1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Mój stosunek do matki - co na temat relacji z matką mówi Katarzyna Miller?

Mój stosunek do matki - co na temat relacji z matką mówi Katarzyna Miller?

Fundamentem relacji matki i córki jest uznanie przez matkę cudu, jakim jest córka. (fot. iStock)
Podziwiam boginię Kali, która w hinduskiej mitologii jest boginią śmierci i życia. Matka jest też boginią śmierci i życia. Jeżeli nie nadaje wartości twojemu przyjściu na świat, nie cieszy się z niego, to daje coś w rodzaju śmierci, czyli brak sensu życia. Jednocześnie ci to życie daje i zabiera. Kiedy jako nastolatka próbowałam popełnić samobójstwo, chciałam uciec właśnie przed nią.

Nasza relacja była trudna. Czułam się przez matkę niechciana. Bolesne miejsca? Umniejszanie mnie w oczach innych, szczególnie mężczyzn, stały brak akceptacji, czułości i szacunku. Gdy matka wychodziła z domu, robiło się inne powietrze, moje ciało uwalniało się od napięcia. Przeglądała moje rzeczy, za karę zamykała mnie w ciemnej łazience, mówiła o moich tajemnicach innym. Tak się działo, bo brakowało jej zakotwiczenia w sobie, ona mnie traktowała trochę jak siebie samą. Tyle że sobie dawała różne rzeczy, które mnie chciała zabrać, bo się bała że dla nas obu nie wystarczy.

Od swojej przyjaciółki, która wcześniej była jedną z takich moich zastępczych mam, dostawała zagraniczne ciuchy. Na ogół były w jej rozmiarze, ja byłam większa. Kiedyś przyszedł kożuszek, na mamę był za duży, a na mnie idealny. Wyglądałam w nim jak milion dolarów. Matka nie mogła tego przeżyć, wypominała mi go bez przerwy, płakała. Tak jakby mi go dała i nie dała jednocześnie. Często zastanawiałam się nad tym, ile w niej jest tego braku, nienasyconego głodu. W jakimś sensie to od niej przejęłam. Ja sobie pozwoliłam karmić dziecko wewnętrzne i je przekarmiłam. Może dlatego jestem uzależniona od przyjemności.

Myślałam sobie: "Ja dopiero wchodzę w życie, przecież ja nic ci nie zabiorę. Po co ty mi psujesz wszystko, co możesz, to nie sprawi, że będziesz miała więcej. Z tego powodu, że ja się podobam twoim znajomym, nie tracisz". Matka, której się mówi: "masz fajną córkę", powinna czuć się dowartościowana. Jednak mama należała do tych osób, które same mają mało poczucia wewnętrznego nakarmienia od swojej matki, w związku z tym niczego nie chcą oddać. Najbardziej miałam za złe mamie, że brakowało jej autorefleksji. Gdyby pamiętała, jak sama się czuła ze swoją matką, to pewnych błędów by nie powtarzała. Nigdy nie powiedziała, że babcia była niesprawiedliwa, a obie się nie znosiły. Nie potrafiła przerobić swojej domowej traumy. Opowiedzieć o niej - że nie była kochana przez babcię i w związku z tym nie kochała siebie.

Byłam dojrzalsza od matki. Ona zachowywała się, jakbyśmy były dziewczynami w podobnym wieku, które rywalizują o to, która jest bardziej atrakcyjna, o względy mężczyzn, o pozycję w towarzystwie. Nie ja to zaczęłam. Za to strasznie dałam matce popalić, walczyłam z nią, budowałam swoją tożsamość na konfrontacji z nią. Nie mogłam walczyć o miłość kogoś, kto nie jest w stanie kochać, ale mogłam walczyć o swoją godność, wolność i prawo do samostanowienia. Mówiłam: "Nie biorę twoich wartości, lęków, nie zgadzam się z hierarchią twoich wyborów, będę miała własną". To był akt buntu, który usytuował mnie w osobnym świecie. Jednak potem zdałam sobie sprawę z tego, że pretensje, żal i usprawiedliwianie się, że pewnych rzeczy nie mogę zrobić, bo matka była dla mnie niedobra, nie mają sensu. Dzięki pracy nad sobą nauczyłam się rozumieć matkę, jej uwarunkowania. Im byłam starsza, tym bardziej. I coraz mniej mam do niej żalu. Dziś wiem, ze miała gorzej niż ja i że dała mi więcej, niż dostała. Zrozumiałam, że bycie w opozycji wobec matki jest rodzajem uzależnienia. Rozsądniej pogodzić się z tym, że mam wiele po niej. Poczułam się w życiu lepiej, gdy ponakazywałam sobie to, co od niej dostałam. Nauczyła mnie, jak się przyjaźnić z kobietami - miała bliskie przyjaciółki, którym była oddana, one jej też. Te kobiety brały udział w naszym życiu. To paradoks, że mimo złej relacji z matką waga kobiecych więzi nie straciła dla mnie znaczenia. Dzięki matce jestem też zaradna.

W Polsce to jest temat tabu: że nie każda kobieta kocha swoje dziecko. Matki bywają nieszczęśliwe, niespełnione z powodu swoich partnerów, moja matka też była niespełniona. Wyszła za mężczyznę, którego przestała kochać. Zaręczyła się z nim, kiedy uczucie kwitło, ale później on był w obozie. Ona wysyłała listy i paczki, ale zakochała w kimś innym. I to był o wiele bardziej pasujący do niej mężczyzna. Nie wyjechała z nim za granicę, została, pewnie z lojalności wobec narzeczonego, którego cała rodzina zginęła w czasie wojny. Wiedziała, że jest ostatnią osobą, na której ojciec opiera nadzieję. Nie potrafiła go rzucić. To bohaterstwo, tylko nie jestem pewna, czy o to chodzi w życiu. Myślę też, że bardzo bała się nieznanego.

Dzieci są szczęśliwe, jeśli szczęśliwi są ich rodzice. Bywa, że matka jest nieszczęśliwa z powodu taty, ale najczęściej z powodu własnych rodziców i opresyjnego wychowania bez pochwał, praw, za to z długą listą obowiązków. Relację ze mną nadrabiała czasem prezentami, jak byłam mała, przywiozła mi z NRD lalkę z zamykanymi oczami. Wyjeżdżałam wtedy z nianią na wieś, pamiętam, jak biegła po peronie, żeby mi tę lalkę podać, żebym już ją miała. Kupiła mi pierwsze szpilki, damkę, adapter - wszystko czerwone. W tych prezentach jest uwaga, ciepło i poczucie humoru. Szkoda, że brakowało mi tego na co dzień.

Miałyśmy kilka bardzo dobrych lat. Zapracowałam na to tym, że zaczęłam być wobec niej opiekuńcza, ciepła, parę razy z nią pogadałam tak, żeśmy się razem spłakały. Mogła mi powiedzieć: "Byłaś największą porażką mojego życia". A ja na to: "Mamo, coś chyba ci się pomyliło Dla ciebie porażką było to, że nie umiałaś się ze mną dogadać. To jest różnica". Mówiłam jej: "Nie martw się o mnie, masz we mnie wierzyć".

Dzięki terapii przerobiłam kwestię swojej relacji z matką. Jednak to, że człowiek ma coś załatwione, nie oznacza, że nie czuje bólu, wręcz przeciwnie. Mam kontakt ze swoimi emocjami, nie zaleję się tu łzami, choć kiedyś potrafiłam jechać na trening i płakać przez tydzień bez przerwy. Dziś zdarza się, że wspominając dzieciństwo, przez chwilę mam łzy w oczach, bo pamiętam, jak mi było i żal mi tej Kasi, która to musiała przeżywać. Wiem, że inni doświadczają gorszych rzeczy, ale to dla mnie był koszmar, więc mam dla siebie współczucie. Dotykam tego przeżycia, nie wstydzę się go, nie boje. A dla ludzi często problemem jest to, że nie są w stanie przeżyć swoich traum, nie dopuszczają ich do siebie, bo się obawiają, że one ich zaleją. Fundamentem relacji matki i córki jest uznanie przez matkę cudu, jakim jest córka. Spotkałam niedawno na wernisażu znajomych z wnuczką. Zachwyciłam się dziewczynką, a jej babcia powiedziała: "Kocham moją wnuczkę, ale dla mnie najważniejsza jest córka, ona jest źrenicą mojego oka". Gdyby moja matka coś takiego o mnie mówiła, byłabym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Najważniejsze to okazywać miłość.

Więcej na temat czasu, lęku, miłości i optymizmu znajdziecie w książce "Życie od A do Z" Katarzyny Miller i Dariusza Janiszewskiego, Wydawnictwo Zwierciadło.

Życie od A do Z Katarzyna Miller; Dariusz Janiszewski Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze