1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Tak bardzo cię kocham, że pozwalam ci odejść – jak pokonać lęk separacyjny u dorosłych?

(Fot. iStock)
Kiedy myślimy o lęku separacyjnym, widzimy obraz matki i dziecka połączonych niewidzialną pępowiną. Po obydwu stronach ogromne przerażenie, że jeżeli ta pępowina się przerwie, to świat przestanie istnieć. Pustka, czarna dziura… Zdaniem Patrycji Wójcik – psychoterapeutki i psycholożki z PsychoCare – właśnie tak to wygląda; oddzielenie jest nie do wyobrażenia i nie do zniesienia, a lęk separacyjny dotyczy również dorosłych.

Lęk separacyjny kojarzy się przede wszystkim z wrzeszczącym malcem, który trzyma się maminej spódnicy w przedszkolnej szatni.
No właśnie, o lęku separacyjnym mówimy w zasadzie wyłącznie w kontekście niemowląt, przedszkolaków i dzieci wczesnoszkolnych. I najczęściej zakładając, że w tej ostatniej grupie ów lęk to już patologia – może być zaburzeniem, a nie naturalnym elementem naszego rozwoju. Czasami lęk separacyjny nazywany jest mamozą: mama skarży się, że dziecko nawet do ojca nie chce pójść, tylko wczepione jest w nią jak winogronko, ale lęk ten może również dotyczyć osób dorosłych. Oczywiście u dorosłych objawia się on w inny sposób niż u dzieci. Często są to osoby nadopiekuńcze względem swoich najbliższych albo takie, które panicznie boją się tego, że osobie bliskiej może stać się coś złego. Tworzą w wyobraźni różne straszne scenariusze, np. wypadków drogowych, i mają opracowane metody radzenia sobie z tym lękiem, a ich dzieci czy partnerzy w naturalny sposób w tę strategię wchodzą. Na przykład żona prosi: „Kochanie, jak będziesz wychodził z pracy, daj sygnał, że już wychodzisz”. Mąż posłusznie wysyła SMS-a i… znika z radaru żony na 30 min (tyle zajmuje mu droga z pracy do domu), a ona umiera ze strachu.

I z zegarkiem w ręku mierzy mu czas?
Ona autentycznie się boi, że jemu może się coś stać, w końcu tyle nieszczęść jest na świecie.

Lęk separacyjny ma wiele twarzy. Miałam kiedyś pacjentkę, która nie pozwalała odejść swojej 94-letniej matce, mimo że przez całe życie miała z nią niezbyt dobre relacje. Na przykład jako pani w średnim wieku ukrywała się przed matką z tym, że pali papierosy.
Musimy pamiętać, że lęk separacyjny jest lękiem przetrwałym, w momentach nasilenia osoby, które go odczuwają, regresują się do roli dziecka. Dziecka, które panicznie boi się, że straci obiekt, dzięki któremu żyje.
A wracając do Twojej pacjentki, miałam podobny przypadek kobiety, której matka była w stanie terminalnym, zostały jej dwa miesiące życia. Starsza pani bardzo lubiła słodycze, marzyła o tym, żeby w tej końcówce życia najeść się do woli słodkiego, ale córka jej nie pozwoliła, bo twierdziła, że rak się karmi cukrem. Była tak przerażona, że może stracić matkę, że z tej troski uwięziła ją swoimi zakazami.

Cofnijmy się do początków. Opowiedz, proszę, o etapie symbiozy i procesie separacji oraz o tym, co takiego się dzieje, że lek separacyjny się utrwala.
Lęk separacyjny przetrwa w momencie, kiedy styl więzi, jaki łączy matkę i dziecko, nie jest stylem bezpiecznym. Wtedy dziecko separując się, nie będzie miało poczucia, że świat jest bezpieczny, tylko że albo jest nieznany i ambiwalentny (czasem będzie OK, a czasem skrzywdzi), albo po prostu krzywdzi.

Jak długo trwa etap symbiozy matki i dziecka i kiedy zaczyna się proces separacji?
Generalnie proces separacji nabiera największej dynamiki, kiedy dziecko nabywa umiejętności samodzielnego poruszania się i oddalania od matki, czyli po pierwszym roku życia.

Dziecko oddala się od matki kierowane potrzebą ciekawości, chęcią poznania świata i bardzo ważne jest, jak matka na to zareaguje. Jeśli da sygnał, że to super, że jest dumna z dziecka, akceptuje jego potrzebę oddalania się i jest obok, gdyby dziecko jej potrzebowało – to maluch odważnie eksploruje świat. Jeśli jednak matka straszy dziecko, mówi, że świat jest groźny i tyle w nim niebezpieczeństw – to ciekawość dziecka zostaje zahamowana. A najgorzej jest, jeśli matka karze dziecko za to, że się od niej oddala: „Jeśli odejdziesz ode mnie, to ja też sobie pójdę i mnie nie znajdziesz”.
Albo: „Ten pan cię zabierze”. To jest najgorsze, co można dziecku powiedzieć. Ono wtedy wpada w panikę.
Dziecko powinno mieć możliwość stopniowo rozszerzać swoją strefę komfortu, czyli oddalać się coraz bardziej od matki, ale móc odwrócić głowę, zobaczyć, że matka jest, uśmiecha się i pozwala mu na to.

Albo zawołać, jeśli nie ma jej w zasięgu wzroku, a matka odkrzyknie, że wszystko jest w porządku.
Właśnie tak. Dzieci mają różną konstrukcję psychiczną; u jednych potrzeba separacji pojawia się wcześniej, u innych później. Zależy to od typu układu nerwowego, od wrażliwości. Na przykład dzieci WWO dużo dłużej potrzebują bliskości. Matki reagują na to różnie; niektóre akceptują tę potrzebę, dają sygnał, że nie sprawia im to problemu. Inne słuchają rad ciotek, babć i sąsiadek w stylu: „Jak to, takie duże dziecko i ciągle przy mamusi?” i mimo że same czują inaczej, to próbują dziecko od siebie odsunąć. Wtedy istnieje duże prawdopodobieństwo, że lęk separacyjny przetrwa. Dziecko już jako osoba dorosła będzie nadal uzależnione od matki, przeszczęśliwe, kiedy będzie ona potrzebowała pomocy, bo wtedy będzie mogło być blisko niej, potrzebne.

Jaką relację z matką ma dorosłe dziecko z przetrwałym lękiem separacyjnym?
Często, kiedy pojawiają się dzieci, córki matek, z którymi związane były lękiem separacyjnym, przenoszą ten lęk na swoje dzieci.
Jeśli lęk przetrwa w relacji z matką, to są to takie osoby, które trafiają do mnie i opowiadają, że np. muszą rozmawiać z matką przynajmniej dwa razy dziennie. Albo pacjentka mówi: „Mój partner jest uzależniony od matki, spędzałby z nią każdą wolną chwilę. Czuję się mniej ważna od teściowej”.

Kiedy słyszę takie zdanie, to wiem, że coś jest na rzeczy, że gdyby np. ta osoba miała wybrać dorosłą relację partnerską lub życie z matką, to wybrałaby to drugie. Oczywiście z bólem serca, bo walczą w niej dwie części: dorosła, która wie, że powinna wybrać męża, i dziecięca, która zawsze ciągnie w stronę matki. A matka, ponieważ ta relacja jest zaburzona z dwóch stron, będzie przyciągała i wzmacniała potrzeby małej dziewczynki w tej dorosłej kobiecie.

W jaki sposób matki wzmacniają lęk separacyjny?
Zależy od tego, co działa. Niektóre wykorzystują swój stan zdrowia i kiedy czują, że córki próbują się separować, to albo zaczynają „śmiertelnie” chorować, albo mają jakieś poważne objawy, np. silne duszności. Wszystko po to, żeby sprowadzić córkę do domu.

Przypomina mi się para, która do mnie przyszła z dylematem, że ich związek intymny nie został skonsumowany, mimo że byli ze sobą od kilku lat. Okazało się, że ilekroć znaleźli się w sypialni, matka mężczyzny dzwoniła i mówiła, że właśnie gorzej się poczuła. Kiedy, zgodnie z zaleceniami poprzedniego terapeuty, wyjechali za granicę (żeby mężczyzna nie był ciągle wzywany przez matkę), okazało się, że pan ma problemy z erekcją.
Właśnie tak to działa. Są też matki, które grają obrażaniem się, jeśli np. córka obiecała, że zadzwoni o 15.00, a nie zadzwoniła albo zadzwoniła chwilę później.

Matka o 15.05 już telefonu nie odbierze.
I córka wpadnie w panikę, że coś się stało.

Czy matki są świadome tego, co robią?
W zasadzie nigdy. Ani matka, ani córka nie są świadome tego, co robią. Czasami w trakcie terapii pacjentki mówią: „OK, ja się zmienię, ale moja matka się nie zmieni”.

To nieprawda; nasze zdrowienie na terapii zwykle dobrze wpływa na nasze otoczenie. Jeśli córka podejmuje decyzję, że idzie na terapię – bo matki jest za dużo w jej życiu; mąż narzeka, że zamiast spędzać czas z dzieckiem czy przyjaciółmi, to spędza go z mamą, itp. – i pod wpływem terapii zmienia się jej stosunek do tej matki, to matka widzi, że coś się dzieje. Zwykle łagodnieje w swoich wysiłkach przyciągania córki i w końcu zadowala się tym, co od niej dostaje, i już nie chce więcej. Bo wie, że albo tyle, albo w ogóle. To jest dowód na to, że nasz lęk o to, że kiedy postawimy granicę, to stracimy relację, nie jest uzasadniony.

W mojej 15 letniej karierze nie zdarzyło się, żeby to z inicjatywy rodzica została zerwana relacja, a tylko dlatego, że to dorosłe dziecko postawiło granicę. Zwykle obrażają się na jakiś czas, ale potem wracają, tym razem już na zasadach ustalonych przez dziecko.

Kiedyś pracowałam z kobietą, która była bardzo mocno związana z mamą: w drodze do mnie z nią rozmawiała, w trakcie sesji odbierała SMS-y od matki, a wychodząc, kolejny raz do niej dzwoniła. Taki rytuał powtarzały każdego dnia. Za zgodą pacjentki zaprosiłam obydwie panie na sesję, na której połączyłam je sznurkiem i symbolicznie przecięłam tę pępowinę. Mama prawie zemdlała, a córka powiedziała, że odczuła wręcz fizyczny ból.
Okazało się, że moja pacjentka tuż po porodzie miała problemy z oddechem. Być może to utrwaliło w jej ciele lęk przed odcięciem pępowiny, odłączeniem od matki. Jak Ty pracujesz z lękiem separacyjnym?
Psychoterapeuci nie są przygotowywani do pracy z lękiem separacyjnym u dorosłych. Czasami mam ochotę powiedzieć pacjentowi: „Po prostu nie odbieraj tego telefonu od matki”. Z drugiej strony bardzo tym pacjentom współczuję. To jest straszny lęk związany z pierwotnym lękiem przed unicestwieniem: „Rozsypię się na kawałki”.

Najważniejsze jest zdiagnozowanie, że właśnie z tym lękiem mamy do czynienia. Później pracujemy nad stylem więzi. Jeśli np. styl więzi jest lękowy, to pomalutku ten lęk oswajamy na różne sposoby. Zarówno poznawczo, czyli rozmawiamy o tym, jak i pracując z ciałem. Jeśli mamy do czynienia z ambiwalentnym stylem więzi, to pracujemy nad tym, żeby uzbroić pacjenta w zasoby, pokazać, że dostał je m.in. w momentach, kiedy relacja z matką była bezpieczna.

Warto też rozszyfrować metody manipulacji stosowane przez matki. Te wszystkie komunikaty: „Ty mnie do grobu wpędzisz”. Albo łapanie się za serce, kiedy córka wychodzi: „Nic mi nie jest, idź już, bo się jak zwykle spieszysz”. I uświadomić pacjentowi, że nie ma takiej mocy ani żeby uśmiercić rodzica, ani żeby go uzdrowić.
To prawda. Warto też pamiętać, że kiedy mówimy o separacji czy autonomii dorosłego dziecka, nie mówimy o zrywaniu relacji z rodzicami. Dalej możemy być blisko, tylko w zdrowy sposób. Przede wszystkim zdrowy dla siebie, a później dla naszego otoczenia.
Cały czas w trakcie naszej rozmowy przychodzi mi na myśl powiedzenie: „Tak bardzo cię kocham, że pozwalam ci odejść”.

Te słowa działają w obydwie strony: może powiedzieć je matka do dorastającego dziecka, ale też dorosłe dziecko do umierającej matki. Wiesz, somatycznie lęk separacyjny kojarzy mi się z problemami z oddychaniem i zaciśniętą przeponą. Może dobrym pomysłem jest praca z ciałem: oddech przeponowy, masaż brzucha itp.? Praca z wykorzystaniem symboliki porodu: odcinania pępowiny czy łapania pierwszego oddechu, który jest takim momentem całkowitego oddzielenia od matki?
Zdecydowanie tak. A do problemów z oddychaniem i zaciśniętej przepony dodałabym jeszcze ściśnięte gardło, np. gula w gardle, która uniemożliwia powiedzenie: „Zostaw mnie”.

Patrycja Wójcik, psychoterapeutka, psycholożka kryzysu i interwencji kryzysowej, pedagożka z PsychoCare; www.psychocare.pl

Ewa Klepacka-Gryz, psycholożka, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze