1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak zaopiekować się sobą? Tłumaczy Wojciech Eichelberger

Jak zaopiekować się sobą? Tłumaczy Wojciech Eichelberger

Nie zawsze wiemy jak mądrze o siebie zadbać. Wiele zgubnych nawyków pochodzi jeszcze z czasów dzieciństwa. (fot. iStock)
Nie zawsze wiemy jak mądrze o siebie zadbać. Wiele zgubnych nawyków pochodzi jeszcze z czasów dzieciństwa. (fot. iStock)
Kupujemy modne buty, bierzemy kredyt na dom i zapisujemy dzieci na kolejne zajęcia dodatkowe. Ale czasu na rozmowy z przyjaciółmi nie mamy. Czy opiekujemy się sobą? Co to właściwie znaczy? I dlaczego tak niewielu z nas to potrafi – wyjaśnia Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta, twórca metody budowania odporności na stres „8 razy O”.

Może opiekowanie się sobą jest trudne, bo chcielibyśmy, żeby w życiu było jak w piosence i żeby to ktoś inny zaopiekował się nami?
Ale by cokolwiek z programu „8 razy O” sensownie zastosować w swoim życiu, trzeba opanować umiejętność opiekowania się sobą. Niestety, większość z nas ma do siebie stosunek niechętny, podejrzliwy, a nierzadko agresywny. Jesteśmy wobec samych siebie nadmiernie wymagający, stawiamy sobie bardzo wysoko poprzeczkę i wyznaczamy nierealistyczne zadania. A na dodatek jawnie sobie szkodzimy, wpadamy w różnorakie uzależnienia, udając przed sobą i przed światem, że czynimy tylko to, co chcemy i lubimy.

A chcemy napić się alkoholu codziennie wieczorem.
Albo wypalić 40 papierosów dziennie. Zapominamy, że jeśli stracimy umiar, to, co najbardziej lubimy, może stać się naszym największym wrogiem. A coś, co uznaliśmy za najlepsze lekarstwo na stres i poczucie zagrożenia, może przynieść więcej cierpienia niż stres i zagrożenie. A więc opiekowanie się sobą nie jest sprawą prostą. Czasem wymaga gruntownej zmiany nawykowych postaw wobec siebie. Uczymy się bowiem opiekować sobą od tych, którzy zajmowali się nami, gdy najbardziej tej opieki wymagaliśmy. Jakość tej opieki, jej klimat i praktyczny kształt decydują o tym, w jaki sposób sami będziemy zajmować się sobą jako dorośli. Przejmujemy to tak, jakbyśmy przerzucali program z jednego komputera na drugi.

A więc jeśli nie byliśmy zadbani w dzieciństwie, będziemy mieli problemy z właściwym odżywianiem, przestrzeganiem godzin snu czy ćwiczeniami?
Będziemy tkwili w złych nawykach i nie będziemy szukać alternatywy aż do chwili, gdy nasze zdrowie zostanie poważnie zagrożone. Doprowadzimy się na przykład do sytuacji wypalenia energetycznego. To brak tej wewnętrznej postawy, którą nazywamy zdolnością do opiekowania się sobą, jest najważniejszą przyczyną nasilającej się epidemii syndromu wypalenia.

Epidemii... – czyli niedbanie o siebie jest aż tak powszechne?
Zaskakująco powszechne jest traktowanie swojego ciała i jego potrzeb jako czegoś nieważnego. Uważamy, że jesteśmy stworzeni do tzw. wyższych celów, a ciało to tylko kłopotliwy balast, który nam w tym przeszkadza. W efekcie traktujemy samych siebie przedmiotowo – nadużywamy naszego ciała. Ale opiekowania się sobą nie da się sprowadzić wyłącznie do dbania o kondycję fizyczną. Trzeba też pamiętać o umiejętności odmawiania innym, gdy usiłują przekroczyć granice naszej psychofizycznej wydolności. I zachować uważny stosunek do tych potrzeb i wartości, które wykraczają poza materialne powodzenie i poczucie bezpieczeństwa. Należy do nich również podtrzymywanie dobrych relacji z ważnymi, bliskimi nam emocjonalnie ludźmi. Wszystko to wymaga całkowicie innego ustawienia życiowych priorytetów. Ale aby to pomieścić i zrealizować w naszym zabieganym życiu, niezbędne jest zdrowe, silne i sprawne ciało.

Znam ludzi, u których poświęcanie czasu samemu sobie budzi złość. Od czego mogą zacząć naukę dbania o siebie?
Od refleksji nad tym, czego w tym zakresie nauczono ich w dzieciństwie. Czyli w jaki sposób opiekowano się nimi. Najważniejszy jest stosunek wymagań do wsparcia i miłości. Każdy rodzic w wychowaniu uwzględnia te dwa aspekty, ale nasilenie zachowań autoagresywnych wskazuje, że większość dzieci, które w ostatnich latach weszły w dorosłe życie, została wychowana pod presją zbyt dużych oczekiwań. Dlatego też w dorosłym życiu wymagają od siebie zbyt wiele i nie potrafią dawać sami sobie wsparcia, miłości – czyli nie potrafią opiekować się sobą.

Dla rodziców podnoszenie dzieciom poprzeczki to często wyraz miłości. Nie ma nic złego w oczekiwaniu od dziecka, żeby się uczyło, rozwijało talenty. Ale nie powinniśmy wymagać za dużo ani poświęcać czasu, który można przeznaczyć na kontakt z dzieckiem, wyłącznie na przewożenie go z miejsca na miejsce na kolejne zajęcia dodatkowe. Nawet jeśli są tylko rekreacyjne, jak tenis czy gra na gitarze. Dziecko potrzebuje się ponudzić, bo tylko wtedy uruchamia swój twórczy potencjał. Rodzice nie tylko powinni dbać o jego wykształcenie, ale też bawić się z nim, wygłupiać, okazywać czułość i troskę. Warto się więc zastanowić, czy nasi rodzice przytulali nas, grali z nami w piłkę i gotowali budyń także wtedy, kiedy nie byliśmy chorzy?

 
A jeśli nie?
To może znaczyć, że zostaliśmy tak ukształtowani, że będziemy od siebie wymagać zbyt wiele, stale wątpić, czy zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby zasłużyć na wypoczynek, na pochwałę, na miłość. Aby to zmienić, trzeba uświadomić sobie ten mechanizm i postanowić, że będziemy dla siebie lepszymi opiekunami niż nasi wcześniejsi opiekunowie. Że zaczniemy odmawiać, kiedy inni będą chcieli nam dołożyć zbyt wiele roboty. Że będziemy uwzględniać swoje ważne potrzeby, również potrzeby ducha, i że zajmiemy się w mądry sposób naszym ciałem. Że nie wszystko, w co się angażujemy, musi być podporządkowane jakiemuś celowi: posiadaniu, karierze, pozycji, że będziemy robić różne rzeczy dla nich samych, dla przyjemności, satysfakcji.

Przyjemnością, z jaką najczęściej mamy dziś do czynienia, są chyba zakupy. Moje koleżanki kupują ubrania, koledzy sprzęt elektroniczny. I zgodnie nazywają to opiekowaniem się sobą.
Kupowanie jest formą opieki. Ale jeśli umiemy sprawiać sobie przyjemność wyłącznie zakupami, to prawdopodobnie w dzieciństwie prezenty były podstawową formą okazywania nam miłości. Rodzice nie mieli widocznie czasu ani pomysłu na nic innego. A jeśli okazujemy sobie troskę, przekarmiając się, to zapewne w dzieciństwie podstawową formą wyrażania miłości było karmienie.

Jak je zamienić na opiekowanie się sobą w zdrowy sposób?
To nie będzie łatwe, przypomina wychodzenie z nałogu. Najpierw trzeba być na odwyku, ograniczyć kupowanie, zmienić dietę. A potem nauczyć się zaspokajać swoje potrzeby w zdrowy sposób, czyli dać sobie miłość. Trzeba zapomnieć o iluzji, która mówi, że miłość można kupić. Trzeba zatrzymać się, posiedzieć w ciszy, ponudzić się, nie szukać dodatkowej roboty. Powstrzymać się przed paniką. Jeśli nam się uda, wkrótce odnajdziemy to, co nam potrzebne. Przypomnimy sobie na przykład, że kiedyś lubiliśmy pływać, i wtedy będziemy mogli do tego wrócić.

A może wyjechać z miasta, rzucić pracę w korporacji?
Katarzyna Grochola podobnie jak Małgorzata Kalicińska, autorka „Domu nad rozlewiskiem”, opisuje proces przemiany kobiety, która była korporacyjnym wojownikiem walczącym o dobra materialne, a potem nagle rzuciła wszystko, by wyjechać za miasto, palić ogień i chodzić boso po trawie. To życie skrajnościami – od ściany do ściany. Program „8 razy O” jest drogą środka. Nie ma powodu, aby rzucać pracę w korporacji, jeśli to nasza pasja, a nasze ambicje i talenty są tam realizowane. Rodzą się tylko pytania: jak godzić pracę z życiem poza nią? Jak dbać o siebie na co dzień?

Dlaczego warto zadbać o to, żeby dbać o siebie?
Najgorszą rzeczą, jaka może się nam przydarzyć, jest refleksja pod koniec życia, że przystawiliśmy drabinę do złej ściany. Kontakt ze sobą, przychylna postawa wobec siebie, czas na uświadomienie sobie swoich potrzeb, frustracji i radości są niezbędne, żeby w porę drabinę przestawić. Czasem w życiu trzeba to zrobić wiele razy, bo zmieniają się nasze potrzeby i priorytety.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Nie dobijaj się – bądź dla siebie wyrozumiała

Zamiast nakręcać się negatywnymi myślami na swój temat, lepiej okazać sobie współczucie. (fot. iStock)
Zamiast nakręcać się negatywnymi myślami na swój temat, lepiej okazać sobie współczucie. (fot. iStock)
Pojawiające się w głowie osądy, zarzuty i krytyczne uwagi na własny temat często ściągają nas w dół. Zamiast sobie „dokopywać”, warto potraktować takie myśli jako cenne drogowskazy.

Anna zakochała się w Piotrze na wycieczce. Opowiadał, że ma za sobą trudny związek, musi zacząć wszystko od nowa, tylko nie bardzo ma na to siłę, dlatego wyjechał, żeby przez dwa tygodnie oderwać się od problemów w pięknych okolicznościach przyrody. Kiedy spędzali razem czas, potrafił być naprawdę uroczy. Uległa więc temu czarowi i kiedy wrócili do Warszawy, kontynuowali znajomość. Aż do momentu, gdy okazało się, że związek Piotra – co prawda trudny – wcale nie jest były, tylko wciąż aktualny, a Annie przypadła w tej trójkątnej relacji rola kochanki. Kiedy to wszystko wyszło na jaw, cierpiała i paradoksalnie obwiniała nie Piotra, tylko siebie. „Jak mogłam być taka głupia?!” – zadręczała się od rana do nocy.

Karina długo zabiegała o klienta. Kiedy okazało się, że jej prezentacja nie odniosła pożądanego skutku i zlecenie dostała konkurencyjna firma, wpadła w spiralę obwiniania siebie, która doprowadziła ją do stanu apatii. Zaczęła rozważać zamknięcie firmy, bo skoro jest takim nieudacznikiem, to może lepiej będzie przestać się łudzić, że coś się jej kiedyś uda.

Teresa po raz kolejny potknęła się o stertę brudnych ubrań na korytarzu pod pokojem syna i rozpoczęła wewnętrzny monolog: „Znowu nie odniósł rzeczy do kosza na pranie, jak mu powiedzieć, żeby wreszcie do niego dotarło? Stawia na swoim i robi, co chce. Kiedy próbuję na chwilę zapomnieć, że jestem samotną matką, to moje dzieci szybko mi o tym przypominają”.

Sztuka kopania leżącego

Powszechnie wiadomo, że nie kopie się leżącego. Nie zawsze i nie wszystkim udaje się zastosować do tej zasady, szczególnie gdy chodzi o przemoc psychiczną, nie fizyczną. A na dodatek to, co jest niemożliwe w przypadku przemocy fizycznej, w przypadku psychicznej okazuje się nie tylko wykonalne, ale też niezwykle często praktykowane. Chodzi o dokopywanie samemu sobie właśnie wtedy, gdy się jest tym „leżącym”.

Wszystkie sytuacje, kiedy czegoś nie jesteśmy w stanie sobie wybaczyć, kiedy użalamy się nad sobą bez nadziei na przyszłość, to rodzaj równi pochyłej, po której osuwamy się w depresję i paraliżującą bierność. Bez względu na rodzaj sytuacji i „temat” problemu, schemat działania jest zawsze taki sam:

1. Monolog (co robię źle, co ze mną jest nie tak?): „kolejny raz zakochuję się w beznadziejnym facecie”, „tyle mojej pracy na nic”, „znowu nikt mnie nie słucha” – tworzymy w wyobraźni obraz niekorzystnej sytuacji.

2. Zarzuty (słyszę je w swojej głowie jako zewnętrzne oceny, po czym wyrażam je w pierwszej osobie – sama do siebie): „jak mogłaś (jak mogłam) być taka naiwna”, „powinnaś (powinnam) się lepiej przygotować”, „nie umiesz (nie umiem) być dobrą matką” – pod wpływem zarzutów pojawiają się takie uczucia, jak wstyd, strach, poczucie winy. Są to uczucia, które poznajemy w czasie procesów wychowawczych, opartych na karach i nagrodach – mają nas skłonić do uległości wobec osób mających nad nami władzę.

3. Osądy (klasyfikuję siebie jako osobę „gorszego gatunku”): „naiwna gęś ze mnie”, „żaden ze mnie fachowiec”, „jestem złą matką” – przechodzimy na etap użalania się nad sobą – skoro nie możemy liczyć na współczucie z zewnątrz, fundujemy je sobie sami w postaci litowania się nad sobą – to ścieżka prowadząca do wycofania i bierności: „nic mi się nie uda”. Brak świadomości na temat tego, czym różni się współczucie od litości, powoduje, że wpadamy w pułapkę użalania się nad sobą.

Między litością a współczuciem

Tym, co nas może wyprowadzić z matni, jest działanie odwrotne od dokopywania samemu sobie. Polega ono na przyjęciu wobec siebie postawy współczującej – autoempatii. Współczująca postawa nie ma nic wspólnego z litowaniem się nad sobą. Litość rodzi się w sytuacji, gdy mamy pomysł, że jakiś człowiek (także ja) nie jest w stanie poradzić sobie ze swoim własnym życiem, nie ufamy, że jest to możliwe. Współczucie zaś to stan, kiedy widzimy problemy, zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji, i jednocześnie ufamy, że istnieje możliwość wyjścia na prostą. Litowanie się nad sobą jest pozostawaniem w świecie wewnętrznych osądów i utwierdzaniem się w ich słuszności przywołaną na początku metodą kopania leżącego. Taki styl porozumiewania się ze sobą rodzi niebezpieczeństwo uruchomienia mechanizmu samospełniającej się przepowiedni – coraz gorsze samopoczucie i coraz mniej wiary w siebie w naturalny sposób prowadzą do ograniczenia swoich zewnętrznych możliwości, co w skrajnych przypadkach może doprowadzić do depresji.

Złamać szyfr

Każdy osąd, zarzut czy krytyczna uwaga może stać się dla nas informacją o tym, czego potrzebujemy i jaką aktywność w związku z tym dobrze byłoby podjąć. Trzeba tylko nauczyć się być „myśliwym myśli” – uchwycić je w momencie pojawiania się i odczytać, jaką informację kryją pod swoją toksyczną formą. Kiedy na przykład myślę o sobie, że jestem nudna, to może okazać się, że moje serce wysyła informację o tym, że potrzebuję relacji opartych na wzajemnym zainteresowaniu i uważności. Kiedy mówię o sobie „leniwa”, być może potrzebuję inspiracji do działania. Jak jednak odszyfrowywać te informacje zakodowane w nieprzyjemnych słowach?

Przepis jest taki:

1. Spokojnie słucham osądu czy zarzutu, nie odpychając ich od siebie ani się nimi zbytnio nie przejmując, ze świadomością, że właśnie gromadzę materiał do analizy – każda obelga skierowana przeze mnie w swoim własnym kierunku to informacja, czego nie chcę w tym momencie („naiwna” – nie chcę łatwowierności, „nieudacznik” – nie chcę rzeczy robionych byle jak, „robi ze mną, co chce” – nie chcę ulegać wbrew swojej woli).

2. Odszyfrowuję przesłanie o tym, za czym tęskni moje serce w danym momencie, zastępując to, czego nie chcę, tym, czego chciałabym w zamian („nie chcę łatwowierności” – chcę budowania zaufania na solidnych podstawach, „nie chcę rzeczy robionych byle jak” – chcę rzeczy robionych fachowo, „nie chcę ulegać wbrew swojej woli” – chcę decydować o sobie).

3. Kiedy już wiem, czego pragnę, mogę zastanowić się, co da się zrobić w danym momencie na rzecz zrealizowania tego pragnienia, i wykorzystać na to energię zaoszczędzoną w wyniku zaprzestania dokopywania sobie samej.

Język troski

Gdyby udało się dokonać transformacji sposobu porozumiewania się ze sobą z opresyjnego na empatyczny, to wewnętrzne monologi naszych bohaterów brzmiałyby zupełnie inaczej.

Anna usłyszałaby, że osądza siebie i nie ma dla siebie współczucia. Za słowami „głupia” i „naiwna” byłaby w stanie dostrzec potrzebę mądrości i zaufania. Uświadomiłaby sobie, że chciałaby bardziej rozważnie podejmować decyzje o wchodzeniu w bliskie relacje i zamiast ciągle siebie oskarżać, szukałaby pomysłów na to, jak zwiększyć swoją mądrość w sprawach dotyczących relacji oraz jak uczyć się budować zaufanie do ludzi na bardziej solidnych, niż pierwsze wrażenie, podstawach. Może przeczytać coś na ten temat? Może jakiś kurs, warsztaty lub grupa wsparcia?

Karina, słysząc w swojej głowie po raz kolejny słowo „nieudacznik”, zatrzymałaby się i zastanowiła nad tym, czego jej brakuje. Skoro pod terminem „nieudacznik” może kryć się informacja o potrzebie doskonalenia się i rozwoju, to zamiast pogrążać się coraz bardziej, poszukałaby np. szkoleń dla przedsiębiorców, możliwości praktyki w firmie zajmującej się podobną działalnością czy chociażby porad praktyków na forum internetowym.

Teresa na hasło „robi ze mną, co chce” nie popadłaby w rozżalenie (albo jedynie na krótko), tylko uświadomiłaby sobie, że potrzebuje wzajemnego szacunku i liczenia się ze sobą w relacjach rodzinnych i skupiłaby się na tym, jak zmienić niekorzystne zwyczaje i nawyki panujące w ich domu na takie, które pozwolą równomiernie rozłożyć obowiązki pomiędzy wszystkich domowników. Mogłaby również skorzystać z porad i warsztatów albo indywidualnego coachingu.

Troszczenie się o siebie jest przywilejem i obowiązkiem każdej dorosłej osoby, bo oznacza, że staramy się być za siebie odpowiedzialni. Pozostawanie na pozycji „biednego dziecka” i oczekiwanie, że pomoc przyjdzie z zewnątrz, bywa skuteczne, ale okazuje się dużo mniej atrakcyjne, gdy przychodzi nam za taką pomoc płacić rachunki. Traktowanie przeszkód jako wyzwań dostarcza dużo przyjemniejszych emocji: ciekawości, satysfakcji, spełnienia. Nie pozwalaj się popychać twoim problemom, pozwalaj prowadzić się marzeniom.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Zdrowie

6 kroków do zdrowia duszy i ciała

Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie - mówi Ewa Foley, trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia.  (Fot. z archiwum Ewy Foley)
Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie - mówi Ewa Foley, trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia. (Fot. z archiwum Ewy Foley)
Narzekasz na spadek formy? Nękają cię drobne i większe dolegliwości? Skorzystaj z rad Ewy Foley. Może zdziałają więcej niż kolejny specyfik z apteki.

Prawdziwy dobrostan psychofizyczny to dużo więcej niż radzenie sobie z symptomami choroby. To powrót do prawdziwej tożsamości i uświadomienie sobie misji życia. Jak to zrobić? Krok po kroku.

1. Określ swój cel życiowy. Jednym z najlepszych powodów utrzymania dobrego stanu zdrowia jest potrzeba realizowania swojego życiowego celu. Jeżeli nie wiesz, co masz do zrobienia na Ziemi – twoja motywacja, aby być zdrową, może być osłabiona. Gdy określisz swój cel, będzie on działał jak magnes, który przyciąga cię do siebie, nadając sens wszystkiemu, co robisz. Zacznij od listy twoich wyjątkowych talentów. Następnie wypisz 10 cech charakteru, które najbardziej w sobie cenisz. Potem zrób listę 10 rzeczy, które lubisz robić i w których wyrażają się twoje niepowtarzalne uzdolnienia. Opisz kilkoma zdaniami swoją koncepcję świata doskonałego. Wreszcie: napisz zdanie, stosując 2–3 wyrażenia z trzech ostatnich zadań. To jest twój cel życiowy!

2. Pozwól, by przyroda cię uzdrawiała. Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie. Podaruj sobie noc przesiedzianą przy ognisku w milczeniu. Zacznij bardziej świadomie odczuwać swój związek z roślinami, drzewami i zwierzętami. Częściej chodź na bosaka po lesie, pływaj nago w jeziorze, wpatruj się w falujące morze, słuchaj muzyki etnicznej, graj na bębnie... Odkryj rytuały i ceremonie. Powróć do korzeni.

3. Żyj z pasją i entuzjazmem. Śmiej się. Płacz. Czuj. Kiedy się śmiejesz, w twoim mózgu wydzielają się endorfiny, które powodują naturalny „haj”, a układ oddechowy poddawany jest joggingowi. Śmiech uwalnia od bólu i choroby. Pragnienie życia, entuzjazm i pasja wzmacniają twój układ odpornościowy. Bez względu na to, czy jesteś chora, czy zdrowa – żyj tak, jakbyś za chwilę miała umrzeć. Żyj w pełni.

4. Służ innym, dawaj. Badania wykazują, że ludzie pracujący charytatywnie, z potrzeby serca są dużo zdrowsi. Dawaj, a będziesz zdrowsza, szczęśliwsza i bogatsza. Za czasów Starego Testamentu zwyczajem Izraelitów było oddawać na rzecz innych dziesiątą część wszystkich dochodów. Zwyczajem ludzi, którzy osiągnęli sukces, jest oddawanie 10 proc. zarobków tym, którzy mają mniej. Poza tym ten, kto ofiarowuje pieniądze, ma ich jeszcze więcej. Takie działanie jest sygnałem dla wszechświata: „Dziękuję. Mam więcej, niż potrzebuję. Dlatego mogę oddać”.

5. Zatroszcz się o swoje ciało. Dowiedz się, jak funkcjonują poszczególne narządy, organy i gruczoły. Poznaj anatomię i fizjologię ludzkiego ciała. Dowiedz się, jakich ziół, witamin, mikroelementów, soli tkankowych, aminokwasów i nienasyconych kwasów tłuszczowych potrzebuje twój organizm, by dobrze funkcjonować. Przestudiuj różne szkoły odżywiania – makrobiotykę, wegetarianizm, weganizm, odżywianie zgodne z grupą krwi, kuchnię chińską według Pięciu Przemian. Ja od wielu lat łączę te dwie ostatnie metody. Zadbaj o jakość wody, którą pijesz (min. 1,5 litra dziennie). Raz w roku przeprowadź najstarszą terapię znaną ludzkości, czyli post. Zacznij praktykować ćwiczenia, które ci odpowiadają i sprawiają przyjemność. Co najmniej dwa razy w miesiącu idź na masaż.

6. Kochaj! Miłość jest największym uzdrowicielem. Bez niej usychamy jak kwiaty pozbawione wody. Miłość w moim pojęciu jest bezwarunkową akceptacją tego, co jest. Dlatego kochaj siebie i świat. Codziennie. Głęboko i z całej siły.

Ewa Foley trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia Ewy Foley, organizuje wyprawy w miejsca mocy na Ziemi.

  1. Psychologia

Jak zaopiekować się sobą? – 10 sposobów na okazanie sobie ciepłych uczuć

Brak miłości własnej jest źródłem niesatysfakcjonującego życia (fot. iStock)
Brak miłości własnej jest źródłem niesatysfakcjonującego życia (fot. iStock)
Zwłaszcza kobiety mają tendencje do tego, żeby opiekować się dzieckiem, kotem, mężczyzną, koleżanką, czy sąsiadką. Ale nie sobą. Lato to dobry czas, żeby wreszcie to zmienić.

Dr Sherrie Campbell jest psychologiem klinicznym z 30-letnim doświadczeniem prowadzenia psychoterapii. Uważa ona, że właśnie brak opiekowania się sobą leży u przyczyn naszych kłopotów psychologicznych. Ktoś, kto nie zajmuje się sobą, nie ma ze sobą kontaktu i ciepłych uczuć wobec siebie. Brak miłości własnej jest źródłem niesatysfakcjonującego życia. Tymczasem są proste sposoby, żeby zacząć dbać o siebie. Jakie? Sherrie Campbell wymienia 10 z nich.

1. Ćwicz, spaceruj, chodź na basen, biegaj po parku. Cokolwiek, byle w samotności i na świeżym powietrzu. To właśnie czas dla siebie i bliskość natury sprawiają, że inaczej patrzymy się na świat, stajemy się spokojniejsi i przede wszystkim nawiązujemy kontakt ze sobą. Na świeżym powietrzu i ze sobą nie czujemy już tej presji obowiązków i wymagań innych ludzi. To już powiew wolności.

2. Przez 30 minut dziennie kontempluj. Obserwuj każdą swoją myśl oraz uczucie. Poświęć sobie uwagę całkowicie i do końca. Niech te półgodziny będzie dla ciebie święte. Od tego zacznij, potem staniesz się uważna na siebie przez 24 godziny na dobę.

3. Twórz. Odwołaj się do swojej kreatywności, ona powoduje, że życie staje się soczyste i pełne pasji. Pisz, tańcz, piecz tarty, haftuj, maluj czy naprawiaj samochody. Byle sprawiało ci to radość i nie było twoją pracą.

4. Odpowiednio dobieraj towarzystwo. To ważne, żeby dbać o swoją energię psychiczną. Jesteśmy stworzeniami społecznymi i potrzebujemy kontaktu z innymi ludźmi. Jednak jesteśmy również emocjonalni i łączymy się z uczuciami innych. Dlatego tak ważne jest, żeby świadomie wybierać towarzystwo. Unikaj ludzi agresywnych, złośliwych, zazdrosnych i źle ci życzących. Zwróć się ku radosnym, optymistycznym i dobrym. Naprawdę możesz wybrać.

5. 20 minutowa drzemka w ciągu dnia. Prosta rzecz i przyjemna a odprężająca nasze emocje oraz ciało. Dostępna dla każdego.

6. Nagrody. Każda okazja jest dobra, żeby się nagradzać. Przeżyłaś pracowity dzień, zrobiłaś kolejny mały krok w kierunku swojego celu, wybierz się na masaż, kup sobie inspirującą lekturę, usiądź z ulubionymi lodami na ławce w parku.

7. Żyj duchowo. Medytuj, żeby poczuć jedność ze wszystkim, co cię otacza. Szukaj ludzi, którzy żyją w ten sposób, dbaj o to, żeby energia, którą wibrujesz, była coraz wyższa i czystsza.

8. Dotyk. Jest jak uzdrowienie, bo zmniejsza skutki stresu i pozwala poczuć miłość do siebie. Dlatego dbaj o to, żeby dotykać się z bliskimi tobie ludźmi.

9. Zdrowe jedzenie. Tak, to krok w kierunku miłości własnej. To znak, że o siebie dbasz, bo masz kontrolę nad negatywnymi kompulsjami.

10. Mniej elektroniki w życiu. Sprzęty elektroniczne, którymi się otaczamy, sprawiają że nasz mózg nie emituje wystarczającej dla zrelaksowania się ilości fal alfa. Niech jakaś część dnia będzie dla ciebie wolna od telewizora, telefonu, laptopa. Jeśli się na to zdecydujesz, będziesz dla siebie dobra. A o to przecież chodzi w nauce opiekowania się sobą.

  1. Zdrowie

Problem bezczynnych nóg. Czy skłonność do powstawania żylaków jest dziedziczna?

Żylaki zwiększają prawdopodobieństwo powstawania owrzodzeń podudzi i groźnych dla życia zakrzepów. (Fot. iStock)
Żylaki zwiększają prawdopodobieństwo powstawania owrzodzeń podudzi i groźnych dla życia zakrzepów. (Fot. iStock)
Po naszych przodkach najchętniej dziedziczylibyśmy fortunę, tymczasem dostaje się nam np. słaba wydolność żył… Ale nie załamujmy się. Dlaczego warto siedzieć z nogami na stole i jak używać encyklopedii do spania – mówi Dariusz Kuś, specjalista chirurgii ogólnej.

Czy żylaki siedzą w naszych genach?
Niestety tak. Skłonność do powstawania żylaków kończyn dolnych jest dziedziczona. Ale, na szczęście, możemy do pewnego stopnia ten determinizm genetyczny kontrolować – przez odpowiednie nawyki czy dietę.

Jak wygląda mechanizm powstawania żylaków?
Żylak to po prostu utrwalone nadmierne rozszerzenie żyły. Ale żeby zrozumieć, jak dochodzi do jego powstania, trzeba wiedzieć, jaką funkcję żyły pełnią…

Odprowadzają „zużytą” krew do serca.
Właśnie. To proszę sobie wyobrazić, jaką pracę muszą wykonać, aby przepchnąć krew od kostek do klatki piersiowej. To jest ponad metr wysokości bardzo rozbudowanego systemu naczyń mającego pokonać siłę grawitacji. Pomaga im w tym oczywiście praca serca i skurcze mięśni. Do tego w żyłach co kilka centymetrów znajdują się zastawki, które nie pozwalają cofać się przepchniętej krwi. Czasem jednak to nie wystarcza. Dzieje się tak szczególnie, kiedy za rzadko używamy pracy nóg – bo mięśnie to pompa. Kiedy nie chodzimy, nie biegamy, pozostawiamy nogi w bezruchu podczas pracy czy podróży, zwalnia to przepływ krwi i żyły w nogach zaczynają się za bardzo wypełniać krwią.

Rozciągają się?
Właśnie. Zastawki robią się niewydolne, pękają i krew spływa ściągana w dół siłą grawitacji – to tak zwany refluks żylny. Pod skórą zaś widzimy poszerzone naczynia krwionośne. Pierwszym objawem, że z krążeniem w nogach coś się dzieje, są zwykle niegroźne, choć brzydkie pajączki naczyniowe. Na szczęście, zanim z tego zrobi się żylak, a z żylaka problem medyczny grożący komplikacjami, potrzeba lat.

Czym grożą żylaki?
Zwiększają prawdopodobieństwo powstawania owrzodzeń podudzi i groźnych dla życia zakrzepów. Dlatego gdy żylak już powstanie, należy zgłosić się do chirurga...

…który go wytnie? A to nie zostawi blizny tak szpetnej jak sam żylak?
Po pierwsze, może wcale nie wytnie. Małe żylaki i pajączki naczyniowe można zamknąć na przykład laserem. Inne rzeczywiście usuwamy, ale dbając o efekt kosmetyczny.

Jak długo trwa rekonwalescencja?
Czasem tylko kilka dni, czasem tydzień, dwa. Zawsze po takim zabiegu trzeba nosić uciskowe rajstopy albo pończochy.

Po co?
Bo jak usuniemy żyłę, to krew, która przez nią płynęła, musi sobie znaleźć inne miejsce przepływu. Uciskiem kierujemy ją do żył położonych głęboko w mięśniach.

A głębokie żyły wytrzymają nową porcję krwi?
Wytrzymają. Zresztą tamtędy płynie aż 90 proc. krwi żylnej. Żyły są trochę jak system rzek. Małe strumyki, potoki łączą się w coraz większe i w końcu powstają duże rozlewiska. W nodze od kostki do pachwiny jest prawdziwa Wisła – to położona podskórnie żyła odpiszczelowa. Jest też oczywiście i Odra – żyła odstrzałkowa, która biegnie podskórnie po tylnej powierzchni łydki, kończąc się na wysokości kolana. Przed każdym zabiegiem robimy specjalne USG dopplerowskie, które ocenia stan i morfologię żył oraz przepływ krwi i wydolność zastawek.

Siedzenie z nogami do góry chroni nas przed żylakami?
Zakładanie nóg na stół z pewnością jest zdrowe. Gdy podniesiemy nogi do góry, to krew spływa z żył jak na zjeżdżalni, jest jej łatwiej pokonać grawitację. Dlatego polecam podkładanie encyklopedii pod nogi łóżka, a w każdym razie stosowanie specjalnych trójkątów pod materac lub ruchomego stelaża łóżkowego. Dla właściwego odpoczynku żył wystarczy, by stopa była 5–10 cm wyżej niż kolano.

  1. Zdrowie

Brak snu wpływa na przemianę materii i stan zdrowia – jakich zmian warto dokonać?

Bez względu na wszystko, niech się wali, niech się pali – muszę spać 8 godzin! – zapewnia Iwona Wierzbicka. (fot. iStock)
Bez względu na wszystko, niech się wali, niech się pali – muszę spać 8 godzin! – zapewnia Iwona Wierzbicka. (fot. iStock)
Jeżeli przyjąć, że średnia życia to 78 lat, 25 z nich spędzimy, śpiąc. Nowoczesny styl życia, przewlekły stres, siedzący tryb życia i brak snu przyczyniają się do wydzielania się kortyzolu i zwiększają gromadzenie się tkanki tłuszczowej - pisze Iwona Wierzbicka, dietetyczka kliniczna w książce „Jak wzmocnić odporność”.

Konsekwencją niedosypiania jest zespół metaboliczny, insulinooporność i cukrzyca typu 2. W ostatnich latach wzrosła liczba osób z depresją i popełniających samobójstwa, co psychologowie wiążą również z przewlekłym stresem oraz brakiem snu. Deregulacji ulega również gospodarka hormonalna.

Jak brak snu wpływa na zdrowie?

  • Badania pokazują, że osoby sypiające mniej niż 7 godzin są bardziej otyłe.
  • Niedobór snu ma kluczowe znaczenie w leczeniu chorób metabolicznych (braku efektów leczenia).
  • Zmniejszenie liczby godzin snu zaburza gospodarkę hormonalną odpowiedzialną za sytość, wpływając na: insulinę, leptynę, grelinę (czujemy się głodni – nadmiar greliny i insuliny, nie czujemy sytości – niedobór leptyny lub leptynooporność).
  • Niedobór snu może prowadzić do: depresji, nasilenia objawów choroby psychicznej, uszkodzenia mózgu i całego układu nerwowego (neurodegeneracji), jak również chorób kardiologicznych.
  • Ludzie niewyspani są o 60 procent bardziej podatni na negatywne przekazy (łatwiej wierzą w złe rzeczy i bardziej się nimi przejmują), są bardziej podatni na stres, na problemy z pamięcią, złość, impulsywność, zmiany nastrojów.
  • Naukowcy znaleźli zależność między zaburzeniami psychicznymi, na przykład takimi jak schizofrenia i choroba dwubiegunowa, a brakiem snu. Połączenia nerwowe w mózgu odpowiadające za zdrowy sen i za zdrowie psychiczne częściowo się pokrywają.
  • Zaburzenia snu prowadzą do zaburzenia pracy tarczycy, może się podnosić TSH, obniżać T4 i T3 oraz pogorszyć konwersja hormonów tarczycy.
  • Zaburzenia snu mogą prowadzić do zaostrzenia się objawów choroby autoagresywnej (autoimmunizacyjnej).
  • Za mała liczba godzin snu negatywnie wpływa na stan cery, która wyraźnie postarza się i szarzeje.
  • Niedobór snu zaburza pracę jelit i wpływa negatywnie na mikroflorę jelitową.

Sen i stres

Żyjemy w przewlekłym stresie, dokładając sobie jeszcze do tego aktywność w godzinach wieczornych, która również jest dla organizmu stresem. Twój relaks jest tylko pozorny, tylko ci się wydaje, że odpoczywasz. Podczas ćwiczeń wydziela się kortyzol, który jest hormonem poranka, a zarazem hormonem stresu. Kortyzol ma nas wybudzić i to między innymi dzięki niemu budzimy się o świcie. Następuje „efekt brzasku”, który polega na wyrzucie kortyzolu i wzroście poziomu glukozy we krwi. Wzrost poziomu kortyzolu wieczorem zatem nie jest pożądany. Jeśli jednak po wieczornej aktywności fizycznej chce ci się spać, jest to być może efekt zmęczenia układu nerwowego – taki sam jak po nadmiarze kawy, stresów czy różnych bodźców.

Co zaburza sen i jak to zmienić?

  • Zmęczenie. Znasz to? Im bardziej jesteś zmęczony, tym trudniej ci zasnąć. Dlatego warto kłaść się do łóżka około godziny 21:00, a zasypiać około 22:00. Gdy chodzimy wcześnie spać i rano wcześnie wstajemy, jesteśmy hormonalnie zsynchronizowani ze światłem słonecznym. Teoria sów i skowronków to mit i racjonalizowanie na potrzeby współczesnego świata. Tłumaczymy sobie, że jesteśmy typem sowy, siedząc do późna przy komputerze, a przecież nie musimy już w nocy polować i pilnować ogniska, jak to robiły ludy pierwotne. Za pobudzenie odpowiada niebieskie światło, które mamy w ciągu dnia, a za senność – światło czerwone, które pojawia się, gdy zachodzi słońce. Rano mamy kortyzol, który nas pobudza. Wieczorem kortyzol musi się obniżyć, by mogła zacząć wydzielać się melatonina. Jeśli zatem wieczorem wciąż się pobudzamy: treningiem, niebieskim światłem telefonu czy telewizora, trudną rozmową, stresującym czytaniem e-maili, siedzeniem do późna, to zaśnięcie może być utrudnione. Warto też zadbać o to, by na dwie godziny przed snem „wrzucić na luz” i zrelaksować się: spacerem, zapaloną świecą, miłą muzyką.
  • Praca do późna. Działa to tak: praca = stres = kortyzol = brak snu.
  • Niebieskie światło. Przy nim twój mózg myśli, że jest dzień – bo właśnie w dzień dużo jest takiego światła (ze słońca). Kiedyś wieczorami siedziało się przy świecy, teraz mamy komputery, telefony, telewizory i światła LED. Istnieją filtry elektroniczne montowane na urządzeniach elektronicznych, ale działają tylko częściowo. Pobudza nas przecież również to, co czytamy na ekranie. Kolejnym panaceum na niebieskie światło są okulary je blokujące. Zwykle są koloru pomarańczowego. Warto zaznaczyć, że takie okulary należy nosić tylko po zachodzie słońca, kiedy zaglądamy w urządzenia elektroniczne. Badania pokazały, że noszenie pomarańczowych okularów blokujących niebieskie światło przez dwie godziny przed snem przez tydzień (tyle trwało badanie) poprawiło sen u osób z objawami bezsenności.
  • Trening w godzinach wieczornych. Jeśli jest to joga, stretching czy masaż – to świetny pomysł. Ale gdy idziesz na siłownię, fitness czy pobiegać, twój organizm, jak już wspomniałam wcześniej, produkuje kortyzol – hormon stresu – i ma on silniejsze działanie niż hormon szczęścia, który rzekomo wytwarza się pod wpływem wieczornej aktywności fizycznej. Wieczorny trening zwykle napędza również apetyt. Wycisz się, zamiast pobudzać.
  • Stres. Bardzo ważna jest umiejętność relaksacji i rozładowywania stresu: spacer, świece, medytacja, muzyka, uziemianie, masaż.
  • Pasożyty. Często ich oznaką jest wybudzanie się około 2:00–4:00 nad ranem oraz w okolicy pełni Księżyca. Oznaką pasożytów mogą być: wybudzenia, zgrzytanie zębami, swędzenie odbytu, pogorszenie się stanu skóry, przelewanie się w jelitach (jeśli inne przyczyny zostały wykluczone), astma, nasilenie alergii, katar, zaburzenia depresyjne. W celu wykonania diagnostyki warto skontaktować się z lekarzem parazytologiem.
  • Hipoglikemia nocna (spadek glukozy poniżej normy). Jest spowodowana zaburzeniami gospodarki glukozowo-insulinowej. Jej przyczyny mogą być różne: jedzenie przed snem posiłku bogatego w węglowodany, ograniczenia kaloryczne w ciągu dnia, zaburzenia mitochondrialne, nadmierny stres w ciągu dnia, pasożyty. Hipoglikemia zwykle objawia się zimnymi potami i zawrotami głowy. Pomocne może być niejedzenie przed snem lub przeciwnie – wręcz zjedzenie przed snem, ale czegoś bardzo treściwego (sprawa jest bardzo indywidualna i warto skonsultować się z dietetykiem).
  • Posiłek białkowy. Trawienie białka trwa około czterech godzin – nawet do sześciu. Zatem po zjedzeniu na kolację białka organizm – zamiast odpoczywać i regenerować się – trawi! Dlatego najlepszą opcją na kolację są węglowodany (produkty węglowodanowe), które się trawią szybciej i po których lepiej zasypiamy. Niestety niektóre osoby mogą mieć po nich nocną hipoglikemię, ale zdarza się to rzadko. Na kolację można więc zjeść warzywa korzeniowe, kasze, owoce – co kto toleruje. Nie są wskazane mięsa, ryby, wędliny, jaja.
  • Zapach pożywienia. Nie nastawiaj wolnowaru ani żadnych potraw na noc. Zapach, smak, widok – pobudzają nasze zmysły, tak jak wtedy, kiedy zbliża się pora obiadu. Czujesz gotujący się obiad i zaraz włącza się ślinotok, pojawia się ruch w jelitach i zwiększa się odczucie głodu, które wybudza i kieruje cię do kuchni.
  • Alkohol. Sen po alkoholu jest płytszy i trudno uzyskać pełną regenerację. Ponadto wiele osób wybudza się w nocy po jego wypiciu, nawet jeśli jest to jedna lampka wina. Winna jest temu histamina i toczący się w organizmie stan zapalny.

Fragment z książki „Jak wzmocnić odporność. Dieta, styl życia, umysł, suplementy.”