1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Kryzys jest szansą. O przełomowych momentach w życiu mężczyzny rozmawiamy z psychoterapeutą Jackiem Masłowskim

Kryzys jest szansą. O przełomowych momentach w życiu mężczyzny rozmawiamy z psychoterapeutą Jackiem Masłowskim

W kryzysie kluczowe jest odwołanie się do ważnych dla nas wartości. To, że wierzę w miłość, w nas czy cokolwiek innego – daje mocny grunt. (Fot. iStock)
W kryzysie kluczowe jest odwołanie się do ważnych dla nas wartości. To, że wierzę w miłość, w nas czy cokolwiek innego – daje mocny grunt. (Fot. iStock)
Niedojrzałość, niechęć do brania odpowiedzialności, ale też obojętność czy bierność. Wszystko, co tak nas wkurza w partnerze, może być albo próbą dla związku albo… szansą. Psychoterapeuta Jacek Masłowski wyjaśnia, jak z niej skorzystać.

Facet w kryzysie – co to właściwie znaczy? Że jest w depresji, załamaniu, w dole? A może po prostu taki facet jest w procesie poszukiwania kim naprawdę jest?
W gabinecie najczęściej przyglądam się kryzysowi, który jest równoznaczny z dramatem. Bo nam się często te dwa słowa mieszają, czyli kiedy słyszymy „kryzys”, myślimy: „dramat”. Tymczasem ja proponuję, by spojrzeć na kryzys jak na przełom, przemianę, coś, co dopiero się zaczyna. Kiedy tak odczytamy frazę „facet w kryzysie”, to można powiedzieć, że życie z każdym mężczyzną jest życiem z mężczyzną w kryzysie. Do tego często kryzysie nieuświadomionym, co wymaga przejścia drogi między tożsamością męską zdefiniowaną w dawnych czasach, a tą, która się dopiero wyłania. Rozmawiamy o tym wspólnie od lat, ale odłóżmy to teraz na bok, razem z kryzysem wieku średniego, i cofnijmy się do pierwszego kryzysu, jaki przeżywa każdy mężczyzna, czyli transformacji z chłopca w mężczyznę.

Nastolatek w tym czasie powinien zbudować swoją tożsamość. A zatem dowiedzieć się, kim jest i odpowiedzieć sobie na wiele pytań dotyczących własnej osoby. Niestety współcześnie młody chłopiec napotyka na olbrzymie trudności w tej kwestii, co po części wynika z kondycji świata. Dzisiaj problemem wielu rodziców jest, w jaki sposób wyciągnąć tych chłopców zza komputerów, z ich pokoju czy sprzed telefonu i przywrócić na łono życia. Nie mówię już nawet o depresji czy próbach samobójczych, tylko o byciu zupełnie pasywnym. Polega to na tym, że jeśli pytasz takiego chłopaka o niego samego, np. do jakiej szkoły chciałby pójść, co go interesuje lub co chciałby robić w życiu – to słyszysz: „nie wiem”. Nie ma energii ani żadnego napędu do życia. Tacy chłopcy funkcjonują w swoich bezpiecznych kokonach. Oczywiście trzeba też wziąć pod uwagę to, że część może być w spektrum autyzmu, co warto zdiagnozować.

Do tego funkcjonujemy w świecie, który wcale do dorosłości nie zachęca. Zewsząd słyszymy, że chodzi o to, by się dobrze bawić i eksplorować życie bez ograniczeń. Wielu dojrzałych wiekowo mężczyzn też kupiło ten przekaz.

Niektóre kobiety mówią, że ich partnerzy są w wiecznym buncie nastolatka. Pewnie dlatego, że nie przepracowali go wtedy, kiedy był na to czas.
Na to składa się wiele czynników. Pierwszy to relacje z rodzicami, a szczególnie matkami, bo większość była wychowywana przez nadopiekuńcze matki i nieobecnych ojców. To często mężczyźni, którzy od samego początku żyli w przekonaniu, że właściwie nic nie trzeba robić, żeby wszystko dostać. I że jeśli napotkają większe trudności, to zawsze mogą wrócić do domu rodzinnego, gdzie zostaną przyjęci z szeroko otwartymi ramionami. No i mają teraz jeszcze łatwiejszy dostęp do kobiet. Nie muszą się już tak bardzo starać, żeby dostać od nich wiele cennych chwil i uniesień, w dodatku nie wiąże się to dla nich z żadną odpowiedzialnością za relację.

Kryzys, w którym tkwi dzisiaj wielu mężczyzn, to właściwie nie jest nawet kryzys, bo to nie jest przełom! Problemem jest właśnie brak przełomu.

Mnie dorosłość kojarzy się z wzięciem odpowiedzialności za swoje życie. Już nie możemy zrzucić winy na zły świat czy niedobrych rodziców, piłka jest po naszej stronie.
Prowadzę wiele warsztatów dla mężczyzn i temat odpowiedzialności też często się na nich pojawia. Co ciekawe, uczestnicy utożsamiają go raczej z męskością. „Mężczyzna musi być odpowiedzialny, bo jeśli nie jest, to nie jest mężczyzną”. Zawsze zadaję wtedy pytanie: A jak wy rozumiecie samo słowo „odpowiedzialność”? W odpowiedzi słyszę, że to bardzo pejoratywna cecha. Dlaczego? Bo kojarzy się z przymusem, ciężarem i konsekwencjami. Krótko mówiąc, odpowiedzialność jest lękotwórcza.

Jak pracujesz z nimi nad innym rozumieniem odpowiedzialności?
Zadaję pytanie: jak po angielsku brzmi słowo „odpowiedzialność”? „Responsibility”. No dobra, a co to dokładnie znaczy? Przetłumaczcie to dosłownie. Okazuje się, że oznacza to zdolność do odpowiedzi. Nie do reagowania, tylko do odpowiadania – a to duża różnica. To teraz posłuchajmy polskiego odpowiednika: „odpowiedzialność”. Zatem odpowiedzialność to nie jest przymus, to nie są konsekwencje, tylko zdolność do podejmowania autonomicznych decyzji – a to jest warunek wolności człowieka.Nie uczymy chłopców takiego podejścia do życia, mówimy im: jeśli wykonasz jakiś ruch, to później będziesz musiał za to zapłacić. I dlatego mamy coraz większą rzeszę mężczyzn, którzy wolą tych ruchów nie wykonywać, żeby nie ponosić żadnych kosztów. Przez to są zredukowani do życia w reagowaniu, a nie w odpowiadaniu. Bo reagowanie dzieje się poza świadomością.

Kiedy mężczyźni zaczynają rozumieć, że w odpowiedzialności chodzi po prostu o to, że mają wybór, to nie znam żadnego, który nie chciałby być odpowiedzialny. Dociera do nich, że są autorami swojego życia i mogą jednemu powiedzieć: tak, a innemu: nie, i mają do tego prawo. To jest właśnie esencja odpowiedzialności.

A co powiesz na takie dictum: rozstaniemy się, jeśli ty, mężczyzno nie dojrzejesz, nie pójdziesz na terapię…
Stawianie sprawy w ten sposób: jeśli się nie zmienisz, jeśli się nie wyleczysz, to odejdę – naprawdę nic nie daje. Utwierdza jedynie mężczyznę w przekonaniu, że może faktycznie niech ona idzie do diabła, a ja sobie spokojnie pogram na konsoli.

To jak ma się ustosunkować partnerka do kryzysu partnera? W takiej sytuacji często staje się ratowniczką lub zaczyna prowadzić autonomiczne życie, czyli jest za blisko albo za daleko.
Oba te rozwiązania prowadzą do zajmowania się przez kobietę samą sobą, a nie relacją. Bo gdy jesteś ratowniczką, to nie ratujesz tak naprawdę partnera tylko siebie. Należy zająć się relacją, a nie sobą czy facetem.

Czyli jeśli mężczyzna jest dłuższy czas w kryzysie, konieczna będzie terapia par?
Nie w tym rzecz. Podam przykład: niedawno rozmawiałem z pewnym człowiekiem, który dla odmiany ma żonę w kryzysie. Ktoś jej bliski odszedł i kobieta przeżywa coś w rodzaju załamania nerwowego. On mówi: „Nie wiem, co tu się dzieje, ona non stop na mnie warczy”. Na co ja mówię: „Po pierwsze, ona nie warczy na ciebie, tylko do ciebie. Po drugie, ona warczy dlatego, że jesteś dla niej bardzo, bardzo ważny i bardzo, bardzo bezpieczny. Skoro przeżywa teraz te wszystkie trudne emocje, i ma ich tak dużo, to one domagają się ujścia. Przecież nie pójdzie z nimi do swojego szefa, córki czy matki. W związku z tym ciesz się chłopie, że ona na ciebie warczy”.

Rozumiem, a jednak to nadal trudne do wytrzymania…
Wiem, ale po to jesteśmy w bliskich związkach. Relacja polega także na towarzyszeniu tej drugiej osobie w jej trudnościach.

W jaki sposób partner czy partnerka może chronić siebie w tym czasie?
Samo zrozumienie tego, co się dzieje, daje już pewne oparcie. Warto zastanowić się nad tym, co jestem w stanie robić dla siebie w miarę regularnie. Co lubię, co daje mi przyjemność? I robić to! To może być jazda na rowerze, piesze wycieczki, jakieś pasje. A że wspólne aktywności cieszą podwójnie, spróbujmy zaprosić do nich partnera lub partnerkę. Gdy wyjdziecie z tej domowej bańki i kotłowaniny złych myśli, gwarantuję, że pojawi się większa szansa na spotkanie i zobaczenie siebie nawzajem.

Powtórzę: nie chodzi o zajmowanie się żoną czy mężem, tylko o zajmowanie się relacją. Jestem w niej tak samo ważny czy ważna, ale w tej chwili mam więcej siły i mogę użyczyć jej drugiej osobie.

Zastanawiam się teraz, czy mężczyznom trudniej być w kryzysie czy trudniej towarzyszyć kobiecie w kryzysie…
Przede wszystkim kobiety będące w kryzysie jednak częściej komunikują, czego potrzebują, mężczyźni robią to rzadziej. No i kiedy kobiety towarzyszą mężczyźnie w kryzysie, są bardziej empatyczne, czyli lepiej wyczuwają jego emocje i łatwiej jest im się adekwatnie zachować. Pamiętaj, że mężczyźni nie są wychowywani do tego, żeby opiekować się innymi.

Myślę też o tym, że kobiety prawdopodobnie częściej mają tendencje do zapominania o sobie. Poświęcają się, harują, aż opadają z sił.
To prawda. Mężczyźni z kolei szybciej uciekają w pracę.

Czy kryzys jednego z partnerów może paradoksalnie posłużyć związkowi?
„Nigdy nie marnujcie dobrego kryzysu” – mawiał Winston Churchill. Bo kryzys jest szansą. Zaproszeniem do tego, żeby zacząć robić coś inaczej, a nie trzymać się kurczowo tego, co było wcześniej.

Ludzie źle podchodzą do kryzysu, czyli do zamiany, bo ona wybija ze strefy komfortu. A przecież zmian w naszym życiu jest mnóstwo, czy chcemy tego, czy nie: starzejemy się, dzieci nam wychodzą z domu albo się rodzą, ktoś idzie do pracy, albo przestał pracować – to wszystko ważne przełomy. Często jest tak, że jeśli jesteśmy w związku i partnerka czy partner wchodzi w kryzys, to zaczynamy ją lub jego o to obwiniać. Tymczasem powinniśmy za to podziękować.

Co jest najważniejsze, żeby przetrwać kryzys? Nadzieja, wiara, miłość? Do kin wchodzi właśnie piękny film „Prawdziwe życie aniołów” z Krzysztofem Globiszem – aktorem, który w filmie i w życiu doznał udaru. Pomaga zastanowić się nad tym, jakbyśmy zachowali się w sytuacji takiej pary… Jego partnerka – w tej roli Kinga Preis – miała w sobie dużo mądrości i siły. Myślę że to pomogło im przetrwać.
W kryzysie kluczowa jest nasza psychika i odwołanie się do pewnych ważnych dla nas wartości. To, że wierzę w miłość, w nas, w Boga czy w cokolwiek innego – daje niezwykle mocny grunt!

Jacek Masłowski, filozof, coach, psychoterapeuta w Instytucie Psychoterapii Masculinum, współtwórca i prezes Fundacji Masculinum, współautor książek. Najnowsza to „No, bez jaj. W poszukiwaniu męskości”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze