Jak sztuka wpływa na umysł?

fot. iStock

Dla twórcy jest ukochanym dzieckiem, dla kolekcjonera – przedmiotem pożądania, a dla mózgu dzieło sztuki to obiekt jak każdy inny… O tym, czy sztukę trzeba rozumieć, żeby się nią zachwycać i terapeutyzować, pytamy neuropsychologa Daniela Jerzego Żyżniewskiego

Co się dzieje w naszym mózgu, gdy wchodzimy do Luwru?

Podobnie jak w każdym muzeum, pojawia się efekt stłoczenia i wtedy aktywność mózgu się nasila. Nie tylko w układzie wzrokowym, ale przede wszystkim w tzw. układzie limbicznym związanym z emocjami. Emocje są integralne z percepcją. Mózg nie interpretuje tego, co widzi, jako dzieła sztuki ¬ dla niego muzeum to wiele elementów w jednym miejscu, informacji, które trzeba przetworzyć. Dlatego wyodrębnia jeden obiekt i zawęża do niego uwagę.

Na jakiej zasadzie dokonuje wyboru tego obiektu?

Tu następują reakcje szybsze i silniejsze niż nasza intencja, np. reakcja na kontrast. Jeśli coś jest silnie skontrastowane, tym szybciej i na dłużej przykuwa naszą uwagę. Podobnie większe obiekty silniej oddziałują niż mniejsze, ale zdarza się, że mały, silnie skontrastowany obraz wygra z dużym, ale stonowanym.

Czyli dzieje się to poza sferą umysłu?

To jest właśnie umysł. Mózg tworzy umysł, umysłem są wszystkie funkcje naszego mózgu. Percepcja wzrokowa i uwaga to funkcje poznawcze, czyli też są składnikami umysłu. Z tej perspektywy to, co silnie skontrastowane, jest ważne dla przetrwania, bo pozwala nakierować uwagę na obiekt w przestrzeni i rozstrzygnąć, czy jest dla nas zagrażający, czy nie. Jeśli ocenimy go jako bezpieczny, to można zbliżyć się, by wyłaniać kolejne elementy dookreślające, np. jego kształt. Przy czym im bardziej obiekt jest konkretny (np. stół), tym łatwiej jest rozpoznawalny i tym szybciej opada napięcie. Im dłużej trwa rozpoznawanie obiektu, tym większe napięcie w nas wywołuje.

Na początku pojawia się lęk?

Nie, to raczej zaskoczenie i znieruchomienie, które sprawiają, że nasza uwaga wychwytuje bodziec, a mózg sonduje, czy ten bodziec jest znany, czy nie. To banalne kryterium, ale konieczne do identyfikacji. Jeżeli to się nie uda, to ze znieruchomienia można przejść w oddalanie się, a nawet w ucieczkę. Z kolei jeśli bodziec zostanie zidentyfikowany i oszacowany jako bezpieczny, to mijamy go albo podchodzimy z zaciekawieniem. Temu cały czas towarzyszą emocje.

Czy już wtedy włącza się ocena estetyczna? Czy dylemat ogranicza się do wyboru między podejść a uciekać?

Schemat: zbliżyć się albo oddalić jest pierwszy. Estetyka to inna kwestia. Żeby stwierdzić, czy coś jest estetyczne, trzeba najpierw odczuć z tego powodu przyjemność, a więc trzeba się zbliżyć. Do tego konieczne jest jedynie poczucie, że bodziec nie jest dla nas zagrażający. Dlatego wszystko może być estetyczne. Lepiej mówić, że coś nam się podoba albo nie. A spodobać się też może wszystko, jeśli tylko wywoła wewnętrzną akceptację.

Z badań nad związkiem osobowości z preferencjami w kwestii sztuki wynika, że osobowość nie wpływa na to, co wybieramy w sztuce, ale na to, z jakiego powodu to coś wybieramy. W tym kontekście „Czarny kwadrat na białym tle” Kazimierza Malewicza czy „Puszki z zupą firmy Campbell” Andy’ego Warhola mogą być uznane za dzieła sztuki, bo nie jest ważne, co to jest, ale dlaczego takie jest, z jakich powodów i dla jakich celów jest pokazywane przez artystę i wybierane przez odbiorców.

Jakie to mogą być powody?

Rozmaite, emocjonalne oraz intelektualne. Im coś jest bardziej dla kogoś poruszające, tym chętniej wybierane. Poruszające w różnym kierunku. Jeśli ktoś czuje się zaskoczony lub wystraszony, to nie znaczy, że to odrzuci. Emocjonalność jest uwarunkowana indywidualnie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »

Otrzymujesz tę wiadomość ponieważ Twój adres został zapisany w naszej bazie osób zainteresowanych informacjami z Wydawnictwa Zwierciadło. aby nie otrzymywać wiadomości z grupy mailingowej Zwierciadlo.pl, wypisz się z niej, odwiedzając ten link