1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Niedojrzałość, czyli Piotruś Pan

Niedojrzałość, czyli Piotruś Pan

... czyli rozmowy Wojciecha Eichelbergera z Tomaszem Jastrunem.

Tomasz Jastrun: Piotruś Pan to bohater książki XIX-wiecznego pisarza Jamesa Matthew Barriego. Mały chłopie, który marzy o tym, by nigdy nie dorosnąć i nie straćić kolorowego świata baśni na rzecz szarego świata dorosłych. W końcu odlatuje na wyspę Nibylandię w krainę zmaterializowanych marzeń. Mówimy czasami, że dzisiaj Piotruś Pan ma się dobrze. Niedojrzałość nie jest jednak tylko problemem naszego czasu, teraz tylko szczególnie mocno widać kontrast między naszą coraz większą mocą a niedojrzałością. Latamy na Marsa, a ludzie ciągle jakby dziecinnieją. Dlatego XIX-wieczna opowieść o Piotrusiu Panu staje się niezwykle aktualna. W języku psychologicznym używa się tego pojęcia, ale czy tylko w sensie negatywnym? W końcu mieszkają w nas różne dzieci: zdrowe i chore, mądre i głupie.

Wojciech Eichelberger: W psychologicznym zestawie symbolicznych postaci Piotruś Pan ma raczej negatywny status. Niestety, cały język psychopatologii jest skażony negatywnym klimatem. Mityczne, symboliczne postacie, których losów i właściwości używa się do opisywania ludzkich charakterów, na przykład Narcyz, Edyp czy Piotruś Pan, są w psychopatologii przedstawione jednowymiarowo i jednoznacznie, czasami wręcz karykaturalnie. W literaturze i sztuce mają one znacznie bardziej skomplikowany i bogatszy wymiar. I tak w języku psychopatologii Piotruś Pan to ktoś wyłącznie niedojrzały, słaby, niepoważny, rozmarzony - słowem wieczne dziecko. Ta perspektywa nie uwzględnia tego, że na Piotrusia Pana składa się też mądre, wrażliwe i kochające dziecko, które potrafi widzieć i odczuwać świat głębiej, doceniać cudowność życia, tworzyć radosne wizje i obrazy, śpiewać, tańczyć, pisać wiersze.

Tomasz: I to jest właśnie dziecko, które potrafi dziwić się światu. Jak ktoś ładnie powiedział - sztuka to dzieciństwo odnalezione. Dlatego każdy artysta musi hołubić w sobie dziecko, a same dzieci, dopóki nie zaczną się uczyć pisać i rysować, są genialnymi poetami i malarzami. W ogóle sztuka to umiejętność dziwienia się światu, zadawania mu pytań. Jako trzylatek zapytałem ojca: "Dlaczego jabłko ma tylko głowę?". Już chyba nigdy nie napiszę lepszego wiersza.

By jednak dostrzec geniusz dziecka, trzeba mieć dziecko w sobie. Trudno jest ocalić to wewnętrzne dziecko nie tylko dlatego, że czas nas zmienia, usztywnia i utwardza. Problem w tym, że nie zawsze i nie wszędzie dorosły może być dzieckiem. Dorosłość to umiejętność dokonywania właściwych wyborów oraz odpowiedzialność dokonywania wyboru, kiedy można zachować się dziecinnie.

Wojciech: Zadziwiać się światem znaczy to samo, co budzić w sobie ducha. Czym innym jest duchowość, jeśli nie odkryciem cudowności świata, wobec którego możemy jedynie trwać w radosnej dziecięcej pokorze, podczas gdy wszystko inne, cały "dorosły" świat okazują się jedynie tragikomicznym nieporozumieniem? Dlatego wiara to przecież nic innego jak Nibylandia w najlepszym tego słowa znaczeniu. Czyż dziecięca ufność w to, że wszystko jest dobrze i będzie dobrze, że żyjemy w cudownym świecie dobrych wróżek, świetlistych aniołów, pogodnych czarodziejów, gadających zwierząt, roślin i przedmiotów, że świat nawet w swych przerażających przejawach jest jednym wielkim spektaklem miłości - czyż ta ufność nie jest tym samym co doświadczenia i przeczucia religijnych mistyków i proroków? Czyż oni wszyscy nie są po to, by dawać świadectwo Nibylandii? Przecież Jan Paweł II też był wielkim świadkiem Nibylandii, gdy powtarzał nieustannie to, co w największym skrócie mogłoby brzmieć następująco: "Nie obawiajcie się - wiem na pewno, że istnieje boski porządek, boska wola i boska miłość. Wszyscy, czy chcemy, czy nie chcemy, czy nam się to podoba, czy nie, czy wiemy o tym, czy nie wiemy, mamy w niej swój udział. Spróbujcie więc zobaczyć go takim, jakim ja go widzę i przestańcie się bać, nienawidzić, wykorzystywać i kłócić".

Nie ulega wątpliwości, że ten niewinny, ufny i proroczy aspekt Piotrusia Pana zarówno w nas, jak i w świecie powinniśmy chronić za wszelką cenę. Bo zbyt często cynizm, czarnowidztwo, destrukcję, zniewolenie i zniewalanie, brak wiary i nadziei mylimy z cnotą dojrzałości. W tym sensie Piotruś Pan to postać bardzo pozytywna. Jest też oczywiście ta druga, negatywna strona Piotrusia Pana zwana niedojrzałością, czyli uporczywa ucieczka przed wszelkim zobowiązaniem i odpowiedzialnością.

Tomasz: Zaraz, zaraz - bywa głupi pesymizm, ale przecież częściej spotykamy głupi optymizm. W życiu mało jest sytuacji wyraźnie jasnych, krańcowych, wiele jest pośrednich. Często niedojrzałość mieszka obok dojrzałości. Myślę teraz o moim ojcu. Miał mnie późno, on, artysta, zwykle taki miły, przytulny, ale też egoista, zamknięty w gabinecie i walczący z maszyną do pisania. Grał dwie role: spontanicznego dziecka i dziecka egotycznego. Mam wrażenie, że był złożony z dwóch Piotrusiów - z tego dojrzałego, który potrafi dziwić się światu i pisać wiersze, i z tego drugiego, który hoduje swoją bezradność wobec świata. Pamiętam, że kiedy na chwilę zostaliśmy razem bez mamy, dzwonił do sąsiadów, pytając, jak się robi jajecznicę.

Ojciec był pewnie jednak dosyć szczególnym przypadkiem, gdyż był artystą. Człowiek tworzy sztukę, ale sztuka też tworzy człowieka. I artysta ma zawsze jakieś usprawiedliwienie, jeśli nie od ludzi, to od boga. Biedna moja mama, nie miała chyba w ojcu za wiele oparcia, a przecież sama była dziecinna. To jest wielki problem tego świata - dzieci mają dzieci. Ojciec to chyba przeczuwał i wiem, że zdecydowanie nie chciał mieć dziecka. Jego wewnętrzne dziecko skaleczyła wojna, miał straszne doświadczenia. Kiedy się już jednak pojawiłem, był mną zachwycony, tyle pięknych wierszy o mnie pisał. Jednak cała ta uczuciowość, która jest w jego sztuce, nie przekładała się w pełni na dobry kontakt uczuciowy z dzieckiem. Próbował ze mną rozmawiać, ale nie zawsze wiedział, jak się do tego zabrać. Przy stole oddawał mi co lepsze kąski, ale po oczach widziałem, że jego dziecko cierpi...

Nasze prawdziwe dzieci zwykle wzmacniają i karmią dziecko w nas. Zdarza się jednak, że nasze chore, pokaleczone wewnętrzne dziecko konkuruje z dzieckiem prawdziwym. Wtedy kaleczymy nasze potomstwo.

Wojciech: Nie jest prawdziwym, pozytywnym Piotrusiem Panem ten, kto nie potrafi bawić się z dzieckiem, lecz sam przebiera się za dziecko i chce być bardziej dzieckiem niż jego własne dzieci.

Więcej w książce "Męskie pół świata" Wojciecha Eichelbergera i Tomasza Jastruna, Wydawnictwo Zwierciadło.

Męskie pół świata Tomasz Jastrun, Wojciech Eichelberger Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze