1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Krytyka w Internecie: jak poradzić sobie z hejterem?

Krytyka w Internecie: jak poradzić sobie z hejterem?

fot.123rf
fot.123rf
Prowadząc blog, wypowiadając się na forach dyskusyjnych czy komentując wpisy na Facebooku, jesteśmy narażeni na złośliwe żarty czy krzywdzące opinie, które potrafią nie tylko wyprowadzić z równowagi, ale i zranić. Jak na nie reagować?

Niewybredne komentarze pod naszymi zdjęciami, przytyki pod publikowanymi wpisami mogą dotyczyć zarówno naszej aktywności zawodowej, jak i prywatnej. Na Facebooku sprawa okazuje się prosta – wystarczy ustawić filtry prywatności swojego profilu. Gorzej, gdy ktoś zadaje nam ciosy poniżej pasa w publicznej dyskusji czy na zawodowym blogu.

– Na stronie pewnego portalu literackiego publikowałam recenzje książkowe, także kontrowersyjnych lektur – opowiada Ola, dziennikarka freelancerka. – W pewnym momencie zyskałam „wierną” czytelniczkę. Nie tylko wytykała mi błędy stylistyczne i interpunkcyjne, ale także komentowała moje teksty zwykle jednym zdaniem, typu: „Kolejna recenzja – dno”, „Następny tekst tej żałosnej grafomanki”. Dziś domyślam się, że nie chodziło o same teksty, a o wyrażane w nich poglądy, i stąd ta próba dyskredytacji. Ale swoimi komentarzami moja hejterka zatruła mi życie na długie tygodnie – dodaje.

Dlaczego krytyka w sieci tak rani? – Ponieważ ważne jest dla nas zachowanie pozytywnej samooceny, pochlebnego mniemania o sobie jako o osobie dobrej: zdolnej, moralnej, sprawnej, dobrze przystosowanej do życia społecznego. Rani, bo atak na nas obniża naszą samoocenę i integralność. Ale moim zdaniem nie wszystkich to rani. Wiele osób radzi sobie z utrzymywaniem pozytywnej samooceny w ten sposób, że obniża wartość źródła ataków, np. uważając niepochlebne anonimowe opinie za nieważne – tłumaczy dr Lucyna Kirwil, psycholog ze SWPS.

Z kim masz do czynienia?

Kim jest hejter? Słowo pochodzi od angielskiego hate – „nienawidzić” i obecnie powszechnie nadawane jest autorom złośliwych, nieprzyjemnych, obrażających, a często czysto nienawistnych komentarzy. Według raportu Wyższej Szkoły Biznesu w Dąbrowie Górniczej co trzeci użytkownik Internetu w wieku od 12 do 35 lat padł ofiarą agresji w sieci. Nie zawsze chodzi jedynie o bezpodstawne, anonimowe wyżycie się na drugiej osobie.

– Poza potrzebą atakowania innych komentujący mogą kierować się np. misją wymierzania sprawiedliwości osobom, które w ich mniemaniu są niemoralne, szkodzą społeczeństwu i wobec tego zasługują na karę. Stąd tak wiele ataków na osoby znane z mediów, aktorów, gwiazdy estrady, celebrytów, polityków – mówi dr Lucyna Kirwil.

– Hejterzy byli, są i będą. To normalne w każdej społeczności, choć ci w Internecie są bardziej zaciekli. Dlaczego? To proste – tutaj ukrywają się pod maską anonimowości. Tu mogą wylać swoje frustracje w prosty sposób, nie patrząc komuś w oczy – mówi Michał Górecki, bloger (http://goorek.net), który – jak sam przyznaje – jest uzależniony od Internetu i siedzenia na Facebooku. Jego zdaniem zachętą dla hejterów jest anonimowość.

Ale skąd w nich tyle nienawiści? I czemu tak łatwo hejterzy mogą uprzykrzać życie innym ludziom? – Jeżeli traktowałabym hejtera jako kogoś o podwyższonej agresywności, to prawdopodobnie taka osoba miała doświadczenia, które ukształtowały u niej widzenie świata jako niebezpiecznego, zagrażającego, w którym ludzie ze sobą walczą. W związku z tym przyjmowanie postawy atakującej jest jak najbardziej właściwe. Komunikacja w Internecie stwarza u wielu osób poczucie bezkarności, możliwość uniknięcia odwetu ze strony atakowanych oraz wycofania się w anonimowość. Maleje wtedy hamująca rola lęku przed konsekwencjami agresji, który jest głównym czynnikiem powstrzymującym ludzi przed atakowaniem innych – tłumaczy dr Lucyna Kirwil.

Nie dać się frustratowi

Może zamiast zadręczać się wpisami z sieci, warto zrezygnować? Ci, dla których sieć jest podstawowym miejscem pracy i kontaktów zawodowych oraz towarzyskich, zdają sobie sprawę, jak naiwne jest to pytanie. Sieć daje nam dziś za dużo, by móc się bez niej obyć.

– Wiedza, informacja i możliwość kontaktu z dawno niewidzianymi przyjaciółmi – dodaje Adam Robiński, były zastępca kierownika internetowej „Rzeczpospolitej”.

– Blog wymusza na mnie systematyczność, uwagę i ważność. Facebook daje poczucie przynależności, możliwość błyskawicznego porozumienia się – wylicza Aga Kozak, właścicielka bloga „Ugryzienie Kozak”. – Gdy wad korzystania z sieci jest więcej niż zalet, trzeba zastanowić się, jak nie dać się zjeść przez hejterów.

No właśnie, jak?

– Przede wszystkim ignorować ich wpisy, zostawiając resztę moderatorowi czy administratorowi serwisu – mówi Adam Robiński. – Jeśli widzimy, że nasza odpowiedź (zaproszenie do bardziej fachowej dyskusji) nie przynosi efektu, po prostu dajmy sobie spokój. Nie przekonamy do rozmowy kogoś, kto po pierwsze nie ma na nią ochoty, a po drugie nie ma nic do powiedzenia.

Doktor Julia Barlińska z Wydziału Psychologii UW, współautorka pracy naukowej poświęconej przemocy w sieci, ma jedną radę: „myśleć w sieci”. – Internet to tylko narzędzie, które należy wykorzystywać w sposób świadomy. Rozważnie dokonywać selekcji ujawnianych o sobie informacji czy zdjęć, aby samego siebie nie narażać na stanie się ofiarą ataków.

Sprawę stawia też jasno dr Lucyna Kirwil: – Czasami ignorowanie może zostać odebrane przez prowokatora jako lekceważenie i doprowadzić do silniejszych ataków. Wtedy trzeba odwołać się do instrumentów, którymi grupa funkcjonująca w sieci dysponuje. Trudno jest mi wyobrazić sobie, żeby nie ujęła się za swoim członkiem, kiedy jest on atakowany bez uzasadnionej przyczyny. Powinien zareagować również administrator, kierownik grupy lub ktokolwiek przez nią uprawniony – mówi.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze