1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Zdaj się na to, co podpowiada intuicja. Felieton Matyldy Gerber

Matylda Gerber (Fot. Patrycja Antonik)
Matylda Gerber (Fot. Patrycja Antonik)
Wpatrzony w nas wzrok wielu osób to dla naszego ciała sygnał, że może być niebezpiecznie. Dlatego właśnie przed wystąpieniami publicznymi nieświadomie się spinamy, zwłaszcza gdy czujemy się nie do końca kompetentni. Czy zdradzać się z tą domniemaną niekompetencją? Naukowczyni i muzyczka dr Matylda Gerber zachęca, żeby zdać się na to, co podpowiada intuicja.

Dla szympansa, w którego wpatruje się cała rzesza przedstawicieli gatunku, jasne jest, że stado chce go zabić, więc trzeba walczyć lub uciekać. Z perspektywy człowieka podobna sytuacja jest mniej oczywista, jednak w procesie ewolucji, walcząc o przetrwanie, nauczyliśmy się, że bycie w centrum zainteresowania niesie za sobą kłopoty. Stąd bierze się lęk przed takimi wystąpieniami. A że na poziomie fizjologii mamy z szympansami wiele wspólnego, to – aby umożliwić jak najszybszą relację – nasze ciało nieświadomie odczytuje sytuację, gdy stajemy przed publicznością, jako moment zagrożenia życia. Na to nie mamy wpływu, jednak na to, czy uciekniemy, czy zawalczymy – już tak. A żeby zdecydować się na walkę, potrzebujemy poczucia, że mamy szansę wygrać. Ten stan można osiągnąć przez odpowiednie uformowanie umysłu.

Potwór w mojej głowie

Jeden z największych lęków przed graniem na saksofonie w towarzystwie publiczności odczułam na pogrzebie mojego dziadzia. Bardzo chciałam go w ten sposób pożegnać, ale parę osób, których opinia ma dla mnie znaczenie, odniosła się do tego pomysłu negatywnie, więc sama zaczęłam w niego powątpiewać. Niemniej jednak czułam, że chcę to zrobić i jest to dla mnie ważne. Z dziadziem łączyła mnie bardzo bliska więź, pogrzeb był dla mnie bardzo emocjonujący, więc straciłam pewność, czy w ogóle dam radę zagrać. Przede wszystkim obawiałam się, że nie wydam żadnego dźwięku. Na szczęście mama i siostra uspokajały mnie, że jeśli do tego dojdzie, to nic się nie stanie. Ich słowa były dla mnie bardzo ważne, zaakceptowałam fakt, że po prostu nie zagram. Poczulam się wystarczająco umocniona, jednak w czasie mszy znów pojawił się lęk. Wtedy postanowiłam zastosować technikę pre-mortem.

Jest ona często używana w biznesie, kiedy przedsiębiorstwo planuje bardzo innowacyjne, a więc i bardzo ryzykowne przedsięwzięcie. Przez towarzyszącą rozpoczęciu ciekawego projektu euforię wszyscy zaczynają myśleć życzeniowo – wszystko pójdzie zgodnie z planem. W takich okolicznościach umysł nawet nie potrafi znaleźć przykładów, co może pójść nie tak, i w rezultacie wielkie projekty upadają, bo sytuacja rozwija się według scenariusza, którego nikt nie wziął pod uwagę, i przedsiębiorstwo nie jest gotowe na działanie zaradcze.

Jestem wielką entuzjastką techniki pre-mortem i adaptuję ją do różnych okoliczności, jak szkolenie z zachowania się w kryzysowych sytuacjach przed kamerą dla członków pewnej partii politycznej, które kilka lat temu prowadziłyśmy wspólnie z koleżanką. Założyłam, że u każdego lęki mogą mieć inne podłoże, więc rozpoczęłam szkolenie od zapytania uczestników, jakich sytuacji najbardziej się boją, wyobrażając sobie wystąpienia przed kamerą. Wymieniając je, większość osób uważała, że zupełnie by sobie wtedy nie poradziła, więc uznałam, że na początek należy się zmierzyć z poczuciem bezradności. Każdemu uczestnikowi szkolenia zadałam przed kamerą kilka rutynowych pytań, w tym i to, które wcześniej wskazywali jako najbardziej ryzykowne. I jak się okazało – wszyscy w jakiś sposób sobie ze swoimi „potworami” poradzili. To był ważny krok, który pokazał osobom uczestniczącym w szkoleniu, że choć w wyobraźni myśleli, że sobie nie poradzą, to w symulowanej rzeczywistości udało im się wybrnąć z sytuacji opresyjnej.

Szczerość

Bardzo często boimy się wystąpień publicznych w przekonaniu, że ktoś odkryje nasz sekret: czujemy się niekompetentni.

Wiele razy znalazłam się sytuacji, kiedy miałam wrażenie, że organizatorzy koncertów uważają mnie za dużo bardziej kompetentnego muzyka, niż ja sama siebie uważam… Nie wiem, czy tak było naprawdę, jednak źródłem naszych lęków jest to, co myślimy o sobie – do tego się odnosimy, gdy pojawia się niepewność. I o ile lęk, jak wspomniałam, jest nieświadomy, a nasza na niego reakcja już nie – ­to warto pamiętać, że to, jak się zachowamy, może mieć zarówno pozytywne, jak i negatywne konsekwencje. Pierwsza opcja to nie przyznać się do swojego poczucia niekompetencji. Takie zachowanie sprawdza się, zwłaszcza gdy lęki są bezpodstawne i podpowiada je zniekształcony obraz siebie. W takiej sytuacji warto zastosować technikę pre-mortem i wyobrazić sobie, że nasza rzekoma niekompetencja wychodzi na jaw. Drugim rozwiązaniem jest postawa pełnej szczerości i efekt w postaci tego, że jakaś okazja może umknąć nam sprzed nosa.

Parę lat temu podczas pobytu na konferencji naukowej w Kalifornii dostałam telefon z propozycją zagrania koncertu ze znanym zespołem jazzowym w zastępstwie saksofonisty, który nie mógł przyjechać. Koncert miał odbyć się dzień po moim powrocie ze Stanów Zjednoczonych i był niesamowitą szansą, abym została zauważona przez większą publikę. Jednak kompozycje zespołu były bardzo trudne, więc przez całą dobę zastanawiałam się, co zrobić. W końcu postanowiłam szczerze wyrazić swoje obawy i powiedziałam organizatorowi, że nie czuję się dość kompetentna, by przyjść na koncert i od razu z nut zagrać partię saksofonu, więc jedyna opcja to taka, że dostanę nuty i przygotuję się wcześniej. Organizator powiedział, że wyczuwa we mnie dużą niepewność, i wycofał swoje zaproszenie. Czułam się zdruzgotana, zwłaszcza że od kolegi, który wystąpił, dowiedziałam się, że też nie był w stanie grać wszystkiego z nut i po prostu improwizował. Też mogłam tak zrobić. Przeżywałam to parę miesięcy, jednak z perspektywy widzę, że moja intuicja dobrze oceniła ryzyko, że sobie nie poradzę – jako wysokie – a słabe wystąpienie byłoby dużo gorsze niż niewystąpienie.

Ale innym razem, kiedy miałam grać z orkiestrą afro- beatową, polityka szczerości przyniosła odwrotne efekty. Przyznałam, że pierwszy raz będę grać taką muzykę, ale bardzo mi zależy i zrobię, co w mojej mocy, aby się dobrze przygotować. Organizator przyjął to pozytywnie i zorganizował dodatkowe próby sekcji dętej, aby mi pomóc.

Wszystko zależy więc od sytuacji, ale pamiętajmy, że jeśli czujemy się niekompetentni, to możemy po prostu szczerze to zakomunikować.

Requiem dla dziadka

A wracając do mszy w intencji mojego dziadzia i zastosowania techniki pre-mortem, to najpierw pomyślałam, że wyjdę z saksofonem i zemdleję z emocji. Wyobraziłam to sobie i doszłam do wniosku, że nie byłoby to takie złe, bo w pobliżu byli członkowie mojej rodziny, więc na pewno ktoś by mnie złapał. A i nikt nie miałby mi za złe, że mój organizm w ten sposób zareagował. I wtedy na myśl przyszło mi coś dużo gorszego... Poczułam, jak ze stresu zaczyna mi bulgotać w brzuchu i mogę dostać biegunki. Wyobraziłam sobie, że coś takiego dzieje się tuż przed tym, gdy już przyłożyłam saksofon do ust i mam zacząć grać. Poczułam okropne zażenowanie, oczyma wyobraźni widziałam, jak z płaczem biegnę do toalety, gdzie czekam na siostrę, która przywiezie mi ubrania na zmianę. Taki scenariusz wydał mi się najgorszy z możliwych, ale symulacja dała mi przekonanie, że nawet w takiej sytuacji dam radę.

Czy któryś z tych scenariuszy się zrealizował? Oczywiście nie, a dzięki ćwiczeniu poziom lęku na tyle się obniżył, że byłam w stanie wyjść i zagrać najpiękniej jak potrafię.

Matylda Gerber, dr nauk społecznych, naukowczyni i muzyczka. Zajmuje się interdyscyplinarnymi badaniami intuicji, specjalizuje się w badaniu jej roli w podejmowaniu decyzji przez ekspertów. Komponuje muzykę i gra na saksofonie.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze