Katarzyna Sołtan - Czasem aż drżysz z emocji? Ekspertka TRE® wyjaśnia, dlaczego nie warto powstrzymywać tego naturalnego odruchu
00:00
O tym, że w trzęsieniu się z emocji nie ma nic złego, a wręcz ma ono uzdrawiającą moc, opowiada licencjonowana nauczycielka metody TRE® Elżbieta Pakoca.
- Drżenie po porodzie, w silnym stresie czy wzruszeniu nie musi oznaczać, że z organizmem dzieje się coś złego. Jak tłumaczy ekspertka, to naturalny mechanizm regulacji układu nerwowego.
- „Drżenie nie jest oznaką braku kontroli, wręcz odwrotnie – tak ciało reguluje się i pomaga nam przeżyć emocje” – mówi Elżbieta Pakoca, nauczycielka metody TRE®.
- TRE® (Tension & Trauma Releasing Exercises) to metoda oparta na naturalnych odruchach organizmu. Jej celem nie jest leczenie traumy, lecz praca z napięciem zgromadzonym w ciele.
- „Nie zajmujemy się leczeniem, tylko tym, czy dzisiaj ktoś pozwoli ciału drżeć i będzie czuł się z tym dobrze” – podkreśla ekspertka, wyjaśniając, dlaczego w TRE® najważniejsze jest odzyskanie kontaktu z własnym ciałem.
Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 08/2024.
Katarzyna Sołtan: Kiedy miała pani swoje pierwsze TRE®?
Elżbieta Pakoca: Kiedy zostałam wystawiona po porodzie na korytarz. Był to szpital wojskowy, moje dziecko pojechało do cieplarki, a mnie umieścili na korytarzu. Tam zaczęłam strasznie dygotać i poprosiłam przechodzącą pielęgniarkę, żeby przyniosła mi koce. Niestety, trzęsłam się jeszcze bardziej, i to z całym łóżkiem.
Kiedy wiele lat później trafił do mnie położnik z 30-letnim stażem, zapytałam go, czy zauważył, że kobiety drżą po porodzie. Powiedział, że to powszechny widok, ale nigdy nie zastanawiał się, dlaczego tak jest.
Teraz wiem, że gdyby ktoś mnie na to wcześniej przygotował, byłabym spokojniejsza, bo to zupełnie naturalne. Dlatego chciałabym podkreślić, że drżenie jest okej, nie bójmy się trząść.
Wewnątrz nas wszystko się porusza, żyje i pulsuje: krew, tkanki, narządy. Czy TRE® jest wzmocnieniem tego pulsowania chroniącym nas przed zastojami w ciele i w emocjonalności?
Zdecydowanie tak. To drżenie, z którym próbujemy się połączyć w TRE®, jest mimowolne, bo wszystko w naszym ciele pulsuje, i to z różną częstotliwością. Drżenie to rodzaj pulsacji. Na osi życie-śmierć pulsacja jest życiem, a śmierć to jej brak. Jesteśmy jednością psychofizyczną i wszystko jest w nas ze sobą połączone. Hormony, myśli, uczucia nie działają osobno. Jedno wpływa na drugie, a ciało jest miejscem, w którym wszystko się manifestuje. Im mniej ruchu na poziomie cielesnym, tym mniej go też w odczuwaniu. Odzwierciedla to również język: gdy mówimy, że ktoś jest sztywny, to znaczy, że brak elastyczności cechuje i jego ciało, i przekonania.
Drżenie nie jest oznaką braku kontroli, wręcz odwrotnie – tak ciało reguluje się i pomaga nam przeżyć emocje na takiej skali, jaką mamy w danej chwili. A że czasem emocje mają silne natężenie, potrzebują całego ciała.
Co oznacza akronim TRE®?
To skrótowiec od angielskiego tension & trauma releasing exercises [ćwiczenia uwalniające napięcia i traumy – przyp. red.]. Kiedyś nacisk kładziono na słowo „trauma”, jednak ludzie szybko zaczęli go nadużywać, bo dodaje dramatyzmu sytuacji i przeżytych w związku z nią emocji.
Tymczasem trauma to opis całego koszyka odczuć po wydarzeniu, które było dla nas zbyt obciążające. I nie chodzi tu o okoliczności, tylko o to, jak do nich podeszliśmy. Człowiek często myśli, że ponieważ coś go straumatyzowało, to nie potrafi już inaczej żyć. Kiedy rozmawiam z taką osobą, mówię jej, że przecież żyje i może coś z tym zrobić.
Coraz częściej w kontekście TRE® mówimy o tension, czyli napięciu, bo w tej metodzie realnie pracujemy z napięciem w ciele. Nie zajmujemy się leczeniem, tylko tym, czy dzisiaj ktoś na sesji pozwoli ciału drżeć i będzie czuł się z tym dobrze. Z prawdziwą traumą pracują traumatolodzy.
Czyli TRE® nie jest terapią?
Nie, to prosta metoda bazująca na ludzkiej fizjologii i tym, co mamy „zamontowane fabrycznie”. To odruch, coś banalnego, ale doszliśmy do takiego momentu, że trzeba tego ludzi uczyć i mówić im, że to jest w porządku.
Dla mnie to proces reedukacji, bo nie wprowadzamy niczego nowego, tylko uczymy, jak połączyć się z tym, co w nas było od zawsze, i zgodzić się, żeby spełniło swoją funkcję, czyli nas ożywiło.
Autorem metody jest dr David Berceli, który przez 20 lat mieszkał i pracował jako terapeuta i negocjator w państwach ogarniętych konfliktami, m.in. w: Izraelu, Palestynie, Sudanie, Ugandzie, Jemenie czy Libanie. Czy sprawiło to, że postanowił pomagać ludziom, którzy doświadczyli traumatycznych przeżyć?
Berceli miał ciężkie dzieciństwo, jego ojciec był alkoholikiem. Opowiadał, że był dzieckiem, które na dźwięk samochodu ojca na podjeździe chowało się za kanapą i oddawało śnieniu na jawie. Dziś nazywamy to dyssocjowaniem. Kiedy udało mu się wyprowadzić z domu, dużo czasu poświęcił na naukę – studiował socjologię, języki, masaż i terapię w nurcie analizy bioenergetycznej.
Jako specjalista do spraw rozwiązywania konfliktów i negocjator jeździł do krajów, w których toczyły się wojny. Po jakimś czasie zorientował się, że sam niewiele czuje, i zaczął osobistą pracę terapeutyczną. Kiedy pewnego dnia siedział w kościele i patrzył na bose, pokryte pyłem stopy klęczącego przed nim człowieka, zdał sobie sprawę, że on sam korzysta z zachodnich sposobów radzenia sobie z traumą, podczas gdy wszędzie indziej ludzie nie mają terapeutów czy nawet dostępu do lekarzy, a jednak radzą sobie z traumą, która ich wzmacnia i uwrażliwia na innych.
Był przekonany, że człowiek musi mieć jakąś biologiczną umiejętność radzenia sobie w takich okolicznościach. Doszedł do wniosku, że najważniejsze to przywrócić ruch w ciele, ożywić to, co zastygło.
Jak doszedł do tego, że właśnie drżenie uwalnia napięcia?
Znał dokonania dr. Alexandra Lowena, który często wykorzystywał w swojej pracy psychoterapeutycznej moc wibracji. To, że z wibracji można zrobić metodę, David Berceli uświadomił sobie, kiedy pewnego dnia siedział w schronie. Razem z nim przed bombardowaniem ukryło się wiele rodzin. Dorośli brali na kolana najmłodsze dzieci, więc i on postanowił przygarnąć dwoje z nich.
Zauważył, że dorośli kulą się na odgłos spadających bomb, za to dzieci drżą – najpierw mają skurcz obronny przed zagrożeniem, a potem natychmiast pojawia się drżenie całego ciała.
Berceli zrozumiał, że jest to najbardziej autentyczna reakcja, którą dorośli tłumią w obawie przed tym, że wywoła to dodatkowy lęk u dzieci. A nie jest to prawdą, bo dzieci są ekspertami od czucia i wolałyby przytulać się do rodziców, którzy mówią: „Chodź, potrzęsiemy się, przecież jest się czego bać”.
Zauważyłam, że wśród certyfikowanych asystentów TRE® jest kilku byłych żołnierzy.
To jest świetny przykład na to, że można być silnym, gotowym chwycić za broń i jeździć na misję, a jednocześnie czującym, doświadczającym siebie mężczyzną.
Co dzieje się w naszym ciele, kiedy drżymy?
Uwalniamy napięcie mięśniowe, uspokajając tym samym nasz układ nerwowy. W TRE® za pomocą ćwiczeń pobudzamy pewne grupy mięśni, a inne rozciągamy. Pomaga to uwolnić głębokie wzorce mięśniowe powstałe w wyniku stresu, napięcia czy trudnych przeżyć. W tych ćwiczeniach jest trochę anatomii, trochę biomechaniki, ale to dzieje się na samym początku. Później drżeć można bez ćwiczeń, wystarczy wewnętrzna zgoda.
Tak jak zwierzęta, które drżą zupełnie instynktownie?
Zwierzęta zachowują się w ten sposób spontanicznie, wszystko jedno, czy to jest pies, koń, niedźwiedź polarny, czy słynna z YouTube’a impala. Mądrość świata natury pokazuje, że po traumatycznym przeżyciu naturalnie pojawia się drżenie. Dzięki niemu nadmiar adrenaliny jest wykorzystany, mechanizmy obronne wycofane, a cykl energetyczny domknięty. Dzieci również drżą spontanicznie i potrzebują dorosłych, którzy powiedzą im, że to normalne i dobre.
Mój syn, kiedy był mały, przed każdą dalszą podróżą cały aż trząsł się z ekscytacji.
Niestety, z czasem ten naturalny odruch u dzieci słabnie, ponieważ społeczna norma nie pozwala tak mocno przeżywać wydarzeń.
Pewnego razu na sesji grupowej miałam dziewczynę, która opowiedziała mi, że u niej w domu drżenie było zupełnie normalne. Dopiero kiedy poszła na studia i zamieszkała w akademiku, zauważyła, że nie każdy tak ma. Po spojrzeniach i pytaniach, czy na pewno wszystko z nią w porządku, zorientowała się, że to z nią jest coś nie tak, i przestała drżeć.
Od tego momentu zaczęła cierpieć na najróżniejsze dolegliwości: kłopoty ze snem, trawieniem, koncentracją. To kolejny dowód na mądrość natury, która nam ten odruch dała.
Drżeć możemy przecież nie tylko ze strachu, ale i z radości, podniecenia, smutku lub rozpaczy.
Tak, może to być ekscytacja wynikająca z faktu, że jutro wychodzę za mąż, szok po przeżytym wypadku albo – tak jak to było u mnie – silne emocje związane z odejściem kogoś bliskiego. Pamiętam, że kiedy siedziałam przy trumnie mojej mamy, wyszedł chór, w którym śpiewała, i zaczął wykonywać niezwykle poruszającą pieśń. Rozpacz wstrząsnęła mną od stóp do głów, aż ławka zatrząsła się razem ze mną. Przepłynęła przeze mnie tak silna emocja, że moja siostra aż się zaniepokoiła, jednak dla mnie było to niezwykle uwalniające i dobre doświadczenie. Tak przeżyta śmierć mamy sprawiła, że wszystkie kolejne etapy żałoby przeszły w tempie błyskawicznym i dziś czuję, że cudownie było ją mieć, a jej odejście to po prostu element życia.
Christiane Northrup w książce „Ciało kobiety, mądrość kobiety” pisze, że emocjonalne i psychiczne zranienia przeobrażają się w ranę fizyczną. Czy u podstaw metody TRE® leży podobne założenie?
Tak. I muszę powiedzieć, że trafia do mniej więcej kobiet – i na sesje, i na szkolenia. Myślę, że ma to związek z biologią – kobiety częściej wsłuchują się w swoje ciało ze względu na cykliczność. Mężczyźni są wychowywani tak, żeby się nie przejmować i nie rozpłakać po pierwszym ciosie, więc uczą się znieczulania. Z drugiej strony widać jednak też tendencję kobiet do odcinania się od swojej cykliczności.
Moje doświadczenie z TRE® pokazuje, że paradoksalnie mężczyznom idzie łatwiej na sesjach, dlatego nie wierzę, że czują mniej, oni tylko inaczej do tego podchodzą, a społeczeństwo im to dodatkowo utrudnia.
Na czym polega TRE®?
Podczas sesji nawiązujemy kontakt z ciałem. Uczymy się drżeć, aby potem, doświadczając w trakcie różnych emocji, pozwolić im przepłynąć i umieć wyrazić to ciałem. Na początek proponujemy ćwiczenia, które pomagają znaleźć drżenie w ciele. Skala wibracji zależy od konstrukcji psychofizycznej danej osoby. Nie da się wymusić rozluźnienia. Kiedy przychodzi do mnie klient i mówi, że chce, żeby drżały mu kark i ramiona, bo tam czuje blokadę, to mówię mu, że nie mam nic przeciwko temu, tylko najpierw sam musi się na to zgodzić.
Sesja TRE® nie polega na wywoływaniu drżenia w danym miejscu w ciele, chodzi o to, żeby nawiązać z nim komunikację, a potem ją rozwijać. Jeśli zapytamy się cielesności, czy chce czuć się lepiej, to jestem przekonana, że padnie odpowiedź: „Tak!”. Niestety, nasze przekonania i ego to najgorsi jej przeciwnicy, bo rozluźnienie to przyjemność, a my nie jesteśmy do niej przyzwyczajeni.
Oduczyliśmy się jej?
Brazylijczycy poznający TRE® mówią, że jeśli zacznie im wibrować miednica, to pewnie będą mieli orgazm. W Polsce częściej spotykam się z pytaniami, czy przypadkiem nie uruchomiłam komuś padaczki. Nie zdarzyło się, żeby ktoś pomyślał o orgazmie.
Jak długo powinniśmy drżeć, aby obniżyć poziom napięcia?
Sesja trwa około godziny, natomiast sama dawka wibracji to kwestia indywidualna: jednej osobie wystarczy minuta, innym 10–15 minut w dobrym dialogu ze sobą. Wystarczy, że ciałodrżeniem opowiadam sobie o swoim stanie i to jest najlepsza dawka, jaką możemy sobie zaaplikować.
W TRE® chodzi o doświadczenie. Dopiero na sam koniec prosimy klienta, żeby opowiedział, co przeżył, aby mentalnie zintegrował to, co cielesne. Integracja jest ważna, bo efektem zranienia jest wewnętrzne rozdarcie – przestajemy wtedy być skomunikowaną wewnętrznie psychiczną, fizyczną i emocjonalną jednością. W ciele jest rana, a intelekt tego nie przyjmuje albo opowiada inną historię na temat tego doświadczenia. Wielu osobom wystarczy jedna sesja, żeby zrozumieć, o co chodzi w tej metodzie. Jeśli chcemy popracować z tzw. providerem, czyli osobą wyszkoloną przez nauczyciela TRE® do tego, by asystować innym, to średnio 6–10 sesji daje odpowiednie narzędzia i informacje, jak ze sobą pracować. I to już możemy ze sobą zabrać na całe życie.
Czyli lepiej zacząć sesje pod okiem providera?
Na pewno nie polecam oglądania filmików na YouTubie, bo są spektakularne, ale rzadko kiedy tak się zaczyna. Są osoby, które z łatwością potrafią znaleźć w sobie wibracje i z nich korzystać, ale spora część nas potrzebuje specjalisty, który naprowadzi na drżenie, sprawdzi, czy klient czuje się komfortowo, i po prostu będzie obok, bo jest to praca z nieznanym.
W trakcie pierwszej sesji można mieć cudowne doznania, ludzie czują się zrelaksowani i zmieniają życie na lepsze, a są osoby, dla których to jest okropne i boją się, że od tego drżenia wyjdzie z nich zaraz jakiś potwór.
Jest to proces, który wymaga czasu, ale później może być jak z piciem wody: kiedy mamy suche usta, pijemy, czyli kiedy czuję, że mam nadmiar emocji, drżę.
Czym dla pani jest TRE®?
Pracuję z tą metodą już 14 lat. Zaczęło się od fascynacji: na pierwszej sesji zastanawiałam się, jakim cudem mam taką reakcję ciała, o której do tej pory nic nie wiedziałam. Potem okazała się dla mnie wybawieniem, bo przez długi czas cierpiałam na chroniczne bóle krzyża, które wyłączały mnie z życia na kilka dni, a nawet tygodni. Teraz, mimo że rezonans pokazuje zmiany, nie zdarza mi się doświadczać tego bólu.
A dziś ma to dla mnie wymiar osobisty: moje ciało mówi, ja mówię i przeżywamy to po całości. TRE® to praca na wielu poziomach. Żaden masażysta nie poluzuje naszych tkanek tak jak wibracje. To moment, w którym mówię: muszę ze sobą pogadać.
Poprzez drżenie uczymy się dialogu z własnym ciałem?
Perspektywa przeżywania życia od strony ciała różni się od tej ze strony świadomości. Dotarło to do mnie na fotelu dentystycznym. Polecony gabinet i lekarz. Zamiast fotela – leżanka. Dentysta, uosobienie delikatności, puścił muzykę klasyczną. Miałam idealne warunki i byłam w najlepszych możliwych rękach, a jednak czułam, że muszę powstrzymywać drżenie. Kiedy wyszłam na ulicę, podygotałam dość mocno i usłyszałam swój lęk.
Z perspektywy mojego „zwierzęcia” miało to sens, bo żadne zwierzę nie zgodzi się na to, żeby mu grzebać czymś metalowym w zębach. Dlatego wibracje to dla mnie język, dialog. Drżeniem pozwalałam, aby ciało się wygadało. W nim ujawniają się emocje i chcą być przyjęte: „Tak, jestem wściekła; tak, jestem smutna”. Ważne, żeby nie szukać w otoczeniu przyczyny tej emocji, tylko ją uznać i pozwolić jej wypłynąć. Poprzez rozluźnienie wibracjami tworzymy drożność emocjonalną. Niestety, jako ludzie potrafimy przechowywać emocje latami.
A gdy tych emocji zebrało się w nas jeszcze od czasów dzieciństwa i utworzyły się ich całe pokłady, to czy sesja nie spowoduje eksplozji?
Często słyszę to pytanie. Skalę emocji mamy taką samą przez całe życie. Tylko dziecko ma za małe ciało, żeby przeżyć te o wielkim natężeniu, więc odkłada je na później. Jeszcze gorzej jest, kiedy rodzic nie pozwala mu tych emocji wyrazić.
Brak emocjonalnej samoregulacji i pokłady zatrzymanych odczuć sprawiają, że ludzie boją się TRE®, bo czują, że mogą eksplodować. Wtedy mówię im, że tego nie jest dużo, tylko jest mocno skoncentrowane i pod ciśnieniem, dlatego daje takie wrażenie i nie otwieramy tego szybko.
Lepsze jest miareczkowanie. Udział w sesji wymaga dorosłego nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie, żeby umiał powiedzieć tym emocjom: „Jesteście w porządku, dziś was spokojnie przeżyję, dziś już mogę”.
A czy może podać pani jakieś przykłady efektów pracy metodą TRE®?
Doświadczam pełnego spektrum wrażeń w trakcie sesji, od zachwytu po „nigdy więcej mnie na to nie namówisz”. Ludzie zauważają, że czują się bardziej zrelaksowani, mają więcej energii i luzu w ciele, lepiej śpią. Niektórzy robią się z kolei bardziej krewcy po uwolnieniu emocji. Miałam pana cierpiącego na zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, któremu po naszych sesjach wróciła mobilność, i klienta, który nigdy nie zadrżał.
Dzięki TRE® ludzie odzyskują spontaniczność, błysk w oku, robią się śmielsi. Myślę, że lepiej żyje się w żywym ciele, kiedy emocje mogą płynąć. Jeśli znajdziemy w sobie życie, wtedy i nasze relacje zmienią się na lepsze, bo jak emocje płyną, to łączą.
Elżbieta Pakoca, licencjonowany nauczyciel metody TRE® – ćwiczeń uwalniających od traumy i stresu, a także certyfikowany terapeuta w nurcie Analizy Bioenergetycznej (CBT).