1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

I żyli długo i (nie)szczęśliwie. O wchodzeniu w nową relację z dawną traumą

Bardzo często wchodzimy w relację po to, żeby swoją traumę wyleczyć albo powtórzyć. (Fot. iStock)
Mężczyzna z traumą relacyjną nie jest łatwym partnerem, tak samo jak kobieta z podobnym doświadczeniem. Będą się razem prowokować, testować i ranić. A jednak – jak przekonuje terapeuta Jacek Masłowski – taki związek może wejść na wyższy poziom. Pod jakim warunkiem? Pyta Martyna Harland.

Po czym poznać, że mężczyzna nosi w sobie traumę?
Trudne pytanie, traumy są tak różne, mają odmienną siłę i natężenie. Generalnie trauma to wydarzenie albo ciąg emocjonalnie negatywnych wydarzeń, które wpływają na człowieka w taki sposób, że tworzą w nim uraz psychiczny; ranę, która się nie goi. Później człowiek wykształca różnego rodzaju zachowania, które mają chronić go przed ponownym doświadczeniem traumy albo emocji z nią związanych.

Paradoks polega na tym, że bardzo często wchodzimy w relację po to, żeby swoją traumę wyleczyć albo ją powtórzyć. Trauma może być też wyzwalaczem gier i gierek psychologicznych, o czym rozmawialiśmy ostatnio w kontekście manipulacji w związku. Chodzi o to, by potwierdzić pewne fałszywe przekonania na własny temat, często nieuświadomione, np. „nie zasługuję na miłość”, „nie jestem wystarczająco dobry”, „nikt mnie nie pokocha”, co z kolei skutkuje tym, że uruchamiają się w nas określone emocje i zachowania. Jak widać, traumy są nie tylko wytworem okresu dziecięcego, ale mogą przydarzyć się nam w dowolnym okresie życia i tak samo mocno wpływać na naszą psychikę.

W psychologii funkcjonuje rozróżnienie na traumę przez małe i duże „t”…
Trauma przez duże „T” to trauma nagłego, pojedynczego wydarzenia, np. wypadku samochodowego, wojny czy gwałtu. Z kolei trauma przez małe „t” jest bardziej procesowa, co oznacza, że w pewnym okresie byliśmy narażeni na częste doświadczanie przykrych emocjonalnie sytuacji, np. przemocy ze strony rodziców czy partnera. To właśnie ta druga jest trudniej uchwytna, a ma ogromny potencjał do tego, żeby oddziaływać na związek.

Jak to może wyglądać?
Można by napisać o tym książkę. Tak wielu ludzi jest straumatyzowanych, a każdy z nas tworzy przecież w życiu jakieś relacje. Wszystko zależy od tego, czego ta trauma dotyczy. Może zacząć się na przykład od tego, że mężczyzna jest bardzo zaangażowany w relację, dochodzi do zbliżenia, ale okazuje się, że nie ma erekcji, i wtedy pojawia się komunikat ze strony kochanki: „znowu trafił mi się impotent”. Takie zachowanie jest dla mężczyzny traumą przez duże „t”, a później może generować w nim lęk przed seksualnością, a także kobietami.

Inny przykład traumy relacyjnej to często spotykana sytuacja, kiedy mężczyzna pozostaje w roli dostarczyciela zadowolenia kobiecie, bo kiedy był jeszcze chłopcem, jego ojciec umarł albo wyprowadził się, a matka powtarzała: „tylko na ciebie mogę liczyć, ty mi zostałeś”. W efekcie jako dorosły, wchodząc w związki, gubi siebie, bo nie wierzy, że może być akceptowany za to, jaki jest, zamiast za to, co robi. To jest właśnie skutek traumy przez małe „t”.

Czy taki nieustanny sabotaż związków jest charakterystycznym zachowaniem dla straumatyzowanych mężczyzn?
To jest w ogóle charakterystyczne dla ludzi straumatyzowanych. Tu jeszcze dochodzi inny komponent: siła traumy. Od tego zależy, czy mówimy o unikaniu związku, czy unikaniu zaangażowania, czyli regulowania bliskości w związku. W tym drugim przypadku radzenie sobie z traumą polega na strategii: „to ja decyduję o tym, kiedy związek przestanie istnieć”. To wszystko oczywiście dzieje się na nieświadomym poziomie. Wielu takich mężczyzn, poznając drugą osobę, na początku wierzy, że tym razem im się uda. Są naprawdę szczęśliwi i zakochani, jednak z czasem zaczynają pojawiać się wątpliwości: „Czego ona tak naprawdę ode mnie chce? A może ona się mną bawi? Pewnie i tak w końcu pojawi się ktoś lepszy ode mnie”. Tak naprawdę wystarczy, że partnerka będzie miała gorszy dzień albo seks nam dzisiaj nie wyjdzie tak fajnie jak zawsze. Tego typu sytuacje mają potencjał do tego, żeby uruchomić w mężczyźnie strukturę traumy, co z kolei może przekształcić się w zachowania typu kontrola czy zazdrość, wpływające na zniechęcenie partnerki.

Jak rozpoznać mężczyznę z traumą: to typ manipulatora, przemocowca, osoby, która nieustannie przesuwa granice partnerki?
Jeśli mężczyzna doznał traumy w relacji z inną kobietą: matką, babcią, siostrą, byłą partnerką etc. – buduje się w nim określony stosunek do kobiet. Może nosić w sobie pogardę, która zamienia się w przemoc. Ale równie dobrze może stać się zależny od kobiet i robić wszystko, by zasłużyć sobie na ich uczucie.

Z jaką kobietą najczęściej wiąże się taki mężczyzna? Z ratowniczką?
Taki mężczyzna dobiera się z kobietą komplementarnie. Przykładowo jeżeli w poprzednim związku doświadczyłem traumy o podłożu seksualnym i ta trauma wzbudziła we mnie lęk przed kobiecą seksualnością, to mam w sobie duży potencjał do tego, żeby zaprosić do kolejnej relacji partnerkę, która również ma traumę seksualną, na przykład w postaci lęku przed męską seksualnością. W efekcie mimo że deklaratywnie oboje do tego seksu dążymy, realnie będziemy tworzyć sytuacje nam ten seks utrudniające.

A czy jest możliwe, że to właśnie partnerka pomoże mi – świadomie lub nie – tę traumę przepracować?
Może się tak zdarzyć. Ale tylko wtedy, jeśli partnerka nie ma w sobie komplementarnej traumy. A przez to nie ulega różnym prowokacjom ze strony mężczyzny. Tylko pytanie, czy on wytrzyma tę inną jakość relacji. I czy ona wytrzyma to, że przez pewien czas ciągle będzie poddawana próbom. Jeżeli partnerka nie wejdzie w grę i jeszcze jest na tyle świadoma, że będzie potrafiła to ponazywać, to istnieje prawdopodobieństwo, że poprzez doświadczenie adaptacyjne mężczyzna przestanie karmić swoje szkodliwe przekonanie. Trauma w sensie terapeutycznym może pozostać wtedy nieprzepracowana, a jednak relacja nabierze takiej dynamiki, że trauma przestanie się w niej aktualizować.

Jednak taki mężczyzna musiał już coś zrozumieć albo przepracować, skoro nie powtarza tego samego schematu relacji, tylko jest w stanie zainteresować się kobietą, która nie odpowiada na jego zaproszenie do gry.
Owszem, musiał coś zrozumieć, ale wcale nie musiał tego przepracować. Bo uruchamianie tych prowokacji świadczy o tym, że mechanizm związany z traumą jest cały czas żywy, ale już nie dominujący.

Jest taki film „Kolano Ahed” Nadava Lapida, który może stanowić świetną przestrogę dla kobiety lub mężczyzny: uciekaj, póki można, bo taki ktoś z traumą może cię zniszczyć, jeśli podejdziesz do niego za blisko. A jednak, z tego, co mówisz, wynika, że da się stworzyć udany związek, tyle że nie każdy chce i czuje się na siłach, żeby wytrzymywać różnego rodzaju zranienia…
Dostawanie razów od partnera jest bardzo częstym zjawiskiem w takim układzie. Czasem początek jest taki, że jest para, żyją sobie długo i nieszczęśliwie, aż w pewnym momencie kobieta idzie na terapię – bo to jednak relatywnie kobiety nadal częściej tam chodzą – i zaczyna pracę nad sobą, aż dochodzi do tego, że w dzieciństwie nie czuła się zauważana przez ojca. Uruchamiają się w niej zduszone emocje gniewu, żalu i smutku. A że sprawca tamtej traumy nie żyje obok, to cięgi za niego i wszystkich innych mężczyzn, którzy powtórzyli ten skrypt na drodze życia kobiety, zaczyna zbierać jej mąż. Właśnie mam w terapii kilku takich rażonych co chwila mężczyzn.

Jak najlepiej się ustawić do traumy pratnera czy partnerki, żeby nie dostać rykoszetem?
Jak już jesteś z tym partnerem, to nijak się do tego nie ustawisz.

To jednak lepiej uciekać?
I tak, i nie. Plusem jest to, że partnerzy mogą wyrzucić z siebie emocje, które pojawiają się w trakcie tego „otrzymywania rykoszetem” i sobie to wszystko pooglądać. Zobaczyć, co takiego robią w relacji, że te zachowania się pojawiają. Jeżeli kobieta rykoszetuje mężczyznę swoją złością, to on albo jej na to pozwala, albo wręcz prowokuje ją do tego swoimi zachowaniami. Czyli oboje w tym w jakiś sposób uczestniczą – to może być dobra okazja do przyjrzenia się samemu czy samej sobie. Jeśli z niej skorzystamy, taki związek niekoniecznie musi się rozpaść, może wejść na jeszcze wyższy poziom.

W książce „Ukoić siebie. Jak oswoić lęk i traumę?” razem z psychoterapeutką Ewa Woydyłło-Osiatyńską piszemy o tym, że terapia traumy jest trudna. Sprawdzają się różne niestandardowe oddziaływania, ważna jest praca z ciałem i miks terapii z farmakologią. A jakie są twoje doświadczenia?
Według mnie, ale też zgodnie z rekomendacjami WHO, najskuteczniejszą metodą w terapii traumy jest EMDR (Eye Movement Desensitization and Reprocesing). Wielu moich pacjentów dzięki tej metodzie przekracza barierę wywołaną traumą i dzięki temu tę traumę oswaja.

EMDR porusza w mózgu obwód, który daje ludziom szybki dostęp do luźno skojarzonych wspomnień i obrazów z przeszłości. To pozwala w nowy sposób spojrzeć na przeszłe doświadczenia, bez konieczności werbalnej komunikacji z drugą osobą. Czyli można poradzić sobie z traumą bez mówienia o niej!
To rodzaj terapii, która działa na tzw. bilateralnej stymulacji pracy mózgu, uruchamiającej proces przetwarzania. Bo czym jest trauma? To informacja zapisana w naszym mózgu, która nie została przetworzona. Przykładowo: wsiadłaś na konia, jeździłaś na nim sto razy, ale raz spadłaś i doznałaś ciężkich obrażeń. W mózgu pojawia się zapis: koń, nie wsiadać, zagrożenie, uciekaj. Nasz mózg zacina się na tym skojarzeniu. Ale przecież są w nim także wspomnienia dotyczące tego, że sto razy jeździłaś na tym koniu i było super. Dlatego bilateralna stymulacja pracy mózgu (to niekoniecznie musi być ruch gałek ocznych, to może być stymulacja słuchowa, kinestetyczna albo łączona) ma za zadanie połączyć treści negatywne z adaptacyjnymi. Aż nastąpi coś w rodzaju samoleczenia, bo każdy z nas przeżył w życiu tysiące potencjalnych traum, tyle że zostały przez nasz mózg zneutralizowane samodzielnie, bez pomocy EMDR.

A co jest najważniejsze w terapii traumy?
Motywacja.

W książce piszemy, że ważna jest nasza decyzja o tym, czy wybieramy życie.
To samo miałem na myśli, mówiąc o motywacji, bo zgadzam się z tym, że to jest nasz wybór, czy dalej chcemy być zależni od tego, co się wydarzyło. Oczywiście pacjenci nie mówią mi: „przyszedłem, bo wybieram życie”, albo „przyszedłem, bo nie chcę być zależny od traumy”. Ludzie po prostu chcą dobrego życia. Pragną poprawy, ale ważne jest to, że chcą tej poprawy poprzez siebie, a nie zmianę świata zewnętrznego.

A co to znaczy żyć z traumą ukojoną? Mnie bardzo podoba się pewna metafora leczenia traumy – że to tak jakby obok dwupasmówki stworzyć autostradę czteropasmową; stara droga zostaje, ale po prostu bardziej opłaca się jeździć nową. Najważniejsze to skupić się na tu i teraz, na nowej drodze i nowych połączeniach, a nie na przeszłości.
Bo trauma to nie jest coś, co trwa teraz, tylko coś, co, owszem, trwało, ale kiedyś.

Jacek Masłowski, filozof, coach, psychoterapeuta w Instytucie Psychoterapii Masculinum, współtwórca i prezes Fundacji Masculinum, współautor książek.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze