1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Skąd się bierze szkolna przemoc?

Skąd się bierze szkolna przemoc?

123rf.com
123rf.com
Przemoc nie pojawiła się w naszej szkole przypadkiem. Nie przywędrowała wraz z wirusem grypy ani z ospą wietrzną z sąsiedniego miasteczka. Po prostu jest. W mniejszym czy większym stopniu, w różnych odmianach pojawia się w szkole każdego dnia. Zwykle już przed pierwszym dzwonkiem.

Razem z dziećmi, nauczycielami i dyrekcją, a także wraz z nami, rodzicami, którzy z bocznego siedzenia albo miękkiej sofy przed telewizorem, nieświadomie wspierają ją, choć bardzo tego nie chcą. I rośnie… tuczona przez wszechobecną krytykę, kiepsko pojmowaną rywalizację, żywiona pruskim modelem wychowawczym i brakiem współpracy między rodzicami, nauczycielami i dyrekcją szkół.

 Wykluczenie

Krzysio to bardzo dobry uczeń, to niemożliwe żeby robił coś takiego! Znam go od przedszkola. Od początku jest bardzo aktywny, zgłasza się do wielu konkursów. Znam jego rodziców, to bardzo dobra rodzina. Pani musi go z kimś mylić!

Wychowawczyni IV b ostro protestowała, gdy mama Franka poprosiła o wspólną interwencję u rodziców Krzysia. Panią Anię niepokoiły: długotrwały smutek synka przeniesionego właśnie do „lepszej” prywatnej szkoły, uszkodzony kilkakrotnie plecak, podarte koszulki, a ostatnio rozległy siniak w dolnej części pleców Franka. „

Gdy prosiłam o wyjaśnienia Franek zbywał mnie, twierdząc że się potknął. Potem wyrwało mu się niechcący, że on „nie może ich zawieść, bo nigdy go nie przyjmą”. W końcu opowiedział mi, jak wyglądał jego pierwszy miesiąc w nowej szkole. Pomyślałam, że to nie mogło dziać się naprawdę, że wziął to z jakiejś gry komputerowej.

Nazywali się „G4”. W grupie były 3 dziewczyny i Krzysio. O Franku mówili „szmaciarz”, „idiota”, „ten kretyn”. Najlepsi, najbardziej popularni, prymusi z „dobrych rodzin”. Większość klasy grała w te gry co oni, dziewczyny chodziły w podobnych ciuchach.  Mieli swoich pomocników albo, jak ich nazywali, „giermków”. Zlecili jednemu z nich, by powiedział temu „szmaciarzowi Frankowi”, żeby trzymał się od nich z daleka. Wyznaczyli odległość 2 m i nie zgadzali się, by niepoproszony przez nich mógł do nich podchodzić. No chyba że chcieli się nim pobawić. W takie dni Franek wracał w podartych koszulkach, z rozwalonym plecakiem, nieszczęśliwy i w euforii zarazem. Ostatnio popadł w jeszcze większą niełaskę, bo nieopatrznie ustawił się w parze z jednym z  „giermków” Krzysia – tuż przed jego nosem. I zanim stojąca tyłem nauczycielka otworzyła drzwi klasy, Krzysio, z rozpędu kopnął Franka w plecy. Bo był za blisko.

Jak to jest możliwe że Franek staje się obiektem kpin, bicia, czy przemocy grupowej ze strony osób które podziwia? – smutnym głosem pyta zrozpaczona mama. Dlaczego Franek jest wykluczany? Czy to się kiedyś zmieni?!

Rola dorosłych

Bez pomocy dorosłych trudno będzie to zmienić. I choć odpowiedź na powyższe pytania może nas, rodziców bardzo zaboleć, dzisiaj wiadomo już, że zarówno sprawca, jak i ofiara szkolnej przemocy rodzi się w moim i twoim domu. A potem szkoła, nauczyciele, dyrekcja, dziadkowie, wychowawcy i my wszyscy, łącznie z mediami i politykami, nie mówiąc jasno „STOP”, dokładamy swoją cząstkę do tej rozrastającej się  fali. I nawet jeśli mieszanka genów odgrywa tu jakąś rolę, to sposób, w jaki my dorośli rozwiązujemy zagadnienia siły i wrażliwości w sobie oraz miedzy sobą (w naszych rodzinach, w szkołach i w przestrzeni publicznej) jest tu kluczowy. Czasem nie jesteśmy w stanie stanąć po stronie słabszych, bo gardzimy słabością, albo… siłą, Denerwuje nas dzieciak, który, płacząc, nie jest w stanie stanąć za sobą, albo ten pyskaty, którego nie jesteśmy w stanie zatrzymać. Zbyt często obaj przypominają nam o czymś, o czym nie chcemy myśleć. Dlatego chętnie słuchamy wszystkich tych którzy mówią : „w dzisiejszym świecie trzeba iść do przodu, a nie płakać, bo ktoś ciebie popycha”. Albo tych, którzy nie mając kontaktu ze swoją mocą, nie lubią siły, gloryfikują miłość i pokój bez wymagań, więc nie umieją postawić żadnych granic.  Jednostronność nie rozwiąże jednak naszych problemów. Bywa więc tak, że wybieramy „ogarnięte”, zdolne, pewne siebie: młodzież i dzieciaki, które głośno i bardzo wprost, często niepytane, mówią, jaki kto jest. Przymykamy oczy, nie widząc w tym ostrej krytyki i wyśmiewania tylko niewinne żarty. A że przy okazji nasi ulubieńcy,  szkolni prymusi wykluczają innych, poniżają i upokarzają. No cóż „nie mogę przecież zbawić całego świata” , mówimy, stawiając się trochę w miejscu ofiary takiej bezpośredniej szkolnej kultury. I z tego miejsca niestety nie możemy wiele zdziałać. My, dorośli zbyt często czujemy się w tym miejscu usprawiedliwieni, tłumaczymy się przed samymi sobą, że „nie mamy przecież czasu by pochylać się nad każdym płaczącym w kącie dzieciakiem: czy to Stasiu, czy to Franek”. Z czasem podobnie jak ich koledzy zaczynamy traktować słabszych jak przewrażliwionych histeryków a tych niepokornych, pyskatych –  prawie jak przyszłych przestępców. Najlepiej gdyby chodzili do innej szkoły,  byłoby mniej problemów. Pewnego dnia już tylko z ulgą przyjmujemy decyzję dyrekcji, że te „trudniejsze jednostki” będą diagnozowane podczas wstępnej rekrutacji do szkoły i nie będą do naszej szkoły przyjmowane. A młodzież i dzieci – zarówno sprawcy, jak i ofiary przemocy pozostają z problemem sami.

Jakie zachowania nas, dorosłych sprzyjają zjawisku przemocy? (Prócz niewątpliwego ogromnego wpływu grupy rówieśniczej, aczkolwiek rówieśnicy też mają przecież domy i rodziców).

Oto kilka wzorców rodzicielskich które pomagają wychowywać sprawcę albo ofiarę przemocy :

  • Jeśli rodzice próbują zawsze mieć rację, mówią dzieciom, co i jak mają robić, a na pytanie „dlaczego?” odpowiadają „BO TAK MA BYĆ” albo „BO JA TAK MÓWIĘ”, wychowują i edukują kogoś, nad kim ma się całkowita kontrolę. Dziecko marzy o tym, by również mieć władzę nad innymi, dlatego w swoim środowisku będzie rządzić innymi dziećmi i kontrolować je, wykluczać, stosując wszystkie znane, wyniesione z domu sposoby.
  • Jeśli rodzice lub inni dorośli grożą dziecku przemocą fizyczną,  kolejną jedynką w dzienniku, uczą dzieci, że groźby są dobrą metodą sprawowania władzy. A przemoc fizyczna dorosłych wobec dzieci (prawnie zabroniona w Polsce) uczy je, poprzez modelowanie, takich samych zachowań – tak rośnie sprawca. Ale uczy także, że trzeba się bać – tak rośnie ofiara przemocy.
  • Jeśli rodzice lub inni dorośli upokarzają lub zawstydzają dzieci, próbując w ten sposób karać je za coś np. za nieposłuszeństwo, dzieci uczą się, jak można poniżać, zawstydzać innych. Chętnie to zrobią publicznie, zwłaszcza jeśli będę mieli widownię.
  • Jeśli rodzice rządzą za pomocą strachu, wychowują dzieci pasywne, zastraszone i słabe. Albo wprost przeciwne: agresywne, które w ten sposób uczą się tego sposoby ochrony w trudnych sytuacjach.
  • Gdy rodzic wymusza na dzieciach jakieś zachowania za pomocą strachu, groźby lub szantażu, uczy dzieci wymuszania i zastraszania innych. Nikt w takiej rodzinie nie traci czasu na tłumaczenie zasad, więc dzieci nie rozumieją, co jest właściwe, ale przymuszone, będą robić to, czego się od nich wymaga. Idąc na skróty, one również nie wytłumaczą nikomu zasad, tylko zastosują szantaż i groźby.
  • Rodzice/ nauczyciele, którzy przykładają zbyt wielką wagę do konkurencji i współzawodnictwa, uczą dzieci, że ten kto wygrywa jest lepszy, a wszyscy inni gorsi. Żeby być ważnym i zauważonym, trzeba więc kogoś pokonać. Nie uczymy dzieci, że wygrana lub przegrana to tylko informacja o tym, co już osiągnąłem, a nad czym jeszcze muszę popracować. Uczymy, że poczucie wartości bierze się z pokonania drugiego.
  • Rodzice/ nauczyciele, którzy uczą dziecko że błąd, pomyłka, niestaranność to coś strasznego, zwłaszcza w kontekście oceny w dzienniku, wspierają wewnętrznego krytyka. A stąd już tylko krok do niskiej samooceny, etykietek „jestem straszny, leniwy, zły”. Ten rodzaj myślenia wspiera w dziecku ofiarę.
  • Rodzice, którzy mówią dziecku. jak ma postępować, co ma myśleć, co ma mówić w bardzo konkretnych sytuacjach – zamiast pytać: „a co TY o tym myślisz?”. Ten rodzaj narzucania jednego rozwiązania przyzwyczaja dziecko do tego, że w grupie ktoś inny będzie mówił im, co mają robić. Wychowujemy w ten sposób dzieci niesamodzielne, które nie umieją przeciwstawić się innym.
O tym jak pomagać sprawcy i ofierze przemocy w następnym odcinku.
 Dorota Biały, psychoterapeutka, coach z Instytutu Psychologii Procesu , pracuje w  Ośrodku Poza Centrum,  w Warszawie z dziećmi, młodzieżą, rodzicami i nauczycielami. Więcej na oraz na FB spotkaniazesoba.
 Bibliografia:
  1. Wykłady Dwuletniego Studium Psychoterapii metodą Psychologii Procesu przy Instytucie Psychologii Procesu, M.Duda, J. Dulińska
  2. D.Kindlon, M.Thompson, „Raising Cain”
  3. J. McGraw's, „Life strategie for dealing with bullies”
  4. D.Menken, A. Mindell „Raising parents, raising kids”

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Agresja u dziecka - o czym świadczy i jak reagować?

Agresja u kilkulatka nie bierze się znikąd. Lepiej potraktować takie zachowania dziecka jak wołanie o pomoc. (fot. iStock)
Agresja u kilkulatka nie bierze się znikąd. Lepiej potraktować takie zachowania dziecka jak wołanie o pomoc. (fot. iStock)
Wszystko było w najlepszym porządku i nagle, bez żadnej wyraźnej przyczyny, z przedszkola czy szkoły zaczynają docierać do ciebie uwagi o agresji u dziecka.

Bije, gryzie, kopie, popycha, wyśmiewa albo przezywa. „Moje dziecko? To niemożliwe!” – dziwi się wiele mam. A jednak to jak najbardziej możliwe i może się zdarzyć każdemu, nawet najspokojniejszemu dziecku świata.

Kiedy po raz pierwszy słyszysz, że twoje dziecko uderzyło, kopnęło, przezwało kolegę, najczęściej myślisz, że to pomyłka. Być może tak jest istotnie: to tylko incydent. Druga uwaga na temat agresji dziecka musi jednak oznaczać bezwzględne zajęcie się tym problemem. Bagatelizowanie agresji dziecka jest bowiem wyrządzaniem mu krzywdy.

Każde agresywne zachowanie, to wielka prośba: „Mamo, nie radzę sobie”. Bagatelizując problem agresji dziecka, zostawisz je samo z wielkim ciężarem.

Co robić, gdy dziecko zachowuje się agresywnie?

1. Pozbyć się wstydu. Nie jesteś złą mamą tylko dlatego, że twoje dziecko kogoś ugryzło czy opluło. Będziesz nią, jeśli się nad tym problemem nie pochylisz.

2. Spojrzeć na życie swojego dziecka pod kątem, czy nie ma w nim agresji.
Czy ktoś z grona bliskich – rodzeństwo, opiekunowie, dalsza rodzina, nie zachowuje się agresywnie, tym samym nie ucząc dziecka zachowań agresywnych? (szturchańce, krzyki, pełne dezaprobaty miny lub spojrzenia). Czasem dziecko w domu jest bardzo ciche, wycofane, a w przedszkolu lub szkole bije, gryzie, kopie, dokucza innym. Warto zastanowić się, jaka jest pozycja dziecka w domu, bo być może ono odreagowuje swoje domowe role na gruncie rówieśniczym. Dzieci mają tendencję do powielania podpatrzonych zachowań. Jeśli w domu dziecko jest poddawane agresji, to na pewno będzie ją powielać na innym gruncie.

3. Ograniczyć filmy i gry, które wydają ci się zbyt brutalne.
Dzieci mają rozwojową potrzebę odtwarzania tego, co widzą i co je pasjonuje. Być może agresja dziecka to udawanie postaci z gry lub filmu.

4. Przez jakiś czas oglądaj z dzieckiem wszystkie filmy i dużo mu czytaj.
Komentuj wszystkie wydarzenia: „On nie powinien się tak zachować, zobacz, nikt nie lubi takich osób” itp.

5. Na wszelki wypadek wprowadź terapię z obcowaniem, czyli wróć do wspólnego spędzania czasu
; baw się, wygłupiaj, śmiej, gotujcie razem, sprzątajcie. Bądźcie razem jak najwięcej. Dzieci na różne sposoby manifestują potrzebę kontaktu z dorosłymi.

6. Pomóż rozładować nadmiar energii
za pomocą wybranego przez dziecko rodzaju aktywności sportowej, tanecznej, aktorskiej.

7. Dzieci agresywne są najczęściej bardzo nielubiane.
Nieprawidłowym odruchem jest izolowanie dziecka agresywnego od innych dzieci. Dziecko musi mieć okazję do ćwiczenia dobrych relacji. Zapraszaj więc inne dzieci do was, ale po jednym-dwóch kolegów. Nadmiar dzieci sprzyja agresji.

8. W domu w żadnym razie nie wolno dopuszczać do tego, żeby dziecko mogło cokolwiek osiągnąć agresją.
Zwracaj się do dziecka zawsze bardzo miło, uprzejmie i spokojnie.

9. Szukaj pomocy. Idź do psychologa.
Dziecko agresywne narażone jest na nienawiść rówieśników. Kiedy tylko będzie okazja, jego „ofiary” zwrócą się przeciwko niemu. Trzeba mu pomóc. Niekoniecznie potrzebne jest orzeczenie od psychologa, czasem wystarczy tylko miękka forma terapii rodzinnej.

  1. Psychologia

Przemoc w szkole. Jak reagować?

Przemoc dotyka zwykle tych, którzy postrzegani są jako słabsi lub inni. (Fot. Getty Images)
Przemoc dotyka zwykle tych, którzy postrzegani są jako słabsi lub inni. (Fot. Getty Images)
To nieprawda, że w szkole nie ma przemocy. Bywa – i prawdopodobnie nie tylko  fizyczna: szczypanie, kopanie, bicie, szarpanie. Jest też werbalna, po której rany na duszy leczy się latami: wyśmiewanie, poniżanie, wykluczanie z grupy. Przyzwyczajamy się do niej albo pracujemy nad samokontrolą, by nie ujawnić swojej rozpaczy i bezradności. Ale czy naprawdę to jest dobra metoda?

Po powrocie ze szkoły i zjedzeniu obiadu Kasia zwykle nie była rozmowna. Znikała za drzwiami swojego pokoju, by odrabiać lekcje. Jakież było moje zdziwienie, gdy któregoś dnia tam weszłam i zastałam ją tonącą w łzach z poduszką przy twarzy, tak bym nie słyszała jej łkania. Zaczęłam pytać. Wychowawczyni nie wiedziała, co się dzieje z córką, bo poza swoją lekcją jej nie widuje. Gdy nalegałam, by to sprawdzić, okazało się, że większość czasu na przerwach Kasia spędza w toalecie. I boi się z niej wychodzić. Tuż za drzwiami łazienki na każdej przerwie stoją trzy klasowe gwiazdy. Codziennemu zastraszaniu, rozsiewaniu kłamstw, przezwiskom „ty gruba świnio”, popychaniu, podstawianiu nogi, niszczeniu jej prac czy plecaka nie było końca. Rozmiar bólu i cierpienia mojej córki, obojętność szkoły i rodziców poraziły mnie. Poszłam do dyrektorki z prośbą o podjęcie działań: zignorowała mnie. Poradziła, abym „poczytała, czym jest przemoc, i nie wywoływała problemów tam, gdzie ich nie ma”. Poczytałam i wróciłam do wychowawczyni. Rozpłakała się, twierdząc, że nie może „dyskryminować” trójki klasowych prymusów, bo cieszy się „ich szczególnym zaufaniem”. A Kasia jest „zbyt słaba i wrażliwa”. I najlepiej będzie, jeśli znajdę dla niej inną szkołę, ponieważ „skalą wrażliwości wykracza daleko ponad przeciętną w naszej szkole.”

Bezradność wobec przemocy

Czasem znajome lub własne dziecko opowiada nam jakąś trudną historię i czujemy się bezradni. Co zrobić? Mieszać się w czyjeś życie? Krytykować nauczycielkę za to, że nie umie postawić granic? Często zamiast działać, zrozpaczeni, w akcie desperacji, przekonujemy własne dzieci: „oddaj mu - ale tak, żeby pani nie zauważyła... no wiesz”. Albo racjonalizujemy sytuacje: "to było tylko popchnięcie".  Że za mocno? „Oj, nie przesadzaj, nie bądź taki przewrażliwiony, przecież w zabawie wiele rzeczy może się zdarzyć”. Tak, ale są i takie, które nie mogą się zdarzyć.

Jak więc poznać, że to była szkolna przemoc? Jak rozmawiać o niej z dzieckiem?

  1. Przemoc to nie jest pomyłka, która przydarzyła się sprawcy, on/ ona robi to celowo. Z intencją, by przestraszyć, zranić, zawstydzić czy poniżyć.
  2. Przemoc nie jest jednorazowym aktem, zawsze się powtarza.
  3. Zwykle sprawca dokonuje przemocy publicznie. Potrzebuje nie tylko przekonać się, że mu ulegniesz, ale chce, żeby inni to widzieli.
  4. Przemoc dotyka zwykle tych, którzy postrzegani są jako słabsi lub inni. Zawsze gdy dotyka ciebie jakaś forma przemocy, dzieje się tak, bo sprawca wierzy, że może ciebie przekonać, że jesteś słabszy niż on. To, że sprawca ciebie tak postrzega, nie oznacza że taki jesteś.
Naucz także swoje dziecko rozróżniać niewinną zabawę od przemocy. Bo prawdziwy kolega czy koleżanka:
  1. Żartuje w taki sposób, że dla was obu/obojga jest to fajne i śmieszne.
  2. Nie żartuje po to, by celowo zranić twoje uczuci albo ci „dopiec".
  3. Przestaje żartować, jeśli domyśla się, że mógłby ciebie zranić. Zadaje pytania, robi jakieś gesty – sprawdza, czy ciebie uraził. I nie denerwuje się, gdy na jego żart odpowiadasz swoim. Sprawca przemocy zawsze żartuje specjalnie, by ciebie zranić, nie zgadza się na żarty na swój temat, nadal obraża mimo świadomości, że rani. Denerwuje się, gdy ignorujesz jego żarty.
Powiedz dziecku, że nigdy nie jest winne jakichkolwiek aktów przemocy na nim. Nie jest przyczyną czy powodem przemocy, niezależnie od tego, w co się ubiera, jaką muzykę lubi. To nie z nim jest coś nie tak, to sprawca ma problem. A my wszyscy wraz z nim. Nasza kultura, społeczeństwo, model życia, dążenie do sukcesu za wszelką cenę sprawia, że wzorzec siło jest ciągle bardziej popularny niż model wrażliwości i siły jednocześnie. Wspieramy przemoc, kiedy jesteśmy jednostronni i  latami nieświadomie tkwimy w roli ofiary: państwa, rodziny, firmy czy partnerki/ra. Albo gdy nauczyliśmy się reagować z pozycji siły, walcząc, krytykując; gdy wymuszamy zamiast prosić czy mówić o tym, co nas boli. A dzieci uczą się przecież od nas.

Obojętność świadków przemocy

Oprócz sprawcy i ofiary jest jeszcze trzecia rola do obsadzenia: świadek. Wśród wielu zwierzeń ofiar przemocy najbardziej poruszające są te, gdy na pytanie: „czy ktoś to widział?", „jak zareagował?" pada odpowiedź: „ludzie stali i odwracali wzrok". Albo: „tak, moja przyjaciółka była w klasie, słyszała, jak krzyczałam, i nic nie zrobiła, gdy kopał mnie po brzuchu”. O świadkach, którzy nie reagowali, zapomina się jeszcze trudniej niż o sprawcach przemocy. Dzieci, których po raz kolejny nikt nie obronił,  rosną w przekonaniu, że nie ma i nie będzie nikogo, kto mógłby je kiedykolwiek chronić. Ten rodzaj myślenia jest uwewnętrzniany, dlatego w ich świecie nie ma nadziei. Nie ma nikogo i nic. Żadnej kiełkującej nawet, pojedynczej myśli, że nie zasługują na to, co je spotkało, i że znajdzie się ktoś, kto wreszcie powie „DOSYĆ!” .

Dzieci mogą sobie nie poradzić z przemocą bez wsparcia dorosłych. I nie ma co spychać roli świadka, który powie „STOP”, na nauczyciela albo dyrekcję szkoły, albo na rodzica. To my wszyscy – dorośli, jeśli tylko zauważamy jakiekolwiek sygnały, niepokojące zachowanie, wejdźmy w role świadka. Zacznijmy od krótkich komunikatów „STOP”, „NIE ZGADZAM SIĘ NA PRZEMOC”, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z przemocą werbalną, wykluczeniem czy przemocą fizyczną.

Dorota Biały, psychoterapeutka, coach, z Instytutu Psychologii Procesu www.processwork.pl, pracuje w  Ośrodku Poza Centrum www.pozacentrum.pl w Warszawie z dziećmi, młodzieżą, rodzicami i nauczycielami. Więcej na www.dorotabialy.com.pl oraz na FB spotkaniazesoba.

  1. Psychologia

Jak wspierać dziecko w nauce i zdrowo angażować się w życie szkoły?

Warto wspierać dziecko w nauce sposobów uczenia się. (Fot. Getty Images)
Warto wspierać dziecko w nauce sposobów uczenia się. (Fot. Getty Images)
W jakim stopniu angażować się w szkołę? Dyskutować z nauczycielami, odrabiać lekcje, decydować o przyjaźniach? To odwieczne pytania rodziców. Jak dziecko wspierać, ale nie przesadzić – tłumaczy psycholog dziecięcy doktor Magdalena Śniegulska.

Czy to, w jakim stopniu uczestniczymy w życiu szkoły, dużo mówi o nas, rodzicach?
Trochę mówi. Większość rodziców ma ogromne oczekiwania, np. jak szkoła powinna wyglądać. Ale ilu rodziców i ile dzieci, tyle pomysłów i potrzeb. To powoduje, że coraz więcej słyszy się krytycznych głosów dotyczących funkcjonowania szkoły w Polsce. Mówi się, że jest mało elastyczna, nie nadąża za potrzebami zmieniającej się rzeczywistości, za cywilizacją.

To chyba nic złego, gdy chcemy, żeby nasze dzieci dorastały w bezpiecznych, dobrych warunkach?
Nie, to naturalne. Szkoła jest ogromnym wyzwaniem rodzicielskim. Szczególnie że w ostatnim czasie zasady opisujące relacje rodzic – nauczyciel uległy modyfikacji. Kiedyś nauczyciel był autorytetem, nie było mowy o dyskusji z nim. Taki stan rzeczy z jednej strony mógł się nie podobać, z drugiej – dawał rodzicowi poczucie bezpieczeństwa. To się zmieniło. Niestety, bo obiektywnie patrząc, wielu nauczycieli autorytetami nie jest. A czasami mogliby być, gdyby nie postawa rodziców. Abstrahując jednak od dyskusji nad kondycją polskiego szkolnictwa, warto pamiętać, że to od nas w dużej mierze zależy, czy dziecko będzie szkołę lubiło. Jeżeli my, rodzice, jesteśmy przekonani, że szkoła jest miejscem dobrym, że fajnie jest tam chodzić, uczyć się, rozwijać, to jest duża szansa, że nasze dzieci też tak będą myśleć.

Tak, ale szkoły są różne. Trudno lubić miejsce nieprzyjazne.
Ważne, w jakim stopniu szkoła jest gotowa na współpracę (podkreślam – współpracę, a nie realizowanie wszystkich fantazji rodzica) lub na ile ta współpraca jest niemożliwa, bo nauczycielom, dyrekcji na tym nie zależy. Na szczęście istnieje wiele naprawdę fajnych szkół, zarówno prywatnych, jak i (coraz więcej) państwowych.

Jak wiele zależy od rodziców? Znam takich, którzy zjedliby żywcem nauczycieli swoich dzieci. Bo ich zdaniem są niekompetentni i nieprofesjonalni.
To niedobrze, gdy rodzice zaczynają zachowywać się jak surowi wychowawcy nauczycieli. Szkoła powinna być wspólnotą. Nie możemy oczekiwać, że nauczyciel zaspokoi pragnienia wszystkich rodziców. Że będzie na tyle elastyczny, że dostosuje się do każdego modelu wychowawczego. To jest po prostu nierealne i niemożliwe. Myślę, że nawet niebezpieczne. Dobrze jest się zastanowić, czego ja jako rodzic mogę, a nawet powinienem oczekiwać od szkoły, a co jest moim zadaniem i moim obowiązkiem.

Proszę zatem pomóc rodzicom. Czego mogą oczekiwać?
Że szkoła będzie dostrzegać potencjał ich dziecka, pokaże, jaką przyjemnością może być zdobywanie wiedzy. Będzie też takim miejscem, gdzie dziecko zobaczy, co jest jego siłą, a nad czym jeszcze musi popracować. I jak ma to zrobić, żeby maksymalnie wykorzystać swój potencjał. Że będzie miejscem, które nauczy współpracy, pokaże, że różnorodność może być zasobem, wartością. Tak przynajmniej wygląda moja idealistyczna wizja.

Idealistyczna bardzo.
Tak, ale często bywam w różnych szkołach na obserwacjach psychologicznych i widzę, że są nauczyciele gotowi podjąć taką rolę, którzy potrafią powiedzieć dziecku, w czym jest dobre, i tak je zmotywować, żeby pracowało nad słabszymi stronami. Nie o to chodzi, żeby szkoła była łatwa. Wiele współczesnych badań z dziedziny psychologii pokazuje, że doświadczanie trudności, samodzielne radzenie sobie z nimi, przy akceptującej i wspierającej obecności dorosłego, jest jednym z ważniejszych czynników determinujących przyszły sukces dziecka i jego poczucie szczęścia w życiu.

A jeśli widzimy, że nauczyciel nie sprawdza się w tej roli, jak możemy na niego wpływać?
Bardzo ważny jest dialog. Na przykład dziecko przychodzi i mówi, że nie radzi sobie z matematyką. Wszyscy idą do przodu, a ono nie daje rady, spina się, wycofuje. Widzimy jednak, że w domu jakoś te zadania rozwiązuje. Dobrze wtedy iść do nauczyciela i powiedzieć: „Mamy taki kłopot. Co pani myśli o tym, żeby je wesprzeć, jakie są pani doświadczenia z takimi dziećmi, co można zrobić, żeby syn, córka czuli się pewniej?”. I często taka informacja pomaga nauczycielowi i dziecku. Wspólnie można poszukać dobrego rozwiązania. Oczywiście, znajdą się nauczyciele, którzy na taką rodzicielską postawę zareagują agresją. Powiedzą: „Co mi pani opowiada, mam 20 lat doświadczenia, nic nie będę zmieniać”. Wtedy mamy kłopot.

To co wtedy powinniśmy zrobić? Zmieniać szkołę? Zaangażować dziecko w inną działalność?
Nie ma jednej prostej odpowiedzi, to zależy od wielu elementów. Jeśli to coś, co utrudnia funkcjonowanie mojemu dziecku, muszę szukać pomocy. U innych rodziców, nauczycieli, rady rodziców, dyrekcji. Jeśli nie pomaga, to jest to argument za zmianą szkoły. Natomiast jeśli głównie ja widzę problem, przejmuję się tym, bo matematyka wydaje mi się bardzo ważna, ale równocześnie widzę, że moje dziecko lubi szkołę, lubi swoich kolegów, część z tych kolegów też ma problem z nauczycielką matematyki – to zostawiłabym to. Dziecko uczy się w takiej sytuacji ważnych rzeczy. Na przykład tego, jak istotne jest bycie częścią wspólnoty, mierzenie się z problemami w grupie. Razem nie lubimy pani od matematyki, jednoczymy się przeciwko niej. Dziecko uczy się też, czym jest frustracja i rozczarowanie, które i tak będzie przeżywało. Możemy je wspierać, dając narzędzia, jak z taką sytuacją sobie radzić. Pokazując, że to część życia, że spotykamy na swojej drodze różne osoby, z niektórymi mimo niechęci musimy współpracować. Tyle. Inna sprawa to zapewnienie mu pomocy z matematyki poza szkołą, bo np. dzięki fajnej korepetytorce będzie się z tego przedmiotu stawało coraz lepsze.

W jakim stopniu nasze doświadczenia ze szkoły wpływają na to, jak postrzegamy szkołę dziecka?
Bardzo wpływają. Kiedyś robiliśmy wywiady środowiskowe na temat tego, co decyduje o wyborze szkoły dla dziecka. I okazało się, że dużo większą skłonność do poszukiwania szkół prywatnych, nawet kosztem wielu wyrzeczeń, mają rodzice, którzy sami w swojej szkole doświadczyli trudności. Zapominamy, że nasze dziecko to nie my, że ma zupełnie inny charakter, temperament, potrzeby. Owszem, niejednokrotnie szkoła prywatna czy demokratyczna to dobry wybór, ale są dzieci, które budują świetne relacje na podwórku, mają wspaniałe przyjaźnie i jest dużo ważniejsze, żeby poszły do szkoły z tymi przyjaciółmi. Zdarzają się potem rodzice, którzy mówią: „Boże, wożę syna na drugi koniec miasta, spędzamy pół dnia w samochodzie, a potem on cierpi, bo schodzi na podwórko i koledzy podekscytowani opowiadają sobie, co było w szkole, a on w tym nie uczestniczy”. Dlatego, podejmując decyzję o wyborze szkoły, warto mieć szerszą perspektywę.

Rodzice często stresują się ocenami, zdarza się, że biegają do nauczycieli, interweniują, cisną dzieci.
Instytut Badań Edukacyjnych jakiś czas temu zrobił świetne badania na temat obiektywności ocen szkolnych. Co się okazało? Że nie ma nic bardziej subiektywnego niż ocena. To się nijak ma do tego, co dziecko rzeczywiście wie i potrafi. Tak więc na pewno nie należy koncentrować się na stopniach, ważne natomiast, jak dziecko podchodzi do obowiązków. Ale nasza postawa wobec szkoły przekłada się na funkcjonowanie dziecka. Ostatnio byłam na obserwacji w jednej z państwowych podstawówek w klasach I–III. Lekcje zaczynają się tam o 8.30. Wychowawczyni powiedziała mi, że nigdy nie zdarzyło jej się zacząć o tej godzinie zajęć. Rodzice docierają z dziećmi o 9.15, 9.30. I nie dowożą ich z drugiego końca miasta, tylko przyprowadzają z okolicznych osiedli. Jak takie dziecko ma się nauczyć punktualności, odpowiedzialności? Jeśli chcemy pomóc dziecku, przede wszystkim musimy dawać mu przykład.

Dużo jest teraz nadopiekuńczych rodziców. Znam mamy, które angażują się we wszystko. W środku dnia przynoszą kanapki, bo szkolne jedzenie jest niedobre i niezdrowe. Interweniują z każdego powodu. Czy to ma sens?
Nadopiekuńczość wynika z lęku, że dziecku dzieje się krzywda. Dobrze te lęki urealniać. Zadać sobie pytania: Ale co konkretnie się stanie? Czy już kiedyś coś się zdarzyło? Nie? To dlaczego uważamy, że zdarzy się teraz? Niejednokrotnie okazuje się, że dzieci potrafią rozwiązać wiele spraw samodzielnie. To daje im moc, poczucie wpływu. Cena, którą ponosi dziecko nadopiekuńczych rodziców, jest bardzo wysoka. Dziecko powinno być samodzielne, dbać o swoje potrzeby, pamiętać, że trzeba wziąć kanapkę, zjeść ją o określonej porze, pilnować obowiązków, pamiętać, co jest zadane, zabrać strój na WF itp. Oczywiście, uczy się tego stopniowo – to proces. Jeśli wyręczamy dziecko, pokazujemy mu, że z niczym się nie wyrabia, nadal potrzebuje opiekuna, który będzie je prowadził przez życie. Jaki to komunikat? Nie dasz rady, nie potrafisz. Z takich dzieci rzadko wyrastają samodzielni dorośli.

Czy tylko nadopiekuńczy rodzice odrabiają lekcje z dziećmi?
Są dzieci, które bardzo szybko uczą się, jak się uczyć. I takie, które długo, do czwartej, piątej klasy, potrzebują wsparcia. Tylko że wsparcie powinno dotyczyć sposobu uczenia się. Dziecko powinno dowiadywać się, co mu pomaga w uczeniu, co przeszkadza. Jakich technik może użyć, aby łatwiej coś zapamiętać, jak zrobić samemu dobrą notatkę, na co przede wszystkim zwrócić uwagę w zadaniach z treścią. My możemy pomóc tylko w planowaniu. Mówimy: „Słuchaj, może lepiej zacząć od prostych lekcji, szybko mieć je z głowy”; „Jeśli masz klasówkę i materiał jest duży, to podziel naukę na etapy. Czytaj dziennie dwa rozdziały sam, ja cię mogę z tego potem przepytać”. Towarzyszymy, pokazujemy drogę, ale nie uczymy się „za”. Realizacja i wykonanie zależy od dziecka. To ono ponosi konsekwencje, ale i to jego wówczas będzie sukces!

Jeśli boli nas, że dziecko jest przeciętne, nie ma zainteresowań, mamy działać czy nie?
Bardzo wiele dzieci długo nie wie, co jest ich pasją. W nasze życie wpisana jest pewna zmiana ról, przekwalifikowanie. Być może jeszcze nawet nie pojawił się zawód, który będzie wykonywało moje dziecko. Mówienie: „Musisz się uczyć, bo może pójdziesz na medycynę”, jest archaiczne. Nie każdy w ogóle musi mieć jakieś specjalne pasje, a już wymaganie tego od dziecka nie ma sensu. Możemy mu pokazywać pewne rzeczy, inspirować, i tyle. Ludzie często odnajdują swoją ścieżkę na studiach, czasem dopiero po kilku latach pracy odkrywają, że chcieliby robić coś zupełnie innego. Najważniejsze to nie ograniczać, nie myśleć za dziecko. I akceptować jego wybory.

Angażować się w szkolne wycieczki, wyjazdy?
Dzieci potrzebują choć jednej sfery dla siebie. Radziłabym więc zostawić to, chyba że jedzie jeden nauczyciel i potrzebuje pomocy. Ale jeżeli daje radę, to niech szkoła będzie miejscem prywatnym dziecka, gdzie może powariować, pobyć bez kontroli, bez naszego korygowania niewłaściwych zachowań. Trzeba odpuścić. Grupa społeczna, jaką jest klasa, też koryguje wiele zachowań. Jaś był nieuprzejmy wobec Stasia? To Staś albo mu sam to powie, albo zachowa się za jakiś czas podobnie.

Jest też druga skrajność – rodzice, którzy nie interesują się szkołą, nie pojawiają na zebraniach.
Kiedy mówimy o różnych zadaniach na poszczególnych etapach rozwoju, mówimy też o różnych zagrożeniach. Jednym z nich w okresie wczesnoszkolnym, między siódmym a 12. rokiem życia, jest zagrożenie nadmierną samodzielnością, gdy dziecko jest pozostawione samo sobie i przekonane o tym, że ze wszystkim musi sobie radzić. Na przykład rodzice dowiadują się, że ich syn jest od dwóch lat gnębiony w klasie. Słyszą o tym tak późno, bo dziecko nie wiedziało, że może na nich liczyć, było przekonane, że musi samo sobie z tym dać radę. Takie zachowanie często nie wynika z braku miłości rodziców, raczej z ich nieuwagi, problemów, w które są zaangażowani. Uważają, że jeśli nie dostają sygnału ze szkoły, że coś się dzieje nie tak, to znaczy, że wszystko w porządku. Nic bardziej mylnego. Dziecko powinno czuć, że my naprawdę interesujemy się szkołą i jego do tej szkoły stosunkiem. Sedno w tym, żeby towarzyszyć, ale nie wywierać presji.

Magdalena Śniegulska, doktor, psycholożka dziecięca z Akademickiego Centrum Psychoterapii i Rozwoju oraz wykładowca Uniwersytetu SWPS.

 

  1. Psychologia

Wychowanie - na czym polega kara naturalna?

Kary dla dzieci powinny uczyć ponoszenia konsekwencji swoich zachowań; tylko wtedy stają się ważnym elementem wychowawczym (fot. iStock)
Kary dla dzieci powinny uczyć ponoszenia konsekwencji swoich zachowań; tylko wtedy stają się ważnym elementem wychowawczym (fot. iStock)
Dobór kar i nagród to najważniejsza strategia postępowania rodzica. Czy wyciąganie konsekwencji wobec dzieci jest potrzebne?

Zacznijmy od pytania: do czego służy kara? Odpowiedź jest tylko jedna: do nauczenia dziecka, że za swoje zachowanie musi ponieść konsekwencje. Taki jest jedyny cel. Zatem nie jest nim odreagowanie frustracji rodzica (bicie, krzyki, szarpanie).

Jeśli czujesz, że nie radzisz sobie z wyciąganiem konsekwencji wobec swojego dziecka, zacznij od całkowitego wyeliminowania wszelkich kar agresywnych, surowych, ostrych. Zyskasz dwie rzeczy: Po pierwsze – rezygnując z szarpania i krzyków, dostrzeżesz inne możliwości wywierania wpływu na zachowanie dziecka, a po drugie – wpłyniesz na kształtowanie jego postaw. Ponieważ dziecko uczy się od ciebie wszelkich zachowań, jeśli będziesz traktować je agresywnie, ono zacznie być agresywne w domu lub gdy ty tego nie będziesz widziała. Rodzice wymierzający surowe, rozładowujące ich emocjonalnie kary, bardzo często zapominają, że w ten sposób uczą dziecko tego stylu zachowania.

Warto poznać trzy podstawowe kroki w wyciąganiu konsekwencji wobec dziecka:

Po pierwsze – zapobiegaj

Najlepszym sposobem wychowanie dziecka jest uniemożliwienie mu zrobienia czegoś niewłaściwego.

Krok drugi: poświęć twój czas i cierpliwość

Mów, tłumacz, spędzaj czas. Rodzice, którzy często wymierzają kary swoim dzieciom, zazwyczaj spędzają z nimi mało czasu. Dziecku nie wystarczy raz wytłumaczyć. Ono rzadko kiedy psoci specjalnie. Częściej po prostu zapomniało albo nadal nie rozumie, czego mu w zasadzie nie wolno.

Stosuj kary naturalne

Dzieci bezwzględnie muszą nauczyć się ponosić naturalne konsekwencje swoich zachowań. Kara naturalna zawsze jest wywołana zachowaniem dziecka – to wyłącznie konsekwencja jego działania. Jeśli dziecko, mimo naszej prośby, aby tego nie robiło, weszło w kałużę – poproś je, żeby to ono starło błoto, zamiotło, posprzątało. Jeśli w takiej prośbie nie ma agresji, dziecko chętnie naprawi „szkodę”. A jeśli jest na to za małe, po raz kolejny powiedz mu, gdzie, jak i dlaczego wycieramy buty. Jeśli naprawienie przez nie szkody jest niemożliwe, powinno uczestniczyć w czynności, jaką wykonuje mama – odczuć, że ona na to poświęca jego czas.

Dotyczy to wszelkich czynności porządkowych: chlapania w łazience, rozrzucenia zabawek, nakruszenia na stole. Zatem po pierwsze: zapobiegamy, po drugie: zawsze tłumaczymy, po trzecie: włączmy je do sprzątania.

  • Dziecko odmawia jedzenia zupy – ma takie prawo (może nie być głodne), ale nie dostaje nic innego w zamian. Schowaj łakocie. Narażenie dziecka na to, że odmawiając jedzenia tego co wszyscy inni, musi poczekać do następnego posiłku, błyskawicznie przemodeluje jego zachowanie.
  • Dziecko nie chce iść spać – bez względu na to, o której finalnie zasnęło, budzimy je o tej godzinie, co zawsze i to bez najmniejszych skrupułów, ale też bez agresji w rodzaju: „Co mnie obchodzi, że jesteś niewyspany?!”. Po prostu: „U nas w domu wstaje się o tej godzinie”.

Uwaga:

W początkowym okresie wprowadzania kar naturalnych twoje dziecko może gwałtownie protestować. Jeśli poproszone o posprzątanie po sobie płacze, krzyczy, rzuca się na ziemię – próbuje odwrócić role. To ono stara się wymierzyć karę tobie. Jeśli twoje dziecko tak się zachowuje – ignoruj je. Nie daj mu żadnego pozytywnego wzmocnienia w postaci twojej uwagi czy złości.

W długoterminowej perspektywie dzieci bardzo dobrze znoszą kary naturalne i zawsze uważają je za sprawiedliwe. A to przecież jest naszym pedagogicznym celem.

  1. Psychologia

Agresja wśród młodzieży - jak postępować z agresywnym nastolatkiem?

Niestabilność emocjonalna, drażliwość, niezdolność do przewidzenia konsekwencji swojego działania – to stany typowe dla wszystkich nastolatków. (Fot. iStock)
Niestabilność emocjonalna, drażliwość, niezdolność do przewidzenia konsekwencji swojego działania – to stany typowe dla wszystkich nastolatków. (Fot. iStock)
Niestabilność emocjonalna, drażliwość, niezdolność do przewidzenia konsekwencji swojego działania – to stany typowe dla wszystkich dorastających nastolatków. Jak możemy pomóc im radzić sobie z emocjami, zanim zamienią się w agresję – wyjaśnia prof. Iwona Grzegorzewska z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Przyjmuje się, że agresja to umyślne działanie na czyjąś szkodę. Jednak nastoletnia agresja ma wiele twarzy...
Bardzo wiele. Może być jawna albo ukryta. Może polegać na wyrządzaniu krzywdy istotom żywym lub niszczeniu przedmiotów. Może być reakcją na zachowania lub sytuację – to tak zwana agresja reaktywna, albo celowym zachowaniem, którego celem jest sprawienie komuś fizycznego bólu lub psychicznego cierpienia, zwanym agresją proaktywną. Może polegać na biciu, szczypaniu, popychaniu – i wtedy mówimy o agresji fizycznej – lub obrażaniu, grożeniu, szantażowaniu, czyli agresji werbalnej. Współcześnie szczególne szkody wywołuje cyberprzemoc, czyli wysyłanie obraźliwych maili, poniżające wpisy na portalach społecznościowych, umieszczanie w Internecie ośmieszających filmików czy zdjęć lub charakterystyczna dla nastolatków agresja relacyjna, która obejmuje przede wszystkim rozpuszczanie plotek, manipulowanie przyjaźniami, społeczne odrzucenie, sarkazm, krytykowanie, obgadywanie, zdradzanie powierzonych sekretów, wyśmiewanie, wyrzucanie z mediów społecznościowych, nadmierne współzawodnictwo, poniżanie, konkurowanie we wszystkim czy zazdrość. Wykluczenia w grupie rówieśniczej przyjmują w ostatnich latach wyjątkowo wyrafinowane formy.

Wykluczanie jest rodzajem agresji, ale czy nie jest czasem też obroną przed nią?
Rzeczywiście, konsekwencją nasilonych zachowań agresywnych jest powolne wykluczanie nastolatka z tak zwanej pozytywnej grupy społecznej oraz wikłanie go w przynależność do grupy rówieśniczej promującej przemoc. Co oznacza, że na przykład agresywnego ucznia nauczycielka nie chce zabrać na wycieczkę, koledzy nie zaproszą go na urodziny, nikt mu nie powierzy żadnej funkcji w klasie czy grupie, nikt z nim nie chce rozmawiać – jego życie staje się coraz bardziej frustrujące. Agresja z jednej strony wyklucza nastolatka, a z drugiej niejako pcha go w kierunku osób stosujących agresję na co dzień. Dlatego tak ważne jest, aby szybko reagować na wczesne jej sygnały.

Czyli z powodu agresji cierpi także sam agresor.
Oczywiście. Uczeń agresywny z powodu swojego zachowania jest nielubiany, omijany i izolowany. Izolacja wpływa na poczucie osamotnienia i wywołuje frustrację, a jedynym znanym nastolatkowi sposobem zareagowania w tej sytuacji jest kolejny akt agresji, na przykład oplucie koleżanki – i powstaje klasyczne błędne koło. Wspólną cechą agresywnych dzieci jest wywieranie przez nich bardzo silnego negatywnego wpływu na osoby będące z nimi w interakcji – rodziców, rówieśników, nauczycieli. Nie wolno nam jednak zapominać, że za agresją kryje się samotność i cierpienie psychiczne. Ona jest często wołaniem o pomoc, obroną przed kolejną zdradą zaufania. Bywa walką o akceptację, zaspokojenie potrzeb psychicznych czy zapewnienie bezpieczeństwa. Problem polega na tym, że ze względu na ograniczone kompetencje emocjonalno społeczne nastolatka taka strategia jest nieskuteczna.

Wielu rodziców broni swoich dzieci, tłumacząc, że to inni je prowokują, to oni im dokuczają...
Do mojego gabinetu zgłasza się wielu rodziców, którzy ulegają myśleniu typu „moje dziecko nie jest agresywne, to koledzy go sprowokowali albo nauczyciel był niesprawiedliwy”. To bardzo niebezpieczna postawa, bo usprawiedliwia agresję i zwalnia nastolatka od refleksji i zastanowienia się nad swoim zachowaniem. Celem wychowania jest właśnie uczyć dzieci, jak nie ulegać prowokacji, jak radzić sobie z krytyką i negatywnymi emocjami. Najważniejszym zadaniem szczególnie dla rodziców i nauczycieli jest uświadomienie dzieciom, jak bolesne skutki pociąga za sobą agresja, zwłaszcza relacyjna. Ważne, aby zdawały sobie one sprawę z konsekwencji swoich zachowań. Żeby potrafiły postawić się na miejscu ofiary, zrozumiały, jak ich zachowanie wpływa na samopoczucie drugiej strony. Umiejętność przyjęcia innej perspektywy jest bardzo ważną kompetencją młodego, a potem dorosłego człowieka. Dlatego poruszanie takich tematów, jak przyjaźń, miłość, zaufanie, pomaganie czy cierpienie – to klucz do profilaktyki agresji. Co więcej, dzieci powinny czuć się bezpiecznie w domu, w klasie i szkole. Powinny być wysłuchane, rozumiane i traktowane z szacunkiem. Ignorowanie drobnych przejawów agresji może doprowadzić do samotnego cierpienia ofiar i poczucia bezkarności sprawców.

Małe dzieci też przechodzą fazę agresji, ale nie aż tak wyraźną jak nastolatkowie.
W rozwoju człowieka są dwa krytyczne okresy związane z agresją. Pierwszy wypada między drugim a trzecim rokiem życia i jest zwany fazą buntu lub przekory. Dziecko zaczyna wtedy odczuwać przyjemność z bycia autonomiczną jednostką. Drugim okresem rozwojowo łączonym ze wzrostem zachowań agresywnych jest wczesna dojrzałość. Agresja przejawiana przez nastolatków jest związana zarówno z ich dojrzewaniem biologicznym, jak i psychicznym. Może to powodować czasowy spadek umiejętności kontroli zachowań oraz problemy z samoregulacją, które znacząco utrudniają codzienne funkcjonowanie. Dodatkowo młody człowiek szuka teraz odpowiedzi na pytania „Kim jestem?”, „Dokąd dążę?”. Prowadzi to do wątpliwości dotyczących własnej osoby, a brak pewności siebie i spadek samooceny nastolatek może kompensować sobie przyjęciem postawy agresywnej. Niedawno okazało się, że źródłem antyspołecznych zachowań i agresji u młodzieży może być też niedojrzałość części mózgu odpowiedzialnych za racjonalne zachowania, planowanie i podejmowanie decyzji. Czyli choć postępowanie młodzieży, jej nieposłuszeństwo i łamanie reguł może się wydawać przemyślane i świadome, to w rzeczywistości jest wynikiem niedojrzałości kory przedczołowej mózgu odpowiedzialnej za planowanie działań i wczuwanie się w położenie innej osoby, czyli empatię.

Ale czy to usprawiedliwia agresję? W żadnym razie, ale trzeba umieć zrozumieć jej genezę. Gdy patrzymy na agresję rozwojową nastolatków, rozumiemy, że to ciężki czas: niestabilności emocjonalnej, drażliwości. Nastolatek chce być kimś ważnym, zauważonym i często walczy o to agresją. Zwłaszcza jeśli jego historia życiowa pokazuje, że to skuteczna strategia. Mówiąc „historia”, mam na myśli jego temperament, więź z rodzicami, bliskość wzajemnej relacji, uważność dorosłych na jego stany emocjonalne i potrzeby psychiczne oraz dotychczasowe reakcje na jego agresję.

Jak konkretnie można reagować?
Czasami małe dziecko bije dorosłych – zwłaszcza dziadków – którzy nie reagują, a nawet się z tego życzliwie śmieją. To błąd i prosta droga do utrwalania agresji. Należy więc reagować bezpośrednio po takim zachowaniu. W okresach późniejszych najlepiej, jeśli konsekwencja jest naturalnie lub logicznie związana z przewinieniem. Musi być wówczas zapowiedziana wcześniej, czyli dziecko ma znać zasady i wiedzieć, co grozi za ich złamanie. Dobrze jest przewidywać zachowanie dziecka i przypominać mu o konsekwencjach, tak żeby miało wybór co do rodzaju swojego zachowania i tym samym pozytywnych lub negatywnych jego skutków.

Czyli na agresywne zachowania należy reagować zawsze?
Tak, od najmłodszych lat. Wyniki badań są jednoznaczne: im wcześniej dziecko wykazuje nasilone i uporczywe zachowania agresywne, tym większe prawdopodobieństwo poważnych problemów w przyszłości. Oczywiście, o ile nie dostanie właściwego wsparcia i pomocy. Trzeba więc zauważać i interweniować, wyciągać konsekwencje za łamanie zasad, jednak nie karać surowo. Nieprawidłowe karanie zachowań agresywnych nie tylko ich nie eliminuje, lecz wręcz utrwala agresję. Najlepiej, aby konsekwencje zachowań były naturalne – wynikające z wyrządzonej krzywdy, na przykład osobiste przeprosiny, zadośćuczynienie wyrządzonej krzywdzie, naprawa zniszczonej rzeczy lub zwrot pieniędzy z własnego kieszonkowego. Warto podkreślić, że skuteczniejsze jest wzmacnianie zachowań pożądanych niż surowe karanie zachowań niepożądanych. Lepiej, żeby nastolatek pozytywnym zachowaniem zapracował na możliwość korzystania z telefonu czy komputera, niż miał ten przywilej zabierany jako karę za zachowanie agresywne.

Dlaczego niektóre nastolatki są bardziej agresywne niż inne?
Agresywne zachowanie młodego dojrzewającego człowieka jest sumą jego doświadczeń życiowych i konstrukcji psychicznej, czyli podatności genetycznej (badania wskazują, że dziedziczność wyjaśnia nawet do 50 proc. przypadków), jego cech charakteru, specyficznego układu czynników rodzinnych, w tym nadmiernej, zbyt słabej lub niekonsekwentnej dyscypliny w domu, braku nadzoru nad zachowaniami dziecka, braku więzi i kontaktu, braku autorytetu u dziecka czy niewłaściwego modelowania zachowań oraz niekorzystnego kontekstu społeczno-kulturowego rozwoju nastolatka.

Zatem na czym polega podatność na bycie agresywnym? Bywa, że nastolatek, nawet jeśli wpadnie w złe środowisko, wykazuje się jednak empatią.
W psychologii coraz częściej koncentrujemy się nie tylko na zagadnieniach związanych z podatnością na różnego rodzaju zachowania patologiczne, w tym agresję, ale także – lub przede wszystkim – na budowaniu odporności psychicznej. Budują ją tak zwane czynniki chroniące, które można podzielić na cztery grupy. Pierwsza z nich to czynniki biologiczno-rozwojowe, na przykład dobra sprawność intelektualna, łagodny temperament, zrównoważony typ układu nerwowego. Druga to predyspozycje indywidualne nastolatka: umiejętność nawiązywania i utrzymania satysfakcjonujących relacji rówieśniczych, adekwatne poczucie własnej wartości, pozytywny obraz siebie. Następne są czynniki związane z funkcjonowaniem rodziny, czyli prawidłowe relacje przywiązaniowe z rodzicami, spokojna atmosfera domowa, nieagresywne metody rodziców radzenia sobie ze stresem. I wreszcie – przesłanki związane z funkcjonowaniem dziecka w środowisku szkolnym i rówieśniczym: dobra pozycja w grupie, pozytywny klimat klasy i szkoły, brak presji na osiągnięcia, kultura wolna od nietolerancji i przeciwstawiająca się przemocy. Odporność psychiczna jest związana także z silnym charakterem, czyli takimi cechami, jak elastyczność zachowania, umiejętność czekania na swoją kolej, odraczanie przyjemności, wytrwałość czy akceptowanie porażek.

Jak rodzice mogą radzić sobie z agresją dzieci?
Po pierwsze, dbać o dobre relacje z dzieckiem od urodzenia. Kochać, rozumieć, przytulać, akceptować, tulić i rozmawiać. Po drugie, od początku dbać o wyraźne granice i reguły postępowania. Konsekwentnie przestrzegać tych zasad, stanowczo reagować na nieposłuszeństwo dziecka: spokojnie i bez agresji, ale zdecydowanie. Po trzecie, budować u dziecka własny autorytet, oparty na szacunku, a nie na władzy. I po czwarte, przyjrzeć się swojemu zachowaniu, zwłaszcza w sytuacjach trudnych, w obliczu bezradności czy złości.

Czy to my nakręcamy dziś agresję naszych dzieci?
Sprawa jest bardziej złożona. Znaczenie ma wiele zachowań dorosłych: ich indywidualne radzenie sobie w stresie, przyzwolenie na przemoc i agresję w przestrzeni domowej i społecznej, nadmierne oczekiwania wobec nastolatków, presja na sukces i osiągnięcia, klimat rywalizacji i tak zwany wyścig szczurów, ale też powszechność agresji w kulturze i przekazie społecznym. Jednocześnie obserwuję dwa równoległe nurty postrzegania i reagowania na agresję: demonizowanie i bagatelizowanie. Gdy dzieci się pokłócą, natychmiast wszczynamy śledztwo i szukamy winnych. Nie dajemy dzieciom czasu na refleksję i wypracowanie konstruktywnych sposobów zachowania w sytuacjach trudnych czy konfliktowych. Albo bagatelizujemy to, jak sami zachowujemy się w obecności dzieci, oraz to, jak dzieci traktują nas, dorosłych, i siebie nawzajem. I to jest znak, że przyzwalamy na agresję. Reagujmy więc na agresywne zachowania, na przykład uderzenie babci czy oplucie kolegi, ale gdy dzieci się pokłócą, dajmy im przestrzeń, żeby wyjaśniły to między sobą, pogodziły się.

Można w jakiś sposób kanalizować agresję nastolatków? Kierować ich energię na coś innego?
Z jednej strony warto wzmacniać osobowość dziecka, a potem nastolatka, o czym już mówiłam. A z drugie strony – pozwolić w naturalny sposób rozładować napięcie po- przez sport, aktywność fizyczną, rozwijanie pasji i zainteresowań. Czynnikiem skutecznie zapobiegającym agresji jest uczenie zaangażowania w życie. Dotyczy to zwłaszcza dzieci, które mają słabszą pozycję w szkole i potrzebują koniecznie obszaru, żeby ujawnić swój potencjał. Spełnienie w nim zwykle zapobiega agresji.

Iwona Grzegorzewska, profesorka w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Zielonogórskiego, kierowniczka Zakładu Psychologii Klinicznej i Psychopatologii Rozwojowej. Inicjatorka i współredaktorka pierwszego w Polsce podręcznika „Psychologia kliniczna dzieci i młodzieży”.