1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Dlaczego jedni po traumie wracają do równowagi, a inni chorują na depresję? Psychoterapeuta wyjaśnia

Dlaczego jedni po traumie wracają do równowagi, a inni chorują na depresję? Psychoterapeuta wyjaśnia

(Fot. Igor Ustynskyy/Getty Images)
(Fot. Igor Ustynskyy/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Beata Pawłowicz - Dlaczego jedni po traumie wracają do równowagi, a inni chorują na depresję? Psychoterapeuta wyjaśnia

00:00 18:11
15s
0,5 x
15s
To dwa bardzo częste tematy publikacji, ale też opis doświadczeń wielu z nas. Czy coś je łączy? A może jedno zaciemnia obraz drugiego i sprawia, że terapia staje się nieskuteczna? Można je pomylić? I jak je pokonać? – te kwestie, i nie tylko, wyjaśnia w naszym wywiadzie psychoterapeuta Kacper Stengert.

Spis treści:

  1. Psychoterapia a leki: jak łączyć farmakoterapię i terapię?
  2. Psychoterapia PTSD i depresji: diagnoza a skuteczność leczenia
  3. Jak trauma wpływa na emocje i samopoczucie
  4. Depresja i trauma: jak strata bliskich wpływa na zdrowie psychiczne

  • Trauma i depresja nie zawsze występują razem, ale mogą być ze sobą powiązane, zwłaszcza gdy osoba ma tendencje depresyjne do tłumienia emocji.
  • PTSD jest zwykle pierwszą reakcją na traumatyczne wydarzenie, a depresja może pojawić się jako jego wtórny efekt, jeśli objawy nie są leczone.
  • Terapia łączy różne metody, w tym psychoterapię i, jeśli konieczne, farmakoterapię, pozwalając pacjentowi odzyskać równowagę emocjonalną i odbudować życie.
  • Samoregulacja, radzenie sobie z emocjami i wsparcie bliskich są kluczowe w procesie leczenia zarówno depresji, jak i PTSD.
  • Przypadki konkretnych osób pokazują, że skuteczna terapia pomaga przezwyciężyć stłumione emocje i odzyskać kontrolę nad własnym życiem, niezależnie od rodzaju doświadczonego kryzysu.

Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 02/25.

Depresja i PTSD: trauma może wywołać stany depresyjne?

Beata Pawłowicz: Czy trauma i depresja są ze sobą połączone? Czy jedno świadczy o drugim?
Kacper Stengert: Niebezpośrednio, jednak mogą być w jakimś stopniu ze sobą połączone. Depresja bierze się z tendencji lub zaburzeń osobowościowych, które, upraszczając, polegają na tym, by tłumić w sobie ogólnie wszystko, co przeżywamy. Przede wszystkim emocje. Zwłaszcza złość. Trauma z kolei to wynik dramatycznej sytuacji, którą odebraliśmy jako zagrożenie życia. Z reguły też po traumie w pierwszej kolejności dotyka nas zespół stresu pourazowego, PTSD. Doświadczamy wówczas dużo lęku. Żyjemy w poczuciu ciągłego zagrożenia. Jeśli jednak mamy osobowościowe tendencje do depresji, czyli tłumimy to, co przeżywamy, to gdy doświadczymy traumy, może ona uaktywnić depresję. PTSD może wtedy w nią przejść, zwłaszcza że depresja także bywa wynikiem sytuacji życiowych.

Bezpośredniej zależności, że jeśli miałam traumę, to dostanę depresji, jednak nie ma?

Raczej można powiedzieć, że depresja jest wtórnym, i to drugorzędowym skutkiem traumy. Pierwszorzędowym będzie zespół stresu pourazowego. Dopiero on może przejść w depresję, o ile jego symptomy nie skłonią do sięgnięcia po jakieś konkretne oddziaływania lecznicze.

Jeżeli trauma przejdzie w depresję, to czy w terapii lepiej najpierw skupić się na depresji, czy na traumie?

To zależy od powagi sytuacji. Kiedy trafia do mnie klient, to najpierw muszę ustalić, jak poważny jest jego problem. A więc: czy oprzemy się na psychoterapii, czy potrzebna jest pomoc psychiatry, a może nawet hospitalizacja? I jeżeli konieczny jest szpital, to na ten moment moja pomoc się kończy. Jeśli z kolei wskazane jest leczenie psychiatryczne, to zazwyczaj równolegle z kuracją lekową zaczynamy także psychoterapię. Sprowadza się ona na początku od wychwycenia różnych drobnych rzeczy, które sprawią, że ta osoba zacznie normalnie funkcjonować, poczuje się doraźnie lepiej, odzyska możliwość pracowania, relacji z ludźmi, odpoczynku, snu. Na tym później będziemy budować jej siłę, by móc zająć się bagażem jej doświadczeń.

Psychoterapia a leki: jak łączyć farmakoterapię i terapię?

Leki nie wykluczają psychoterapii?

Ułatwiają konfrontowanie się ze stłumionymi emocjami, które są wówczas farmakologicznie wyciszone lub częściowo znieczulone, nie są tak intensywne. W gabinecie terapeuty klient może się wtedy wygadać ze swoich trudności, co ma znaczenie niezależnie od tego, czy powodem terapii jest PTSD, a więc objawy lękowe, czy też depresja, czyli stłumienia. Jeśli leki nie są konieczne, ale mogłyby wspomóc proces terapii, a klient ich zdecydowanie nie chce, zalecam ziołolecznictwo. Z mojego doświadczenia wynika, że ono też okazuje się skuteczne, pod warunkiem że wybierzemy doświadczonego lekarza i specjalistę tej dziedziny.

W obu też wypadkach, czyli i PTSD, i depresji, staram się dawać swoim klientom zalecenia psychoedukacyjne.

Mogą to być uważne spacery czy inne formy aktywności fizycznej. Ale też bycie w towarzystwie ludzi, z którymi mogą poczuć się bezpiecznie. Często te osoby muszą dopiero świadomie zbudować przyjazne otoczenie, zazwyczaj właśnie brak dobrych relacji przyczynił się do ich stanu.

Takie zwyczajne sprawy mogą pomóc wyjść z PTSD i depresji?

Brzmi to banalnie, ale są dodatkowym wsparciem, które ta osoba musi mieć – poza oddziaływaniem terapeutycznym, które ma miejsce raz czy dwa razy w tygodniu.

Z reguły jeżeli ktoś nie wymaga pomocy psychiatry, to przy wsparciu psychoterapeuty jest w stanie skorzystać z takich porad i zacząć – najprościej mówiąc – odbudowywać swoje życie.

Do tego też te zalecenia prowadzą: do poszukania życzliwych ludzi i zadbania o siebie przez ruch i regularne posiłki. Celem jest stabilność oraz przewidywalność, które pomagają przywrócić homeostazę, czyli równowagę organizmu.

Dobrzy ludzie są tak ważni w procesie terapii?

Depresji najczęściej towarzyszy wycofanie się z relacji, ale także coś, co moglibyśmy nazwać wycofaniem się emocjonalnym. Nie tylko izolujemy się od innych, ale też od samych siebie, od czucia. Częstym objawem depresji jest też drażliwość, a reakcją na kontakt z innym człowiekiem – pasywna lub nawet jawna agresja.

Osoby intelektualnie usposobione są często agresywne poprzez ironiczne, sarkastyczne komentarze. Sztyletują słowami! Osoby doświadczające świata zmysłowo, jak to się potocznie mówi, robią sceny – rozpaczają, wpadają w furię z byle powodu. Są głośne, krzykliwe, a potem zapadają się w siebie i jeszcze bardziej się izolują.

Rozumiem, że depresja nie służy relacjom, dlatego tak ważne jest, by zdrowiejąc, odbudowywać je. To samo obowiązuje w razie wystąpienia zespołu stresu pourazowego?

Zasadniczo po traumie aktywuje się układ limbiczny, związany z pierwotną reakcją na zagrożenie, czyli walką lub ucieczką.

I choć zagrożenie już minęło, to w układzie nerwowym doszło do błędu, który powoduje, że wciąż nadawany jest sygnał: bądź czujny, broń się, musisz przeżyć! Może to prowadzić do ataków agresji, które są reakcją na stan przerażenia, na lęk, który jest skutkiem traumy. To elementy wspólne w zachowaniu człowieka w depresji i z PTSD.

Poza agresją wspólną częścią jest bezsenność oraz natrętne myśli, tylko że w wypadku PTSD to są flashbacki – retrospekcje, które rozstrajają, powodują chwilowe, nagłe zawieszenia i bardzo jaskrawo przypominają bolesne zdarzenia. Z kolei u osób cierpiących na depresję mówimy raczej o ruminacjach, czyli rozpamiętywaniu, mieleniu w głowie, przywoływaniu bolesnych, upokarzających wspomnień. Bywa to tak natarczywe, że przypomina samozadręczanie się.

Psychoterapia PTSD i depresji: diagnoza a skuteczność leczenia

Czy psychoterapeuta lub psychiatra mogą pomylić PTSD z depresją i źle poprowadzić terapię?

W kontekście klinicznym, psychiatrycznym błąd mógłby polegać na tym, że leki czy też program leczenia nie zostały właściwie dobrane, co jednak na bieżąco bywa korygowane. Traci się co najwyżej na szybkości ustąpienia symptomów. O tym jednak wolałbym się nie wypowiadać, bo nie jestem szpitalnym klinicystą psychiatrycznym. W psychoterapii indywidualnej, którą się zajmuję, mogę powiedzieć, że pracuje się całościowo, równolegle obejmując te dwa problemy, jeśli one występują.

W psychoterapii diagnoza nie będzie mieć takiego znaczenia?

Ma szczególne znaczenie wtedy, gdy stan pacjenta jest poważny. Zasadniczo w psychoterapii diagnoza jest przydatnym narzędziem do konceptualizacji problemu, by umieć się skutecznie porozumiewać z innymi specjalistami, na przykład na superwizji, w celu szukania nowych rozwiązań.

Jednak diagnoza to tylko element psychoterapii, w praktyce istotniejsze okazują się: obecność terapeutyczna, uważność, aktywne słuchanie, pamięć wnoszonych treści, umiejętna empatia, bezwarunkowa akceptacja pacjenta, spójność i autentyczność bycia oraz stałość spotkań.

Ten zbiór postaw przynosi postęp w terapii niezależnie od dopieszczonych diagnoz i wyrafinowanych konceptualizacji. Analogicznie klient restauracji nasyca się przecież dobrze przygotowanym posiłkiem, a nie stojącym przed nim kucharzem, który recytuje przepis i sposób wykonania. Takie informacje wymienia z innym kucharzem.

Czy terapia uwalnia od depresyjnego tłumienia w sobie wszystkiego?

Tłumienie w sobie wszelkich emocji, impulsów powoduje ustawiczne napięcie. To efekt wychowania. W dorosłym życiu tak ukształtowana osoba nadal tłumi w sobie smutek, lęk, stres, a przede wszystkim złość, aż do momentu, kiedy osiągną one takie natężenie, że nie będzie w stanie sprawnie funkcjonować. Znowu przywołam analogię z życia codziennego – jeśli gdzieś w domu jest zablokowana rura, to dopóki to, co ją zapchało, nie zostanie usunięte odpowiednimi narzędziami, woda nie będzie swobodnie płynąć.

Jak trauma wpływa na emocje i samopoczucie

Tłumimy to tak długo, aż w końcu samych siebie zatykamy? Czy w przypadku PTSD jest podobnie?

Przy PTSD jest dużo okazji do tłumienia różnych uczuć. Jeśli jednak osoba, która przeżyła traumę, nie ma tendencji depresyjnych, to pozwoli, żeby ten stan zagrożenia po prostu przez nią przepływał, aż organizm odzyska równowagę. Co więcej, jeśli traumy dozna osoba, którą otaczają ludzie zdolni do tego, by ją wyciszyć i ukoić, to po prostu wyjdzie z tego stanu i niekoniecznie doświadczy zespołu stresu pourazowego. Dodam tylko, że wtedy też nie będzie żadnych stanów depresyjnych. Z biegiem dni, tygodni, miesięcy ta osoba zacznie odczuwać mniej lęku, będzie mniej płochliwa, coraz spokojniejsza.

Czy miałeś w terapii osoby, które łączyły depresję i PTSD?

Tak, przychodziły po doświadczeniu różnego rodzaju strat, związanych ze śmiercią bliskich, rozstaniem czy też utratą pracy albo majątku. Te przeżycia powodowały, że odczuwały zagrożenie swojego bytu. Często w pierwszej kolejności szły do psychiatry w nadziei, że wezmą leki i wszystko magicznie wróci do normy. Jednak często sami psychiatrzy zachęcali te osoby do psychoterapii i wtedy zaczynaliśmy pracę. Podczas niej nabywały różnego rodzaju umiejętności, jak samoregulacja, czyli samouspokajanie się, oraz poznawały zdrowe sposoby rozładowywania emocji i stresów.

Samoregulacja i radzenie sobie z emocjami ma takie znaczenie?

Kluczowe – także w kontekście dalszej terapii, gdy przyglądamy się temu, kiedy i jak uaktywniają się emocje przyczyniające się do złego stanu, co można zrobić, żeby nie doprowadzać do tych sytuacji, i jak sobie z nimi poradzić, gdy mimo wszystko do nich dojdzie. Na sesji stosujemy także różnego rodzaju interwencje emocjonalnie oczyszczające.

Na przykład w bezpiecznych warunkach gabinetu terapeuty te osoby mogą przywołać sytuacje, które były dla nich traumatyczne, przeżyć je na nowo na zasadzie katharsis.

Zmierzyć się z nimi poprzez wyobraźnię. Dzięki tym wszystkim działaniom to, co się wydarzyło, i to, co się wtedy czuło, przestaje być takie przerażające. Jest coraz mniej lęku czy stłumionej złości i smutku, a to znaczy, że objawy PTSD albo depresji, albo depresji i PTSD stopniowo się wycofują. Osoby zaczynają czuć się spokojniej i pewniej w swojej skórze, na własnych nogach i we własnej przestrzeni.

Depresja i trauma: jak strata bliskich wpływa na zdrowie psychiczne

Czy możesz opowiedzieć o jakimś przypadku depresji i traumy?

Opowiem o kobiecie, która w czasie dorastania straciła ojca, ciepłego i czułego opiekuna. Dramat, jakim była dla niej jego śmierć, zamroził ją emocjonalnie. Przestała czuć, aby odciąć się od rozpaczy z powodu jego odejścia, ale też od trudnych uczuć, jakie budziła w niej relacja z surową matką. Aby móc przetrwać w relacji z nią, nauczyła się kontrolować siebie i realizować to, co jej polecono. Kiedy więc weszła w dorosłe życie, miała tendencje depresyjne z powodu rygorystycznego wychowania. Tłumiła wewnętrze impulsy, emocje, uczucia. Była przy tym niezwykle efektywna w pracy, chociaż nie miała dobrych relacji romantycznych. Mimo wszystko jakoś sobie radziła z życiem. Do czasu, bo depresyjne tendencje w pewnym momencie uniemożliwiły jej dalsze funkcjonowanie, a uaktywniły się na skutek traumatycznego wydarzenia, jakim była śmierć jej starszego brata. Po odejściu ojca był on dla niej ostoją bezpieczeństwa, kimś, kto ją zawsze wysłuchał, komu mogła ufać.

Śmierć brata była traumą wyzwalającą depresję?

Ta kobieta od lat dźwigała ciężar straty ojca i wypierania trudnych emocji związanych z zachowaniem matki. Była obciążona emocjonalnie. Poczucie zagrożenia, jakie odczuła po śmierci brata, sprawiło, że jej całe życie się zdestabilizowało. Straciła wraz z nim jedyny punkt podparcia! Nie dawała jej go praca, która była stresująca i w której – jak się też okazało – była wykorzystywana i eksploatowana, ani, rzecz jasna, matka. Dlatego strata brata okazała się ponad jej siły.

Jak wielu ludzi ona także najpierw poszła do psychiatry i otrzymała farmakoterapię. Gdy trafiła do mnie, ułatwiło nam to pracę nad emocjami, których nie chciała odczuwać, i nad zmianą konieczną w jej życiu. Nie mogła dalej żyć jak dotychczas, w napięciu, wyparciu i stresie, bo to ją wyniszczało psychosomatycznie. Musiała się nauczyć być ze sobą i dla siebie.

Zawsze po jakimś czasie funkcjonowania w odcięciu od siebie i wiecznym napięciu czeka nas depresja albo PTSD?

Często tak jest. Z podobnych powodów zgłosił się do mnie mężczyzna, który stracił na giełdzie dużą sumę pieniędzy. Inwestował od lat, ale póki był sam, umiał znosić ciężar, jakim było związane z tym ryzyko. Miał też czas, aby dzięki ulubionym sportom odreagować stres. Kiedy jednak założył rodzinę, został ojcem, obciążenie go przerosło. Bo nie tylko doszedł ciężar odpowiedzialności za rodzinę, ale też jej posiadanie sprawiło, że potrzebo- wał coraz więcej pieniędzy. Zaczął więc podejmować większe ryzyko, oczekując większych zysków.

Rozumiem, że zamiast osiągać większe zyski, poniósł większą stratę?

Właśnie – i tego już nie był wstanie unieść. Odczuł ją jako zagrożenie dla bytu swojego i swoich bliskich. Terapia pomogła mu wyjść z tego stanu, a także dała siły, by zbudować styl życia, który pozwoliłby mu na relaks, odpoczynek i regenerację. Tego mu zabrakło jeszcze przed załamaniem, bo rodzina i praca pochłaniały zbyt wiele czasu i nie miał go już dla siebie.

Psychoterapia pomogła mu poradzić sobie emocjonalnie, wrócić do „ustawień fabrycznych” i nawyków dobrego użytkowania siebie.

Kacper Stengert – psychoterapeuta, psycholog, coach. Pracuje w Instytucie Psychoimmunologii, w swojej pracy ukierunkowany jest na nurt psychodynamiczny, który skupia się wokół zrozumienia nieuświadomionych przyczyn cierpienia, oraz wykorzystuje nurt integracyjny, pozwalający na zdiagnozowanie negatywnych schematów funkcjonowania; kacperstengert.pl

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE