1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Nic mnie nie cieszy - co robić, gdy puka nuda?

Nic mnie nie cieszy - co robić, gdy puka nuda?

Wielozadaniowość to znak naszych czasów. Cokolwiek robimy, musi mieć określony cel. Gdy już go osiągniemy, nie mamy czasu się nim nacieszyć, bo zaraz wyznaczamy nowy. (Fot. iStock)
Wielozadaniowość to znak naszych czasów. Cokolwiek robimy, musi mieć określony cel. Gdy już go osiągniemy, nie mamy czasu się nim nacieszyć, bo zaraz wyznaczamy nowy. (Fot. iStock)
Przesadna zadaniowość to znak naszych czasów. Cokolwiek robimy, nawet dla przyjemności, musi mieć określony cel. Ale kiedy już go osiągniemy, nie mamy czasu się nim nacieszyć, bo zaraz wyznaczamy nowy. W tej sesji Terapii Jednego Spotkania psycholożka Ewa Klepacka-Gryz, autorka m.in. książki "Metamorfoza, czyli terapia jednego spotkania", rozwiązuje kłopot Ilony, która nudę utożsamiła z bezsensem życia.

Przesadna zadaniowość to znak naszych czasów. Cokolwiek robimy, nawet dla przyjemności, musi mieć określony cel. Ale kiedy już go osiągniemy, nie mamy czasu się nim nacieszyć, bo zaraz wyznaczamy nowy. Psycholożka Ewa Klepacka-Gryz, autorka m.in. książki Metamorfoza, czyli terapia jednego spotkania, rozwiązuje kłopot Ilony, która nudę utożsamiła z bezsensem życia.

Dobrze płatna praca, wysokie stanowisko, własne – już spłacone – mieszkanie, służbowy samochód i udany związek z dochodzącym partnerem – 36-letnia Ilona jest modelową kobietą sukcesu, a mimo to… – „I can't get no satisfaction” – usłyszałam, kiedy do mnie zadzwoniła, żeby umówić się na sesję. Dodała, że Terapia Jednego Spotkania to coś właśnie dla niej, bo potrzebuje kilku cennych wskazówek, które szybko wprowadzi w życie, i będzie tak jak dawniej. – Czyli jak? – spytałam zaintrygowana. – Przepraszam, ale nie mam już czasu. Opowiem wszystko, gdy się spotkamy – szybko skończyła rozmowę.

Krok 1. Kłopot Ilony się ujawnia

A właściwie „wjeżdża na tacy” w chwili, kiedy kobieta staje w progu mojego gabinetu. – Jak udało ci się tak szybko wbiec na trzecie piętro? – pytam. – Nie zauważyłam, że to trzecie piętro. Szukałam drzwi za kratą – wyjaśnia i próbuje mnie zdyscyplinować. – Spisałam na kartce, o czym będziemy rozmawiać. W końcu nie mamy za dużo czasu – mówi z naciskiem. Kiedy proszę, żeby usiadła tak, by było jej wygodnie, pytam, czy nie jest jej za ciepło i proponuję coś do picia – wyraźnie zaczyna się irytować. – Zaczynajmy, bo szkoda czasu – mówi. „No to jesteśmy w domu” – myślę i zwracam się do niej: – Rozumiem, że czas ma dla ciebie duże znaczenie. W takim razie słucham, w czym mogę ci pomóc?

Nie lubię zadawać tego pytania, w przeciwieństwie do terapeutów, dla których pacjent „zadaniowy” to miód na serce. Wolę powoli rozkręcające się sesje, pierwsze minuty, w których obserwujemy się nawzajem i mamy szansę, by sprawdzić, czy nadajemy na tych samych falach. Czasami pacjent potrzebuje dłuższej rozgrzewki, by bez lęku wejść w pełen uważności kontakt.

Krok 2. Zapraszamy nudę

Ilona opowiada o swoim życiu pełnym sukcesów. – Niejeden zazdrości mi takiego życia – mówi, spoglądając na mnie uważnie. – A sama sobie też zazdrościsz? – pytam. – Przez pięć dni w tygodniu tak, ale w weekendy jest gorzej. Mam zasadę, że w weekendy nie zajmuję się pracą. To czas na aktywność ruchową, warsztaty, wizyty w SPA, koncerty, kino… Ale czasami czuję się bardziej zmęczona i gdy coś nie wypali, np. ktoś odwoła spotkanie, zupełnie nie wiem, co zrobić z wolnym czasem. – Z czasem czy ze sobą? – pytam. – Nie rozumiem – odpowiada. – Czas o siebie zadba, ale co dzieje się z tobą, kiedy nie masz żadnych zadań do wykonania? – doprecyzowuję. – No… nudzę się. – Co to znaczy? – Że nie wiem, co robić? – zgaduje Ilona. – A może nie wiesz, co ze sobą zrobić? – A to nie to samo? – dziwi się. – Postrzegam cię jako osobę aktywną, pomysłową, dobrze zorganizowaną, więc myślę, że zawsze potrafisz znaleźć sobie jakieś zajęcie – mówię. – Mogę coś przeczytać, obejrzeć polecany film albo zająć się domem, ale przecież nie o to chodzi? – A o co? – próbuję z niej wyciągnąć. – Żeby robić coś sensownego. – Chcesz, żebym powiedziała ci, co wartościowego mogłabyś robić, kiedy brakuje ci pomysłów na sensowne spędzenie weekendu? – Tak – odpowiada. – To może sprawdzimy, co twoja nuda ma do powiedzenia – mówię i widzę zdziwienie w jej oczach. – Każdy nudzi się inaczej. Pokaż mi swoją nudę – wyjaśniam.

Po długiej chwili milczenia, Ilona zaczyna nerwowo chodzić po pokoju. – Widzę niepokój, a nie nudę. Twoja nuda się boi. Chciałabym, żebyś poczuła jej strach. Czy mogłabyś się nudzić, siedząc w fotelu? – proszę. Ilona siada. Najpierw nerwowo się kręci, potem zakłada nogę na nogę. – Twoja nuda nadal się boi. Spróbuj postawić obydwie stopy na podłodze. Czy w takiej pozycji nuda czuje się bezpieczniej? – dopytuję. Ilona stawia stopy na podłodze, ale w górnej części ciała nadal widzę niepokój. – Postaraj się siedzieć bez poruszania się – proszę. W jej oczach widzę przerażenie. Oddech staje się płytki i przyspieszony. W czasie wdechu ramiona podnoszą się do góry. – Co teraz czujesz? – drążę. – Trochę kręci mi się w głowie, ale to pewnie dlatego, że wypiłam dziś kilka kaw. – Nie szukaj przyczyny. Postaraj się siedzieć bez ruchu, ale w taki sposób, żeby ciało czuło się bezpiecznie – mówię. Ilona pochyla się, potem splata ręce na klatce piersiowej, dłońmi obejmuje ramiona. – Tak jest dobrze? – sprawdzam. – Tak. Ale jaki związek to ma z moim brakiem satysfakcji? – pyta Ilona. – Raczej poczuciem braku sensu. Kiedy patrzę na ciebie, widzę, że twoja nuda ma coś ważnego do powiedzenia. Domyślasz się, co to takiego? Twoje ręce obejmujące ramiona ukrywają coś ważnego w klatce piersiowej. Czujesz to? – próbuję się dowiedzieć. – Muszę wyjść do łazienki – odpowiada Ilona.

Nuda jest ważnym komunikatem o potrzebach, których nie dopuszczamy do głosu. Kiedy w trakcie sesji próbuję skontaktować pacjenta z jego ciałem, bo tam właśnie znajduje się „drugie dno” nudy, często pojawia się lęk. Nuda, bez względu czy ujawnia się w postaci miotania się po domu i próbie znalezienia jakiegoś sensownego zajęcia, czy w postaci myśli, że życie jest bez sensu, czy poczuciu braku satysfakcji, choć udało ci się tyle osiągnąć – zawsze domaga się wysłuchania.

Krok 3. Próbujemy dotrzeć do ukrytych potrzeb Ilony

– Opowiedz mi o swoich relacjach z ważnymi osobami – proszę. – O nie. Czyli o mamusi i tatusiu? – drwi. – Nie chodzi o rodziców ani o twoją przeszłość. Opowiedz mi o relacjach z partnerem, przyjaciółmi.

Ilona oddycha z ulgą. – Mam wielu przyjaciół, z którymi robię różne fajne rzeczy. – A takich, z którymi możesz pogadać od serca albo pomilczeć? – dopytuję. – Nie jestem emocjonalną ekshibicjonistką, nie mam potrzeby zwierzania się ze swoich problemów. Męczy mnie takie babskie narzekanie na złą pracę, niewiernego faceta. Jeśli mam problem, to idę do terapeuty. – Po co idziesz do terapeuty? Chcesz opowiedzieć o problemach, dostać radę, a może poczuć, na czym polega twój problem czy raczej kłopot? – Chcę opowiedzieć tyle, ile muszę, żeby terapeuta wiedział, jak mi pomóc znaleźć rozwiązanie. – No właśnie, żeby pomógł ci znaleźć rozwiązanie, bo ty je znasz, tylko gdzieś ci się zagubiło… – tłumaczę. – Pytałaś o relacje. Mam udany związek, nie mieszkamy razem, bo każde z nas jest indywidualistą. Spotykamy się, kiedy obydwoje mamy na to ochotę. Razem podróżujemy, rozmawiamy o pracy, wspieramy się, no i uprawiamy seks. – Zdarza wam się razem nudzić? – To znaczy? – Spotkać się i nie mieć żadnych planów, poczekać, aż pojawi się potrzeba, ochota na to, co ważne dla was obydwojga? – Kiedy w związku pojawia się nuda, to znak, że trzeba się rozstać – mówi zdecydowanym głosem Ilona. – A gdyby tak przeczekać ten stan? – proponuję. – Nuda to brak sensu, a kiedy nie ma sensu być dalej razem, to znaczy, że pora się rozstać – upiera się. – Czy często rozstajesz się z ludźmi, kiedy zaczynasz odczuwać nudę? – Raczej jestem osobą, która ma tysiące propozycji i pomysłów. – Już na początku naszego spotkania odniosłam wrażenie, że masz albo raczej czujesz się w obowiązku mieć pomysł na naszą sesję. Lubisz wszystko kontrolować, a nuda nie da się kontrolować. Czy jesteś gotowa wysłuchać, co ma ci do powiedzenia?

Krok 4. Sprawdzamy, o co chodzi z tym brakiem sensu

Czuję, że Ilona jest coraz bardziej niespokojna. Czas nieubłaganie płynie, a ja wcale nie daję jej rad, zamiast tego zadaję dziwne pytania.Kiedy po raz kolejny przychodzi z łazienki, postanawiam wrócić do oczekiwań, z którymi do mnie przyszła. – Czujesz się kobietą sukcesu, masz udane życie osobiste i zawodowe, twoim zmartwieniem jest brak satysfakcji i poczucia sensu oraz nuda, która pojawia się w dni wolne od pracy albo kiedy nie masz niczego konkretnego do zrobienia – czy dobrze zrozumiałam? – Tak, dokładnie o to chodzi. – Czy nuda i brak poczucia sensu są tym samym? – dopytuję. – Nuda to nicnierobienie, a brak poczucia sensu pojawia się wtedy, kiedy to wszystko, co udało mi się osiągnąć, wcale mnie nie cieszy – wyjaśnia Ilona. – Nie cieszy, bo za mało osiągnęłaś, a może twoje sukcesy nie są wystarczająco spektakularne? – pytam, bo to ważne. – No właśnie nie bardzo wiem, o co mi chodzi – słyszę w odpowiedzi, więc proponuję: – To sprawdźmy jakie mamy dane: nuda, brak poczucia sensu, brak zadowolenia. W jakiej kolejności się pojawiają? – Najpierw pojawia się nuda. – Czyli moment, w którym czujesz niepokój? – upewniam się. – Ty tak stwierdziłaś – mówi. – Ja to zobaczyłam, kiedy pokazałaś mi, jak się nudzisz – prostuję. – OK, potem zastanawiam się nad swoim życiem, w myślach wyliczam wszystko, co udało mi się zrobić. – Świetnie i co wtedy czujesz? – pytanie o uczucia ciągle powraca. – Czuję, że mnie to nie cieszy – mówi. – I wtedy pojawia się poczucie braku sensu? – Tak, bo nie wiem, co jeszcze miałabym zrobić, żeby poczuć się szczęśliwa – wzdycha. – Czyli mamy kolejny element układanki: brak poczucia szczęścia. Przyjrzyjmy się jeszcze raz naszym postaciom dramatu: nuda, brak sensu, brak zadowolenia, brak szczęścia. Pamiętajmy, że to są uczucia czy odczucia, a nie fakty. Rozumiesz tę różnicę? – pytam. – Czyli że może mi się tylko tak wydawać? – chce się upewnić Ilona. – Mówiąc tak, dewaluujesz swoje uczucia, a one są prawdziwe i nie podlegają ocenie, są twoje, bo tak czujesz. Sądzę, że rozwiązanie twojego kłopotu znajduje się w odkryciu tego, co mówi twoja postawa, którą przyjęłaś, gdy poprosiłam, żebyś pokazała mi nudę w bezruchu – tłumaczę.

Zwykle rozwiązanie kłopotu pacjenta skrywa się pod lękiem czy napięciem. Cała praca polega na przygotowaniu pacjenta do zmierzenia się z nimi. Bywa, że na danym etapie życia pacjent nie jest na to gotowy, potrzebuje czasu. Jednak najważniejszym celem Terapii Jednego Spotkania jest samo uświadomienie sobie, że wszystko jest w naszych rękach, że sami możemy skonfrontować się z lękiem, bez obecności terapeuty. Czasami lęk po prostu znika i kłopot sam się rozwiązuje.

Krok 5. Ustalamy, że Ilona zacznie odróżniać sens od celu

Na pytanie, czy pamięta, o czym marzyła jako nastolatka, Ilona odpowiada, że o ciekawej pracy, ładnym mieszkaniu, udanym związku i podróżach. – Czy udało ci się zrealizować te marzenia? – W dużym stopniu tak – przyznaje. – Czy spełnienie marzeń kojarzy ci się bardziej z osiągnięciem celu czy poczuciem sensu? – chcę wiedzieć. – Marzenia wyznaczają cel, a realizacja celu daje poczucie sensu – to dla niej jasne. – Właśnie tak. Cel jest zakończeniem drogi, a sens? – To poczucie, że udało nam się dojść do końca. – I co potem? – pytam. – Nowy cel. – A co z drogą? – Nie wiem, o co pytasz… – Kiedy wbiegałaś do mnie na trzecie piętro, byłaś skoncentrowana wyłącznie na celu, w ogóle nie zwróciłaś uwagi na to, że po drodze pokonałaś trzy piętra. Skupiasz się na celu, droga do niego wcale cię nie zajmuje, a kolekcjonowanie kolejno osiągniętych celów nie daje ci poczucia satysfakcji i budzi poczucie braku sensu. A na samym końcu tego procesu jest poczucie braku szczęścia. – To skomplikowany wywód, ale czuję, że ma sens – mówi Ilona. – No właśnie. Jeszcze nie wiesz, ale już czujesz, że ma to sens. Dokładnie o to chodzi. Przyszłaś do mnie, żebym pomogła ci z twoim kłopotem. Ale czuję, że chcesz to zrobić w samotności, bez mojej obecności. Szanuję to. Dam ci tylko tyle, ile jesteś gotowa przyjąć bez lęku czy poczucia zranienia. Proszę, żebyś skoncentrowała się na dwóch sprawach. Po pierwsze: zapisz ten mój wywód o skupianiu się na celu i gubieniu sensu. Kiedy w życiu wyznaczysz sobie kolejny cel, w równym stopniu myśl o celu jak i o drodze, która ma cię do niego doprowadzić. Po drugie: przez najbliższe 2–3 miesiące, kiedy poczujesz nudę albo brak poczucia sensu, usiądź w takiej pozycji, jaką próbowałyśmy ćwiczyć – z rękoma skrzyżowanymi na piersi i dłońmi obejmującymi ramiona i nie zastanawiaj się, tylko czuj. – Nie bardzo rozumiem – zawahała się Ilona. – Dobrze. Pokażę ci, jak ja to robię – mówię i siadam w opisanej pozycji. – Czuję mocne oparcie dla stóp, co oznacza, że jestem dobrze osadzona w realności, doceniam swoje sukcesy, potrafię dążyć do celu, ale rękoma zamykam klatkę piersiową, chronię serce, boję się zranienia. Czuję, że mogę zdobywać kolejne szczyty, ale tylko wtedy, kiedy ukrywam swoje uczucia, nie tylko przed innymi, ale także przed samą sobą. Boję się czuć. A życie bez czucia nie ma sensu – mówię.

My terapeuci także wpadamy w pułapkę efektywności. Marzymy, żeby wszyscy wychodzili od nas z poczuciem: „kłopot rozwiązany!”. Ale takie sesje, kiedy pacjent dostaje narzędzia do pracy, a ja nie wiem, czy mu się uda, czy spróbuje samodzielnie rozwiązać swój kłopot – są bezcenne. W końcu droga jest tak samo ważna jak cel.

Ewa Klepacka-Gryz - psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet www.terapiavia.com

Więcej w książce „Metamorfoza, czyli terapia jednego spotkania” Ewy Klepackiej-Gryz, Wydawnictwo Zwierciadło.

Metamorfoza, czyli terapia jednego spotkania Ewa Klepacka-Gryz Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Zdrada – szukanie bliskości poza związkiem to alarm

Zdrada zupełnie niepotrzebnie jest odbierana jako potwierdzenie, że jest się nieudanym. Przecież zdradzającemu chodzi o niego samego, a nie o inną osobę. On to robi dla siebie, nie przeciwko komuś. (Fot. iStock)
Zdrada zupełnie niepotrzebnie jest odbierana jako potwierdzenie, że jest się nieudanym. Przecież zdradzającemu chodzi o niego samego, a nie o inną osobę. On to robi dla siebie, nie przeciwko komuś. (Fot. iStock)
Mamy tendencje do interpretowania zdrady w kategorii okrutnego sprawcy i niewinnej ofiary. Ale to nie takie proste.

Kiedyś wspólnota religijna, rodzina wielopokoleniowa zaspokajały naszą potrzebę przynależności, jasno określonej tożsamości, a teraz tę potrzebę przerzucamy na partnera, chcemy dostać to od niego w gratisie. Zbyt dużo na nim wieszamy. Marzymy, by ktoś, kogo wybraliśmy, wyrównał nam wszelkie straty, żeby nas dopieścił, sprawił, że poczujemy się nareszcie docenieni. Dodatkowo zaciera się definicja związku, formalizacja tego, że jest się razem, nie jest już konieczna, mamy seks przedmałżeński, bez ślubu możemy mieć wspólne dzieci. Wierność, obietnica wyłączności stają się więc często ostatnim wyraźnym wyznacznikiem związku. Nic dziwnego, że zdrada partnera tak mocno nas dotyka.

Z badań socjologicznych wynika, że choć potępiamy zdradę bardzo stanowczo, to jednocześnie powszechnie ją praktykujemy. Ta „schizofrenia” bierze się z potrzeby myślenia o sobie jako o lepszych, niż jesteśmy. Boimy się prawdy, szczególnie jeśli w przeszłości byliśmy nieuszanowani przez rodziców i wychowawców. Obawiamy się, że może mieli rację, a zdrada byłaby przecież tego potwierdzeniem. Poza tym człowiek dorosły choć wie, że musi liczyć na siebie, marzy, że jego partner zdejmie z niego część odpowiedzialności za życie, da więcej bezpieczeństwa, wsparcia. I jak on zdradza, to odczuwamy wtedy wielką samotność, stajemy twarzą w twarz z okrutnym losem.

Zdrada zupełnie niepotrzebnie jest odbierana jako potwierdzenie, że jest się nieudanym. Przecież zdradzającemu chodzi o niego same- go, a nie o inną osobę. On to robi dla siebie, nie przeciwko komuś. Niekoniecznie ze względu na kochankę, bo ona się po prostu trafia. Zdradzający szuka balsamu na serce, nie tyle innej osoby, ile innego siebie – ciekawszego, młodszego, bardziej frapującego, zadowolonego z siebie, żyjącego pełnią. Gdy ktoś zaczyna nas ekscytować, to my się sobie samym bardzo podobamy. Oczywiście, jeżeli w tej fascynacji możemy liczyć na wzajemność. Warto więc to samobiczowanie ukrócić i skończyć z odnoszeniem zdrady do siebie. Nie ma też sensu pytać o jej szczegóły, zamiast tego lepiej pytać o to, co ona znaczy dla naszego związku.

Na początku naszą reakcją na zdradę są żal, złość, strach, zazdrość i chęć ukarania winnego, ale jak już się trochę ogarniemy, to nie ma co zachowywać się wsobnie w stylu: „Co ty mi zrobiłeś?!”. No, nie tobie, raczej sobie. Jeśli nie zaczniemy rozumieć partnera czy partnerki, to znów będziemy żyli obok siebie, a nie razem.

Ludzie, którzy są ze sobą blisko, którym ze sobą ciepło i dobrze, nie zdradzają się, bo nie mają takiej potrzeby. Stwarzają sobie razem bogaty świat, są spełnieni erotycznie i emocjonalnie. Niewierność pojawia się, kiedy w relacji czujemy się samotni lub nieszczęśliwi.

Mamy tendencje do interpretowania zdrady w kategorii okrutnego sprawcy i niewinnej ofiary. Ale to nie takie proste. Czy ktoś, kto nie lubi siebie ani swojego partnera, rzeczywiście może się nazwać ofiarą zdrady? Albo ktoś, kto odmawia seksu partnerowi, i on zaspokaja swoje potrzeby gdzie indziej? Zawsze podkreślam, że kobieta, z którą zdradza cię twój partner, jest taka sama jak ty.

Sama diagnoza kryzysu, mówienie, że w związku jest źle, że jest mi smutno czy pusto przy tobie, zazwyczaj niespecjalnie do ludzi trafia, niestety.

Tak wynika z mojego doświadczenia i doświadczeń moich pacjentów. Reakcja to zwykle: „O co ci chodzi, przecież wszystko jest dobrze!”. Często dopiero zobaczenie rywala czy rywalki działa oprzytomniająco, ponieważ utrata związku staje się realna i nie ma co udawać, że wszystko jest okej. Następuje wtedy mobilizacja. I kobiety, i mężczyźni, kiedy robią skok w bok, najczęściej mówią, że ktoś się nimi zachwycił. To wcale nie musi być lepszy seks ani tak zwany lepszy model. To może wynikać z pragnienia aprobaty, ciepłych słów. Dobrze jest więc częściej okazywać sobie nawzajem więcej aprobaty. Jednak zacznijmy od siebie, ponieważ człowiek z siebie niezadowolony nie daje nikomu ciepła, bo nie ma z czego.

Jak świat światem ludzie z różnych powodów wchodzili w związki „nieoficjalne”. Czasem para, która sobie pasuje przez wiele lat, stopniowo się rozchodzi. Jeśli się nie dostarcza materiału związkowi, jeżeli ludzie się zajmują osobno zupełnie różnymi sprawami, to wtedy w tej swojej osobności mogą spotkać kogoś innego, kto stanie się bliski. Szukanie bliskości poza związkiem może być sygnałem alarmowym, że oddalamy się od siebie, że nie zaspokajamy w związku swoich potrzeb. Bywa też tak, że dochodzi do rozstania, bo ktoś spotyka lepszego dla siebie partnera, ciekawszego, bardziej odpowiedniego, i odchodzi. I gdy zdrada kończy związek, i wtedy, gdy on dalej trwa – można na nią spojrzeć konstruktywnie. Bo ona daje nam refleksję, że związek jest z jakichś powodów niedobry i albo trzeba go zmienić, albo pożegnać. W obu wypadkach kochance męża należą się kwiaty, że nawiążę do tytułu mojej książki. Gdy przyspieszyła koniec niedobrego związku, ale też gdy relacja przetrwa. Bo to znaczy, że jest na tyle ważna, że opłaca się budować nowe podwaliny, żeby już nie powtórzyć tego, co było. Najciekawsze jest to, że można zacząć być z tą samą osobą trochę jak z nową. Zdrada bywa katalizatorem zmian w związku, co oczywiście, nie znaczy, że jest przyjemnym doświadczeniem.

  1. Psychologia

Dobrze być ze sobą

Dobrej samotności można (i trzeba) się nauczyć. To nie jest łatwa nauka, bo zazwyczaj brak zapachu bliskich pleców nocami i melodii najdroższego oddechu popycha w stronę bolesnych tęsknot, a nie pogodzenia. (Fot. iStock)
Dobrej samotności można (i trzeba) się nauczyć. To nie jest łatwa nauka, bo zazwyczaj brak zapachu bliskich pleców nocami i melodii najdroższego oddechu popycha w stronę bolesnych tęsknot, a nie pogodzenia. (Fot. iStock)
Są chwile, w których samotność jest błogosławieństwem, bonusem podarowanym przez życie. Nieraz już napisano, że dobrej samotności można (i trzeba) się nauczyć. To nie jest łatwa nauka, bo zazwyczaj brak zapachu bliskich pleców nocami i melodii najdroższego oddechu popycha w stronę bolesnych tęsknot, a nie pogodzenia.

Jednak można rozsmakować się w byciu tylko ze sobą wieczorami. Spojrzeć na gorzką czekoladę i kisiel z jabłkami jak na okazjonalne wiktuały. Przygotowanie kanapki z pachnącym ogórkiem traktować jak wyczarowanie uroczystej kolacji. I nie bać się tego, że dwa pomidory w lodówce pokryła warstwa pleśni, że kupiona koszula może okazać się o rozmiar za mała, że pozostawiony na wierzchu wiersz utonie w powodzi kpin. Jak to dobrze móc zrobić sobie herbatę i pić ją bez obaw, że ktoś zastawi kolejną emocjonalną pułapkę i przyciśnie świeżutkim sarkazmem tak, że pozbawi tchu.

Herbatą sączoną w strachu można się łatwo udławić. Ale poniżające słowa i władcze gesty nie porysują zmarszczkami twarzy mądrej kobiety, nie poranią pewnego siebie ducha. Każda mądra kobieta wie doskonale, jak obronić się przed domowym piekiełkiem do momentu, aż… sama nie wpadnie w pułapki zastawiane co krok przez zniechęconego (rozczarowanego? znudzonego? zestresowanego? zakompleksionego?) towarzysza życia. I wtedy zaczyna się wyścig o zachowanie twarzy. Twarzy dla świata spoza czterech ścian. Wszystko sprowadza się do tego, aby słyszeć jak najmniej, a jak już się słyszy, to pewnie dlatego, że się zasłużyło. Do końca nie wiadomo czemu, ale to już nieważne, powód na pewno się znajdzie: nieistotna praca, nieudolne gotowanie, nudne zainteresowania, przygnębiająco lichy seks, brak wyobraźni, za mało uśmiechów, nie ta sukienka itd. Miny wybuchają na każdym kroku.

Czasem, gdy świat zewnętrzny zajrzy do środka, chwila wytchnienia, wówczas scenariusz dla obcych: piękne kwiaty, jakaś urocza błyskotka, a nawet całus dla publiczności. Uff… Podobno można się nie otrząsnąć. Przyzwyczaić. Jeszcze trudniej, gdy w czterech ścianach błyszczą oczka dziecka i żal ściska serce, bo może burząc „strukturę rodziny”, nie uda się posprzątać tak, aby maluch czuł się bezpieczny? A może coś się zmieni, wrócą wspomnienia dawnej miłości, czułość zaskoczy wszystkich, na przykład na urodziny? A jeśli to wcale nie prywatna gehenna, przed którą należy się bronić, tylko zwyczajne życie i wynik kaprysu, marudzenia? I można tak bez końca.

Wiem coś o tym. Wiem, że nawet mądra kobieta potrafi zgubić sierść wilczycy i pewnego dnia obudzić się w skórze niechcianego kundelka, który ma wciąż swój kąt, bo kochają go dzieci. Trudno się otrząsnąć. Bo do spokoju i równowagi niełatwa droga. Przeszkody lubią się mnożyć, bywa, że straszy widmo spraw o wymeldowanie, o opiekę nad dzieckiem, o alimenty. A małe miasteczko pyta i pyta. W takich momentach trzeba szczerzyć kły w uśmiechu, a w środku warczeć. Oby tylko nie uwierzyć, że jest się jedynie komicznym utykaniem: bez ciała, seksu, domowych umiejętności i marzeń.

Wiem, że można obudzić się z tego letargu. Rozedrzeć umęczony światek i pozbyć się raz na zawsze życiowej zgagi. Spojrzeć w lustro i zapragnąć wrócić do siebie.

Pamiętam, jak znajoma „od psychologii” mówiła mi, że gładko poddałam się przemocy psychicznej. Na pewno na domowe miny trafiają nie tylko mądre kobiety. Niejeden mądry mężczyzna utknął pewnie pośród fantomów udających gniazdo domowe. Każdy z nas może próbować żyć złudzeniami. Oby nie za długo.

Wiem, że mój samotny sen jest skromniejszy od śnienia we dwoje. Często żywi się tęsknotami i żalem za namiętnością, której nie ma. Ale mam na stole coraz więcej wierszy. Na półce czekają ulubione płyty. Wieczory rozgrzewam herbatą z miodem i cytryną. Spokojnie otwieram drzwi bez lęku przed plutonem lichych epitetów. Nie zasypiam z armią niespełnionych oczekiwań pod łóżkiem. Mam udomowioną samotność. Czasem smutną, czasem kojącą. Zawsze bezpieczną.

  1. Psychologia

Egoizm a egotyzm. Czy dobrze być w związku egoistką? – wyjaśnia Katarzyna Miller

Zamiast myśleć o tym, jak przestać być egoistą, warto postawić na zdrowy egoizm. Prababcia, babcia, matka, córka, wnuczka i prawnuczka dostały ten sam przekaz. Masz oddać siebie całą na ołtarzu rodziny i dzieci, a jednocześnie twoją udręką i władzą ma być kontrola wszystkiego i wszystkich. (fot. iStock)
Zamiast myśleć o tym, jak przestać być egoistą, warto postawić na zdrowy egoizm. Prababcia, babcia, matka, córka, wnuczka i prawnuczka dostały ten sam przekaz. Masz oddać siebie całą na ołtarzu rodziny i dzieci, a jednocześnie twoją udręką i władzą ma być kontrola wszystkiego i wszystkich. (fot. iStock)
Po pierwsze: nie dbaj o niego. Zamiast tego doceń to, co on już ma i co potrafi. A dbaj o siebie i wasz związek – mówi psycholożka Katarzyna Miller. W rozmowie z Joanną Olekszyk wyjaśnia różnicę między kochaniem a matkowaniem, egoizmem a egotyzmem, poświęcaniem się a kompromisem oraz pomiędzy altruizmem a obłudą.

Egoizm i miłość – czy to może w ogóle iść w parze? Jak przestać być egoistą?
Bardziej wierzę w egoizm niż w miłość. I równie mocno wierzę w altruizm. Ludzie mają przecudowne, czysto altruistyczne odruchy, ale wtedy, kiedy się ze sobą dobrze czują. Kiedy są zdrowi i zaspokojeni, kiedy mają ten naddatek, który mogą ofiarować. Czasem słyszę od czytelników pytanie, zadawane z taką boleściwą troską: „Ale dlaczego pani tak popiera egoizm – to przecież taka niemoralna postawa?”. Nosz obudźcie się, kurde! Przestańcie być zakłamani, przestańcie być nieprawdziwi, przestańcie się bezsensownie poświęcać! Poza tym niektórzy tylko mówią, że tak nie podoba im się postawa egoistyczna, a sami są szalenie egoistyczni. Dlatego jestem oburzona oburzeniem innych, tym koszmarnym stereotypem, który nie pozwala ludziom się zatrzymać i zastanowić nad tym, co oni w ogóle mówią. Moim zdaniem to takie popłuczyny po XIX w., kiedy się opowiadało kocobuły o tym, że człowiek żyje dla wszystkich innych tylko nie dla siebie. A przecież każdy z nas dostał tylko swoje własne życie do dyspozycji.

Postawami, które powinniśmy piętnować są nie egoizm a egotyzm i egocentryzm, dlatego, że są skierowane przeciwko innym ludziom. Egotyzm i egocentryzm, w odróżnieniu od egoizmu, zakładają, że inni są dla mnie. Że mają się starać, by mnie było jak najlepiej. A jak nie jest, to mam prawo mieć pretensje. Podobnie jak mam prawo mieć żądania czy roszczenia. Nie muszę prosić, nie muszę dziękować, nie muszę się starać...

Czym w takim razie jest egoizm?
To zwyczajnie dbanie o siebie. Czyli PODSTAWA. Nikt nie może tego zrobić za nas i nikt nie ma tego w obowiązku. Poza rodzicami, i to tylko w naszym dzieciństwie. Potem – nikt. Oczywiście ktoś może chcieć ci coś dawać czy opiekować się tobą, bo cię lubi, kocha i się z tobą przyjaźni – ale tylko w ramach tego, czym dysponuje. A jeżeli człowiek jest spokojny, łagodny, zadowolony z siebie i wie, czym dysponuje, to wie też, co ma w naddatku. Ta tzw. wartość dodatkowa, mówiąc po marksowsku, jest właśnie do rozdania, dla ludzi. Zasada jest taka: „im więcej mam swojego, tym więcej mam wartości dodatkowej”.

Kiedy dajesz z tego naddatku, to nie interesuje cię, czy ktoś ci kiedykolwiek to odda albo choć podziękuje.
Podziękować powinien. Mamy umieć czuć wdzięczność i ją wyrażać! Ale nie czekasz, aż oddadzą, bo dajesz na zasadzie: „poślij dalej, innym ludziom”. Natomiast co innego, kiedy się poświęcasz, kiedy sobie czegoś ujmujesz.

Wtedy dajesz, ale jakby w zastaw.
I tylko patrzysz, kiedy ci zaczną zwracać, kiedy ci zaczną za to robić coś ekstra, kiedy się okaże, że jesteś osobą niebywale wyjątkową i niezbędną. Ja to nazywam „pułapką poświęcenia”. Jeśli tak dajesz, to lepiej przestań, bo jest ryzyko, że nigdy nie dostaniesz z powrotem i tylko cię to sfrustruje.

Altruiści dają i jakby od razu zapominali, że dali.
Bo to ich nic nie kosztuje. Jeżeli ktoś wyrywa sobie spod brzucha, spod serca, spod głodnego gardła coś, co by chciał zjeść, to patrzy na tego drugiego i myśli: „Jezu, on spożywa moje, on mi tu szamie mój obiadek. To ja powinienem wcinać to jedzonko, ale oddałem je, by...” No właśnie, by poczuć się lepszym, zaimponować komuś, wkupić się w czyjeś łaski albo coś ukryć, na przykład to, że wcale go nie lubisz. Ludzie robią takie rzeczy. I gdzie tu altruizm?! To zwykły fałsz.

A ten, kto dostał, ma problem. Zarówno jak obiadek nie będzie mu smakował, jak i kiedy będzie wcinał go ze smakiem.
Niektórzy rodzice mówią do dzieci: „Wy macie dziś wszystko, myśmy nie mieli nic”. To się cieszcie, że wasze dzieci mają tak dobrze. Ale też nie dawajcie im wszystkiego, bo kto kazał? Dajcie im tyle, by miały swobodne życie, resztę niech sobie same zdobędą. Możecie im opowiedzieć, jak wam kiedyś było źle, bo to jest bardzo ciekawe, jak żyli rodzice, ale nie na zasadzie „Smarkacze, wam mlekiem i miodem płynie”, bo to boli i nie jest prawdą, nawet jeśli dzieci mają łatwiej i więcej.

Tacy rodzice sami sobie nie dali tego, czego nie dostali?
Oni zwyczajnie nie potrafili sobie tego dać POTEM. Dają za to swoim dzieciom, ale po to, by dzieci im oddały. A dzieci po to mają dostawać, by przekazywać dalej.

Czyli egoizm jest ukróceniem tej pokrętnej drogi „Ja daję tobie, żebyś ty dał mi”.
Tak jest, to najlepszy na świecie przykład bycia wprost. Wyobraź sobie, że ktoś przychodzi do ciebie i mówi: „Pożycz mi pieniądze”. „Ile?”, „500 zł”. „500 nie mam, pożyczę ci 100. Możesz sobie pożyczyć od każdego po 100 zł i ci się uzbiera”. Możesz też powiedzieć: „Nie pożyczę, bo nie mam” albo „Nie pożyczę, bo nie chcę”.

Mamy chyba problem z odmawianiem.
Mamy też problem z tym, ile możemy zrobić dla swoich rodziców, kiedy zaczną potrzebować opieki. Ja wiedziałam od początku, ile jestem w stanie zrobić dla taty, a ile dla mamy. Dla taty gotowa byłam siedzieć przy łóżku i sama się nim zajmować, mamie za to zapewniłam dobrą, specjalistyczną opiekę. Dzieci to wiedzą i czują. Są rodzice, dla których zrobią bardzo dużo, a dla innych nie będą w stanie. Niestety, niektóre dzieci są nauczone zaprzeczać swoim odczuciom. I potem, w dorosłym życiu, taka najmniej kochana córeczka nadal stara się o uznanie mamy i znosi ją z jej humorami. Druga, ta ukochana córeczka, wyjechała za granicę, bo była na tyle sprytna, by oddalić się od kłopotów, i jest nadal przez mamę uwielbiana i stawiana wszystkim za wzór: „Moja córka jest w Anglii, świetnie się urządziła”. A ta, co została, by opiekować się mamą? Słucha tego wszystkiego i jeszcze przynosi mamie basen do łóżka, poganiana: „A co się tak guzdrasz, jak zwykle?”. Mama nadal nie dostrzega niekochanego dziecka, nadużywa go, poniewiera nim i nie dziękuje.

A dziecko poświęca się na próżno.
Ono poświęca się dla iluzji, że w końcu zostanie uznane.

Nie sądzisz, że to kobiety mają większą tendencję do poświęcania się? Może to krzywdzące dla mężczyzn...
To wcale nie jest krzywdzące dla mężczyzn. To stwierdzenie faktu. Mężczyźni są bardziej egoistyczni, bo matki ich tak wychowują, że mogą na to sobie pozwolić. Czasem idzie to u nich nawet w egocentryzm. Nie na darmo mamy przecież wiek Narcyza! Neurotyzm jako norma przeszedł już do historii – prawdziwy neurotyk to dziś perełka zdrowia psychicznego (śmiech).

Dużo się mówi o Narcyzach, rzadko o Narcyzkach.
Ponieważ kobiety, z jakiegoś niewiarygodnego rozpędu ciągle robią te same rzeczy, czyli ciągle oddają siebie. Nasz problem to nie narcyzm, tylko bycie ofiarą.

I skąd to w nas się bierze? Z wychowania? Historii?
Z jednego i drugiego. Z toksycznego przykładu i wzorca, który przechodzi z pokolenia na pokolenie. Prababcia, babcia, matka, córka, wnuczka i prawnuczka dostały ten sam przekaz. Masz oddać siebie całą na ołtarzu rodziny i dzieci, a jednocześnie twoją udręką i władzą ma być kontrola wszystkiego i wszystkich. Stąd się biorą te słynne: „A to go pani samego puściła?” albo: „Trzeba było go krótko trzymać”, co oznacza w praktyce zero zaufania, głównie w kwestii tego, czy przy tobie zostanie.

Straszy się nas, że jeśli nie będziemy mężowi nadskakiwały i go kontrolowały, to on pójdzie sobie do innej. I pytamy potem psychologów: a skąd brać pewność, że on zostanie?
A psycholodzy, a ja to już na pewno, odpowiadają: znikąd. Natomiast wiem, skąd czerpać spokój w kwestii tego, że jeżeli on będzie chciał być z inną, no to trudno. Ten spokój można wziąć tylko z siebie. Bazowa myśl jest taka: "Po co mu inne, skoro ja jestem taka fajna?". To jest ta pewność, o którą pytasz.

I za taką pewność siebie kobiety cię kochają, tylko nie wiem, ile z nich jest w stanie powiedzieć to o sobie...
Ja wiem, że one jeszcze nie wszystkie potrafią, bo nie popracowały nad sobą tak jak ja to zrobiłam. Ja miałam te same obawy, co one. Naprawdę. Często i wszędzie o tym mówię. Pamiętam, jak szłam na randkę i bałam się, że się mu nie spodobam. Dopiero po latach doszłam do tego, że gdybym mu się nie podobała, toby się ze mną nie umawiał. Powtarzam to wszystkim dziewczynom: jeżeli twój chłop jest z tobą, macie wspólne sprawy, wraca do domu - to o co ci chodzi, kobieto? Jest z tobą. Dlaczego wątpisz w to, że on chce z tobą być?

Niedawno byłam w radiu, gdzie rozmawiałam na temat książki "Instrukcja obsługi faceta". Był tam bardzo fajny młody dziennikarz i czytelnicy pisali do nas maile. Napisała też pewna dziewczyna: "Mam zabójczo przystojnego faceta, do tego cudownie się ubiera. Dlaczego on jest ze mną? Co prawda odrażająca nie jestem, ale przecież on mnie może zostawić. Podoba się wszystkim moim koleżankom". Płakać i krzyczeć mi się chce, jak ona się traktuje. Przecież to zgroza! Taki negatywizm. No i co ja mam jej odpowiedzieć? "Przecież wybrał cię, widział, nie miał chustki zawiązane na oczach". Kochane, zrozumcie jedno: faceci się nie poświęcają! To jest pierwsza podstawowa rzecz na temat ich egoizmu. Tylko my jako te, co się zwykle poświęcamy, im nie wierzymy. Jeżeli kobieta jest uczona, że musi oddać pół siebie, żeby on ją chciał, to jeśli potem on ją chce, to ona czuje, że coś tu jest nie tak, bo to znaczy, że albo ma mu oddać pół siebie, albo że to jakiś podstęp.

Jak postępować z afcetem egoistą? Możemy się tego egoizmu nauczyć od mężczyzn?
Możemy, jeśli będziemy myśleć i wyciągać wniosku. Na przykład z tego, jak faceci radzą sobie z dziećmi. Strasznie mi się podobało, jak Miłosz Brzeziński odpowiedział kiedyś swojej córce. Zośka przychodzi do niego i mówi: "Tatusiu, tak mi się nie chce lekcji odrabiać, och, jak mi się nie chce. Co ja mam zrobić?". A on na to: "To odrabiaj z niechęcią". Jakie to jest mądre. I proste. Boisz się coś zrobić? To rób to z lękiem. Bój się i rób. Ojcowie często też mówią: "A co z tego, że nie ma obiadu, zamówimy pizzę", "Co z tego, że ma nieposprzątane w pokoju, posprząta jutro".

Takie "olewcze" podejście niektóre mamy wkurza. Zamiast się wkurzać mają pomyśleć: "Jakie to genialne"?
Ale najpierw zobaczyć, co je naprawdę wkurza, bo wkurza nas coś w sobie, coś, na co sobie nie pozwalamy. Czyjeś tolerancyjne słowa czy zachowania dotykają naszych nieprzerobionych rzeczy, tzw. cienia, czegoś, co głęboko schowaliśmy i nie chcemy tego tykać. A to niekoniecznie muszą być złe rzeczy, to mogą być pochowane skarby. Nam rodzice zabraniali być "jakimiś", czyli tak naprawdę zabraniali być sobą. Dlatego, kiedy schodzisz gdzieś głęboko w swoje zakamarki, to tak naprawdę odnajdujesz samą siebie. Wkurza cię, że on olewa? Też poolewaj.

Ja na przykład mam problem z tym, żeby odwołać spotkanie, mimo że jestem bardzo zmęczona.
A mężczyźni mówią: "Nie dam rady, jestem zmęczony". Oni, w większości, dają sobie prawo do tego, żeby im się nie chciało. Ale choć mnie samej bardzo się podoba takie podejście, by nie zmuszać się do czegoś, na co nie mamy ochoty czy sił, to uważam, że pomiędzy asertywnością a lekceważeniem umów przebiega cienka granica, trzeba być przytomnym i uważnym. Jeśli spotkanie jest ważne - warto się jednak zwlec.

Są sytuacje, w których trzeba siebie trochę odłożyć na bok i tę drugą osobę postawić na pierwszym miejscu. Jak wtedy przestać być egoistą?
Są takie sytuacje i bardzo ważne, że o nich tu wspominamy. Druga osoba może być chora albo coś w jej życiu się rozjechało - oczywiście są też takie osoby, które zawsze są chore i zawsze chcą, by się nimi zajmowano - ale nie o takich sytuacjach mówimy. Tylko na przykład o takich, kiedy kobieta rodzi dziecko i jest jej potrzebne większe wsparcie albo młoda para przechodzi kryzys i potrzebuje o tym porozmawiać, a nie słuchać rad innych.

A taka sytuacja: ona i on w tym samym momencie dostają propozycję wymarzonej pracy, przy czym jedna z nich wiąże się z wyjazdem za granicę.
No, to są bardzo trudne dylematy. Nie można nikomu doradzić, co ma zrobić w takiej sytuacji. Każdy musi sam zdecydować, co dla niego w tym momencie jest ważniejsze. Zwłaszcza jeśli dla jednego i drugiego taka praca to spełnienie marzeń. I co będzie straszniejsze: odrzucenie takiej oferty czy jednak mieszkanie osobno, kilkaset kilometrów od siebie.

Doszłyśmy chyba do tematu kompromisów.
Kompromisy są niezbędne w związku. Rzadko się przecież zdarza, że ludzie się tak dobiorą, że będą bardzo dużo lubić tego samego. Ja znam jedną taką parę. Są zgodni prawie we wszystkim. Poznali się jeszcze w szkole, złapali za rączki i już nie puścili.

Szczęściarze! U zwykłych zjadaczy chleba nawet banalne wyjście do kina może spowodować konflikt interesów.
Mój Edek czasem mnie woła: "Chodź, chodź, taki fajny film oglądam". Sensacyjny? - pytam. Thriller? A to nie idę. Chyba że się skuszę. "Tożsamość Bourne'a", którą Edek oglądał z siedem razy, też chętnie obejrzałam ze trzy. Sama czasem namawiam go na tzw. babski film - ostatnio poszliśmy na "Paryż może poczekać". Bardzo nam się obojgu podobał i mieliśmy fajny, ciepły wieczór.

Przywykło się myśleć o kompromisach, że w ich ramach każdy musi coś poświęcić, ale z tego, co mówisz, wynika, że tu chodzi o to, by każdy coś dostał...
Zawsze musi być wymiana, nie może być samego dawania albo samego brania - wtedy robi się krzywa sytuacja. Ja jadę z tobą do twojej mamusi na Boże Narodzenie, a ty ze mną na Wielkanoc do mojej, a za rok sami sobie jedziemy na święta do Chamonix. I to jest kompromis. Zdrowy człowiek, jeśli jest egoistą, to się cudnie z innymi ludźmi dogaduje, żeby im było fajnie z nim, a im z nim. Na zasadzie "Ja jestem OK, ty jesteś OK".

Jeśli nie umiesz zadbać o siebie, jak zadbasz o innych?
O to, o to! Bo na czym polega empatia? Na tym, że rozumiesz czyjeś uczucia, nie, że ogromnie przejmujesz się nimi, ale że wiesz, co to jest za rodzaj przeżycia, bo sam go doświadczyłeś. Dlatego masz poszanowanie dla swoich uczuć i uczuć innych.

Postawa "Ja jestem nie OK, a ty jesteś OK" to postawa ofiary, "Ja jestem OK, a ty nie OK" to postawa Narcyza, psychopaty, a "Ty jesteś nie OK i ja jestem nie OK" to postawa ludzi, którzy już w nic nie wierzą, straceńców.

Sądzę, że kiedy słyszymy "Bądźmy bardziej egoistyczni", to myślimy, że teraz się nie będziemy musieli starać.
Ale przecież jeśli kogoś kocham, to się postaram, dla niego. Na spotkaniach autorskich w takich momentach odzywa się głos z sali, oczywiście męski: "Ale co to znaczy? Że żona nie będzie dbać o męża?", "To wy będziecie takie egoistki, zajęte tylko sobą?". Ja pytam: "A chcesz mieć taką żonę, co wisi na tobie i od ciebie wszystkiego oczekuje?". "No nie chcę". "W takim razie jesteś egoistą. Każdy jest. Nie ma co wmawiać sobie, że jest inaczej".

Jak się zdziwił dziennikarz z radia, o którym wspominałam, gdy w "Instrukcji" przeczytał radę: "nie dbaj o niego". Jak to "nie dbaj"? Spytałam: "Czy woli pan mieć dziewczynę czy mamusię?". A on: "No jasne, że dziewczynę!" "No właśnie drogie panie... Trzeba rozpoznać, co nasz mężczyzna potrafi, docenić to, ucieszyć się z tego, używać, szanować go za to i być wdzięczną. A resztę, która nam jest potrzebna, dać sobie samej, z satysfakcją!

Zwykle kiedy chcemy, żeby ktoś inny, bliski o nas zadbał, to i tak potem nie jesteśmy zadowoleni. Bo on może i zadba, tylko że na swój sposób - da nam to, co mu się wydaje, że będzie dla nas dobre, albo to, czego on sam potrzebuje, nie my. Jak postępować z facetem egoistą?
Wszystko, co robimy, robimy z myślą o sobie. Nawet w takiej sytuacji jak zdrada. Ja zawsze powtarzam kobietom: "On nie poszedł do łóżka z tamtą panią, by cię skrzywdzić, on to zrobił dla siebie. Nie jesteś dla niego pępkiem świata, to on jest dla siebie pępkiem świata". One czasem dopiero wtedy się wkurzają: "Aha, czyli ja jestem nieważna". "No na pewno jesteś dla niego mniej ważna niż on jest dla siebie". I tak powinno być. Ty też powinnaś być dla siebie ważniejsza niż on. On ma być dopiero na drugim miejscu.

Czyli: nie dbaj o niego, ale...
Zauważaj go, zrozum go, bądź otwarta na niego, uzgadniaj z nim różne rzeczy, poznaj jego punkt widzenia. A dbaj o siebie i wasz związek.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie bój się życia”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”, „Kup kochance męża kwiaty” i „Chcę być kochana tak jak chcę” (Wydawnictwo Zwierciadło). Książki Katarzyny Miller do nabycia w naszym sklepie internetowym.

  1. Psychologia

Porozmawiajmy o pogardzie – karty emocji Katarzyny Miller

Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. (Ilustracja: Ada Kujawa)
Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. (Ilustracja: Ada Kujawa)
Nic nas tak nie poniża jak nieliczenie się z naszym zdaniem. Nic tak nie podnosi (we własnych oczach) jak traktowanie innych z góry. Nad tym, skąd bierze się w ludziach pogarda i jak jej przeciwdziałać – zastanawiają się Katarzyna Miller i Joanna Olekszyk, odkrywając kolejną kartę emocji.

Pogarda to…

…patrzenie na innych z wyższością, nieliczenie się z ich zdaniem i jawne okazywanie braku szacunku. To także silna niechęć wobec kogoś lub czegoś, wynikająca z przekonania o jego bezwartościowości. Gardzić oznacza pomiatać kimś, lekceważyć, poniżać go i odtrącać. Ale też odwracać się od potrzeb innych, nie starać się ich zrozumieć. To uczucie podszyte jest obojętnością, brakiem empatii i wiary w to, że ktoś inny jest wartościowy i zasługuje na cokolwiek.

Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. To traktowanie ludzi jak powietrze. Pozwala to podnieść iluzoryczne poczucie własnej wartości przez to, że innych traktuje się jak gorszych od siebie. Pogarda prowadzi zazwyczaj do nienawiści, dyskryminacji i wykluczenia osób czy grup społecznych. Ale zdarza się, że wobec cudzej nikczemności nie można już czuć nic oprócz pogardy. Jeśli jednak człowiek odczuwa pogardę wobec siebie samego, to powinien się za to bardzo przeprosić.

Po co nam to uczucie?

Pozwala zwiększyć poczucie własnej wartości – wtedy, gdy mamy je bardzo niskie – podnieść prestiż, dodać sobie znaczenia. Oddziela od prawdziwych emocji, przez co ułatwia manipulowanie innymi i używanie ich do swoich celów, a także manipulowanie sobą. Często zakrywa zaniżone poczucie własnej wartości, ale pozwala też czasem wiedzieć, kogo należy omijać szerokim łukiem.

Zadania:

  • Zastanów się, jak mocne jest twoje poczucie własnej wartości i czy potrzebujesz poniżać innych, aby je podnieść?
  • Jeśli w głębi czujesz się gorszy od innych, pomyśl, skąd to przekonanie. Zastanów się, co pozwoli ci je zmienić?
  • Jak to jest, kiedy empatycznie, całym sobą jesteś w relacji (słuchasz, widzisz, czujesz)? Spróbuj znaleźć się na chwilę w skórze drugiego człowieka i przekonaj się, jak po tym eksperymencie zmieni się wasza relacja.

Więcej w zestawie z książeczką „Poznaj siebie. Karty emocji”, Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk, wyd. Zwierciadło.

  1. Psychologia

Jak żyć, to z ogniem! 12 kroków do fascynacji życiem

Ostatni raz uległeś prawdziwej fascynacji, gdy... - spróbuj dokończyć to zdanie, jeśli opis przystaje do twojej osoby. A potem wciel w życie te 12 kroków. (Fot. iStock)
Ostatni raz uległeś prawdziwej fascynacji, gdy... - spróbuj dokończyć to zdanie, jeśli opis przystaje do twojej osoby. A potem wciel w życie te 12 kroków. (Fot. iStock)
Fascynacja dana jest każdemu z nas. Jest przyprawą życia. Jeżeli umknęła ci gdzieś na chwilę, rozbudź ją na nowo. Trzeba tylko zrobić pierwszy krok. A potem jeszcze jedenaście!

Jesteś zmęczony i od długiego czasu nie byłeś niczym ani nikim zafascynowany? Praca pełna stresu, szef się czepia, ostatni urlop tak dawno, że już nie pamiętasz gdzie, a relacje z najbliższymi pełne napięcia. Więc niby co miałoby cię zauroczyć lub oczarować? Ostatni raz uległeś prawdziwej fascynacji, gdy... - spróbuj dokończyć to zdanie, jeśli opis przystaje do twojej osoby. A potem:

12 kroków do fascynacji życiem

1. Praca

Pozbądź się ze swojego słownika słów „muszę” i „powinienem”. Musisz iść do pracy? Spróbuj znaleźć co najmniej pięć sensownych powodów, dla których decydujesz się to zrobić. Na ogół trudno docenić coś, co już mamy.

2. Ludzie

Szukaj towarzystwa ludzi, którzy myślą pozytywnie. Po prostu: złym nastrojem łatwiej się zarazić niż dobrym, a słuchanie maruderów na pewno nie wzmacnia fascynacji. Niczym.

3. Trujące gadki

Jeśli jadąc do pracy słuchasz radia, w którym już od poniedziałku prezenter odlicza dni do weekendu i nieustannie współczuje wszystkim, którzy muszą siedzieć w biurze, zmień stację.

4. Muzyka

Słuchaj takiej, którą lubisz i która poprawia ci nastrój.

5. Przyroda

Utrzymuj stały kontakt z naturą. Może w pobliżu twojego biura znajduje się park? Spróbuj w przerwie na lunch zaczerpnąć świeżego powietrza. Niezależnie od pogody, taka chwila działa pobudzająco. Podczas spaceru zwracaj uwagę na to, czego nie dostrzegasz zwykle na co dzień - barwy drzew i ich fantazyjne korony, zmieniające się kolory liści, śnieg mieniący się w słońcu, kształty chmur sunących po niebie - czyli na to, co fascynujące, tuż obok i za darmo.

6. Czas

Żyjemy podporządkowani dyktaturze zegarka i kalendarza. Harmonogramy i plan zadań do wykonania są niezbędnymi elementami pracy. Ba, zdążyły zawładnąć naszym czasem wolnym. Przyjmij zasadę, że na część weekendu (np. całą sobotę lub niedzielne przedpołudnie) niczego nie planujesz. Wtedy znajdzie się przestrzeń na to, co niezaplanowane. Dostrzeż, jakie to fantastyczne, ile rzeczy ma wreszcie szansę się zdarzyć!

7. Rzeczywistość

Wiele frustracji rodzi się z tego, że rzeczywistość okazała się inna, niż zakładaliśmy. Autobus się spóźnił, mąż zapomniał o zakupach, słońce nie wychodzi zza chmur od tygodnia... Rozdźwięk między naszym wyobrażeniem, jaka rzeczywistość być powinna, a jaka jest, buduje w nas silne napięcia. Zrób krok w stronę zaakceptowania rzeczywistości w jej postaci. Gdy następnym razem zauważysz, że jesteś zły, bo coś nie dzieje się zgodnie z twoim wyobrażeniem, uśmiechnij się. Z jakiego powodu? Na myśl, że wyłapałeś właśnie prawdziwe źródło stresu.

8. Cisza

Fascynacji, zachwytowi sprzyjają milczenie i cisza. Jednak współczesny świat nie jest miejscem ciszy. Pozwól sobie na chwilę spędzoną sam na sam. Wyłącz radio, telewizor i telefon. Trudno ci wyłączyć telefon nawet na kwadrans? To najlepiej świadczy o tym, w jakim pędzie żyjesz. To jest to, co cię fascynuje?!

9. To, co ważne

Zastanów się, co jest dla ciebie w życiu ważne i na tym się skoncentruj. Spójrz „za siebie”, przemyśl ostatni rok i zastanów się, które z zapamiętanych zdarzeń sprawiło ci najwięcej radości. Wycieczki za miasto? A może spotkania z przyjaciółmi? Czy gdybyś mógł przeżyć zeszły rok raz jeszcze, wybrałbyś to samo? Ustal, czego brakuje w twoim życiu i zrób pierwszy krok w pożądanym kierunku.

10. Bliskość

Postaraj się patrzeć na bliskie ci osoby tak, jakbyś widział je po raz pierwszy. Odnajdź w nich to, co cię zachwyca. Poczuj wdzięczność za to, że je spotkałeś. Może spróbujesz też powiedzieć im, co w związku z tym czujesz?

11. Medytacja

Naucz się medytować. Ubierz się wygodnie. Znajdź miejsce, gdzie nic nie będzie cię rozpraszać przez 20-30 minut. Przyjmij wygodną pozycję - możesz siedzieć po turecku lub na krześle albo klęczeć - ważne, by twój kręgosłup był wyprostowany. Zamknij oczy, a następnie obserwuj swoje wdechy i wydechy. Skoncentruj się na tym. Staraj się, by wydech był jak najdłuższy. Możesz liczyć oddechy lub powtarzać jakieś słowo. Pozwól, by myśli i uczucia przepływały i znikały. I nie broń się przed nimi, ale pozwalaj im szybko odpłynąć i powróć spokojnie do medytacji, skupiając się na oddechu.

12. Świat

Pielęgnuj w sobie naturalną ciekawość wszystkiego, co jest dookoła.