1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Czy doktorka waży tyle samo co doktor? Jak niechęć do feminatywów łączy się z syndromem oszustki?

Dlaczego forma kobieca wydaje nam się deprecjonowaniem czegoś, co ma dla nas wartość? (Fot. iStock)
Dlaczego forma kobieca wydaje nam się deprecjonowaniem czegoś, co ma dla nas wartość? (Fot. iStock)
Pilotka, chirurżka, naukowczyni... Choć popieramy feminatywy, to nadal nie każda z nas chce, by ją nimi określać. „Dlaczego forma kobieca wydaje nam się deprecjonowaniem czegoś, co ma dla nas wartość? Dla mnie sprowadza się to do tego, że jako kobiety w pewnych sytuacjach czy na pewnych stanowiskach, które powszechnie uważane są za męskie, czujemy się... uwaga – oszustkami. Z tego powodu musimy udawać męskie” – pisze w książce „Jesteś oszustką. Syndrom, który cię niszczy" Małgorzata Mielcarek.

– Nie, nie jestem pilotką. Jestem pilotem, bo pilotka to czapka – powiedziała niedawno jedna z rozmówczyń w reportażu mojego kolegi na temat sztuki latania. Gdy słyszę tego typu stwierdzenie, natychmiast, mimowolnie odzywa się we mnie bunt. Mam wówczas przemożną ochotę ruszyć z odsieczą, by przekonać ową panią, że przecież pilot jest do telewizora, a feminatyw ani trochę nie odbierze jej żadnej ze zdobytych umiejętności. Ba, pomoże innym kobietom dostrzec, że w tak hermetycznym środowisku znajduje się dla nas miejsce. Że nie musimy mieć poczucia, że trzeba najpierw udawać faceta, a potem przekonywać cały świat, że i tu możemy zająć dogodną pozycję. Wtedy jednak sama przed lustrem pukam się w czoło i staram się ją zrozumieć. Czy ja wiem co ona, jako PILOT (no, niech będzie) musiała znosić przez lata? Najpierw ucząc się, potem zdobywając kolejne stopnie, a wszystko to sama wśród mężczyzn? Czy wiem, co czuje, kiedy koledzy zapewne nie szczędzą jej docinków, żartów, deprecjonujących komentarzy? Nie wiem. W moim środowisku na pewno przybierało to zupełnie inną skalę. Zatem ani ja, ani inne kobiety, które nigdy nie znalazły się w jej położeniu nie powinny jej osądzać.

Chirurg czy chirurżka?

Nie oceniam więc też, gdy niektórych/niektóre mierzi postępująca zmiana w języku. Akceptacja zmian zazwyczaj bywa trudna. Same dywagacje słowotwórcze zostawię zresztą językoznawcom. Bardziej zastanawia mnie, dlaczego tak trudno zaakceptować nam, że ktoś chce nazywać nas doktorką a nie doktorem. Dlaczego forma kobieca wydaje nam się deprecjonowaniem czegoś, co ma dla nas wartość? Dla mnie sprowadza się to do tego, że jako kobiety w pewnych sytuacjach czy na pewnych stanowiskach, które powszechnie uważane są za męskie, czujemy się... uwaga – oszustkami. Z tego powodu musimy udawać męskie. Chcemy być męskie. A co jest bardziej męskiego od doktora, chirurga, naukowca czy sekretarza. Żadna tam doktorka, chirurżka, naukowczyni czy sekretarzyni.
O, nie!

W chwilach wątpliwości – jak już wcześniej mówiłam – lubię zastanowić się, jak w mojej sytuacji zachowałby się mężczyzna. Pomaga mi to zmienić perspektywę. Zastanowić się, czy to, co mnie hamuje, ma głębszy sens. Czy kierują mną wyłącznie wewnętrznie wdrukowane stereotypy. Język wydaje się być tu zresztą symptomem znacznie większego problemu nierówności, które narastały przez wieki. Kto zresztą kreował to nazewnictwo przez ostatnie dziesiątki, setki lat? Kto dominował w literaturze, języku urzędowym, w mediach, nie mówiąc o sterach władzy? Czyja to była narracja? Trudno się zatem dziwić, że kobiecość tu pewnym osobom „nie pasuje”. Ale wiecie co? To nie powinien być nasz problem.

Dziś za to zadaję pytanie, które widzicie wyłuszczone na samym początku – czy doktorka (kobieta) waży (znaczy) tyle samo co doktor (w domyśle mężczyzna)? Gdzie te nierówności widzimy, gdzie zauważamy pole do zmian? Z czego te różnice wynikają i jak daleko idą?

Jak zachować swoją kobiecość w świecie skrojonym pod mężczyzn?

Teraz nasuwa się pytanie, jak tu zachować odpowiednią równowagę – by korzystać ze wszystkich przywilejów już istniejącego systemu skrojonego pod mężczyzn i zachować w tym swoją kobiecość? Nic dziwnego, że nieustannie rodzą się w nas potężne znaki zapytania. Przede wszystkim najpierw każda z nas musiałaby sama przed sobą ustalić, czym dla niej samej w ogóle jest kobiecość. Dla niektórych będzie to delikatność i subtelność. Dla mnie, to bardziej siła i wytrwałość.

Nie uważam jednak, by zdobywanie umiejętności w grze męskocentrycznego systemu w jakikolwiek sposób miało mnie pozbawić tego, co identyfikuje mnie jako kobietę. Wolę widzieć to jako możliwość wprowadzenia do tego świata nowej jakości, którą może wnieść każda z nas. I każdy, kto będzie nas w tym wspierał.

Czy mężczyznom jest łatwiej awansować?

Nic dziwnego, że prościej jest nam się nad tym nie zastanawiać. Rzeczywiście, im dłużej to analizujemy, tym mniej korzystnych dla nas wniosków. Zwróciłabym tu jednak uwagę na coś innego – na poczucie permanentnej walki i przekonanie, że nie ma i przez jakiś czas nie będzie tu równości. To jasne, że nie jesteśmy w stanie wywalczyć jej na tu i teraz, więc dla własnego zdrowia i spokoju pewnie dla wielu z nas lepszym wyborem jest po prostu robić swoje. Dopuszczać przed samą sobą fakt, że jesteśmy w dużo gorszej pozycji od naszych partnerów, mężów, braci i kolegów. I tak jest. Dane jasno pokazują, że większość z nas zdaje sobie sprawę z oczywistych dysproporcji, chociażby w dostępie do wyższych stanowisk w pracy:

69% kobiet i 41% mężczyzn zgadza się ze stwierdzeniem, że mężczyznom łatwiej jest uzyskać awans niż kobietom.Źródło: Kobiety, rynek pracy i równość płac. Raport Stowarzyszenia Kongres Kobiet, Warszawa 2023.

Zwracam Waszą uwagę na jeszcze inną dysproporcję. Spójrzcie, o ilu mniej mężczyzn to widzi. To, że nam jest trudniej przekonać otoczenie, że w pracy zasługujemy na więcej. A wybaczcie Panowie, trzeba naprawdę sporo złej woli albo ignorancji, by tego nie zauważać.

Badanie przeprowadzone na próbie ponad 4200 aktywnych zawodowo kobiet w Polsce pokazało, że 91,1% z nich chce awansu. Badane wskazują również na większe wsparcie w rozwoju własnej kariery od szefowych niż od szefów. Jednym z głównych problemów, które skłaniają kobiety do rezygnacji z możliwości awansu, jest zwiększenie obowiązków wobec niewiele wyższego wynagrodzenia (29,9%). Kobietom stawiane są również wyższe wymagania niż w przypadku mężczyzn. Często zachowanie wobec kobiet w środowisku biznesu wpływa na brak poczucia pewności siebie, obniżoną samoocenę i jest tym samym silną barierą dla starania się o awans. Przykładowe zachowania, to uwagi dotyczące wyglądu (68%) czy niemiłe komentarze w odniesieniu do płci (51,8%). Wciąż problemem jest stereotypowe podejście do kariery kobiet. Badanie wskazało, że kobiety bardzo często lub często słyszą na przykład komentarze: „kobietami nawet w pracy rządzą emocje/hormony” (49,8%), „kobieta poświęcająca się pracy zwykle rekompensuje sobie w ten sposób nieudane życie prywatne” (45,8%).Źródło: Raport „Niech nas usłyszą! Głos kobiet w korporacjach” inicjatywy 30% Club Poland z 2023 roku

Dlaczego nie zadaje się takich pytań mężczyznom?

Teraz niech każda z Was wyobrazi sobie odnoszącego sukcesy mężczyznę – finansistę czy prawnika w wielkiej korporacji. Albo dobrze prosperującego właściciela biznesu. Pana w garniturze z przyzwoitym samochodem, który raczej nie narzeka na stan konta. Czy jesteście sobie w stanie wyobrazić, żeby ktoś tak całkiem serio powiedział mu, że w ten sposób, swoją pracą i odniesionymi sukcesami, rekompensuje sobie nieudane życie prywatne? Że to pewnie przez to, że nie może sobie znaleźć odpowiedniej kobiety? Brzmi kuriozalnie, prawda? Więc dlaczego my wciąż musimy to znosić? I dlaczego tak wiele z nas się na to godzi?

Bell hooks wyjaśnia to bardzo prosto – bo nie ogranicza nas to wystarczająco mocno. Wiele kobiet nie sprzeciwia się ani tego typu uwagom, ani poważniejszym przejawom seksismu i dyskryminacji, bo nie jest to dla nich opresją. Nie jest to wystarczająco poważne ograniczenie, by wywołało poważniejszą reakcję z naszej strony.

W systemie kapitalistycznym patriarchat ma taką konstrukcję, że seksizm ogranicza zachowania kobiet w pewnych sferach, choć zarazem daje im wolność w innych. Brak ekstremalnych ograniczeń sprawia, że wiele kobiet nie bierze pod uwagę tych obszarów, w których się je wyzyskuje czy dyskryminuje ze względu na płeć; mogą one nawet żywić przekonanie, że nie ma żadnej opresji względem kobiet. Źródło: bell hooks (2022), Teoria feministyczna. Od marginesu do centrum.

Ścieżki kariery kobiet i mężczyzn są nierówne

Badanie jakościowe przeprowadzone wśród pracowników działów zarządzania zasobami ludzkimi (HR) wskazuje na dwie grupy przyczyn nierówności ścieżki karier kobiet i mężczyzn w firmie:

• Pierwsza, to pomijanie kobiet przez ich kadrę zarządczą z powodu tradycyjnego postrzegania pracy kobiet i dyskryminacji (kobiety są „problematyczne” z uwagi na obowiązki rodzicielskie, „emocjonalne” czy po prostu „nie pasują” do zespołu, zwłaszcza w branżach „męskich”).

• Druga, to sytuacje, gdy kobiety same wykluczają się z awansu z powodu obaw co do łączenia obowiązków praca–dom, stresu lub wątpliwości czy dadzą radę.

Źródło: Kobiety, rynek pracy i równość płac.
Raport Stowarzyszenia Kongres Kobiet,
Warszawa 2023.

„Wątpliwości czy dadzą radę”. Brzmi znajomo. Tylko jak mamy nie mieć tych wątpliwości, biorąc pod uwagę wszystkie sformułowania wymienione punkt wyżej? Kiedy mówi Ci się, że jesteś problematyczna, emocjonalna i że nie pasujesz do zespołu? Niektóre z nas są wystarczająco silne, by móc się temu przeciwstawić i trwać przy przekonaniu, że ich te wyrażenia nie dotyczą. Jedna z moich koleżanek lubi powtarzać, że „jej takie podśpiewujki umierającego patriarchatu nie są w stanie wzruszyć”. Jest niesamowicie silna, choć oczywiście ją także dopadają trudniejsze chwile, kiedy wątpi, czy jest we właściwym miejscu, czy jest wystarczająco mądra, kompetentna, wytrwała, wykształcona, oczytana (niepotrzebne skreślić). Dopadają, bo niestety jest to dla nas naturalne, by wątpić. A wszystkie towarzyszące okoliczności tylko to wzmacniają. Utwierdzają to i mężczyźni na stanowiskach, i – niestety – kobiety. Dlatego jest tak istotne, by wiedzieć. By mieć świadomość tych mechanizmów, które funkcjonują w nas samych i w innych kobietach, ale też by uchronić przed tym kolejne.

Mów „tak” nawet jeśli się boisz

Na początek wystarczy powiedzieć „tak”, gdy nadarzy się jakakolwiek propozycja, której automatycznie, przez swoje obawy, chcesz powiedzieć „nie”. Ja sama wprowadziłam to parę lat temu. Pracowałam wówczas w Szczecinie i miałam zacząć wykonywać relacje na żywo z Berlina. Wydawało mi się wówczas, że nie powinnam, bo nie znam wystarczająco dobrze języka niemieckiego. Przede mną robiła to moja koleżanka po filologii, wydawało mi się, że powinnam być co najmniej tak samo dobra. Kiedy odebrałam telefon z propozycją, by pojechać i poopowiadać na żywo przed kamerą o tym, jak niemieckie media komentują fakt, że Robert Lewandowski zdobył hat-tricka w jednym z meczów z Borussią Dortmund, od razu w głowie pojawiło mi się przekonanie, że to dla mnie za trudne. Nie znam języka, nie znam się na piłce. Zresztą w tamtym momencie ta wizja tak mnie sparaliżowała, że dałabym sobie wmówić, że na telewizji też nie znam się wcale. Ja? Miałabym sobie poradzić? Dobre żarty. Podziękowałam, przeprosiłam, odpuściłam.

Zamiast mnie pojechał kolega. Zrobił to, co miałam zrobić ja, znakomicie. Potem dowiedziałam się, że niemiecki zna mniej więcej na tym samym poziomie. Różnica w tym, że specjalnie wówczas się tym nie przejmował. Widocznie uznał, że ważniejsza jest treść, znajomość specyfiki piłki, tego czego oczekuje nasza antena, umówienie komentatorów, z którymi można porozmawiać po angielsku czy nawet po polsku.

Fragment książki „Jesteś oszustką. Syndrom, który cię niszczy” Małgorzaty Mielcarek (wyd. Kompania Mediowa). Skróty i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze