liczy się w społeczeństwie i to niekoniecznie ze względu na status materialny czy zajmowane stanowisko zawodowe. Hydraulik – złota rączka, aktywny działacz lokalnej społeczności czy przewodnik duchowy to dziś najbardziej pożądani partnerzy. Mężczyzna, który zaprzecza swojej dzikości, naturalnej skłonności do rywalizacji i duchowości, albo wręcz nie ma do nich dostępu – jest na przegranej pozycji.

Stały związek wcale nie musi iść w sprzeczności z pożądaniem. W końcu natura dała nam seks (przynajmniej kobietom) w celach reprodukcji, ale też podtrzymywania więzi. Najważniejszy jest trafny wybór partnera, z brzucha, a nie z głowy. Potem pozostaje jedynie trzymanie się ról wyznaczonych przez biologię, podsycanie wzajemnej atrakcyjności i ciekawości wobec siebie nawzajem, zachowanie równowagi pomiędzy pielęgnowaniem części wspólnej związku a własną niezależnością, potrzebą wolności, rozwijaniem własnych pasji i apetytów. Bycie razem na dobre i na złe, ale także osobno, kiedy zachodzi taka potrzeba. Nietraktowanie związku jako twierdzy, chronionej przed światem grubym murem, ale także odnajdowaniem swojego miejsca w społeczeństwie.

Ewa Klepacka-Gryz psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet. 

  1. Psychologia

Czy masz odwagę być kobietą?

Kobiecość to twoja emocjonalność i autentyczny kontakt z ciałem. To tu jest twoja prawdziwa moc. (Fot. iStock)
Kobiecość to twoja emocjonalność i autentyczny kontakt z ciałem. To tu jest twoja prawdziwa moc. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W dzisiejszym świecie nie ma wykształconego modelu kobiecości, który łączyłby spełnienie zawodowe z satysfakcjonującym życiem prywatnym. Dlatego bycie kobietą stało się nie lada wyzwaniem. Jak mu sprostać?

Dorota jest kobietą sukcesu – młoda, ambitna, niezależna, wie, czego chce. W męskim zespole radzi sobie równie dobrze jak jej koledzy z firmy. Kilka dni temu miała spotkanie z szefami, na którym jak lwica negocjowała nowe warunki. Początek zebrania przebiegał perfekcyjnie, na poprzedniej sesji przygotowałyśmy listę mocnych argumentów. Dorota z miną pokerzysty przedstawiła swoje żądania i nagle... – Rozpłakałam się jak baba - wydukała mi do słuchawki. – Wyobraża pani sobie? Taki wstyd! – Przecież jest pani kobietą: wrażliwą, emocjonalną, a łzy to najbardziej naturalny sposób na obniżenie emocji – mówię. – W pracy liczy się siła, jeśli chcę coś znaczyć, muszę być dwa razy silniejsza niż facet – odpowiedziała.

W biznesie nadal panuje patriarchat. Kobiety, które chcą znaleźć tu swoje miejsce, wybierają więc siłę (tę z męskiego kawałka), a nie kobiecość. A w życiu? – Na co niby mam zamienić po południu szpilki z firmowego garniturku? Na kapcie z różowym pomponikiem? – zapytała mnie jedna z pacjentek.

Kiedy stare nie działa

Nawet jeśli kobiety w twojej rodzinie prowadziły aktywne życie zawodowe, oczywiste było, że najpierw dom, mąż i dzieci, a praca na drugim miejscu. Te, które czuły inaczej, wiodły żywot starych panien albo zdziwaczałych babochłopów. Jeżeli nawet głęboko wierzysz, że czasy się zmieniły, że potrafisz pogodzić wiele ról, nie masz zamiaru rezygnować ani z pracy, ani z rodziny, fakty mówią co innego: w biznesie twój bilans wychodzi na plus, w życiu prywatnym – ciągle pod kreską.

Współczesne kobiety: ambitne, silne i niezależne – w życiu osobistym są zagubione i bezradne. W pracy zarządzają gromadą samców, ale poza biurem, w relacjach damsko-męskich zachowują się jak szefowe „po godzinach” albo naiwne nastolatki. W firmie działają z pozycji męskiej siły, a w głębi duszy tęsknią za swoją kobiecością. Ale ich pragnienie pozostaje na etapie iluzji, bo kobiecość kojarzy im się ze słodką blondynką albo dzikuską z lasu. A przecież taka kobieta nie poradzi sobie w dzisiejszym twardym świecie biznesu.

Kariera czy rodzina?

Magda i Piotr są prawnikami. Już na studiach ze sobą rywalizowali. Z tego współzawodnictwa zrodziła się przyjaźń, a potem miłość i marzenia o rodzinie. Zatrudnili się w tej samej firmie, nadal szli „łeb w łeb”. Ale kiedy urodził się ich pierwszy syn, Piotr dostał propozycję pracy za granicą, w filii firmy. – Moja matka powiedziała, że mąż powinien przyjąć awans, a ja zająć się wychowywaniem dziecka. Mały był chorowity, nie nadawał się do żłobka. Przez trzy lata siedziałam z nim w domu – mówi Magda. W międzyczasie zaszła w kolejną ciążę, a Piotr… znalazł sobie kochankę. – Nigdy mu nie wybaczę tego, że kiedy ja siedziałam w domu z chorym synkiem, on zabawiał się z tą dziwką – dodaje z furią w głosie.

Matka Magdy, kiedy dowiedziała się o romansie zięcia, wcale nie była zdziwiona: – Facet to facet, a rolą kobiety jest być przy dziecku – ucięła temat.

Nie chcemy żyć tak jak nasze matki: skoncentrowane jedynie na domu, mężu, dzieciach. Jednak kiedy odważymy się postawić na sukces zawodowy, podświadomie czujemy się winne, nielojalne wobec naszych matek, babć i tych wszystkich kobiet, które na pierwszym miejscu stawiają rodzinę.

Anka jest wspólniczką w dużym międzynarodowym koncernie. Pozostali dwaj współwłaściciele to mężczyźni. Rok temu związała się z jednym z klientów firmy. Kiedy trafiła na terapię, sfrustrowana nieudanym związkiem, długo nie mogła zrozumieć, że partner wykorzystuje znajomość z nią dla zawodowych korzyści. Kiedy dostał to, o co mu chodziło, zniknął z jej życia bez słowa. – Ja naprawdę wierzyłam, że on mnie kocha – powiedziała. – Jak mogłam być tak głupia?!

W pracy jesteśmy specjalistkami od ludzkich dusz, bez pudła wywęszymy każdy przekręt, umiemy motywować zespół, zdobywać nowych klientów. A w życiu prywatnym poruszamy się jak dzieci we mgle. Nasza wiara w romantyczną miłość rodem z harlequina rośnie wprost proporcjonalnie do zawodowego awansu.

Wiktoria jest właścicielką dobrze prosperującej firmy. Mężczyzn zdobywa równie skutecznie jak nowych klientów, ale jej związki trwają zwykle nie dłużej niż trzy miesiące. Ostatni facet zostawił ją dla sekretarki. – Na do widzenia powiedział mi, że kastrowałam go za każdym razem, kiedy kelner w restauracji kładł rachunek przed moim nosem – mówi. – Czy to moja wina, że wyglądam na kobietę, która sama płaci swoje rachunki?

Większości współczesnych kobiet siła kojarzy się z zaradnością, rywalizacją, odważnym wspinaniem się po szczeblach kariery, pracą po 12 godzin na dobę. Przyznasz, że to bardziej męskie atrybuty. A co ze słabością? Kiedy na terapii proszę pacjentkę, by wypisała typowo kobiece cechy, zwykle patrzy na mnie ze zdziwieniem, a potem wylicza: zbytnia emocjonalność, naiwność, dziecięca bezradność, nadmierna empatia kosztem siebie – czyli nic godnego podziwu.

Czy współczesny model kobiecości wymaga, byśmy były mężczyznami w butach na obcasach, hamowały swój naturalny cykl pigułkami, bo miesiączka to jedynie uciążliwy problem? Wyrzekały się macierzyństwa, bo wiadomo: kariery i dzieci nie da się pogodzić? Udawały, że sprośne żarciki o głupich blondynkach rozśmieszają nas do łez? Latami pracowały bez urlopu?

Korepetycje z kobiecości

„Tajemnice kobiecości nie są ukryte w starych księgach ani w kościołach. Ona to właśnie ty w samej ekspresji życia. Możesz prowadzić swoje codzienne zajęcia na wysokich obcasach na Wall Street, boso w lesie, sama w swojej pracowni czy pośród krzyczących dzieci w kuchni. Gdziekolwiek jesteś, kobiecość dostępna jest dla ciebie w każdej chwili” – pisze Chameli Gad Ardagh w książce „Kobiecość. Praktyczne lekcje i ćwiczenia dla budzących się kobiet”.

Kobiecość to twoja emocjonalność i autentyczny kontakt z ciałem. To tu jest twoja prawdziwa moc. Wypierasz się swojej kobiecości, bo jej nie znasz. A przecież dobrze wiesz, jak być kobietą, z tą wiedzą przyszłaś na świat. Musisz ją sobie jedynie przypomnieć. Dlatego:

Wypisz swoje życiowe role: kobiety, córki, kochanki, żony, matki, pracownicy. Jak czujesz się w każdej z nich? Która z ról jest ci najbliższa?

Czuj zamiast myśleć. Gdy twój mózg rusza z kopyta i uruchamia się wyobraźnia, zaczynają cię zalewać obsesyjne myśli. Problem urasta do prawdziwego dramatu, z którego nie widzisz wyjścia. Zaczynasz tracić kontakt z tym, co prawdziwe. Gorączkowo się zastanawiasz, co powinnaś zrobić. Dzwonisz do przyjaciółek, a one zasypują cię lawiną mądrych rad. Spokojnie. Zaufaj swojej wewnętrznej mądrości. Prawda o tobie i świecie jest w twoim sercu, a nie w głowie. Zatrzymaj się w tym szalonym pędzie. Stań nieruchomo, oddychaj, bądź. Poczuj swój brzuch (siedlisko emocji) i mocne stopy (twoje oparcie). Poczekaj, aż pojawi się rozwiązanie problemu. Sama wiesz, co dla ciebie dobre.

Przeżywaj emocje zamiast je tłumić albo odreagowywać. To twoje emocje, nawet te „najgorsze” nie zrobią ci krzywdy. Są jak fale, poczuj je i przeżyj, pozwól im przepływać przez ciebie i doświadczaj ich jako ruchu energii. Każda emocja najpierw rośnie, osiągając kulminacyjny punkt – to jest najtrudniejsze – jeśli wytrzymasz, zacznie opadać. Nie bój się, nie stanie ci się nic złego.

Nie szukaj przyczyny, dlaczego czujesz to, co czujesz. Często pozornie nieznaczące wydarzenie uruchamia bolesny uraz z przeszłości. Może ci się wydawać, że pojawiające się: smutek, złość czy lęk – wypuszczone spod kontroli – cię zabiją. Możesz się bać, że oszalejesz, utoniesz we łzach albo odstraszysz od siebie każdego mężczyznę. Kiedy puścisz swoje przez lata zamrożone uczucia, przeżyjesz je do końca – fala „bieżących” emocji nie będzie już taka przerażająca.

Obudź swoje zmysły. Wąchaj, smakuj, słuchaj, dotykaj życia. Głowie zostaw zadanie gromadzenia wiedzy. Kiedy czujesz się złapana w pułapkę jakiegoś emocjonalnego dramatu albo od godziny głowisz się nad jakimś problemem, połącz ze sobą dwa palce, np. kciuk i wskazujący, i poczuj to.

Doceniaj i akceptuj swoje ciało. Nie ma jednego wzorca kobiecości. Nie musisz być jedynie obiektem męskiego pożądania, wzorcem męskiego ideału. Piękna kobieta to kobieta autentyczna i spontaniczna.

Nie stawiaj na siłę, ale na moc. Mężczyzna czerpie ją z działania, kobieta – z bycia w zgodzie ze swoim wnętrzem. Słuchaj własnego ciała, ono da ci jasny komunikat, kiedy odpoczywać, a kiedy działać, kiedy kierować swoją uwagę na zewnątrz, a kiedy do wnętrza.

  1. Styl Życia

Koziorożec - materialista przez duże M

Koziorożec i rządzący nim Saturn każdemu niosą ważne zadania karmiczne. (fot. iStock)
Koziorożec i rządzący nim Saturn każdemu niosą ważne zadania karmiczne. (fot. iStock)
Od 22 grudnia Słońce świeci już w znaku Koziorożca. Zasada Koziorożca wieje chłodem na tyle konsekwentnie, że zamraża. Sprawia, że to, co zmienne, płynne, radosne kamienieje, zatrzymuje się, poważnieje. Archetyp ten wprowadza do zbiorowej świadomości pojęcie struktury, porządku, norm społecznych. Spróbuj mu się sprzeciwić, a znajdzie dla ciebie odpowiedni paragraf.

Twórca formy, struktury i reguł

Koziorożec to najbardziej namacalny konkret, odwrotność fiu bździu. Słowo „porządek” jest w swej istocie koziorożcowe. Archetyp ten określa życie zewnętrzne. Wibrującą energię zaklina w strukturę, temu co nieokiełznane nadaje formę, niezmierzonemu przypisuje stosowną miarę, nieokreślonemu przypina etykietę. Koziorożec świetlaną przyszłość, kuszącą niepewnością, zaplanuje i włoży w stosowne ramy. Porządnie skontroluje, ustalając właściwy tor biegu spraw. Lubi kalendarze, terminarze, arkusze Exela, tabelki, słupki, wykresy, kontrakty, umowy, którymi ogranicza siebie, innych oraz świat. Jest urodzonym przewodniczącym protokołu. Po co mu to? Dla przewidywalności, dla bezpieczeństwa.

Siła stabilności

Koziorożec kocha bezwzględność zasad, którym daleko od pojedynczego unikalnego człowieka. On, w swej prawdziwej naturze, jest wolny, bo każdego ranka rodzi się na nowo. Może w jednej chwili zmienić wszystko, wystarczy, że wejrzy w swoje wnętrze, by dobrą myślą i uczuciem pokolorować rzeczywistość na dowolny odcień różu. Koziorożec temu zaprzecza. On hołduje stałym rytuałom, jest esencją rutyny, jest ciężką powtarzalną monotonną pracą. Wierzy jedynie w to, co na pewno jest namacalne. Wydaje się, że takie podejście do życia mu się podoba. W tym jego ulubionym kieracie brak jest indywidualnego podejścia, przestrzeni dla różnorodności i pozwolenia, żeby każdy decydował o sobie. Koziorożec służy nadrzędnemu prawu, nade wszystko społeczności. Chodzi mu o większą całość, o porządek państwowy na przykład, o koncerny, korporacje, szczeble kariery, naukowe stopnie, dobro ogółu, interes firmy. Z lubością ustanawia prawa, normy, regulaminy. Są one niczym klamra, spinająca i kontrolująca przejawy życia. To Koziorożec wymyślił savoir vivre, językowe reguły oraz system kar.

Zagęszcza, koncentruje, krystalizuje

Koziorożec, jako dziewiąty znak, rozpoczyna końcową ćwiartkę Zodiaku. Metaforyczna droga rozwoju człowieka wkracza na ostatnią prostą. Poprzedzające Koziorożca znaki, krok po kroku, rozprawiły się z ludzkim ego i jego bolączkami. Ostatecznie Ryby, dwunasty znak, mają rozpuścić egzystencję w niebycie. Zanim jednak to zrobią, materia musi się maksymalnie zagęścić. Zakasując rękawy, robi to Koziorożec reprezentujący żywioł statycznej ziemi. Do akcji wkracza materialista przez duże M. Wszystkie dotychczasowe zasady zbiera w jedną niepodważalną strukturę. W tej części zodiakalnego koła, którą rozpoczyna Koziorożec, brakuje żywiołu ognia, który ma moc stwórczą, inicjującą, gorącą, niemożliwą do zinwentaryzowania. Ziemia zawsze studzi ogień – po ognistym Baranie w Zodiaku następuje materialny Byk, który uczy posiadania, tego co poprzednik zdobył z impetem, a egotycznego Lwa hamuje skromność Panny służącej przede wszystkim innym. Koziorożec natomiast mówi: „Nie przesadzaj” Strzelcowi, po którym się pojawia. Strzelec jest uosobieniem wszelkiej ekspansji i porywania się z motyką na słońce, ma też nieograniczone wewnętrzne wglądy. Koziorożec lęka się braku granic, boi się też tego, co kosmiczne. Jak Kozica jest niesamowicie wytrwały, żeby piąć się w górę. Powodują nim ambicje, by znaleźć się na szczycie społecznej drabiny. Niewiele mu potrzeba w tej wędrówce, skubnie trochę trawy, schrupie suchą gałązkę.

Asceta i pracoholik

Koziorożec to asceta i pracoholik, uwielbia się dobrowolnie wyrzekać. Można widzieć w tym rodzaj siły, jednak on tchórzliwie wsłuchuje się w odgłosy serca, zagłusza jego bicie pracą w imię jakiejś mozolnej idei. Przychodzi wreszcie moment, gdy tłumione impulsy biorą górę. Koziorożec wtedy staje się prostacki i prymitywny w swej lubieżności. Obejmuje swój przeciwległy biegun i jest nie do poznania. Do chwili, kiedy znowu stanie się zachowawczy, posypie sobie głowę popiołem i wypisze na sztandarze, że trzeba być moralnym. Mały procent obsady Koziorożca w horoskopie urodzeniowym objawia się w człowieku radosną niefrasobliwością, nieskrępowanym artyzmem, umiejętnością życia bez zegarka i reguł. Ktoś taki zwykle żyje na marginesie społeczeństwa i tylko od niego zależy, czy potraktuje to jak przekleństwo czy błogosławieństwo.

Saturn i energia kamienia

Koziorożec rządzi złowieszczą planetą Saturn, która posiada energię kamienia. Jest panem ograniczeń, hamulców. Symbolem konserwatyzmu, tradycji, status quo, obyczajności. Wyznacza stosowne miejsce i czas. Saturn to przecież Chronos, bóg władający zegarem. Czy jest coś bardziej metodycznego i bez uczuć? Koziorożec jest postrachem wszystkiego, co figlarne i zbędne, bo istnieje tylko dla przyjemności i tylko przez chwilę. Koziorożec jest długodystansowcem, królem stanów chronicznych. Jemu trudno jest cokolwiek puścić, mógłby się tego nauczyć od Ryb, władających mglistym Neptunem. Nie przepada za zmianami, które znowu są miłością Wodnika i Urana. Postępuje tak ze strachu. Saturn w horoskopie urodzeniowym to miejsce, wskazujące temat pracy terapeutycznej. Ważne jest w jakim znaku Saturn się zatrzymał w momencie narodzin i w jakim domu astrologicznym przebywa. Gdy to rozszyfrujemy, wiemy z czym należy iść do psychologa bądź życiowego doradcy.

Saturn, zasada Koziorożca, taki niby mocny, jest po prostu naszym największym lękiem. Im bardziej coś na zewnątrz mocne i twarde, tym wewnątrz bardziej trzęsie się jak galaretka. Archetyp Koziorożca to strażnik psychicznego progu. Oddziela to, czego najbardziej się boimy. A właśnie ta jakość najbardziej potrzebna jest nam do szczęścia, rozwoju, życia pełnią. W młodości jest brzemieniem, bo stawia opór, opóźnia, utrudnia. Saturn straszy tym, co zaklął w kamień. Mniej więcej do połowy życia można udawać, że tego problemu nie mamy. Z witalnością charakteryzującą młodzieńcze lata omijamy trupa. Ale około czterdziestki on i tak upomni się o swoje. Na jego bezwzględność można przecież liczyć. Gdy Saturn oddziałuje tranzytem, możesz poczuć, jakby ktoś otworzył drzwi zamrażarki. Wymiata wówczas z życia wszelkie oznaki nietrwałości, emocjonalności, bylejakości zamiecionej pod dywan pozorów. Zostawia tylko to, co ma trwałe fundamenty. Zostawia Prawdę. Jest jej wielkim nauczycielem i nie jest przez to lubiany. Podobnie jak Koziorożec, którego szanuje się za autorytet, powagę i za to, że jest wpływowy, ale się go nie kocha.

Gdy Słońce wchodzi w znak Koziorożca, obejmując rządy nad niebem, ma miejsce najciemniejsza najdłuższa noc w roku.
Największa ciemność pojawia się po to, by zajaśniało światło. Bo światłość nastanie dopiero wtedy, kiedy zmierzysz się z ciemnością. Ze swoim lękiem. Jak umrzesz w nim. Saturn jest planetą śmierci jako absolutnej manifestacji czasu. Uśmierca to, co nie jest twoje, najpierw obdarzając cię utrapieniem, wyrywając z wygody (Koziorożec i komfort nigdy nie chodzą w parze). Podobnie działa Skorpion, król egzystencjalnych kryzysów, który uczy skrajnych stanów psychicznych, zmuszając do zanurkowania w bolesne uczucia. Różnica między nimi polega na tym, że Koziorożec nie bawi się w głębię. On obnaża, ogałaca z fałszywej powłoki. Jest profesorem przedmiotu, który zwie się cierpliwość. W jej nauce brak mu wyrozumiałości, on w ogóle jest niezwykle surowy. W prezencie ma dla ciebie samotność, izolację, bezruch, rozstanie.
Gdy archetyp Koziorożca ma coś do powiedzenia w pył obraca się to, co nie jest prawdziwe.
Zostajesz na mroźnej pustyni, zostajesz z niczym. Czego się uczysz? Wytrwałości, koncentracji, powagi, odpowiedzialności. Dojrzałości. Saturn to lekcja dorosłości. To tak naprawdę zdolność do bycia samemu, kiedy znamy już swoją siłę, bo dotknęliśmy prawdy o sobie. To czystość i jasność. Najpierw jednak trzeba odrobić trudne koziorożcowe lekcje. Całkowicie je przyjąć, akceptując swój największy lęk. Wtedy czarna bryła węgla pod wpływem ciśnienia twojego cierpienia przemieni się w diament.