fbpx

Jak mieć więcej czasu i pieniędzy?

Jak mieć więcej czasu i pieniędzy?
fot.123rf

Nasza codzienność w skrócie wygląda tak: albo się z czymś nie wyrabiamy, albo na coś nas nie stać. Psychoterapeuta Mateusz Ostrowski, który podczas festiwalu POP Kreacje prowadził warsztaty na temat presji czasu i znaczenia pieniędzy, przekonuje, że można mieć pod dostatkiem jednego i drugiego. Jak? Zmieniając swoje myślenie.

Przepraszam, spóźniłam się.

To nic, mamy sporo czasu.

A to wspaniale, bo dziś wszyscy się spieszą, patrzą na zegarek, nie mogą rozmawiać. Zawsze mieliśmy problem z czasem? W PRL-u mówiliśmy, że czy się stoi, czy się leży, 500 zł się należy. Nikt się specjalnie nie spieszył, na wszystko był czas.

Odkąd weszliśmy w gospodarkę wolnorynkową, z takim, a nie innym modelem ekonomicznym, nasz czas nagle zrobił się cenniejszy. I tutaj nie ma już miejsca na nicnierobienie, ważne jest teraz, by czas jak najefektywniej wykorzystać. Zrobiła się z tego presja na efekt, bo w zależności od tego, jak bardzo się zaangażujemy, mamy określone rezultaty.

No właśnie, czy czas nam się skurczył przez wzrost pracy i obowiązków, czy po prostu uczymy się lepiej go wykorzystywać?

Myślę, że na to się składa kilka rzeczy. Z jednej strony system ekonomiczny sprzyja, a wręcz wymusza efektywne wykorzystywanie czasu, bo czas to pieniądz. Z drugiej rozwój technologiczny sprawia, że przemieszczamy się szybciej, Internet działa wszędzie i też z coraz większą prędkością, przemiany kulturowe zachodzą szybciej, nasze życie także pędzi. Beatlesi byli na szczycie kilka dekad, która gwiazda dziś może się pochwalić takim sukcesem? Sklepy i restauracje pojawiają się i znikają, także związki międzyludzkie, małżeństwa trwają krócej albo łatwiej i szybciej można je uciąć.

Technologia przyspieszyła, żeby nam ułatwić życie, a jednocześnie wszyscy narzekamy na brak czasu.

Bo w te wolne miejsca, w te „zaoszczędzone” chwile, wchodzą inne rzeczy, które robimy. W latach 30. prorokowano, że ludzie za kilkadziesiąt lat nie będą wiedzieli, co zrobić z wolnym czasem. Tymczasem okazuje się, że natura nie znosi próżni, więc wypełniamy sobie czas mniej lub bardziej sensownymi rzeczami: siedzeniem na Facebooku, pracą, pochłanianiem większej ilości informacji. System ekonomiczny zachęca, żebyśmy wykorzystywali nasze zasoby i pieniądze do kupowania kolejnych rzeczy, więc pracujemy więcej, żeby więcej zarabiać, żeby wydawać na rzeczy, które zazwyczaj zużywają się tylko mentalnie, a nie fizycznie. Pamiętasz film „Podziemny krąg”? Padają w nim takie słowa: „Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy, by zaimponować ludziom, których nie lubimy”. Niestety, czasem wyglądamy jak chomik biegający w swoim kółeczku: zarabiaj, czytaj, rozwijaj się, pracuj. Przeżywamy klęskę obfitości.

Ale tak to wygląda jedynie w naszej części świata. Wystarczy pewnie pojechać do Afryki, Azji i czas magicznie zwalnia.

Tu, na Zachodzie, jesteśmy przywiązani do czasu liniowego. Wystarczy przenieść się do innego kręgu kulturowego, gdzie czas jest względny, a punktualność nic nie znaczy. I gdzie definicja czasu jest zupełnie inna. Wiele rdzennych społeczności żyje wedle czasu kołowego, związanego chociażby z rytmem pór roku. Wystarczy jednak wyjechać z miasta na wieś czy z dużej aglomeracji do miasteczka. Pamiętam moich rodziców, mieszkających w Kołobrzegu, jak idą Marszałkowską. Dwa razy wolniej niż cały tłum. W dużym mieście czas płynie inaczej. Ludzie łatwiej ulegają presji efektywnego wykorzystywania czasu.

Profesor Philip Zimbardo dzieli ludzi na osobowości według percepcji czasu – zorientowanych na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Zorientowani na teraźniejszość raczej nie ulegną presji bycia efektywnym, ale ci zorientowani na przyszłość, skupieni na planowaniu, zadaniach, celach mogą wpaść w pułapkę i uważać, że czas im ucieka. I tu chciałbym podkreślić, że mogą, ale nie muszą. Z drugiej strony nie ma sensu demonizować presji czasu. Działanie nastawione na przyszłość i efekt ma też swoje dobre i potrzebne strony, choć faktycznie mam wrażenie, że globalny trend w naszej kulturze dałoby się opisać słowami: szybciej, więcej, efektywniej.

Jak się nie poddać temu globalnemu trendowi?

Czasem wystarczy pojechać na wakacje. Ale nawet na wakacjach potrzebujemy co najmniej kilku dni, żeby zwolnić, bo dopiero wtedy przychodzi rozluźnienie. Dobrze jest zastawić na siebie pułapkę i pojechać tam, gdzie naprawdę nie ma nic do roboty, gdzie trzeba się ponudzić. Niekiedy wymaga to od nas wysiłku, bo ta presja wykorzystywania czasu, np. zwiedzania wszystkiego, co jest do zobaczenia na wakacjach, tkwi w nas głęboko. Gdy coś jest kulturowym trendem, trudno mu się nie poddać, żeby nie zostać w tyle. Ale naprawdę ważne jest, żeby zwolnić i zobaczyć, że ten czas może płynąć inaczej.

Jak zwolnić, zanim będzie za późno? Co chcesz pokazać na swoich warsztatach?

Chcę, żeby ludzie zauważyli to zjawisko w sobie i zobaczyli, czy przypadkiem oni albo ich najbliżsi nie cierpią przez to wewnętrzne poczucie presji. Presja wywołuje uczucie dyskomfortu, odbija się na naszym zdrowiu, relacjach z innymi. Czasem sygnał, że dzieje się coś niedobrego, wysyła nam własny organizm – zapada na chorobę, dostaje zawału, funduje nam wypalenie zawodowe czy depresję, żeby wymusić na nas zwolnienie tempa. Jeśli nie chcemy do tego doprowadzić, warto wsłuchać się w siebie – czy nie ma w nas potrzeby przyhamowania? I – oczywiście – zależy mi też na tym, żeby zobaczyć drugą stronę medalu czy raczej zegarka. Czym innym jest uleganie wewnętrznej presji, a czym innym świadoma decyzja, że ten czas wykorzystujemy efektywnie. Pracujemy, mamy z tego pieniądze, osiągnięcia, uczymy się, rozwijamy, widzimy tego owoce, podobają nam się. Życie z zegarkiem może być przydatną w życiu umiejętnością.

Jak pracuje się nad czasem?

Chcę, żeby ludzie poczuli na warsztatach te dwie strony w sobie: niepoddającą się presji czasu, jak i tę, w której żyje się z liniowym czasem za pan brat. Na przykład żeby przekonali się, jakie mają tendencje do uzależnień i które z nich pomagają im znaleźć się w jednym bądź w drugim stanie. Czy potrzebują hektolitrów kawy, by efektywnie działać, a wieczorem lampki wina, by zwolnić? Czy może tabletki, by zasnąć? Według mnie ważne jest szukanie równowagi pomiędzy tym trybem działania, nastawienia na czas i przyszłość, a tym skupionym na teraźniejszości i przyjemności. I co ciekawe, widać, jak bardzo szukamy tego drugiego stanu. Coraz więcej osób otwiera się na duchowość, medytację, jogę. Kiedy zobaczyłem w hollywoodzkim filmie Julię Roberts medytującą na tle pięknego krajobrazu, pomyślałem sobie: „O, medytacja właśnie trafiła do mainstreamu naszej kultury”. I to dobrze, że szukamy stanów, które ona może przynieść. Często dlatego, że jesteśmy przemęczeni, przepracowani, nie widzimy sensu w tym, co robimy. A pamiętajmy, że Newton odkrył prawo ciążenia, siedząc pod drzewem, Archimedes zaś taplał się w wannie. Najlepsze pomysły przychodzą, gdy odpoczywamy, śnimy, gdy nic nie robimy. Stan zwolnienia wzmacnia kreatywność.

Filozofia zen mówi o tym, że kiedy zwolnimy, na przykład codziennie usiądziemy na chwilę w medytacji, to otworzymy swoje serce, zaczniemy współodczuwać ze światem.

Mam tu taki cytat z książki Michaela Endego, „Momo, czyli osobliwa historia o złodziejach czasu i dziecku, które zwróciło ludziom skradziony im czas”. Jeden z bohaterów mówi: „Mam tylko zamiłowanie do zegarów. Są one bardzo niedoskonałym naśladownictwem czegoś, co każdy człowiek ma w piersi. Bo tak jak macie oczy, aby widzieć światło, uszy, aby słyszeć dźwięki, macie serce, aby uświadamiać sobie czas. Cały czas nieuświadomiony przez serce jest stracony, jak barwy tęczy dla ślepca albo śpiew ptaka dla głuchego. Są jednak, niestety, ślepe i głuche serca, które nic sobie nie uświadamiają, chociaż biją w piersi”.

Gubimy to czucie, gdy nie postrzegamy czasu sercem, tylko zadaniami. Gdy przyhamujemy, łatwiej jest czuć, i odwrotnie, kiedy skupiamy się na czuciu, naturalnie trochę zwalniamy. Każdy powinien mieć dostęp do tej części siebie, która szybko działa, jest nastawiona na zadanie i efekt, ale też do tej części, która potrafi być tu i teraz, docenić piękno, która może po prostu posiedzieć. Obu tych postaw potrzebujemy. I obie warto ćwiczyć.

Co warsztat o czasie powinien pozostawić w uczestnikach?

Chciałbym, aby wyszli z rozpoznaniem tych dwóch postaw, żeby wiedzieli, że je mają, by byli w kontakcie z jedną i drugą postawą. Żeby po pracy potrafili powiedzieć sobie: „Teraz odpoczywam, mam do tego prawo”. Nie wpycham na siłę działania, które da mi pozorne poczucie, że wykorzystuję maksymalnie swój czas.

Bo nie kupi się więcej czasu. Co nas kieruje w stronę twojego drugiego warsztatu – o pieniądzach. Przyznasz, że to raczej śliski temat. Mamy mnóstwo przysłów z nimi związanych, jak to, że pieniądze szczęścia nie dają.

I że są brudne, że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do królestwa niebieskiego, pieniądze szczęścia nie dają, pierwszy milion trzeba ukraść… i tak dalej. A jednocześnie pieniądze są wszędzie, otaczają nas, nie można bez nich żyć. Wszyscy mamy swoje marzenia i obawy z nimi związane. Ludzie się kłócą o pieniądze, robią coś razem dla pieniędzy. Jest taka anegdota o prezesie spółki giełdowej, który był niski, ale miał powodzenie u kobiet. Gdy go pytano, jak on to robi, odpowiadał, że jak stanie na portfelu, to jest dużo wyższy. Można się przerazić wzorcem, który z tej historii wypływa, ale faktem jest, że w tym świecie pieniądze dają rangę społeczną. Oczywiście są wyjątki, ale generalnie gdy ktoś ma więcej pieniędzy, to może więcej i jest lepiej postrzegany. Naszą zamożność podkreślamy ubiorem, drogim zegarkiem, samochodem itp. Tak tworzymy swój wizerunek w świecie. Poza tym dopasowujemy się do grupy społecznej, w której funkcjonujemy. Moi znajomi mają taki standard, to ja też muszę.

Bez pieniędzy nie możemy żyć, dlatego powinniśmy o nich rozmawiać?

Niezajmowanie się pieniędzmi jest omijaniem bardzo ważnego tematu. Z jednej strony zwrócenie uwagi na to, co robimy z pieniędzmi, może pokazać nam, jakie są nasze relacje ze światem, z innymi ludźmi, ale z drugiej pozwoli nam zobaczyć nas samych – nasze wzorce, braki, ograniczenia.

No właśnie, jak postrzegamy pieniądze?

Nasz stosunek do pieniędzy ma wiele wymiarów. Podstawowym jest ten ekonomiczny, czyli pieniądz jako waluta, bilet NBP, określona liczba zer na naszym koncie, wydatki, przychody, budżet… Drugi wymiar, którym głównie zajmuję się podczas warsztatów, to psychologiczny. Pokazuje on nasz najczęściej nieświadomy stosunek do pieniądza. Na tym poziomie pieniądze mogą dla nas oznaczać bezpieczeństwo albo władzę czy siłę. I oczywiście mamy najróżniejsze przekonania na ich temat. Słyszymy głosy w naszych głowach, które mówią, że musimy mieć dużo pieniędzy, bo wtedy jesteśmy wartościowi, albo przeciwnie, że pieniądze są brudne, albo że chciwość jest dobra. Zależy mi na tym, żeby ludzie zmierzyli się z tymi przekonaniami, ze swoimi snami o pieniądzach, bo gdy widzę, co robię z pieniędzmi, co o nich myślę – mogę zacząć to zmieniać albo przestać coś robić, odzyskać kontrolę. Podczas warsztatów będziemy pisać bajkę o pieniądzach, bo to pozwala odkryć nasze nieświadome wzorce i przekonania.

Gdzie w tym wszystkim mieszczą się takie zachowania jak życie na kredyt, nadmierne oszczędzanie, ale też kompulsywne kupowanie?

Same kredyty, zakupy, oszczędności mieszczą się w wymiarze ekonomicznym, to poziom uzgodnionej rzeczywistości, ale już gratyfikacja, jaką nam dają zakupy, nadmierne wydawanie albo presja na oszczędzanie, to już wymiar psychologiczny, poziom snu.

Z jednej strony możemy potraktować kredyt jako instrument finansowy – pożyczkę, której ktoś nam udzielił na określony czas i ustalony procent, a my wykorzystujemy ją do realizacji konkretnego celu i spłacamy w terminie. Tyle tylko, że najczęściej wcale nie zachowujemy się aż tak racjonalnie, a i same instytucje finansowe wbrew pozorom nie zachęcają nas do tej racjonalności. Raczej pomagają nam śnić na jawie sny o naszej przyszłości. Wystarczy spojrzeć na reklamy: „Weź kredyt na wakacje z palemkami!”, „Chcesz założyć rodzinę? Najpierw kup mieszkanie z naszym kredytem!”. Dlatego im większą mamy wiedzę na ten temat, tym łatwiej nam będzie nie ulegać reklamom. Chodzi o to, żeby świadomie poczynać sobie z pieniędzmi, wiedzieć, czemu robimy tak, a nie inaczej, co śnimy o pieniądzach i czy możemy się z tego snu obudzić. Ważne, żeby wyrwać się ze schematu. I może będą tego pozytywne skutki, może przestaniemy wydawać na głupoty, a może właśnie pozwolimy sobie na drobne przyjemności, których do tej pory sobie odmawialiśmy.

Tu jeszcze dochodzi ta magia karty płatniczej, która pozwala nam nie odczuwać ciężaru zarobionej gotówki.

A tak, to też jest tylko z pozoru ekonomiczny produkt finansowy. Pamiętam felieton Zygmunta Baumana o karcie kredytowej. Napisał, że karta to rodzaj czarodziejskiej różdżki, którą wyciągam i bach! Mam! Dzięki karcie kredytowej łatwo i bez wysiłku dostaję to, czego chcę. Ale okazuje się, że gdy zdobycie czegoś, co normalnie kosztowałoby nas sporo pracy, przychodzi bez trudu, to krócej to cieszy. Nasza satysfakcja z produktu jest krótsza, więc co robimy, żeby znowu odczuć satysfakcję? Kupujemy kolejną rzecz, znowu za pomocą magicznej różdżki. Można tak bez końca, ale chodzi o to, żeby umieć przestać.

Mateusz Ostrowski psychoterapeuta i trener, ukończył I etap Programu Licencyjnego Instytutu Psychologii Procesu, uzyskując prawo do prowadzenia terapii i pracy z grupami pod superwizją. Prowadzi terapię indywidualną, par, jak również warsztaty rozwoju osobistego. Jako trener zajmuje się szkoleniami przygotowującymi do wystąpień publicznych i medialnych, jak również z komunikacji w biznesie czy psychologii pieniądza, www.mateuszostrowski.pl

Czas i pieniądze – dwa proste ćwiczenia

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze