1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Gdy dziecko zadaje pytania o otaczający świat, zamiast odpowiadać wprost, podsycaj jego dociekliwość

Dociekania filozoficzne z dziećmi opierają się na tym, by uczyć je samodzielnego myślenia. Jeśli od razu opowiemy, jak dany problem widział Platon czy Kartezjusz, to zamykamy im drogę do własnych rozważań i kreatywności. (Fot. Getty Images)
Dociekania filozoficzne z dziećmi opierają się na tym, by uczyć je samodzielnego myślenia. Jeśli od razu opowiemy, jak dany problem widział Platon czy Kartezjusz, to zamykamy im drogę do własnych rozważań i kreatywności. (Fot. Getty Images)
Kiedy dziecko zadaje pytania o otaczający je świat, dorośli zazwyczaj szukają racjonalnych, naukowych odpowiedzi. Filozofka Dorota Monkiewicz podpowiada, by to dziecięce „a dlaczego?” wykorzystać raczej do dyskusji, gdybania, wymyślania ciekawych scenariuszy. I rozwijać w ten sposób kompetencję XXI wieku: filozofowanie.

Czy każdy człowiek jest z natury filozofem?
Jesteśmy istotami dociekliwymi, zastanawiającymi się nad sensem różnych zjawisk i wydarzeń, można więc powiedzieć, że wszyscy mamy wrodzoną i naturalną potrzebę filozofowania. Niestety, ta skłonność do dociekania zanika wraz z dorastaniem na rzecz praktycznych umiejętności. Prawdziwymi filozofami jesteśmy więc w dzieciństwie, kiedy nie mamy jeszcze głowy wypełnionej naukowymi, racjonalnymi wyjaśnieniami, i sami poszukujemy różnych znaczeń i sensów. A filozofia zaczyna się w momencie, kiedy wiedza, którą chcemy uzyskać, nie służy żadnemu praktycznemu celowi. Nie chodzi o to, „jak coś zrobić?”, tylko „dlaczego?”. To drugie jest pytaniem o sens, a jak wiadomo, dzieci bardzo często używają właśnie tego pytajnika. Brak troski o codzienny byt daje im przestrzeń do tego, by przyglądać się światu, fantazjować i przypisywać prozie życia magiczne znaczenia. Nie wahają się w sposób zupełnie absurdalny tłumaczyć różnych zjawisk, podczas gdy dorośli bardzo rzadko dają sobie na to zgodę. Ale przede wszystkim są nieustannie zadziwione światem i to jest ich największą siłą.

Dlaczego woda płynie? Dlaczego słońce świeci? Takie pytania często wywołują u rodziców konsternację albo wręcz irytację. Jak na nie reagować?
Dorośli często traktują takie pytania jak sprawdzian własnej wiedzy. I nerwowo przeszukują pamięć, by wydobyć z niej jakieś rzeczowe, naukowe teorie. To błędne podejście, bo dziecko zazwyczaj nie oczekuje akademickiego wykładu. „Dlaczego?” jest najczęściej zachętą do dyskusji, gdybania, opowiadania ciekawych scenariuszy, dlatego warto stosować tzw. metodę sokratejską, w której przez zadawanie kolejnych pytań naprowadzamy dziecko na poszukiwanie własnej odpowiedzi. Jeśli okaże się, że faktycznie potrzebuje ono wiedzy naukowej, zawsze można zajrzeć do encyklopedii, ale najpierw warto jednak wybadać sytuację i intencję dziecka. Bo kiedy np. pyta ono: „dlaczego dzisiaj pada deszcz?”, nie oczekuje raczej wyjaśnienia całego procesu przepływu wody w przyrodzie. Bardziej nurtuje je to, że przez niepogodę nie pójdzie na plac zabaw. Zatem tak naprawdę jest to rozważanie o tym, że kiedy ma się wydarzyć coś przyjemnego, czasami jakaś siła zewnętrzna nagle krzyżuje cały plan. I to rodzi pytania: Czy to jest przeciwko mnie, a może zwykły pech? Taka rozmowa o pogodzie jest więc w gruncie rzeczy rozważaniem filozoficznym.

Poszukiwanie racjonalnych wyjaśnień to raczej potrzeba dorosłych. Oczywiście w odwoływaniu się do logiki nie ma nic złego, ale jeśli stosujemy tylko tę metodę i na każde pytanie dziecka mamy gotową odpowiedź, to zabijamy w nim ducha dociekliwości. W ten sposób wykształca się w nim postawa konsumpcyjna i potem mamy do czynienia z młodymi ludźmi, którzy zapytani o coś, co wykracza poza ich wiedzę, od razu mówią „nie wiem” i nawet nie podejmują wyzwania, by poszukać wewnątrz siebie odpowiedzi. Niestety, taka bezradność jest często wykształcona nie tylko przez rodziców, którzy spieszą, by objaśniać świat swoim pociechom, lecz także przez metody szkolne, które dają gotowe odpowiedzi. Tymczasem, aby zachęcić dziecko do samodzielnej analizy, wystarczy zapytać: „A jak myślisz?”. Jeśli odpowie „nie wiem”, można dopytywać dalej: „A jak ci się wydaje?”, „Gdybyś miał znaleźć najbardziej prawdopodobną odpowiedź, to jaką byś wybrał?”. I nagle może się okazać, że dziecko wszystko już wie.

A jakie pytania filozoficzne najczęściej zadają dzieci?
Nie są to pytania, jakie formułowali wielcy filozofowie, ciekawią je raczej rzeczy związane z życiem codziennym, praktyczne, zwyczajne. Zastanawiają się np., dlaczego kot nie może mówić ludzkim głosem, tylko miauczy. Po co właściwie jest ta bariera komunikacyjna między gatunkami? Dorosłym takie rozważania mogą wydawać się błahe, abstrakcyjne lub zabawne, ale w ten sposób dziecko wkracza w obszar filozofii. Nie bójmy się też trudnych tematów, wchodzenia na różne obszary, które nie należą stereotypowo do sfery dzieciństwa. Dzieci i tak się z nimi kiedyś zetkną, a lepiej, żeby rozmawiały o przestępczości czy wojnie w bezpiecznych warunkach domowych, niż dowiadywały się o tym z mediów społecznościowych czy od rówieśników. Zamiast więc maskować przed nimi trudne sprawy, lepiej potraktować je jako punkt wyjścia do filozoficznej pogawędki.

Z mojego dydaktycznego doświadczenia wynika, że dzieci bardzo interesuje choćby zagadnienie śmierci, nawet te najmniejsze mają na ten temat jakieś swoje poglądy i nie zawsze wynikają one jedynie z przekonań religijnych.

A jakie to są refleksje? Czy dzieci w ogóle zdają sobie sprawę z tego, czym ta śmierć właściwie jest?
A kto z dorosłych pojmuje, czym jest śmierć? Wiemy tylko, że jest jedyną rzeczą, która w naszym życiu jest pewna, choć większość ludzi ma problem z tym, by uwierzyć w to, że pewnego dnia sami umrą. Traktujemy to jako coś bardzo odległego i raczej nierealnego. Rzadko robimy plany związane ze śmiercią i raczej nie zastanawiamy się, co będzie po niej. A dla dzieci to bardzo ciekawe.

Pewien pięciolatek zapytał mnie kiedyś, dlaczego właściwie ludzi zmarłych nie grzebie się w piżamie, skoro idą na wieczny odpoczynek. Takie dywagacje mogą się wydawać śmieszne lub naiwne, ale są wspaniałym gruntem do rozmowy np. o nadziei i wierze ludzi w to, że kiedyś zmartwychwstaną, o tym, dlaczego mamy takie rytuały, a nie inne, dlaczego jest dla nas tak ważne, by uroczyście żegnać tych, których kochaliśmy. Wystarczy pójść tropem dziecka i zachować czujność na to, o co tak naprawdę nas pyta.

Tylko jak filozofować z dzieckiem, by nie zaburzyć jego ram poznawczych? Kiedy maluchy są gotowe na to, żeby pokazywać im różnorodność sądów i poglądów, bez ryzyka, że poczują się przez to zagubione w świecie?
Filozofia jest czymś tak naturalnym, że może być wprowadzana od najmłodszych lat, wystarczy, że dziecko jest w stanie się komunikować, formułować swoje spostrzeżenia. Nie przedstawiamy oczywiście myśli wielkich filozofów. Dociekania filozoficzne z dziećmi opierają się na tym, by uczyć je samodzielnego myślenia. Jeśli od razu damy rozwiązanie i opowiemy o tym, jak dany problem widział Platon czy Kartezjusz, to zamykamy im drogę do własnych rozważań i kreatywności. Choć zdarza się, że na koniec warsztatów informuję grupę, z którą pracuję, że wnioski, do jakich doszli, tysiące lat temu wysnuli wielcy filozofowie. Na przykład ostatnio rozmawiałam z czwartoklasistami o czasie i w pewnym momencie przyznali, że kiedy o nim myślą, to go rozumieją, ale gdy chcą coś o nim powiedzieć, nie są w stanie tego zrobić. Dokładnie to samo mówił Augustyn z Hippony. Gdybym już na starcie przedstawiła im ten wniosek, to wszyscy wiele byśmy na tym stracili. Oczywiście umiejętność takiego abstrakcyjnego myślenia nabywamy z czasem, dopiero w wieku szkolnym, ale cztero-, pięciolatki poruszają się całkiem sprawnie w obszarze konkretów. Ucząc więc dziecko krytycznego myślenia, przechodzimy zawsze od konkretu do ogółu. I nie muszą to być jakieś akrobacje intelektualne, wystarczą zwykłe rozmowy o miłości, bliskości, wolności, zabawie, o wszystkich rzeczach, które są dla dziecka ważne i mają szerokie tło filozoficzne.

Ale jak z czterolatkiem rozmawiać filozoficznie o miłości?
Dobrym punktem wyjścia do takich rozmów jest np. przeczytanie bajki lub obejrzenie filmu, w których pojawia się motyw miłości. Jest bardzo dużo historii dla dzieci, które wcale nie zostały napisane po to, żeby filozofować, ale są w nich wątki, które pokazują nam różne postawy warte przedyskutowania. Ważne, by rozmawiać z dziećmi w kontekście konkretnej sytuacji, zawsze musi być jakiś stymulant, który rozpoczyna dociekanie filozoficzne. Wszystko zaczyna się więc od bodźca do dyskusji, a później wystarczy już pytać: „Jak uważasz? Co by było gdyby?”. A przede wszystkim trzeba uważnie słuchać, bo czteroletnie dzieci zaczynają już same filozofować.

Skoro tak dobrze im to idzie, to czy w ogóle nauczanie filozofii jest im potrzebne? Tym bardziej że dorośli w tej kwestii często mają znacznie słabsze kompetencje.
Konieczne jest podtrzymywanie w nich tej wrodzonej ciekawości świata, umiejętności zadawania pytań i formułowania swoich przemyśleń, w przeciwnym wypadku to wszystko w pewnym momencie zacznie zanikać. Ruch Philosophy for Children, czyli dociekania filozoficzne z dziećmi, rozpoczął się w Stanach w latach 60., kiedy to prof. Matthew Lipman był świadkiem konfliktu na Uniwersytecie Stanowym Montclair, gdzie młodzi ludzie bardzo buntowali się wobec władz uczelni. Mieli oni oczywiście swoje racje, ale nie potrafili ich wyartykułować, brakowało im umiejętności wypowiadania swoich myśli, formułowania ich w spójne wywody. Wtedy prof. Lipman zrozumiał, że studia to za późno na naukę takich kompetencji, trzeba to robić od dziecka. I wybrał do tego celu filozofię – jako metodę kształtowania wielu cennych umiejętności, które przydają się na płaszczyźnie społecznej, prywatnej, a także zawodowej. Do dziś nauczanie filozofii najmłodszych opiera się na metodzie Lipmana. Niektóre kraje zmodyfikowały ją pod potrzeby kulturowe, ale struktura zawsze jest podobna.

Przede wszystkim w filozofowaniu traktujemy dzieci na równi z dorosłymi, bo prawda jest taka, że różnią się od nas tylko mniejszym doświadczeniem życiowym, mają jednak podobne umiejętności rozumowania, obserwowania, wyciągania wniosków czy szukania rozwiązań. Możemy je więc traktować po partnersku. Bardzo ważne jest, żebyśmy jako dorośli powstrzymali się od indoktrynacji i dydaktyzmu, pozwalali dzieciom samodzielnie dochodzić do wniosków, nie bali się tego. Nie przekonamy dziecka, że altruizm jest lepszy niż egoizm za pomocą umoralniającej pogadanki, jeśli samo, bazując na obserwacji najbliższego otoczenia, nie dojdzie to takich wniosków.

Doskonałym ćwiczeniem filozoficznym są eksperymenty myślowe, czyli rozważania „co by było gdyby?”. Wymyślanie alternatywnych scenariuszy jest dla dzieci czymś absolutnie naturalnym. Na przykład w ramach zajęć z ekologii zastanawialiśmy się niedawno z dzieciakami, co by było, gdyby na świecie zabrakło ludzi. Ten scenariusz jest dość dobrze znany, więc wszystkim łatwo było sobie wyobrazić, że szybko nastałby Eden. Ale potem odwróciliśmy sytuację i próbowaliśmy ustalić, co by było, gdyby na Ziemi byli tylko ludzie i żadnych innych zwierząt. To dopiero uświadomiło dzieciakom, jak ważne są dla nas inne gatunki. A więc filozofowanie i odkrywanie świata z dziećmi to głównie praca na wyobraźni.

Czy ta umiejętność może im się do czegoś przydać w XXI wieku, kiedy życie tak pędzi, że często nie mamy czasu pomyśleć o sprawach podstawowych, o bujaniu w obłokach nie wspominając?
Celem filozofowania dzieci jest przede wszystkim nauka samodzielnego, krytycznego, poprawnego myślenia, odwagi, ale także tolerancji na inne poglądy oraz otwartości na zmianę własnych przekonań, bo celem nadrzędnym jest poznanie prawdy. Jeśli więc ktoś poda logiczne argumenty, młodzi ludzie powinni być gotowi zweryfikować swój pogląd i nie traktować tego jako porażki czy obrazy. Oprócz kompetencji intelektualnych poprzez dociekania filozoficzne u dzieci kształtują się także kompetencje emocjonalne, bo poprzez wgląd w swój umysł, czyli introspekcję, są bardziej samoświadome, a więc samosterowne.Nauka rzeczowego i kulturalnego dialogu to z kolei kształtowanie kompetencji społecznych.

W wymiarze praktycznym filozofowanie uczy więc umiejętności, które są i będą bardzo cenione w czasach, kiedy w prostych pracach coraz częściej zastępują nas maszyny, a sztuczna inteligencja jest coraz bardziej obecna w naszej przestrzeni. Choć nawet ona nie będzie się przecież obsługiwała sama. Trzeba umieć zadawać jej pytania, by uzyskać satysfakcjonujące odpowiedzi, dlatego do zarządzania sztuczną inteligencją potrzeba będzie wysoko wyspecjalizowanych ludzi, w dużej mierze filozofów. Wciąż są więc kompetencje, których nie da się w żaden sposób zastąpić technologią, należy do nich właśnie m.in. krytyczne myślenie i kreatywność, umiejętność wychodzenia poza ramy.

Poza tym filozofowanie chroni młodych ludzi przed manipulacją i chwytami erystycznymi mającymi na celu przekonanie ich do jakichś racji. Dobrze wyedukowana filozoficznie osoba w mig potrafi przejrzeć różne metody wpływania na rozmówcę, bo cechuje ją postawa poszukująca prawdy, nie zadowala się prostymi rozwiązaniami, jest w stałej gotowości do analizowania, zestawiania faktów, wnioskowania.

Filozofia przełamuje lenistwo myślowe, sprawia, że sceptycznie podchodzimy do gotowych rozwiązań, dociekamy, sprawdzamy w wielu źródłach. W czasach fake newsów i tylu metod manipulacji to kompetencje na wagę złota, które nie tylko dobrze ustawiają młodych ludzi zawodowo, bo filozofowie są teraz bardzo doceniani na rynku pracy, ale zwyczajnie ich chronią. Dlatego to jedna z metod dydaktycznych, które powinny być wprowadzane do edukacji, niekoniecznie jako osobna lekcja filozofii. Wystarczy, że każdy nauczyciel na swoich zajęciach zrobi przestrzeń na swobodne dociekania.

A czy młody człowiek może w ogóle zadawać „głupie pytania”?
Oczywiście, ale to, że istnieją głupie pytania, nie oznacza jeszcze, że ten, kto je wypowiada, jest głupi. Można sobie przecież eksperymentować myślowo, przejść od głupiego pytania do mądrego. Na zajęciach z dziećmi zawsze zaznaczam, że nie ma złych pytań, ale tłumaczę też, że mogą być pytania nie na temat, dlatego należy uczyć się stawiać je właściwie. W filozofii postawienie prawidłowego pytania jest ważniejsze niż znalezienie odpowiedzi, bo szukanie rozwiązania to proces, który może trwać bardzo długo. Dlatego nie musimy kończyć zajęć czy rozmowy z dzieckiem z gotową puentą. Ważne, by miało o czym myśleć.

Dorota Monkiewicz, absolwentka filozofii teoretycznej na KUL i historii na UMCS, redaktorka działu edukacji filozoficznej w czasopiśmie „Filozofuj!”, członkini Międzynarodowego Stowarzyszenia Praktyków Filozofii dla Dzieci SOPHIA. Prowadzi warsztaty filozoficzne.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze